Zrób to!

Zapraszam Cię do przygody, do głębokiego, mistycznego przeżywania zwykłych spraw! Posłuchaj wstępu i szukaj na stronie innych pogadanek:
 
 
Nie chcemy wiele. Trzeba robić swoje, pracować, dzieci wychowywać, mieszkanie urządzać. Nie możemy tych obowiązków zaniedbywać podczas uduchowionych spotkań i uniesień(nie mówię, że są złe, ale wielu zwykłych ludzi patrzy na to podejrzliwie, i nie ma wobec tego alternatywy, bo ktoś kiedyś zwykłą wiarę nazwał formalizmem, magią i zabobonem. Poza tym ,to rzeczywiście niekiedy zabiera czas na obowiązki). Niech to wszystko będzie Żywą Księgą Ewangelii i Wyznaniem Wiary :)

Dziś się serwuje dobrym wierzącym wiarę głównie w słowach, albo a w akcjach oderwanych od rzeczywistości, podczas gdy kultura, praktyka nie wyraża treści wiary, a jest często z nimi sprzeczna. Jest tak dlatego, bo wielu katolików dało się przekonać , że formy kultury są obojętne wobec treści wiary. Jakże złudne to przekonanie. Trzeba więc dzieciom i nam wszystkim katolickiej kultury!  

Bo jak dziecko słyszy słowo, a nie widzi w rzeczywistości do czego się to słowo odnosi, to takiego słowa nie przyjmie głęboko. Potrzebuje zewnętrznych form. Inaczej w przyszłości te formy, które się mu serwuje, mimo iż gadaliśmy mu o wierze, wygenerują w nim nowe słowa i rozumienia- niekoniecznie zgodne z katolicyzmem.  

Zbyt dużo dziś akcji oderwanych od rzeczywistości, a zbyt mało czynienia Znaku wiary z całego życia, ze zwyczajnych spraw- jedzenia, ubrania, domu, wystroju wnętrz, pracy, itd... Dlaczego to takie ważne? Bo taka jest natura ludzkiego umysłu, że ten światopogląd jest w jego główce mocny, który się wyraża za pomocą środków docierających do różnych zmysłów, a jednocześnie który się wyraża w spójnej układance znaków różnozmysłowych, podzielanych przez większą ilość osób. Człowiek w naturalny sposób tak robił. Jeśli tak, to dlaczego o tym mówię i do tego nawołuję? Ano dlatego, że ludzie naszych czasów przyjęli sprzeczny z katolicyzmem pogląd, że nie liczy się forma, ale treść(antyrytualizm). Z niego wywiedli przekonanie, że można swobodnie zmieniać formy, przypisując im tą samą treść(np. Ewangeliczną). Na tym polega postulat dostosowania się do światowych mód, czy to we Mszy Świętej, czy to w formach ewangelizacji. Na to nałożyło się zbytnie przecenienie roli języka. Tym co miało potrzymać treść były wobec tego słowne etykietki "chrześcijańskie", czy "katolickie" nalepiane na zmienne formy mody świata. Wobec tego iż słowo nie znaczy samo w sobie, ale w odniesieniu do rzeczywistości poza nim, naraża nas takie przekonanie na to iż zachowują się słowa katolickie, ale mogą przybierać one błędne, nawet antykatolickie znaczenia(arbitralność słowa)Tymczasem człowiek jest cielesny, formalny i tak się nie da. Za zmianą formy idzie zmiana treści. Oczywiście nie chodzi o to, by nie było w ogóle zmiany, ale by zmiany nie były konstruowane, tylko małe, stopniowe, podporządkowane dawnej formie i uzgadniane z nią. Tą dawną formę podtrzymującą właściwą treść nazywamy tradycją... Jest to tak ważne, gdyż te formy to system, czasem nie zdajemy sobie sprawy, jak usunięcie jakiegoś elementu wpływa na transformację całości tak, że zaczyna znaczyć co innego...

Konkrety: 
Byłoby dobrze, gdybyśmy ołtarzyki w domach sobie zrobili, gdybyśmy je tak, jak dawniej ołtarz skierowali ku wschodzącemu słońcu. Na ołtarzyki takie składać by się mógł stół przysunięty do ściany, który nie służy do jedzenia na co dzień, albo komódka.  Na nim Krzyż, świece, chleb, ewentualnie książeczka, czy Pismo Święte. Można go postawić w rogu, naprzeciwko pieca(co też ma swoje znaczenie) a nad nim powiesić obrazy. W ten i wiele podobnych sposobów dawny lud zakorzeniał środek świata- Mszę Świętą-Niebiosa w swojej codzienności, wspomagał swoją pamięć, by nie zapomnieć o Chrystusie i ku niemu kierować wszystkie swe poczynania. Do tego dochodzi symbolika okien, progów, sosrębu, samego procesu budowania, wiechy, itd… 

Trzeba znaleźć sposób, by  młode małżeństwa, rodziny decydowały się na takie rozplanowanie przestrzeni domowej, a architekci katolicy mogli uwzględniać w swych projektach tego typu symbolikę. Trzeba przywrócić do architektury sakralnej pamięć o przestrzennych symbolach- również tych związanych ze wschodem słońca. Dziś tak modne stają się figurki buddy, czy tzw. Feng Shui.  Jest to wyraz słusznego pragnienia by umistycznić przestrzeń życia codziennego, by mieć blisko siebie środek świata łączący z Niebiosami. Szkoda tylko, że zapominamy, że mamy swoje, katolickie na to sposoby i nie musimy szukać tradycjach niezgodnych z naszą. (...)Dla Chrześcijanina tym środkiem stał się ołtarz, a więc i Krzyż. Krzyż ten wyrażał prawdę, że niemożliwe dla człowieka wydźwignięcie się do upragnionej doskonałości, wieczności, mogło być dokonane tylko przez Doskonałego. I belka Krzyża pozioma, jak pisał niegdyś Norwid jest obrazem ludzkiej wyalienowanej natury, wydźwigniętej do swej istoty przez Boga, który pierwej musiał się zniżyć do ludzkiego poziomu. Belka ta wydźwignięta została przez pionową ku górze, przez belkę pionową stanowiącą rzeczywiste axis mundi, pal świata, a jednocześnie drzewo życia w pępku ziemi- których wyobrażenie istniało w większości kultur tradycyjnych. Na Nim dokonało się Doskonałe wypełnienie wyrażone w słowach “Consummatum Est”[1]. 

Warto dodać, że z owym mistycznym urzeczywistnieniu symboli Jedynej Świętości zjednoczyły się równie uniwersalne obrazy Chleba, Stołu- Ołtarza, pobratymstwa przez spożycie  ciała i połączenie Krwi. Niech   chleb powszedni, będzie nie tylko chlebem codzienności ale niech wyobraża chleb „po wsze dni”, chleb wieczny i niebieski,  którym stał się Chrystus. Pieczmy go w domach, zbudujmy sobie piec, jeśli mamy możliwość.  

Chleb-Ciało-Dom-Świątynia-Kosmos-Niebiosa           
Nie mogę się  powstrzymać przed podaniem przykładu chleba, którego ludową symbolikę urzeczywistnił i wypełnił Chrystus. Chleb w kulturze ludowej bowiem wyrażał dzieło Stworzenia- uczynienie z chaosu Kosmos- z amorficznej, bezkształtnej masy- coś trwałego-posiadającego kształt- a więc porządek- strukturę i stały status pozwalający na tożsamość bytu, a więc jego istnienie przez określenie czym jest, równoznaczne z zakotwiczeniem w Logosie, z pojawieniem się w Jego Świadomości koniecznie jako sens. Ów kształt uzyskiwany w trakcie pieczenia był związany z ogniem- symbolizującym moc przeobrażającą- Boską. Dlatego też piec i ogień jako "podtrzymujący" odnowę świata musiał się  w domostwie wielu kultur  nieustannie palić.             Chleb ów wyobrażał również na zasadzie podobnej analogii ciało i stwarzanie człowieka, które odbywa się w ciele niewiasty i Jest bezpośrednim Działaniem Boga- Aktem Stwórczym. Dlatego też w kulturach tradycyjnych to niewiasta i do tego nieraz matka miała przywilej pieczenia chleba. Pieczenia, które miało się odbyć w tajemnicy przez innymi. (Nikt nie mógł przebywać w piekarni/kuchni/izbie podczas rytuału pieczenia chleba) Tajemnicy, która wyobraża Transcendencję Stwórcy- fakt istnienia ontologicznej przepaści, między Stwórcą, a stworzeniem. Tym bardziej, że stworzenie owo zgrzeszyło i tym grzechem rani Stwórcę, staje się niegodne oglądania go twarzą w Twarz. Chrystus zaś wypełnił pragnienia wyrażane w chlebowym rytuale. Pierwej bowiem jako Logos stał się ciałem, a później dał siebie ludziom, jako bezpośrednią obecność Boga w Postaci Chleba jednoczącą się z wiernymi doskonałym pobratymstwem- jako ich pokarm, a więc ich odnawiającą, przywracającą do stanu pierwotnej Łaski. Wyjątkowy stosunek do niewiast w mentalności tradycyjnej, mistycznej wynika właśnie z powyżej przywołanej Działalności Boga w ich łonie, która znów dopełniona została w Niepokalanym Poczęciu Maryi. Dobrze by było, gdyby katolicy rytm dnia oraz prace naznaczali religijnymi symbolami, Znakiem Krzyża,  itd.. nie tylko prywatnie, ale, jeśli to możliwe, razem z innymi katolikami. To jest dziś trudne, ale  przecież możliwe jest organizowanie miejsc pracy w zwartym światopoglądowo środowisku. Można takie zasady zastosować w małych rodzinnych firmach, czy tych tworzonych przez bliskich znajomych. Można próbować. Bez kropel i morza nie będzie. 

Strój i ubiór mogą wyrażać tajemnicę świątyni Ducha Świętego- i że inaczej tą świątynią jest kobieta, a inaczej mężczyzna(niech i katoliccy projektanci mody z tego czerpią..

Praktykowanym przykładem powyższych propozycji jest chociażby różaniec w samochodzie.                 

Ważne są też takie gesty, jak skłon głowy, przy wymawianiu Najświętszego Imienia "Jezus", w pozdrowieniach, które jeszcze w wielu domach się zachowały, albo w czasie Credo, itd..., ściąganie czapki przed kapliczką, czy żegnanie się, używanie święconych ziół i palm np., do okadzania chorych zwierząt, czy do leczenia- nadzieje pokładajmy tu w Bożej Łasce kryjącej się za poświęceniem, bardziej niż leczniczej mocy ziół... To żadna magia. To modlitwa czynem, modlitwa przeżyciem, modlitwa wyobrażeniem, a czasem także słowami
 
Nowa Ewangelizacja przez kulturę- sposób życia
"Gest cielesny jest jako taki nośnikiem duchowego sensu
adoracji, bez której sam gest byłby bezsensowny.
Akt duchowy musi się ze swej istoty
i ze względu na cielesnoduchową jedność człowieka
wyrazić koniecznie w geście ciała."
kard. Ratzinger. "Duch Liturgii"
W filmie "Wielka Cisza", jedne z nielicznych słów jakie padły brzmiały mniej więcej tak:
" W życiu jest wiele Znaków. Niektóre z nich nie mają znaczenia. Grunt nie leży w ich usuwaniu, ale w nadawaniu im właściwego znaczenia. Bo człowiek bez znaków czuję się zagubiony".
Proponuję więc potraktować „ludowe” obrzędy, uporządkowania przestrzeni, czasu, relacji społecznych i międzycielesnych jako z n a k i Bożego, Miłosnego Porządku. I wprowadzać w nowoczesne życie i budować za ich pomocą tą nowowczesność! Dmuchać, a nie poddawać się podmuchom bylejakich „duchów czasu”.  Bo jak nie, to stanie się z naszą kulturą tak, jak z człowiekiem, o którym Nasz Pan, Jezus Chrystus opowiadał w Ewangelii:
Życie wewnętrzne nie znosi próżni!- ks. Roman Kneblewski
Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku, ale nie znajduje. Wtedy mówi: "Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem"; a przyszedłszy zastaje go niezajętym, wymiecionym i przyozdobionym.  Wtedy idzie i bierze z sobą siedmiu innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I staje się późniejszy stan owego człowiekagorszy, niż był poprzedni. Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem". (MT 12, 43-45)
Ktoś kiedyś wymyślił, że ludowe rytuały, ścisłe zasady kultury ludowej, to puste formy, albo magia. I katolicy się tym przejęli, i zaczęli odrzucać wszelkie rytuały razem z rzeczywistemi zabobonami. No ale rytualna potrzeba człowieka nie znosi próżni. Tą próżnię zaczęło więc wypełniać byle co i to byle co zaczęło spełniać ludzkie potrzeby religijne. A jeśli nie byle co, to – co gorsza – orszak złych duchów, albo  planowanych działań, które miały stworzyć kult doczesności. I miejsce świętego kąta zaczęły wypełniać plakaty gwiazd filmu sportu, muzyki, albo telewizor, czy komputer... Miejsce świąt katolickich jakieś dni dziecka, matki, kota, psa i szydełkowania… A nasze prawdziwe święta, nasze miejsca święte, nasze zasady żywego wyrażanie wiary w codzienności zaczęły stawać się pustymi formami, martwymi obiektami muzealnymi. I choć nauczyliśmy się o nich doskonale, dogmatycznie gadać, to przestaliśmy je żywo, praktycznie rozumieć, przestaliśmy nimi nasycać naszą codzienność.
Próbujemy usunąć chwasty wraz z glebą na której rosły, pozostawiając ziarnu Słowa sucha skałę.
Co więc robić?
Odezwać się czasem:)
Powiedzieć drugiemu: "Ja chcę Ciebie przekonać do katolicyzmu, bo tak mi nakazuje wiara, miłość. Pamiętaj przyjacielu, o tym". I uśmiechnij się życzliwie. I kontynuuj "Ty pewnie chcesz mnie przekonać do tego, bym uznał wiarę za sprawę prywatną i nie przekonywał do niej innych. Niech wierzą w to, co uważają za słuszne. I ty przekonujesz i ja przekonuję. Nie nazywajmy tego przekonywania zmuszaniem"... Wypowiedzieć to głosem łagodnym, takim zwyczajnym, ciepłym przy świetle ogniska, w otoczeniu lasu, z naturalnym lekkim uśmiechem... :)
No no co dalej robić?
            W y z y s k a ć  ze współczesnych form kulturowych to, co dobre. P r z e p o r z ą d k o w a ć  rzeczywistość, miejsce rzeczy, bo wszystko zostało nam dane jako dobre.... Złe może być tylko uporządkowanie tych podstaw-  w t ó r n e schematy mentalne i działaniowe.
Bo jak to już tu pisałem kaś na pocotku: warunkiem zaistnienia zła jest dobro, które może być naruszone, wybrakowane, wydarte z właściwego sobie miejsca, przerwane przez brak, co burzy porządek. Bo nie można mówić o istnieniu zła- braku, bez dobra- pełni. Nie można mówić o dziurze w spodniach, gdyby nie było spodni.
            Wyzyskując owo współczesne dobro wpisujmy je w strukturę przykładowo tradycyjnych kultur ludowych, wykorzystujmy sprawdzone przez ząb czasu i wielu pokoleń tradycyjne sposoby życia i wiary.
Po co niby wracać do tych starych struktur ludowych?
Bo jak pisał jeden z frondowych blogowiczów @KonradTomasz:
"za mało jest jednego życia człowieka, żeby wszystko co konieczne pojąć, zrozumieć, przemyśleć - potrzeba przekazu, potrzeba Tradycji - to po prostu leży w naturze człowieka i jest nieodłącznie związane ze zjawiskiem religii - wspólnotowość"
            Stare formy kultury ludowej mogą nam odsłonić pewne zasady porządkowania świata, które dziś nam umykają, a które wypróbowane przez pokolenia i względnie trwałe przeszły próbę zmiennych okoliczności historycznych, jako skuteczne sposoby wyrażania sensów religijnych. A więc poprzez przyjęcie wybranych starych form, przez ich wypolerowanie i renowację- możemy odkryć pewne zasady i sensy i struktury, w które można będzie wpisywać- po uprzednim badaniu i weryfikowaniu- formy współczesnej kultury. To, co kard. Ratzinger o muzyce, możemy powiedzeećo całej kulturze ludowej:
 ”Jest przy tym rzeczą ważną, że istnieją przecież przyczółki pobożności ludowej i jej muzyka, a także w szerszym sensie tego słowa muzyka duchowna, która zawsze winna pozostawać w relacji płodnej wymiany z muzyką liturgiczną: z jednej strony są one przez nią inspirowane i oczyszczane, z drugiej zaś przygotowują też nowe formy muzyki liturgicznej. Z tych swobodniejszych form może potem wyłaniać się coś, co wejdzie do wspólnego skarbca powszechnej liturgii Kościoła.
            Tak samo trzeba odnajdywać właściwe na pewnym poziomie elementy współczesnych ideologii, nurtów myślowych, obyczajów, pokazując ich ewentualne niespójności na poziomie wyższym, każące nam je odrzucić jako całości...
            Jeśli zakładamy, ze ktoś błądzi, to jednocześnie musi być poziom, na którym ma rację. Żeby więc pokazać mu błąd, musimy mu pokazać sprzeczność wychodząc od tego właśnie poziomu. To trudne, ale kto powiedział, że będzie łatwo.
            Słowa- w tym Słowa Ewangelii- mają znaczenie w umysłach ludzi takie, jakie nabyły w wychowaniu ich przez przykład kulturowego otoczenia. Schematy myślenia kształtują się zazwyczaj na podstawie nienazwanych sposobów życia- rozrywek, form ubioru, relacji międzyosobowych, zorganizowania czasu i przestrzeni życia, oraz pracy. To one, jak już pisaliśmy decydują o tym, co uznajemy za dobre i sensowne- a uznajemy to, co z tymi schematami i z kształtującą je rzeczywistością zgodne.
            Pamiętamy też, że w imię stwierdzenia, że najważniejsze to, co w sercu,. że nie liczy się forma..., że religia nie powinna wpływać na nic poza sferą religijną, a raczej przyjmować wpływy mód, "ducha czasu", "nowoczesności", kultura życia codziennego wpoiła nam rezygnację z kształtowania sposobów życia na wzór wyznaczany przez religię wyznawaną. Wymagała natomiast, by to religia przemieniała się wraz z tą kulturą, tracąc nierzadko swą tożsamość.
W związku z tym straciliśmy kontrolę nad treścią Słów Ewangelicznych.
Jak ją odzyskać?
            Odpowiedź zdaje się prosta: wpływać na kształt codzienności, kultury zwyczajnego życia. Wpływać przez uświęcanie, kształtowanie jej porządku na wzór wyznaczany przez świętość, oraz przez symboliczne wyrażanie Prawd Wiary- Bożego Ładu w organizacji i rytualnym naznaczaniu codziennych czynności-
w odniesieniu do "chleba powszedniego",
w budowaniu i organizacji domu, który jest symbolem Świątyni- Domu Niebieskiego,
w organizacji czasu,
w odniesieniu do ludzi, w społecznych hierarchiach,
w ubiorze wyrażającym sakralne naznaczenie ciała i jego reakcji i relacji do innych ciał, itd...
W końcu każdy z nas gdzieś mieszka- niech dom nie zatrzymuje na samym sobie, ale niech będzie obrazem- I k o n ą  tego Wiecznego, Niebieskiego Mieszkania. Każdy coś je. Niech chleb będzie obrazem tego Niebieskiego Pokarmu, Każdy gdzieś pracuje(a przynajmniej dobrze by było;) Niech praca zostanie uświęcona jako odbicie Boskiego Stwarzania...
            W materii jesteśmy i nie wolno nam o niej zapominać, albo oddzielać jej od ducha. Żeby wypełnić pańszczyznę Adamową, żeby stąpając po ziemi z oczami utkwionymi w Niebiosa- jako rzekał papież Benedykt XVI- musimy czynić z tej materii Ikony, Symbole Niebieskiego Jeruzalem, obrazy Paświsk Syjonu...
Łatwo napisać, gorzy zrobić.
W kryzysie kultury, jaki przeżywamy, nowe oczyszczenie i zjednoczenie może wyłonić się tylko z wysp duchowego skupienia. BXI Nowa Pieśn str. 198
            Owo uświęcenie codzienności musiałoby być bowiem podzielane przez jakąś grupę ludzi i stanowić pewien system. Taką grupę ludzi należałoby skonsolidować, przekonać, znaleźć,       z b u d o w a ć . Musiałaby ona wg ustalonych zasad kontrolować sposób produkcji potrzebnych do życia rzeczy- jedzenia, mieszkania itd... Musiałaby kontrolować również formy rozrywki i uzgadniać je z religią.
Musiałby wiec być zachowany jak największy możliwy w naszych czasach stopień
s a m o w y s t a r c z a l n o ś c i .
Pamiętajmy, że rozspojenie systemów w kulturach ludowych, by ich członków przejąć dla nowożytnych państw i ideologii odbyło się poprzez stopniowe, i śprytne pozbawianie ich samowystarczalności. (Co mi wychodziło również przez przypadek w badaniach terenowych opartych o wiedzę etnograficzną dotyczącą przemian tradycyjnych społeczności lokalnych) Owo pozbawianie sprawiło, ze uzależnili się od zewnętrznych autorytetów- form życia, ubioru, zarobku, mieszkania, żywienia, relacji międzyludzkich, a przez to stracili kontrolę nad przemianą swojej mentalności, która niepostrzeżenie, przez owe rzekomo "neutralne wobec treści" formy się odbywała.
Jak przekonać do form kulturowych?
            Nie zaczynać od krytyki, ale od wydobywania ze współczesnych oczywistości i trendów tego, co dobre i to nawet chwalić. Przedstawiać sakralizowane elementy kultury jako realizujące modne współcześnie hasła, nadając tym hasłom jednocześnie dobre znaczenie, oczyszczając je ze złych konotacji. Mam tu na myśli takie popularne postawy, jak:
oryginalność, zgodność z naturą, niesamowitość, mistyczność, ludowość, zerwanie z konwencjami, "outsiderskość", pierwotność, mistyczność, itd...
Razem z chwastem kultur ludowych zniszczyliśmy i dobre zboże.
Nie możemy powtórzyć tego błędu. Musimy dostrzec to, co dobre na polu dzisiejszej kultury. I pozostawić to. Niech sobie rośnie.
Musimy patrzeć do przodu- w przyszłość, na nowe zasiewy.
Ziarno, które jest w spichrzu współczesności powinniśmy badać i odrzucać złe, a zachowywać szlachetne.
Zasiane zostawić
Ale siać starannie wyselekcjonowane.
Biermy się do roboty!
Wydobądźmy to, co dobre z naszych czasów i uzupełnijmy to tym, co było dobre dawniej, a cośmy pochopnie odrzucili.
Potrzebna nam jest do tego większa
Samowystarczalność
            Cecha ta pozawala nam uzgadniać wiele wytworów kultury tak, by tworzyły
spójny system, zapewniający stabilność psychiczną i mający uzasadnienie w nadrzędnej religijnej zasadzie.
            Znajdźmy takie nisze kulturowo gospodarcze, w których będzie można rozszerzyć samowystarczalność, a wraz z nią kontrolę nad obyczajami i moralnością. Znajdźmy takie formy działalności, w których można będzie połączyć kilka pozornie różnych obszarów kultury. Musimy szukać i kombinować, bo współczesna gospodarka w naszym kraju I kultura w globalnym świecie temu nie sprzyja. Musimy zbierać porozrzucane pojedyncze ziarenka między polami chwastów I znaleźć dla nich jedną przestrzeń. By mogły spokojnie rosnąć, by miały skąd rozprzestrzeniać się na inne uprawy świata.
Rodzinne firmy i małe gospodarstwa rolne
w których pomagałyby dzieci, ucząc się w ten sposób od rodziców i pozostając z nimi w kontakcie. Rodzice mogliby dzięki temu podtrzymywać tradycyjne formy uświęcania prac przez religijne obrzędy i gesty i w w bliskiej więzi przekazywać ich prawdziwe znaczenie. Dzieci mogłyby w ramach np. wypasania krów wymyślać zabawy, grać na fujarkach i śpiewać
Edukacja Domowa
byłaby furtką umożliwiającą pozostanie dzieci w domu i oddzielenie Ich od złych wpływów ideologicznych I obyczajowych przynajmniej na czas kształtowania kręgosłupa moralnego. Do tego potrzebna jest spójność światopoglądowa, której dzisiaj w świecie brak.
         Kapłani, opiekuni duchowi o podobnych poglądach są niezbywalną ostoją takich rodzin, czy wspólnot rodzin, oraz całych wiosek
         Środowisko znajomych o podobnych poglądach obyczajowo moralnych zapewnia dziecku potencjalne środowisko rówieśnicze I oparcie w większej grupie dla całej rodziny, które pomaga przeciwstawiać się złu świata, a tak że przekonywać ten świat do zmiany wartości. W kópie siła!
Rekolekcje, pielgrzymki, górskie wyprawy, dyskusje, ogniska
byłyby okazją do konsolidowania tego środowiska. Do tak wykrystalizowanej grupy można by było powoli zapraszać osoby o innych poglądach, by nasiąkając kategoriami myślenia grupy przyzwyczajała się do nich.
Prace codzienne, ubieranie, mieszkanie I jedzenie, czyli to wszystko, co ludziom konieczne do życia, niech będzie pokazane w rekolekcjach, jako sposób zwyczajnego, prostego przeżywania wiary, niech święta będą wzorem I przykładem dla tej właśnie zwyczajności.
Tworzenie wiosek, osad, osiedli,
itd jeśli nadarzy się taka okazja, jeśli to będzie możliwe, przez członków owych grup byłoby kolejnym etapem Nowej Ewangelizacji przez kulturę.
Tam mogłyby się skupiać rozmaite obszary aktywności zawodowej dla której znaleźliśmy wcześniej niszę umożliwiającą choć trochę większa samowystarczalność niż w powszechnej kulturze.
Wioski tematyczne,
to dość modny dzisiaj koncept funkcjonowania wsi. Odpowiednie dobranie tematu pozwalałoby uczynić z takiej wioski świadectwo wiary: Np wioska religijnej, ludowej mentalności
            W ten sposób nawiązalibyśmy do modnych współcześnie fascynacji ludowością, nadając jej właściwe znaczenie- wybierając z niej nie elementy wyrwane z kontekstu życia- jak to dotychczas było, ale zasadę "postaciowania", czy sakralności. Nie byłby więc on suchym, martwym skansenem prezentującym jakieś historycznie zakończone kultury regionalne, ale tym, co mimo zmian konkretnych elementów było trwałe- "skansenem" mentalności- żywej, dynamicznej, zmieniającej się rozumnie, a nie martwych przedmiotów. Chodzi o pewną strukturę zorganizowania życia nakierowanego na Świętość.
I tu moglibyśmy nawiązać do kolejnej współczesnej fascynacji wschodnimi zasadami organizacji przestrzeni takimi jak
Feng Shui
Pokazalibyśmy, że mamy swoje, rodzime, chrześcijańskie zasady porządkowania przestrzeni życia, że szukamy daleko tego, co mamy pod nosem. To doskonale korespondowałoby również z ideą
terapii psychicznych w "skansenach",
które na zachodzie są modne I niedługo pewnie będą u nas nowością. Nazwijmy je wstępnie 
EtnoEkoTerapią
Są i inne nisze, które możnaby było połączyć jedną całość, w system pozwalający na samowystarczalność, a jednocześnie ekspansję, ewangelizację . Te nisze, czy p o m o s t y do nowoczesności, to chociażby:
Galerie Handlowe –- wypełniają one całe spektrum potrzeb człowieka- od jedzenia, przez rozrywkę i pracę zarobkową, po aktywność towarzyską i pseudoreligijną. Można by było nawiązać do tej wielofunkcyjności centrum handlowego, ale wypełnić ją innymi treściami, wypełnić jej strukturę dobrym religijnym, a nie pseudoreligijnym znaczeniem, prostym mistycyzmem. Byłaby ona połączona z formułą jarmarku o nazwach, dajmy na to takich:
Galeria Jarmark- EtnoEkoGaleria
            Do tego celu należałoby wygospodarować plac we wsi, albo porobić stragany przy ulicach, zorganizować jakieś występy, festyny, prezentacje rzemiosła ludowego, czy produktów miejscowych. Ograniczylibyśmy tego typu inicjatywy do dni targowych dla ludzi z zewnątrz. A codziennością byłaby
produkcja ekologicznej żywności
         Obszary aktywności w rodzinie i ewentualnie wiosce, czy osiedlu mogłyby być ponadto takie:
-Rolnictwo, produkty rolne, hodowla, przetwórstwo produktów z hodowli: np mleka, robieniu serów, mięs, szynek, wełny, pasterstwo(również dzieci) związane z obrzędowością, muzyką i zabawami, sadownictwo i przetwórstwo owoców, pszczelarstwo, winiarstwo, zielarstwo,gastronomia (Gospoda-restauracja dla gości- z ekoproduktów), architektura (sakralna, mieszkalna, wnętrz, krajobrazu), budownictwo i wykończeniówka, ślusarstwo i rzeźba, np. robienie obudów drewnianych do urządzeń elektronicznych, itd..., kowalstwo (w tym artystyczne), inne rzemiosła tradycyjne...
-Kapliczki, majówki, czerwcówki, kolędowanie, zwyczaje wielkanocne. Misteria Męki Pańskiej..., obrzędy przejścia- narodziny, chrzty, Komunie, Bierzmowania, Wesela, Pogrzeby, obrzędy budowlane, wianki, Noc świętojańska, Boże Ciało, rytuały rolne, rzemieślnicze, kalendarz kościelny
-Produkcja tkanin, tkaniny, krawiectwo, projektowanie mody, grafika- książki, strony internetowe, muzyka, film, nadawanie radiotelewizyjne, studio nagrań muzycznych, płyty, komponowanie i nagrywanie dźwięku do filmów, ramówek, reklam,
-Szkolnictwo, praca naukowa, domowe nauczanie(wpisanie się w istniejące formy wychowania i edukacji), rodzinny dom dziecka(j.w)
-Organizowanie "niekonwencjonalnie tradycyjnych" przyjęć, wesel, z mistyczną symboliką strojów, proponowanych tańców(rozdział mężczyzn i kobiet) i muzyki. Owe propozycje mają być przedstawiane jako rodzaj elegancji, dobrych manier, a jednocześnie stylu, mody(moda rozumiana jako umiar, elegancja właśnie wg słów papieża), przedstawienia, opowieści, formy muzyczne, w których katolicka kultura mistyczna jest oczywista., Pisanie powieści, książek,
Te wszystkie formy miałyby mistyczne, wręcz znaczenie wyrażające się przez
-uświęcenie symboliczne codziennych prac w rytuałach i obrzędach związanych z wszelakimi ważnymi momentami życia, od narodzin po śmierć, z obroną przed żywiołami i chorobami a także złymi duchami za pomocą święconych rekwizytów i Znaków Krzyża.
-Uświęcenie organizacji czasu- opartej o kalendarz kościelny, z którym zwiążemy cykl naszych rocznych zajęć,
-budowanie świątyń zgodnie z naszym klimatem- z wysokimi dachami- z wykorzystaniem i udoskonaleniem ludowych wzorów- wg tradycyjnej symboliki przestrzeni Świątyni w kulturze katolickiej.
-budowanie domów wg sakralnego rozplanowania, z uwzględnieniem izby wielofunkcyjnej, albo świetnicy, w których będzie np. piec w kącie, a naprzeciw niego ołtarzyk- Święty kąt, w którym, może stać stół (np. składany i przenoszony na święta na środek pomieszczenia, albo komódka, albo stół, przy którym się nie je, tylko dostawia na święta dłuższy stół...) W domach takich można połączyć klasyczny schemat budowania dworków szlacheckich w Polsce, z architekturą ludową i ludową sakralizacją przestrzeni domowej.
-ubieranie się niewiast w spódnice i sukienki skromne, luźne za kolano, wyrażające Misterium Świątyni Ducha Świętego, w której powstaje Boski, Niepojęty Obraz. Ubieranie się w stroje takie jakie były przyzwoite w kulturze chrześcijańskiej zanim przyszły mody, przed którymi Matka Boża ostrzegała w 1917 roku w Fatimie, czyli zanim pojawiły się ubiorowe przemiany szalonych lat dwudziestych. Do tego trzeba  powoli przywracać umiejętność szycia ubrań i tkania- co dawniej nawet królowe musiały umieć. I były w tym często mistrzyniami!
-wykonywanie muzyki ludowej nietransowej(nie każde bębnienie jest transowe), śpiew bardziej wspólnotowy, niż estradowy, oraz...
-… „odlatywanie z ludową pieśnią od ziemi przez tych, którzy się będą muzyką profesjonalnie zajmować.
-skromne tańce korowodowe, męskie tańce siłowo- sprawnościowe(podskoki, wymachy nóg, itd...) (rozdział niewiast i mężczyzn)
-Zastosowanie tradycyjnych reguł porządkowania przestrzeni wizualnej w książkach, drukach, obrazach i użycie ich w filmach, na stronach internetowych, w programach telewizyjnych, itd
Goście, przybyli do wioski, turyści, klienci, itd... byliby pierwej kierowani do karczmy gdzie w ramach rytuału przejścia- wejścia w obręb "Wioski mistycznej codzienności" np. śprytnie się paniom oferuje pierwszą dyskretną atrakcję- przebieranie- w stroje zgodne z "prezentowaną" we wiosce kulturą katolicką.
Panowie by mogli się nauczyć kosić, a np. w czasie odpowiedniej pory, można by było urządzić obrzęd wiązania gości żniwnych.
Zapraszać tu jakieś grupy na kolędowanie, albo wyprawiać się z kolędą i to pokazywać w telewizji (współpraca z mediami katolickimi już znanymi I ewentualne przekonywanie ich twórców do pewnych obyczajów to kolejne zadanie I wyzwanie...)
Podobne inicjatywy mogłyby powstawać w różnych częściach Polski, czy nawet świata.
Patriotyzm
jest obszarem o którym nie można zapomnieć w budowaniu takich wspólnot. Uważam że warto nawiązać do tradycji szlacheckich I ludowych, a także tworzyć I rozwijać tradycję narodową w oparciu o kultury ludowe, wg propozycji C.K. Norwida. Warto połączyć ludową sakralizację życia z tradycją szlachecką
            Warto odwoływać się do elementów z kultury ludowej, którą choć trochę znamy i z którą czujemy związek. Pamiętajmy, że w normalnych warunkach elementy kultur się nieustannie mieszały razem z przemieszczającymi się ludźmi.
            Nie tworzyć specjalnej, odrębnej wspólnoty o swoim statusie i nazwie, ale raczej uznawać się za członków Kościoła Katolickiego i stworzonej w powyższy sposób wspólnoty lokalnej.
Starać się mówić o tych sakralnych formach kulturowych jak o oczywistościach, a raczej mówić nie o nich, a za ich pomocą o pewnej treści je przekraczającej. Niech się często przewijają wspomniane bez większego komentarza, niech stanowią narzędzia życia i refleksji, a nie jej przedmiot.
            Niech do owych form kulturowych przekona ludzi nie gadanie, ale używanie ich przez grupę ludzi jako swoistego "języka" wyrażania miłości, radości zwyczajnego życia...
            Niech w takie środowisko wchodzą ludzie których chcemy nawrócić, którym chcemy pomagać, również w ramach istniejącej już działalności charytatywnej i wychowawczej Kościoła, oraz zwykłej chrześcijańskiej miłości ukrytej,  by mogli zobaczyć spójność i radość chrześcijańskiej ortopraksji (o której pisał w styczniu 2011 @Włóczęga na Frondzie)
W y c h o w a n i e
to cel powyższego działania. Bo nam bardzo często trudno będzie się pozbyć starych nawyków, sprzecznych z chrześcijaństwem. Chodzi o to, by dzieci uczyć odnoszenia wszystkiego do Boga, by było to dla nich coś oczywistego i właściwego.
            Nie możemy zapominać, że powyżej przedstawiona misja kultura, to uzupełnienie, a nie zanegowanie dotychczasowej działalności Kościoła. Nie możemy przecież spocząć na laurach tym bardziej, że proces dechrystianizacji trwa. Musimy pamiętać, że ludzka działalność ciągle wymaga udoskonalania. Również misja kultura nie będzie  rozwiązaniem wszelkich problemów. Jedno jest pewne- cały czas trzeba się doskonalić, wsłuchując się w słowa Chrystusa, który powiedział:
"Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski." (Mt 5,48)
            Moja propozycja “Nowej Ewangelizacji” to mówiąc w skrócie zachęta do przywrócenia tradycyjnego poczucia ładu oraz uświęcania naszych czynności w obrzędach i porządkach kierujących wszystko w stronę
Punktu Orientacyjnego,
Środka- Chrystusa,
który zstąpił na ziemię-
stał się jej Pępkiem(Omphalos Ges)
i Obecny jest w Najświętszym Sakramencie.
Niech nasza wiara nie będzie martwa, niech przejawia się jej treść za pomocą konkretnych uczynków
ciała
i krwi
w materii
Ciała, które jest naszym Wiecznym Chlebem i
Krwi, która jest wiecznym napojem doskonałego
Przymierza- pobratymstwa w które Bóg pozwolił czlowiekowi wstąpić ,
Ciała, które przecież sam Bóg przyjął,
Ciała, którym stał się Logos- Sens- Zdumienie
Zdumienie, które jest tego Sensu Tchnieniem
w każdym, kto jest Ikoną, Cieniem, Pyłem
Pięknego- Ducha Świętego Świątynią
zdumieniem nad leśnym strumieniem
--
...w materii w której rdzeń On spłynął
by ją
na Drzewie Życia Krzyżowym,
na Palu świata wydźwignąć,
wyznaczając
Środek,
w którym ramiona czterech stron świata się Krzyżują.
Środek, czyli sposób

7 komentarzy:

  1. Fajne :) Szczegolnie punkty dotyczace architektury, uwazam za bardzo wlasciwe. MYsl tez ze w budownictwie prywatnym to sie pojawia. Sam widzialem super domek w trradycji goralskiej w Stryszawie...

    Ogorek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Dopiero niedawno trafiłam na tę stronę.Mimo,że wpis już nie jest najświeższy napiszę parę słów. Podzielam zdanie a raczej marzenia autora.Niestety bardzo trudne jest zainicjowanie choć troszkę podobnych działań.Wystarczy na mszy świętej popatrzeć jak ludzie nie umieją się zachować.Kiedyś myślałam ,że takie ruchy jak KSM i im podobne formują ,uczą pewnych zachowań i postaw a często widzę jak ,,dojrzali,, KSM-owicze nie potrafią stosownej postawy zachować.Ba nawet ministranci często też nie są tego uczeni.Rytuały, tradycje najczęściej z braku czasu zastępuje się ,,gotowcami,, bez duszy i przesłania.Kiedyś przynajmniej przysłowiowa babcia ze wsi robiła pisanki,palmy,łańcuchy choinkowe,piekła chleb,robiła konfitury z wnukami,lepiła pierogi i śpiewała przy tym pieśni np.maryjne a teraz...Próbuję tłumaczyć moim znajomym,że wiara jest jak puzzle dopiero poukładane tworzą piękny obraz rzeczywistości.Patrzą na mnie wtedy jak na jakiegoś kosmitę.Bo przecież nawet księża i biskupi nie dają tego jasno do zrozumienia a ja się im tu ,,wymądrzam,,.Tradsi kontra nowocześni,forma kontra treść... Przecież wiara bez uczynków jest martwa.Kończąc,bo to temat-rzeka dziękuję Bogu,że trafiłam na ten blog,pomoże mi on ,doda argumentów i inspiracji chociażby w zwyczajnych rozmowach ze znajomymi.Pozdrawiam.Szczęść Boże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://drive.google.com/file/d/0B3DblnAxbHemWkJOeG5oYlJVZnM/view?usp=sharing
      Tutaj taka propozycja +

      Usuń
  3. Cieszę się, że rozumie Pani o co chodzi. Najlepiej świadczyć najpierw przykładem, a jeśli już mówić, to nie za dużo, tak lekko, z naturalnym uśmiechem, swobodą, no i gdy pytają. Powodzenia. Z Panem Bogiem!

    OdpowiedzUsuń

zapraszam do komentowania