wtorek, 27 sierpnia 2013

List


Szukamy dziś wymyślnych form, koncertów, tańców, ewangelizacji ulicznych, żeby przyciągnąć ludzi do Kościoła. Staramy się jak najbardziej aktywizować w sferze sacrum i przez to pogłębiać swoją wiarę. Mamy wyrzuty sumienia, że mówimy za mało o Bogu.  W powyższych troskach współczesnego człowieka, który chce być religijny kryje się kilka pułapek. Chciałbym przestrzegając przed nimi zaproponować  powrót na pewną zapomnianą ścieżkę, o której pisał chociażby papież Benedykt XVI, która byłaby również odpowiedzią na wezwanie papieża Franciszka i jego św. Imiennika z Asyżu do głoszenia Ewangelii „czasem tylko słowami”.  Ścieżyna ta stanowi wg mnie brakujące ogniwo Nowej Ewangelizacji. Wiąże się również ściśle z właściwą aktywnością świeckich w Liturgii. Aktywność ta w ostatnich czasu przestała być właściwie rozumiana. Benedykt XVI proponował odrodzenie Kościoła i wiary właśnie przez Liturgię. Trzeba jednak ruchu w obie strony. Trzeba również by gleba zwyczajnego życia została przygotowana do właściwego przyjęcia liturgicznego ziarna.   Zanim jednak napiszę  cóż to za dróżkę, a raczej dróżki Kościół powinien przywrócić do łask, scharakteryzuję błędne idee, które sprawiły, że uznaliśmy je za drogi donikąd, za truciznę, mimo iż były lekarstwem, że ucięliśmy głowę, zamiast ją wyleczyć.
Pułapki te uderzyły i dalej uderzają w istotę religii. Tą istotą jest totalność. Oznacza ona, że religia nie byłaby religią, gdyby nie „mieszała się” do wszystkiego, gdyby nie wyznaczała wzoru dla wszystkich sfer życia. Totalność owa zakłada, że rzeczywistość to system, czyli splot spraw, które nie są niezależnie, bo na siebie wpływają, tworząc całość. Z istotą tą sprzecznych jest kilka mechanizmów, któremu już nawet sami katolicy bezwiednie się podporządkowują:
1.)    Sekularyzacja – element większego procesu – autonomizacji – próby przedstawiania jako niezależne z istoty powiązanych elementów systemu rzeczywistości.
2.)    Przejęzykowienie i etykietyzowanie.  Umożliwia ono uznanie czegoś za katolickie tylko poprzez nadanie temu katolickiej nazwy.
3.)    Awersja do formalnego, zewnętrznego wymiaru religijności ludowej.
4.)    Zagubienie perspektywy wieczności na rzecz kreatywności, zmiany.
5.)    Krytyka rytualnego, tradycyjnego wymiaru religijności oparta na mylnym wrzuceniu go do jednego worka z magią, synkretyzmem, czy pogaństwem.
(pominąłem tu szczegółową analizę tych pułapek)
Schematy społeczno-ideologiczne, które – czy tego chcemy, czy nie – nas ukształtowały Skłaniają nas  do wymyślania przeróżnych akcji, flashmobów, skakania, zlanych łzami wieczorków przy świetle zniczy i rzewnych śpiewów wraz z pełnymi uniesień recytacjami... Próbowałem kiedyś na siłę w tym uczestniczyć, bo takie coś było w chrześcijańskich wspólnotach, które wg moich dziecięcych wyobrażeń musiały być wzorem pobożności.  Niestety nie są, bo wyrosły z  pragnienia naśladowania protestanckich ekstaz i odlotów.. Zwykli członkowie tych wspólnot myśleli tak jak ja i brnęli w tę sztuczność, i dziwaczność... 
Takie akcje mogłyby być owocne, gdyby zmieniły w sobie wszystko prócz entuzjazmu młodych... i nazwy.

Musimy postawić tym schematom opór, opór radosny, ale nie wesołkowaty, podniosły, ale nie wyniosły. Poszukujący  znaczeń, ale nie silący się na tworzenie zbyt wielu sztucznych symboli, okazji i nisz „religijnych”oderwanych od zwyczajności i normalności. Nadający znaczenie zwyczajnym, koniecznym sferom życia- chlebowi powszedniemu, domowi,  ubiorowi, relacji z drugim człowiekiem. To wszystko zawsze jest  i z tego trzeba czynić znaki, a nie tworzyć sztuczne okazje znaczące.  Żeby nie nastąpiła inflacja znaków…
Mamy przecież już swoje święta katolickie, piękne procesje Bożego Ciała, w których Bóg "zagrody nasze widzieć przychodzi i jak się jego dzieciom powodzi". Nauczmy się cieszyć tym co mamy, a nie wymyślajmy na siłe, zgodnie z pogonią za "kreatywnością" światową nowych uszczęśliwień. Jeśli nie umiemy się radować prosto, tym co mamy, tym, co Duch Święty wykształcił z miłości poprzednich pokoleń i co che byśmy podjęli i budowali dalej, to nie umiemy się w ogóle radować. Nasza wesołkowatość to ułuda szczęścia.


Propozycja:
Przychodzi mi teraz na myśl pewna rada, jaką św. Franciszek z Asyżu dawał swoim braciom: "Idźcie i głoście Ewangelię, czasami także słowami"
Papież Franciszek
"Gest cielesny jest jako taki nośnikiem duchowego sensu 
adoracji, bez której sam gest byłby bezsensowny.
Akt duchowy musi się ze swej istoty
i ze względu na cielesnoduchową jedność człowieka
wyrazić koniecznie w geście ciała."
kard. Ratzinger. "Duch Liturgii"
Tą ścieżyną, na której powrót chciałbym całemu Kościołowi zaproponować jest właśnie mistyczna codzienność - ludowa pobożność. A co to jest ta ludowa pobożność? Czy to kwiatki, wzorki i przebieranie się od święta w ludowe stroje? Ludowa pobożność to coś więcej. To uczynienie z całego życia Znaku, Księgi pisanej „czasem także słowami”, drogowskazu odsyłającego do Boga, kierującego ku Niebiosom. Ludowa pobożność to podejmowana wciąż na nowo próba fraktalowego odbicia Niebios, Wieczności, świętego Początku na każdym skrawku codzienności i upływającego czasu. Próba ta odbywa się za pośrednictwem Liturgii, która wg katolików jest Doskonałym obrzędem, jedynym wypełniającym pragnienie którego wyrazem były obrzędy i rytuały wszystkich innych religii. Ten Rytuał przez duże R, nie znosi jednak potrzeby rytuałów innych, wręcz przeciwnie. Owe rytuały niedoskonałe, zakotwiczone w codzienności są potrzebne jako grunt, pozwalający  zrozumieć istotę Mszy Świętej, która jest istotą Chrześcijaństwa. Dlatego też odrzucenie  ludowej pobożności wiąże się tak ściśle z upadkiem wiary w Starym Świecie. Jak pisał papież Benedykt XVI:
Pobożność ludowa to żyzna ziemia, bez której liturgia nie może wzrastać. Niestety, była ona często lekceważona, a nawet deprecjonowana przez część Ruchu Liturgicznego, a także w trakcie reformy posoborowej. Miast tego należy ją miłować, oczyszczać tam, gdzie trzeba, i kierować nią, zawsze jednak przyjmować z wielkim szacunkiem jako wyraz przywiązania do wiary, przywiązania obecnego w sercu narodów, nawet wówczas, gdy pobożność ta wydaje się obca lub niezrozumiała. Jest ona niewątpliwym, wewnętrznym zakorzenieniem wiary; tam, gdzie usycha, tam z łatwością dochodzi do głosu racjonalizm i sekciarstwo. Wypróbowane elementy pobożności ludowej mogą wywierać wpływ na formowanie liturgii i to bez gorliwego jej robienia, lecz w procesie cierpliwego, powolnego wzrostu"[1]
Fascynujące podobieństwa między Ewangelią, Mszą Świętą a obrazami mitycznymi wielu kultur, które często pozostały w kulturze ludowej postaram się opisać w innym miejscu. Teraz chciałbym zwrócić uwagę na pewien szkodliwy mechanizm, który można w skrócie opisać, jako…
…wylewanie dziecka z kąpielą
Ktoś kiedyś wymyślił, że ludowe rytuały, ścisłe zasady kultury ludowej, to puste formy, albo magia. I katolicy się tym przejęli, i zaczęli odrzucać wszelkie rytuały razem z rzeczywistemi zabobonami. Ks. Roman Kneblewski powiedział kiedyś: Życie wewnętrzne nie znosi próżniParafrazując te słowa można powiedzieć, że rytualna potrzeba człowieka nie znosi próżni. Tą próżnię zaczęło więc wypełniać byle co i to byle co zaczęło spełniać ludzkie potrzeby religijne. A jeśli nie byle co, to – co gorsza – orszak złych duchów, albo  planowanych działań, które miały stworzyć kult doczesności. I miejsce świętego kąta zaczęły wypełniać plakaty gwiazd filmu sportu, muzyki, albo telewizor, czy komputer, miejsce uświęconej przestrzeni domowej jakieś feng szuje, posągi buddy... Miejsce świąt katolickich jakieś dni dziecka, moich urodzin, kota, psa i szydełkowania. Miejsce Liturgii- koncerty rockowe, albo dyskoteki… A nasze prawdziwe święta, nasze miejsca święte, nasze zasady żywego wyrażanie wiary w codzienności zaczęły stawać się pustymi formami, martwymi obiektami muzealnymi. Wraz z nimi martwa stałą się religia, jak martwa jest kultura, którą się podziwia w skansenach i na folklorystycznych przebieranych festiwalach. I choć nauczyliśmy się o zasadach naszej wiary doskonale, dogmatycznie gadać, to przestaliśmy je żywo, praktycznie rozumieć, przestaliśmy nimi nasycać naszą codzienność. Co więc robić?
Nadać właściwe znaczenie
W filmie "Wielka Cisza", jedne z nielicznych słów jakie padły brzmiały mniej więcej tak:
" W życiu jest wiele Znaków. Niektóre z nich nie mają znaczenia. Grunt nie leży w ich usuwaniu, ale w nadawaniu im właściwego znaczenia. Bo człowiek bez znaków czuję się zagubiony".
Proponuję zrezygnować z taktyki nieustannego zmieniania form pobożności(w tym Form Liturgicznych), a skupić się na nadawaniu znaczenia temu, cośmy dostali w spadku od przodków. Ewentualne innowacje niech organicznie z tego wyrastają.
Proponuję również ograniczyć(nie, nie usunąć)  mnożenie wymyślnych okazji, organizowanie szumnych akcji zwanych ewangelizacyjnymi, katolickimi. Tego jest dziś za dużo. To powinno zejść na plan dalszy.  Dziś potrzeba przede wszystkim  przeobrażenia podstawowych wymiarów życia, na wzór kultury ludowej. One zawsze są i z nich trzeba czynić znaki, a nie tworzyć nowe, sztuczne okazje znaczące. Żeby nie nastąpiłą inflacja znaków, pozbawienie ich mocy, treści. Proponuję więc potraktować „ludowe” obrzędy, uporządkowania przestrzeni, czasu, relacji społecznych i międzycielesnych jako z n a k i Bożego, Miłosnego Porządku. I wprowadzać w nowoczesne życie i budować za ich pomocą nowoczesność! Dmuchać, a nie poddawać się podmuchom bylejakich „duchów czasu”.  Bo jak nie, to stanie się z naszą kulturą tak, jak z człowiekiem, o którym Nasz Pan, Jezus Chrystus opowiadał w Ewangelii:
Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku, ale nie znajduje. Wtedy mówi: "Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem"; a przyszedłszy zastaje go niezajętym, wymiecionym i przyozdobionym.  Wtedy idzie i bierze z sobą siedmiu innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy, niż był poprzedni. Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem". (MT 12, 43-45)

w imię stwierdzenia, że najważniejsze to, co w sercu,. że nie liczy się forma..., że religia nie powinna wpływać na nic poza sferą religijną, a raczej przyjmować wpływy mód, "ducha czasu", "nowoczesności", kultura życia codziennego wpoiła nam rezygnację z kształtowania sposobów życia na wzór wyznaczany przez religię wyznawaną. Wymagała natomiast, by to religia przemieniała się wraz z tą kulturą, tracąc nierzadko swą tożsamość.
W związku z tym straciliśmy kontrolę nad treścią Słów Ewangelicznych.
Jak ją odzyskać?
Odpowiedź zdaje się prosta: wpływać na kształt codzienności, kultury zwyczajnego życia. Wpływać przez uświęcanie, kształtowanie jej porządku na wzór wyznaczany przez świętość, oraz przez symboliczne wyrażanie Prawd Wiary- Bożego Ładu w organizacji i rytualnym naznaczaniu codziennych czynności-
w odniesieniu do "chleba powszedniego",
w budowaniu i organizacji domu, który jest symbolem Świątyni- Domu Niebieskiego,
w organizacji czasu,
w odniesieniu do ludzi, w społecznych hierarchiach,
w ubiorze wyrażającym sakralne naznaczenie ciała i jego reakcji i relacji do innych ciał, itd...
Kształt codzienności jako znak
W ludowej religijności chodzi nie tylko o etykietyzację religijnymi słowami różnych  elementów życia, ale o wewnętrzne ustrukturyzowanie  form, którymi człowiek żyje, tak, by nawet bez słów znaczyły, wyrażały głębokie religijne treści.  Nie chodzi też o mnożenie wymyślnych okazji, organizowanie szumnych akcji zwanych ewangelizacyjnymi, katolickimi. Tego jest dziś za dużo. To powinno zejść na plan dalszy. Wyjaśnię kawałek dalej dlaczego. Dziś potrzeba przede wszystkim  przeobrażenia podstawowych wymiarów życia. Człowiek ma słabą pamięć potrzebuje takich przypominaczy na każdym kroku. A w naszej kulturze je odrzucono uznając za formalizm, zabobony,  i za mieszanie się religii do innych sfer życia. A przecież religia, która się nie miesza do wszystkiego przestaje być naszą religią.
Po co wracać do tych starych struktur ludowych?
            Stare formy kultury ludowej mogą nam odsłonić pewne zasady porządkowania świata, które dziś nam umykają, a które wypróbowane przez pokolenia i względnie trwałe przeszły próbę zmiennych okoliczności historycznych, jako skuteczne sposoby wyrażania sensów religijnych. A więc poprzez przyjęcie wybranych starych form, przez ich wypolerowanie i renowację- możemy odkryć pewne zasady i sensy i struktury, w które dopiero można będzie wpisywać- po uprzednim badaniu i weryfikowaniu- formy współczesnej kultury. To, co kard. Ratzinger o muzyce, możemy powiedzieć o całej kulturze ludowej:

 Jest przy tym rzeczą ważną, że istnieją przecież przyczółki pobożności ludowej i jej muzyka, a także w szerszym sensie tego słowa muzyka duchowna, która zawsze winna pozostawać w relacji płodnej wymiany z muzyką liturgiczną: z jednej strony są one przez nią inspirowane i oczyszczane, z drugiej zaś przygotowują też nowe formy muzyki liturgicznej. Z tych swobodniejszych form może potem wyłaniać się coś, co wejdzie do wspólnego skarbca powszechnej liturgii Kościoła.[1]


Jak konkretnie to zrobić? 
  
Byłoby dobrze, gdybyśmy ołtarzyki w domach sobie zrobili, gdybyśmy je tak, jak dawniej ołtarz skierowali ku wschodzącemu słońcu. Na ołtarzyki takie składać by się mógł stół przysunięty do ściany, który nie służy do jedzenia na co dzień, albo komódka.  Na nim Krzyż, świece, chleb, ewentualnie książeczka, czy Pismo Święte. Można go postawić w rogu, naprzeciwko pieca(co też ma swoje znaczenie) a nad nim powiesić obrazy. W ten i wiele podobnych sposobów dawny lud zakorzeniał środek świata- Mszę Świętą-Niebiosa w swojej codzienności, wspomagał swoją pamięć, by nie zapomnieć o Chrystusie i ku niemu kierować wszystkie swe poczynania. Do tego dochodzi symbolika okien, progów, sosrębu, samego procesu budowania, wiechy, choinki, światów, podłaźniczki, itd…
Trzeba znaleźć sposób, by  młode małżeństwa, rodziny decydowały się na takie rozplanowanie przestrzeni domowej, a architekci katolicy mogli uwzględniać w swych projektach tego typu symbolikę. By przywrócić do architektury sakralnej pamięć o przestrzennych symbolach- również tych związanych ze wschodem słońca. Dziś tak modne stają się figurki buddy, czy tzw. Feng Shui.  Jest to wyraz słusznego pragnienia by umistycznić przestrzeń życia codziennego. Szkoda tylko, że zapominamy, że mamy swoje, katolickie na to sposoby i nie musimy szukać tradycjach niezgodnych z naszą.
Niech   chleb powszedni, będzie nie tylko chlebem codzienności ale niech wyobraża chleb „po wsze dni”, chleb wieczny i niebieski,  którym stał się Chrystus. Pieczmy go w domach, zbudujmy sobie piec, jeśli mamy możliwość.
Dobrze by było, gdyby katolicy rytm dnia oraz prace naznaczali religijnymi symbolami, Znakiem Krzyża,  itd.. nie tylko prywatnie, ale, jeśli to możliwe, razem z innymi katolikami. To jest dziś trudne, ale  przecież możliwe jest organizowanie miejsc pracy w zwartym światopoglądowo środowisku. Można takie zasady zastosować w małych rodzinnych firmach, czy tych tworzonych przez bliskich znajomych.
Strój i ubiór mogą wyrażać tajemnicę świątyni Ducha Świętego- i że inaczej tą świątynią jest kobieta, a inaczej mężczyzna(niech i katoliccy projektanci mody z tego czerpią...)
Praktykowanym przykładem powyższych propozycji jest chociażby różaniec w samochodzie.
W końcu każdy z nas gdzieś mieszka- niech dom nie zatrzymuje na samym sobie, ale niech będzie obrazem- I k o n ą  tego Wiecznego, Niebieskiego Mieszkania. Każdy coś je. Niech chleb będzie obrazem tego Niebieskiego Pokarmu, Każdy gdzieś pracuje(a przynajmniej dobrze by było;) Niech praca zostanie uświęcona jako odbicie Boskiego Stwarzania, prawie każdy się ubiera- niech i w tym elemencie kultury wyraża się to, iż Ciało jest Świątynią Ducha Świętego i że inaczej tą świątynią jest kobieta, a inaczej mężczyzna... Nauczmy się głęboko, mistycznie przeżywać podstawowe wymiary życia. Niech one odsyłają do Mszy Świętej a przez Nią do Niebios gdzie Chrystus przygotował nam miejsce.


W końcu każdy z nas gdzieś mieszka- niech dom nie zatrzymuje na samym sobie, ale niech będzie obrazem- I k o n ą  tego Wiecznego, Niebieskiego Mieszkania. Każdy coś je. Niech chleb będzie obrazem tego Niebieskiego Pokarmu, Każdy gdzieś pracuje(a przynajmniej dobrze by było;) Niech praca zostanie uświęcona jako odbicie Boskiego Stwarzania, prawie każdy się ubiera- niech i w tym elemencie kultury wyraża się to, iż Ciało jest Świątynią Ducha Świętego i że inaczej tą świątynią jest kobieta, a inaczej mężczyzna...

W materii jesteśmy i nie wolno nam o niej zapominać, albo oddzielać jej od ducha. Żeby wypełnić pańszczyznę Adamową, żeby stąpając po ziemi z oczami utkwionymi w Niebiosa- jako rzekał papież Benedykt XVI- musimy czynić z tej materii Ikony, Symbole Niebieskiego Jeruzalem, obrazy Paświsk Syjonu...

Z powyższą propozycją wiąże się ściśle  "zrewidowana" pobożność liturgiczna, oparta na dowartośćiowaniu tego, o czym czasem wspominają tzw. "tradsi"

Chciałbym, żebyśmy dostrzegli, że postulaty pozytywne "tradycjonalistów" i „postępowców” wcale nie są sprzeczne, ale dopełniające i należałoby je połączyć.
Przecież "postępowcy"(to pewnie złe słowo) wcale  nie są przeciwnikami Mszy Trydenckiej, czy Tradycyjnych zasad liturgicznych. Mogą swoją radość i entuzjazm wyrażać za ich pomocą. Jeśli, nie to ich entuzjazm nie jest prawdziwy, tylko "światowy".)

„Postępowcy”  skupiają się na tym, że trzeba kochać, trzeba wyjść ku ludziom trzeba być szczęśliwym i ufać Bogu, trzeba się otworzyć na innym.

Tradycjonaliści pokazują jak konkretnie trzeba kochać, jak ewangelizować, jak otwierać się na ludzi, za pomocą jakich form.(Bo ludzkie działanie, miłowanie, itd. ma konieczny wymiar cielesno-duchowy - formalny.)

Nie wystarczy, że staramy się kochać, radować, otwierać na ludzi. Jeśli bowiem na tym poprzestaniemy, to może się okazać, że przyjmujemy sposoby kochania, radości i uprzejmości, które nijak się mają do miłości i radości prawdziwej - chrześcijańskiej, które przypominają ją tylko z nazwy.

Tradycja zaś to zapis wielu pokoleń- a nie tylko jednej chwilowej mody-  świętych, chrześcijan, Ojców Kościoła, dzięki któremu możemy odróżnić miłość, radość i otwartość chrześcijańską od światowej, fałszywej.

Potrzeba więc jednego i drugiego. Wielości, ale i słusznych jej ram, ograniczeń. Tradycji i zgodnej z nią innowacji…


Na podstawie powyższej propozycji stylu życia można by było  zorganizować ŚDM w Krakowie. Musimy ustalić, jakie będą składowe owego święta.

Zacznijmy w tym celu od Mszy Świętej, od jej oprawy i tego co w niej oddano „aktywności świeckich”, Myślę że warto na tym polu kierować się propozycjami papieża Benedykta XVI, które próbowałem opisać tutaj:

Warto by było więc pozostawić Krzyż na środku, i wprowadzić wspólną orientację celebransa wraz z ludem w tą samą stronę, ku Krzyżowi i wschodowi.  I postarać się by ta praktyka dotyczyła nie tylko Formy Nadzwyczajnej, ale i zwyczajnej Rytu Rzymskiego.

Części stałe winny być, jak zalecał SVII oparte na chorale gregoriańskim, a Msza odprawiana w łacinie- języku Kościoła.
Trzeba też się zastanowić jak zorganizować Mszę Świętą papieską podczas głównych uroczystości . Proponowałbym, o ile to możliwe ograniczenie koncelebry i podzielenie grupek które ulokowałyby się w licznych krakowskich kościołach w jednym czasie. Można  byłoby też zorganizować w razie potrzeby szereg ołtarzy polowych, żeby zachować pewną jedność skupiska(tam gdzie ono będzie, np. na błoniach) I tak mało kto papieża widzi, a w takiej sytuacji podczas Mszy Świętej panuje rozprężenie, brak skupienia. Rozlokowanie celebransów pojedynczo, przy pomniejszych polowych ołtarzach pozwoli na lepsze przeżycie Najświętszej Ofiary.  Trzeba oczywiście zadbać o to, by ołtarze polowe były zbudowane z należytą starannością, zachowaniem wszelkich przepisów... Najlepiej by było, gdyby wszystkie zwrócone były w tą samą stronę, ku wschodowi, albo ku północnemu wschodowi, czyli tam, gdzie słońce wschodzi i by celebranci właśnie tam, ku Krzyżowi Chrystusowi wraz z ludem się zwracali, a nie do ludu. Trzeba to tłumaczyć pozytywnie- nie w opozycji, do powszechnej praktyki, ale pokazując głęboki sens takiej Formy. Można to wpisać w symbolikę wspólnej drogi Kościoła w tym samym kierunku.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Dla komentatorów bloga Pana Makowskiego

Oświadczam, że nie dam się sprowokować zarzutami wyssanymi z palca do powrotu, na ów blog i do obrony.
Mam prawo cytować swoje teksty, nikt mi s nie zabroni. Nie muszę dawać cudzysłowów(choć mogę) bo to nie są cudze słowa.
Jeśli ktoś mi zagrabi te artykuły, to będzie jego problem, bo to nie ja go oszukam, ale on mnie.
Czasem wklejam te same teksty, kiedy napotykam na te zarzuty, na które już kiedyś starałem się wnikliwie i rzetelnie odpowiedzieć. Ja nad tym pracowałem, to się nie wzięło znikąd. Pracowałem, bo szanuję rozmówcę. Nie robiłem tego po to, by komuś dowalić, ale by obronić przed fałszywymi zarzutami- Kościół, Prawdę, bliskich...
Z pewnością obrona przed fałszywymi zarzutami jest zajęciem mniej niecnym niż rzucanie oszczerczych słów na pastwę ludzkich języków i domniemań.
Zadziwia mnie to, \e ci którzy oskarżają o. rydzyka, Kościół o teorie spiskowe, sami je snują nt. Kośćioła, ojca T. Rydzyka, czy chociażby mojej osoby. Podobno działam na zlecenie, czyli stanowięistotną komórkę tajnego spisku Kościoła, przeciwko wyznaniu "Neutralności, Pluralizmu,  Tolerancji i Równości "
Dziękuję żeście mi powiedzieli, bo bym się chyba nigdy nie dowiedział.

Nie rozumiem, dlaczego niektórzy ludzi tak ochoczo przypisują ludziom to, czego nie mogą o nich wiedzieć.
Dowiedziałem się że jestem współpracownikiem ... no właśnie kogo? Jakiegoś księdza, kurii, papieża.
Może pójdę do kurii prosić o pracę, żeby spełnić Wasze marzenia:) jak mnie spotkasz na ulicy to pogadamy.
Więcej zaufania ludziom, którzy nie oskarżają, tylko próbują(no wiem, może nieudolnie) bronić oskarżanych...
Do zobaczenia



środa, 10 lipca 2013

Stadion jako Kościół ?

Stadion jako Kościół?

„(…)budowla jest dobra wówczas, gdy jest funkcjonalna i odpowiada na potrzeby użytkowników, także wielkością odpowiada liczbie wiernych
Tak napisała pani Maria Patynowska, historyk sztuki, na portalu Fronda.pl. 
Pozwolę sobie na kilka uwag dotyczących powyżej przytoczonego zdania i tytułowej tezy, z którą po prostu nie mogę się zgodzić. 

Nie ma czegoś takiego jak funkcjonalność ogólna. Funkcjonalność zawsze odnosi się do czegoś.
Stadion pełni dobrze funkcję stadionową. Ale nie liturgiczną. Co spełnia dobrze funkcję liturgiczną. A ściślej: Jaka budowla? Tu trzeba ustalić hierarchię ważności celów
1.      Skierowanie ku Bogu
2.      Zrozumienie ofiary i własnej marności wobec Wielkości Stwórcy i Jego ofiary.
3.      Stworzenie wspólnoty i właściwego, wystarczającego miejsca
Stadiony pełnią znakomicie funkcję wspólnotową, dają dużo miejsca, ale ta funkcja nie jest funkcją liturgiczną. Występuje i w innych elementach życia zbiorowego.
Dlatego też nie można przydawać liturgicznej funkcjonalności obiektowi stadionowemu na podstawie cech pobocznych dla liturgii.

Żeby coś było liturgicznie funkcjonalne musi przede wszystkim  spełniać zadania wymienione w dwóch pierwszych punktach.  Jeśli zaczynamy ocenę od funkcji nieliturgicznej, to robimy tak, jak człowiek, który twierdzi, że patyk może robić za siykierkę, bo ma podobny kształt. Kształt srałt. Zapomniał on że ocena przydatności czegoś do scypania drewa musi się zacząć od sprawdzenia, czy to w ogóle tnie.  „Samoramo” roweru nie czyni. 

czwartek, 27 czerwca 2013

Weryfikacja działań na rzecz kultury ludowej

Schematy myślenia kształtują się zazwyczaj na podstawie nienazwanych sposobów życia- rozrywek, form ubioru, relacji międzyosobowych, zorganizowania czasu i przestrzeni życia, oraz pracy. Światopoglądy są przez ludzi przyswajane za pomocą odpowiednich stylów życia.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Odrzucanie Boga przeczy logice

Poznanie jest z konieczności subiektywne

Po części bowiem tylko poznajemy()
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe()

           
            Poznanie to relacja między tym kto myśli, a tym, o czym ón myśli. Ta relacja zwana jest subiektywną. Dlatego też poznanie jest koniecznie subiektywne.

Chrześcijaństwo pochodzi z pogaństwa ?



Chrześcijaństwo to kompilacja poprzednich wierzeń?



Często pobożności ludowej, zarzuca się , że jest tylko powierzchownie katolicka, a tak naprawdę przechowuje głębokie pokłady wierzeń pogańskich, przedchrześcijańskich. Z zarzutem tym wiąże również podważanie chrześcijaństwa na podstawie twierdzeń, że jest ono kompilacją wierzeń poprzednich. Tymczasem jest wręcz przeciwnie. Katolicyzm swą prawdziwość-odwieczność wręcz uzasadnia tym, ze w dawnych religiach znajdują się jego "przeczucia", co dobitnie wyraził kard. Ratzinger:

piątek, 14 czerwca 2013

Prawo Boże, neutralne, czy uniwersalne?


Oczywiste jest, że ateiści, muzułmanie, nie będą się zgadzać z katolickimi zasadami. Ale to właśnie pokazuje, że nie ma neutralności światopoglądowej. Tu będzie konflikt, nie da się inaczej. Ateiści walczą o prawo ateistyczne(a nie jak twierdzą "neutralne”) Natomiast katolicy powinni walczyć o prawo katolickie.

niedziela, 28 kwietnia 2013

O odrzucaniu wiary ludowej i rytualnej, o usunięciu pszenicy wraz z chwastami, o przesuwaniu gleby wraz z chwastami i sianiu Ziarna Słowa na skale...


O odrzucaniu wiary ludowej i rytualnej, o usunięciu pszenicy wraz z chwastami,
o przesuwaniu gleby wraz z chwastami i sianiu Ziarna Słowa na skale...

"W swej Mowie eschatologicznej Jezus zapowiedział, że u kresu czasu ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego (Mt 24, 30). Oczyma wiary można już było rozpoznać Jego znak wpisany w kosmos od początku świata i w kosmosie ujrzeć potwierdzenie wiary w ukrzyżowanego Zbawiciela. Dzięki temu chrześcijanie wiedzieli równocześnie, iż drogi historii religii zawsze zmierzały do Chrystusa, że jej oczekiwanie, wyrażone w wielu obrazach, prowadziło właśnie do Niego. I odwrotnie, oznaczało to, iż filozofia i religia(mitologia rozmaitych religii naszego globu, uniwersalne jej struktury o różnych wariacjach I wypełnieniach-d.m.)darowały wierze obrazy i myśli, w których dopiero mogła ona w pełni rozumieć siebie samą."[1]


"Gest cielesny jest jako taki nośnikiem duchowego sensu adoracji, bez której sam gest byłby bezsensowny. Akt duchowy musi się ze swej istoty i ze względu na cielesno-duchową jedność człowieka wyrazić koniecznie w geście ciała."
kard. Ratzinger. "Duch Liturgii"[2]

            Jakże często w dzisiejszych czasach dobrzy katolicy z obrzydzeniem patrzą na ludowe- obrzędowe, czy przestrzenno-czasowe sposoby wyrażania treści religijnych, uznając je za zabobony, magię, pusty formalizm, za wiarę w moc czynności ludzkich i energii. W imię takiej opinii próbuje się dziś nierzadko  odżegnywać od takich i podobnych praktyk i postaw i zasad, w celu uczynienia naszej wiary szczerym i prawdziwym oddaniem czci Bogu. Najbardziej zadziwia to, iż obok tych postaw istnieje fascynacja ludowością, i wszelkimi umistycznieniami życia(np. wschodnie praktyki) poza tą rodzimą, katolicką.

piątek, 26 kwietnia 2013

Sobór nie jest z istoty sprzeczny z Tradycją Kościoła . O konwencjonalnym wymiarze języka.

Sobór Watykański II jest obaleniem starej, tradycyjnej i wiecznej nauki Kościoła Katolickiego i sprowadzeniem dokładnie tych samych fałszywych, masońskich ideologii do wnętrz Kościoła” – z księdzem Karolem Stehlinem z FSSPX rozmawia Bartłomiej Gajos

No nie zgodzę się z tym twierdzeniem. Sformułowania Soborowe nie wykluczają pełnej zgodności z Tradycją, dlatego nie można uznawać Soboru samego w sobie za niezgodny z Tradycją.  To, że możliwa jest jego dwuznaczna intepretacja go nie wyklucza. Bo jeśliby tak było, to trzebaby było odrzucić Ewangelię dlatego, że tysiące wspólnot i osób interpretuje ją niezgodnie z Nauczaniem Kościoła Katolickiego. W końcu sformułowania Ewangeliczne sądużo bardziej niejasne i wielu ludzi pewnych stwierdzeń Pana Jezusa samych w sobie zupełnie nie rozumie, czyta je jako cośwręcz nieewangelicznego("Groby pobielane", wyłupanie oka", "przeklęcie krzewu", "syn zatracenia", "zgorszenie" niektórzy myślą jak to się ma do dobroci Jezusa?)  Trzebaby było odrzucić Kościół Katolicki, bo wielu w jego imię mordowało, gwałciło, itd... Trzeba by było odrzucić zasadność istnienia państw, bo wiele z nich funkcjonuje źle...
Bo język ma charakter  konwencjonalny, arbitralny...

Takie traktowanie litery Soboru jako aż  tak niearbitralnej i samowystarczalnej jest analogiczne do protestanckiej zasady Sola Scriptura,  której bezzasadność wyjaśniam w poniższym artykule. Zwolennicy Tradycji Katolickiej są potrzebni Kościołowi, dlatego nie chcę by strzelali sobie w stopy, krytykując protestantyzację używając do tego protestanckich zasad interpretacji:

niedziela, 17 lutego 2013

Szkice piosenek

a to piosnki z gimnazjum:


Jednego Serca Czesława Niemena. Rodzinne darcie************************************************************* 



piątek, 15 lutego 2013

Ciało materia stroje i to co w sercu...


IV.
Błędne formy cielesne i materialne naszej kultury

"Gest cielesny jest jako taki nośnikiem ducho wego sensu adoracji, bez której sam gest byłby bezsensowny. Akt duchowy musi się ze swej istoty i ze wzglę du na cielesnoduchową jedność człowieka wyrazić koniecznie w geście ciała."
kard. Ratzinger -Duch Liturgii


"Doktryna odrywająca akt moralny od jego wymiarów cielesnych jest sprzeczna z nauką Pisma Świętego i Tradycji, przejmuje w nowej postaci stare błędy, które Kościół zawsze zwalczał, ponieważ w ich świetle ludzka osoba to wyłącznie wolność duchowa, czysto formalna. Ta redukcyjna wizja nie uwzględnia moralnego znaczenia ciała i czynów z nim związanych (por. 1 Kor 6, 19). Apostoł Paweł ogłasza, że nie odz

Muzyczny brudnopis.

http://www.youtube.com/watch?v=YeAoKZX8YsQ

czwartek, 14 lutego 2013

kard. J. Ratzinger o Liturgii


Sumienie  nakazuje mi przedstawić kapłanom poniższe problemy:
1.      Wprowadzono wiernych i wielu kapłanów w błąd, że celebracja do ludu, i przesunięcie na bok Krzyża było obowiązkiem
2.      Istotne jest wspólne zwrócenie się kapłana i ludu nie na siebie, ale na Krzyż i na Wschód
3.       Krzyż na środku, to pierwszy, ale nie ostatni krok, w związku z koniecznością uniknięcia gwałtownych zmian, by Liturgia nie jawiła się jako „robiona”.
4.      Dlaczego w bazylice św. Piotra odprawia się „do ludu”?

Intronizacja. Coraz bliżej zgody

Zwracam się z prośbą o rozpatrzenie sprawy ks. Piotra Natanka i Intronizacji z uwzględnieniem poniższych sprostowań.

1. Biskupi w komunikacie KEP poparli to, co zwolennicy Intronizacji przez nią rozumieją.

2. Biskupi nazwali Intronizacją zupełnie co innego, niż większość jej zwolenników. Intronizacją nazwali, postawy, które są często mylnie przypisywane jej zwolennikom przez jej wrogów. To narzucenie błędnego znaczenia sprawia, że krytyka skierowana wobec zwolenników Intronizacji jest w dużej mierze bezpodstawna. 

3. Nieposłuszeństwo ks. Natanka nie jest właściwe, ale wynika ono w dużej mierze z nieporozumień opisanych w powyższych punktach. Dlatego pragnę prosić o ponowne przemyślenie jego tez dotyczących Intronizacji i poparcie jej we właściwym znaczeniu, a także o przypomnienie Mu o postawie o. Pio, s. Faustyny, ks. Sopoćki, czy Jana Bosco, którzy mimo niesłusznych oskarżęń i wynikających zeń kar nie odmówili posłuszeństwa... 

Sytuacja ta wymaga wyjaśnienia i zdefiniowania pewnych terminów takich jak:
1."Intronizacja"
2. "Serce" i "Osoba"
3. Rytuał i magia


Benedykt XVI i jego odważna abdykacja z Woli Boga

Pokazał to, czego nam brakuje.
Pokory
Odwagi i pokory.
Jednego i drugiego.
Nie wolno wynyślać dylematu albo albo!

Czy Jan Paweł II zrobił lepiej? Nie!
Jana Pawła II zabrał Bóg, bo potrzebował by wierni byli świadkami jego śmierci na urzędzie.
Bedenykt XVI odchodzi sam, z Woli Boga, który pragnie następnego przykładu- pokory i odwagi wobec ludzkich opinii.
Oba przykłady sąpotrzebne
POtrzebne jest pokazanie, że tradycja i otwartość muszą się wzajemnie uzupełniać. Nie są alternatywą.
Trzeba jednego i drugiego!
Trzeba również właściwych relacji między jednym i drugim.
Tradycja jest po to, by wyznaczać słuszną miarę otwartości na nowość, a nie  jej zabraniać.
Jan Paweł II raczej tej odwagi wobec ludzkiej tak dużo opini nie potrzebował, bo ta go dobrze znosiła, bo był bardziej atrakcyjny medialnie. Wszystko co robił było przekuwane w zaletę.

środa, 16 stycznia 2013

Tradycja Katolicka niech zakorzeni się we wspólnotach charyzmatycznych

mam na myśli Mszę Świętą. Niech  przypommnąsobie pobożność ludową, głębokie znaczenie gestów tradycyjnych. Niech przez nie nauczą się wyrażać wiarę.

Co za problem?


http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=sfz3m7kPNoQ

sobota, 12 stycznia 2013

każdy ma jakieś założenia



Wstęp
          ...już  piszę:
O
  tym, że każde myślenie opiera się na rozumie, a rozum na wierze… w Boga,  że obrazy mityczne i rytuały większości kultur historii mają urzeczywistnienie i wypełnienie w Chrześcijaństwie, w Krzyżu Zmartwychwstałego Chrystusa, że zmiany cywilizacyjne wcale nie są koniecznością, której trzeba się biernie podporządkować, bo każdy z nas może zapoczątkować nowe zmiany, że w świecie nie ma całkowitej niezależności, że religia, która nie mieszałaby się do wszystkiego(w tym do polityki) nie byłaby religią, że konflikt wyznaniowy jest nieunikniony, bo istnienie różnych wyznań wynika z tego konfliktu, że stroje, muzyka, obyczaje mogą być dobre i dlatego też złe.  A na ostatek dodam, że można i trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Jak? Spokojnie, zobaczysz;-)
Piszę, ale w zasadzie to tylko splot  innych żyć i pisań, które jakoś tak znalazły się w zasięgu mego doświadczenia i dały mi, jak mniemam, spójny obraz rzeczywistości, a z nim krytykę współcześnie modnego jej postrzegania. Dlatego też proszę Cię Przyjacielu, żebyś czytał kolejne rozdziały jako nierozerwalnie związane z poprzednimi i następnymi, jako wzajemnie się wyjaśniające. Pisanie to jest wskazaniem luk, nad których przepaściami dane mi było w życiu stanąć. Całościowy obraz tego, co pragnę Ci przekazać może się wyłonić dopiero z szerszej gamy lektur, które tu polecę, oraz z refleksji, którą wzbudzi w Tobie zwyczajność,  codzienność. Mam nadzieję,  że propozycja załatania pewnych dziur-wypełnienia braków, sposobu wzniesienia mostów ponad przepaściami jak na razie Ci wystarczy, bom nie taka tęga głowa, by wszytko ogarnyć. Proszę Cię jednak o odrobinę życzliwości i zrozumienia dla młodego wieku mojego, w wyniku którego owe eseje są tylko zalążkiem dalszych, bardziej konstruktywnych rozważań. Liczę na to, że znajdzie się ktoś, kto wykorzysta swoje kompetencje, by  poniżej omawiane sprawy wziąć w swoje, bardziej sprawne i wyćwiczone ręce. Z pewnością możesz nim być Ty!  Proszę Cię również, byś wobec dostrzeżonych nieścisłości szukał raczej lepszych słów dla wyrażenia sensu, który je przekracza. Niech nieudolność piszącego skłoni Cię raczej do użycia własnych talentów, by mu pomóc w  lepszym wyrażeniu słuszności. Nie mam ambicji odkrywania nowych prawd, dlatego będę uczył się jak funkcjonują zamki drzwi dawno już otwartych. Proszę, nie miej mi tego za złe. Pamiętaj też, że podzieliłem  się z Tobą osobistym światopoglądowym notatnikiem, w którym na potrzeby życia staram się jakoś poukładać tak liczne dziś propozycje  i na którąś się zdecydować. Bo chcąc, nie chcąc żyłem, żyję i żył będę. Jak długo? Nie wiem. A życie to zmusza mnie do decyzji.
Chcąc, nie chcąc.
Lepiej więc chyba być  c h c ą c y m .
I chcący właśnie zaprasza Cię teraz
do  ś r o d k a

          Niniejsza książeczka jest poszukiwaniem prawdy, poszukiwaniem zgodności i sensu wszystkiego.  Każdy z nas tego potrzebuje. Ty też, nie zapieraj się, że nie! Uniwersalność marzeń o takiej spójności, to wynik istnienia rozumu, który  posiada każdy, kto myśli. Rozum ten jest sam niewystarczający- bez pewnego pokornego i niedocenionego dziś sojusznika polega na polu bitwy o poznanie. Zawsze bowiem okazuje się, że jest coś co go w danej sytuacji, czy kulturze, w danym momencie historycznym,  w danych aktualnościach przekracza. Wyraźnie ujawnia się to w doświadczeniu takowym: to, co kiedyś wydawało się mądre, dziś może wydawać się głupie. Będę chciał zmierzyć się z tą słabością- nie jako naukowiec, ale i w zgodności z logiką, która jest podstawą nauki- i dowiedzieć się, który obraz świata(zawierający w sobie wielość, ale nie dowolność obrazów - czy jak kto woli- perspektyw) i ludzkiego w nim miejsca jest Prawdziwy. W tym celu podważę kilka powszechnie funkcjonujących stereotypów. Spróbuję wskazać gdzie i w jaki sposób poprzez to, że są niemądre, czyli niezgodne z podstawami mentalnymi, czyli wewnętrznie sprzeczne przeszkadzają nam w zrozumieniu upragnionej Prawdy. Żeby tego dokonać poszukam w pierwszym rozdziale  zupełnie pierwotnych prawd, czy zasad- konieczności rozumowych, poznawczych. Alternatywą dla błędnych stereotypów będzie wskazanie bezbłędnych, czyli zgodnie wypływających z owych konieczności – podstaw rozumu.. Będę chciał więc, zanim przejdę do opisu sposobu poznawania rzeczywistości wskazać na fakt, że wychowanie człowieka kształtuje schematy poznawcze. Schematy te, mimo iż  zbudowane są na podstawie rozumowych konieczności, mogą tym koniecznościom przeczyć przez nieporządek, przez niespójność systemową.

Wyjdę ponadto z założenia, że każdy ma jakieś założenia i że nie jest uczciwe ich ukrywanie za trzema paniami zwanymi: „neutralnością”, „obiektywnością”, czy „bezstronnością”. Wprowadzaniem w równie wielki błąd jest twierdzenie, że  się traktuje równo wszystkie poglądy (w tym religie), że się im przyznaje równe prawa i swobodę, bo samo takie twierdzenie jest poglądem, z jakichś założeń światopoglądowych wynika, a jednocześnie okrada rzekomo bronione religie z ich roszczenia do czynienia się ostatecznym kryterium wszystkiego. W związku z powyższymi zastrzeżeniami byłbym nieuczciwy, gdybym od razu wszystkich kart na stół nie wyłożył, gdybym nie uprzedził, że jestem katolikiem i że będę bronił światopoglądu religijnego, katolickiego tak, jak relatywista, czy ateista, czy agnostyk bronią relatywistycznego, ateistycznego, czy agnostyckiego. Oni bronienie swoich poglądów i przekonywanie do nich nazywają wolnością słowa, a czasem nawet neutralnością, a gdy ja bronie swoich to żem jest stronniczy i narzucam? No głupie to.
          Wnioski na temat ludzkiego poznania, mogą początkowo zostać odebrane jako pesymistyczne, relatywistyczne, czy nawet solipsystyczne- jednakże dalej okaże się, że z przesłanek tychże nurtów można, a nawet należy wysnuć wnioski przeciwne formułowanym dotychczas. Jednym z nich będzie wskazanie, że owym tajemniczym i niezastąpionym sojusznikiem rozumu jest wiara. Ich przeciwstawianie zaś to jedno wielkie nieporozumienie.
          Jeszcze dalej zobaczymy, że konsekwentne trzymanie się zasad rozumowych – zasad myślenia, których zgodności z rzeczywistością nie ma sensu podważać, bo samo podważanie jest ich używaniem,  prowadzi niechybnie do uznania, że są to zasady uniwersalne i jedyne i dlatego podzielane przez inne osoby.
Dowiemy się dlaczego musimy uwierzyć- jeśli chcemy pozostać w zgodzie z zasadami własnego myślenia, że Istnieje Jedyna, Pierwotna, Osobowa Świadomość,
której Wrażenie Stwarza istnienia naszych wtórnych, niestwórczych świadomości i obiektywną rzeczywistość.
          Tu okaże się zasadne, przewijające się od początku książki uznanie Boga, który objawił się w Chrześcijaństwie, niejako podważające: immaterializm, agnostyczny pesymizm poznawczy, solipsystyczne i postmodernistyczne ubóstwienie własnej subiekcji na podstawie...  przesłanek tychże nurtów myślowych.
          Dalej, w rozdziale drugim zobaczymy, że odrzucenie kultury ludowej- często w jej imię- w dobie rozumu i oświecenia, jako zabobonnej, było jednocześnie odrzuceniem  logicznej Prawdy o Boskim źródle wszechświata i zasad jego poznania. Poznamy w jaki sposób kultura tradycyjna tymi zasadami starała się żyć i dlaczego wyparcie się owej kultury z gruntu r e l i g i j n e j  przecie (w tym “ludowej”) to odrzucenie podstaw religijności, a przez to odrzucenie rozumu. Przeanalizujemy kilka ogólnych zasad tej odrzuconej dziś kultury i postaramy się uzasadnić, że pewne nowoczesne formy kultury- są z religijnością sprzeczne, a jeśli nawet nie z rozmaitymi religijnościami, to z ich spójnym dopełnieniem- katolicyzmem, urzeczywistniającym pragnienia, które w innych religiach były niepokonalnie niespełnione.
          I w kontekście kultury ludowej nawiążemy do spornej dziś idei Intronizacji Chrystusa pokazując, że jest ona próbą przywrócenia religii naturalnej pozycji, jaką miała ona w kulturach ludowych, a którą utraciła wraz z ich odrzucaniem. Na gruzach bowiem tejże kultury zbudowany został- i owszem- z użyciem cegieł z gruzów wyłowionych(bo innych nie ma)- ten sposób życia, w który dominująca w Kościele tendencja- dążąca do "postępu" i podobnych, obalanych w rozdziale trzecim stereotypów- chce wpisać naszą religię. Owym błędnym sposobem życia z tych ideologii wynikającym zajmę się w rozdziale czwartym. Chcę tam pokazać, że to niemożliwe, że katolicyzm, który staje się zgodny z owym sposobem życia, z zasadą nowoczesnej kultury masowej(której produktem bywa aż nazbyt często i nauka) przestaje być nie tylko katolicyzmem, ale i religią. Jednym więc wyjściem jest  przeobrażenie kultury współczesnej tak, by została podporządkowana Bogu w symbolicznym ale i bezpośrednio znaczącym- czyli wartościowym moralnie wymiarze czasu i przestrzeni, za pomocą zasad uporządkowania elementów kultury i działań życia codziennego. Propozycje owego przeobrażenia opiszę w rozdziale piątym, stanowiącym jednocześnie aktywne, pozytywne podsumowanie. Podsumowanie, które nie zatrzymuje się na krytyce, ale daje alternatywę.  Drogą do tej metamorfozy kultury jest jednak  w y c h o w y w a n i e  nowych pokoleń, uwzględniające ludzkie podstawy rozumowe, uwzględniające dawanie im przykładu za pomocą konkretnych zewnętrznych form - tak, jak w kulturach ludowych- które będą próbowały odtworzyć strukturę Bożego Kosmosu- by wg niego ci, których wychować chcemy zaczęli myśleć.

"Wyjdę ponadto z założenia, że każdy ma jakieś założenia i że nie jest uczciwe ich ukrywanie za trzema paniami zwanymi: „neutralnością”, „obiektywnością”, czy „bezstronnością”. Wprowadzaniem w równie wielki błąd jest twierdzenie, że  się traktuje równo wszystkie poglądy (w tym religie), że się im przyznaje równe prawa i swobodę, bo samo takie twierdzenie jest poglądem, z jakichś założeń światopoglądowych wynika, a jednocześnie okrada rzekomo bronione religie z ich roszczenia do czynienia się ostatecznym kryterium wszystkiego. W związku z powyższymi zastrzeżeniami byłbym nieuczciwy, gdybym od razu wszystkich kart na stół nie wyłożył, gdybym nie uprzedził, że jestem katolikiem i że będę bronił światopoglądu religijnego, katolickiego tak, jak relatywista, czy ateista, czy agnostyk bronią relatywistycznego, ateistycznego, czy agnostyckiego. Oni bronienie swoich poglądów i przekonywanie do nich nazywają wolnością słowa, a czasem nawet neutralnością, a gdy ja bronie swoich to żem jest stronniczy i narzucam? No głupie to."