Odnowa razem z Tradycją


.
Tradycja Katolicka, Msza Święta Wszechczasów z pobożnością ludową we "wspólnotach charyzmatycznych", w Neokatechumenacie, w Nowej Ewangelizacji. Czyli twórzmy Nowoczesność, a nie poddawajmy się podmuchom jakichś "nowoczesności".

TradiNeo
Drodzy „tradsi”. Cóż Wam przeszkadza, że są ludzie, którzy chcą się zwać”Neokatechumenatem, „czy Odnową” i którzy się spotykają, pragną by wiara była przeżywana szczerze, żywo, aktywnie.  To, że coś Wam się w ich praktyce nie podoba nie znaczy, że trzeba całą ideę odrzucać. Czy i u tradsów nie ma  złej praktyki?
Drodzy „Neoni”, "odnowowcy", "postępowcy"...  Wiecie,  że szczera wiara nie polega na nieustannej zmianie form i środków wyrazu, ale na nadaniu właściwego  znaczenia temu co nam już jest dane, na właściwym tego przyjęciu.. Jeśli tego ktoś nie umie, to choć będzie wymyślał nowe formy, nic mu to nie da.
Coż więc Wam przeszkadza przyjęcie Tradycyjnych form liturgicznych, czy pobożności ludowej. Chyba nie sądzicie,  że to, z czego wyrosło tylu świętych nagle okazuje się złe i nieaktualne.  Czy nie lepiej zawierzyć formom, które są zachowane przez wzgląd na swoją pomocność w wychowywaniu tylu świętych?  Nigdy nie było tak, że formy się specjalnie konstruowało wg ludzkich upodobań, tylko one same rosły. Do czasu. I przed ów wczas, w którym zaczęto po ludzku, po światowemu konstruować liturgię niczym wieżę Babel trzeba się „zacofać”. BO Duch Święty czuwa nad Kościołem, ale tylko wtedy, gdy nie zrywamy z tym, nad czym czuwał i dawniej. Do tego więc nad czym czuwał trzeba się „zacofać” i od tego wzrastać.  Od tego, a nie od światowego. Bo to właśnie znaczą słowa Chrystusa, że Jego Królestwo nie jest z tego świata. Nie, nie oznaczają one, że religia się nie może mieszać
do polityki, do mody, itd., itp. Wręcz przeciwnie! Oznaczają one, że religia nie z tego świata jest po to, by ten świata przemieniać i udoskonalać. BY się do niego mieszać na całego!
Nie z tego świata, nie przyszło tu na darmo.
Przyszło   d l a  tego świata!   
Mam więc  szczegółową propozycję  odnowy. Odnowy która się nigdy nie zakończy, bo człowiek zawsze potrzebuje coraz bardziej zbliżać się do Chrystusa:

http://misjakultura.blogspot.com/2013/02/benedykt-xvi-o-liturgii.html

Uważam, że w przyszłości Kościół rzymski powinien mieć znowu jeden ryt; istnienie dwóch oficjalnych rytów jest w praktyce dla biskupów i księży ciężkie w zarządzaniu. Ryt rzymski powinien być w przyszłości jedynym rytem sprawowanym po łacinie lub w języku narodowym, ale całkowicie ufundowanym na tradycji dawnego rytu; mógłby włączyć do siebie kilka nowych elementów, które już się przyjęły, takich jak nowe święta, kilka nowych prefacji mszalnych, rozszerzony porządek czytań – większy ich wybór niż wcześniej, ale też nie za duży Oratio Fidelium, to znaczy litanię modlitw wstawienniczych po Oremus Ofiarowania, gdzie wcześniej było jej miejsce
  kardynał Joseph Ratzinger
To by rozwiązało problem służby liturgicznej gdzie klękać, gdzie się kłaniać w trakcie Mszy: Ołtarzowi(temu nowemu) czy Ołtarzowi staremu z Tabernakulum.
Dodam, że ta pierwsza opcja jest nieuzasadniona, gdyż Ołtarz jest słabszym znakiem niż Pan JEZUS OBECNY REALNIE W TABERNAKULUM! Dlatego nieuzasadnione jest kłanianie się samemu ołtarzowi przed konsekracją. Trzeba się kłaniać Tabernakulum obecnym na Starym Ołtarzu. Oderwanie ołtarza od Tabernakulum i odwrócenie kapłana do ludu wprowadziło niepotrzebny zamęt. Warto wrócić do dawnego układu


O przejmowaniu błędnych kategorii wroga ciąg dalszy
Ktoś stwierdził sobie, że ustąpienie miejsca to wyraz pogardy.
Albo nawet używał przykładu tego zachowania, jako oczywistego, "bezkomentarzowego" dowodu niegodziwości pewnej grupy ludzi.
A jak ta grupa ludzi zaczęła się bronić?
Wobec nieustannego powtarzania sugestii, jakoby ustępowanie miejsca było wyrazem pogardy sami zaczęli wierzyć, że tak jest.
Jedni z nich zaczęli bić się w piersi i przepraszać za to, że ustępując miejsca kobietom sugerowali im, że są gorsze.
Inni zaczęli się wypierać, jakoby nigdy zasadą ich grupy nie była "zbrodnia ustępowania miejsca".
Jeszcze inni zaczęli twierdzić, że takowego "pogardliwego zwyczaju" nigdy u nich nie było.
Ci zaś, co cenili sobie bardziej lojalność wobec swojej grupy i wierzyli jej zwyczajom uznali, że skoro ich przodkowie ustępowali miejsca, to pogarda wobec kobiet, starszych, i bardziej uprzywilejowanych jest czymś właściwym.
Ci ostatni zauważyli słusznie, że współcześni błądzą. Chcąc odeprzeć ich twierdzenia dali sobie narzucić błędne skojarzenie ustępowania miejsca z pogardą. Nieświadomie więc przyjęli błąd, przeciwko któremu występowali. Ale był to błąd nie ich, a tych, którzy wprowadzili owo błędne skojarzenie.
Ostatecznie w wyniku błędnego skojarzenia wszystkie strony sporu się myliły.
Wystarczyło, nie reagując na fałszywe zestawienie powiedzieć, że ustępowanie miejsca nie jest wyrazem pogardy, ale wręcz przeciwnie- szacunku.
Wystarczyło powiedzieć, że Tradycja nie wyklucza zmiany i różnorodności, ale wyznacza im słuszną miarę, wyznacza granicę ich dobroci.
Że Sobór nie oznaczał zerwania z tradycją ale poszukiwanie różnorodności w obrębie Tradycji.
Że kapłan w Mszy Świętej Wszechczasów nie odwraca się tyłem do ludzi, ale wraz z nimi kieruje się ku Chrystusowi, którego wyobrażał Krzyż i cały Kosmos we wschodzie słońca.
Wystarczyło powiedzieć, że Intronizacja jest przyjęciem przez państwo Nauki Chrystusa, jako definiującej, co dobre i sprawiedliwe- ureligijnianiem polityki, a nie upolitycznianiem religii.
.

Że rytuały "katolickiej pobożności" to nie magia, a forma modlitwy i przypominania sobie o Boskiej Woli.
Że  chrześcijaństwo to wypełnienie pragnień zawartych w mitycznych obrazach dawnych religii, a nie odgapianie od pogańskich mitologii.
Że skromne stroje kobiet, to afirmacja i obrona tajemniczej świętości, którą w sobie kryją, a nie-jak próbują wmówić wrogowie niewieściej godności i tradycji- dyskryminacja i pogarda dla ciała.
Że posłuszeństwo żony wobec męża, to nie wyraz gorszości kobiety, a potrzeby logicznej koegzystencji-, bo ktoś musi ostatecznie decydować, gdy nie ma zgody, co do pewnych spraw. Bo dyskutować można bez końca, ale trzeba podjąć decyzję. Bo jakby zaczęli dyskutować, czy uciekać przed powodzią w prawo, czy w lewo, to by się utopili... To posłuszeństwo, to obraz(a nie przeniesienie wprost tej samej relacji) zależności między Chrystusem, a Kościołem, między Bogiem, a człowiekiem.
...
Że nakazy i zakazy moralne, i prawne nie odbierają wolności, tylko wyznaczają jej słuszną miarę
itd...


Tradycja, czy zacofanie, postęp, czy relatywizm



Większościowa grupa aktywnych katolików, to ci, których nazwać można postępowymi, nowoczesnymi.
Mniejszość, podziemie nawet w Kościele stanowią ci, których zwie się "tradycjonalistami".
Tzw. "Tradycjonaliści" skupiają się na trwałych i zewnętrznych przejawach pobożności, które zostały przez przodków skomponowane i przekazane. Podkreślana jest przez nich wartość owych form wypracowanych przez Świętych i włączonych w Tradycję Kościoła jako owoc działania Ducha Świętego, wartość rozumiana jako przejaw świętości i właściwego rzeczy miejsca, ale i jako pomoc w uświęceniu i wskazówka edukacyjna.
Katolicy "postępowi" zaś, skupiają się w potocznym dyskursie na tym, co nazywają postawą serca, ducha, utożsamianą z prawdą o człowieku. Z tego wynika afirmacja radości, spontaniczności, jako wyraz szczerości, aktywne zaangażowanie, podkreślanie duchowej równości ludzi, otwartość na tzw. "Ducha Czasu", a więc na zmiany modernizacyjne,  szukanie dialogu…
I wszystko by było dobrze, gdyby obie strony umiały uznać na wzajem swe "specjalizacje" a także uzgodnić je tak by nie były ze sobą sprzeczne. Bo w rzeczywistości trzeba jednego i drugiego. Nie można tu tworzyć alternatywy; "albo-albo".
Bo pewnie Ci, którzy zabrnęli w postępowość, a któryś z "tradycjonalistów" upomniał ich, że zmiany, które tak entuzjastycznie przyjmują są niezgodne z Tradycją, która jest zapisem miłości Kościoła, zaczęli słyszeć podszepty szatana, który sugerował, że "taka tradycja szkodzi Chrześcijaństwu, a Sobór Watykański II wskazał drogę pierwotną, inną niż przedsoborowe ludzkie naleciałości". A więc niektórzy z nich mogli zacząć rozpowszechniać tezę że "w obronie szczerości i miłości Kościoła, trzeba te tradycjonalizmy odrzucić".
Podobnie tradycjonaliści, którzy usłyszeli, od postępowców, że w ich przeżywaniie religii nie jest szczere, ale tylko formalne, tak jak faryzeuszy, mogli pójść za pokusą prawa talionu, wpisanego w ułomność ludzką. Mogli uznać, że skoro "oni" krytykują Tradycję-owoc działania Ducha Świętego, to znaczy, że ich formy przeżywania religii są fałszywe. Takie uznanie, nawet podświadome, mogło dobrowadzić do niechęci wobec otwartości, entuzjazmu, i wszystkiego, a więc i tego dobrego, co wyrażało religijność "postępowców".

"I często stanowisko jednego obozu modyfikuje się przez pierwotnie fałszywą opinię drugiego obozu o tym pierwszym.
Bo np. gdy jedni zarzucają drugim, że zbytnią uwagę przywiązują do form zewnętrznych, to ci drudzy, (być może myśląc, że skoro ci pierwsi się wg nas mylą, to to, co oni uważają za złe jest dobre) rzeczywiście zaczynają takie przesadne akcentowanie form przejawiać. I na odwrót. I po wymieszaniu…
A więc za błędy tych którym coś zarzucamy, często odpowiadamy my.
To nie jest śmieszne, to jest smutne.
I dlatego trzeba być ostrożnym w osądzaniu.
I dlatego trzeba badać, również to, co inni nam wytykają. Badać, i być gotowym na to, by przyznać drugiej stronie rację.  Ale trzeba rozważnie badać, a nie bezpodstawnie przyjmować. Rozważnie, czyli w modlitwie i zakładając dobrą wolę drugiej strony. Rozważnie, czyli z  poszukiwaniem samemu takiej perspektywy, z której argumenty drugiej strony dałyby się obronić. Jeśli nie będziemy w stanie, bez naruszenia uczciwości, to potrzymajmy własne stanowisko i poszukajmy drogi do tego, by druga strona sama przekonała się o jego słuszności.
Bo dochodzi do tego, że pewne osoby potrafią jednocześnie propagować różne ruchy, objawienia, które są między sobą sprzeczne, i to w ważnych punktach. I tak dyskredytuje się to, co w tym kotle sprzeczności jest dobre."



Niech się stanie pojednanie wewnątrz Katolickiego Kościoła



Zachęcam "Tradycjonalistów" do przyjęcia specjalizacji nowych ruchów- duszpasterskich trosk o radość, autentyczność, jedność, wrażliwość, otwartość na dialog.
Zachęcam nowe ruchy do przyjęcia specjalizacji ruchów Tradycji Katolickiej- troski o to by radość,  szczęście, dialog, miłość, jedność mogły się realizować w formach wykształconych w całej historii Kościoła i podtrzymywanych przez świętych, pod wpływem opieki Ducha Świętego (Chodzi mi o postawy liturgiczne, sposób zachowania , ubiór skromny, zachowanie skromne, i tak dallej, dallej Alleluja!). Ich troską szczególną godną przyjęcia jest również  to by nowoczesny kościół badał, czy sposoby przeżywania radości są zgodne z Naszą, Wspólną, piękną, uczącą szczęścia i miłości Doktryną katolicką.
(Tradycja przez ciągłość przekazuje nam właściwy sposób Chrześcijańskiego radowania się, miłowania, bo nie jest piękne to, co się podoba, a co się powinno podobać!)
Niech tradycyjna, również ludowa religijność będzie sposobem radowania się, autentycznego przeżywania wiary, troski o zbawienie innych, zakładania, że nawet gdy ktoś się myli to chce dobrze…szczególnie wtedy, gdy jego troską jest wypełnianie Woli Bożej.

Zwolennik Tradycji Katolickiej
(- Tradycji uczącej kochać obecnej we wszystkich wspólnotach Kościoła.)
i dialogu
i dostosowania kultury nowych czasów do  kultury tradycyjnej.
(Bo celem tradycji jest postęp, bo przecież od naszych decyzji zależy kultura, bo przecież możemy współcześnie ubierać niewiasty w skromne  sukienki i tak dalej…)

Dopiszcie cosik…



To prawda, że trzeba kochać całym swoim życiem i szczęśliwym być.
Ale czy dobrze tą miłość i to szczęście rozumiemy?
To prawda, że Duch Święty przypomina i poucza.
Ale na Niego powołuje się wiele wspólnot o sprzecznych poglądach.
Cóż więc nam zostało?
Odwołać się do zapisu owego Przypominania i nauczania- w Tradycji Kościoła tworzonej Miłością Bożą w trwającym wieki przykładzie świętych, opartym o Piotrową Skałę.
Ale ten przykład uczy, że trzeba odrzucić to, co się oderwało od owego trwania i wspartego na skale nauczania, opartego o Przypominanie.

Zerwaniem z ciągłością była rezygnacja z komuni do ust i na klęcząco, która w wyniku jednej troski o szacunek dla Ciała Bożego wyrosła być może z komuni na rękę. Wyrosła podtrzymywana Nauczaniem podtrzymującym Piotrową Skałę.
Zmysłowa muzyka, której zmysłowość jest dla nas niezauważalna, tak jak smród dla osoby śmierdzącej. Ja się przyznaję, śmierdzę, ale już dość długo staram się umyć. Słowo smród, nie bez przyczyny ma podobne tu zrodzenie co słowo śmierć.
Zmysłowy taniec, o którym pisał dobry Brawario.
Pewien ksiądz, z taką miłością i troską pokazał mi co znaczy spontaniczność, szczera pokora, radość, miłość Boga i bliźniego, przeżywanie Ofiary Mszy Świętej, misyjność, pustelnia, wspólnota…w Tradycji



Dialog Odnowy z Tradycją- zamiast sporu



Nowa Ewangelizacja mówi, że trzeba czynnie kochać, a Tradycja uczy jak trzeba kochać. I jeśli czasem upomina z miłością Nową Ewangelizację, to po to, by jej intencje mogły się w pełni zrealizować!
A Nowa Ewangelizacja przypomina, że nie wystarczy wiedzieć jak konkretnie wygląda Miłość. Trzeba jeszcze tą Miłością żyć.
Czy to się nie uzupełnia tak, jak powinna się uzupełniać wspólnota Kościoła?
Przecież po to jest nas wielu, żebyśmy mogli się łaskami dzielić a więc realizować Miłość…
(Widzicie, że skomplikowanej sytuacji nie sposób prosto ująć, bo będzie wiele nieścisłości jak tutaj. Piszę jednak w związku z postulatem krótkich i zrozumiałych formuł.)


Dość niezgody! 



I. "Mów dobrze o bliźnich, nie mów źle o nikim"
Choćbyś nie wiem jak był pewien, że ktoś robi źle, nie sądź, że jest on tego zła świadom- nie sądź, że ma grzech. Nie odbieraj też krytyki twej postawy czy poglądy ze strony innych, za posądzanie o grzech.
Bo często nawet ty robiłeś coś nie wiedząc, że to złe.
Nie mów jednak przewrotnie, że jeśli człowiek chce dobrze, jeśli ma dobre intencje, to jego postawa nie może być zła.
Jest bowiem wiele czynów, które niezależnie od intencji są złe, również te, które uznajemy za specyfikę jakiejś kultury. Bo kultury tworzą ludzie, a ci błedy popełniają. I to dość często.
Jeśli coś jest obiektywnie złe, to sytuacje stwarzane po to by w nich owe czyny złe być przestały, są czymś błędnym(np. odsłanianie tajemnicy ciała na plażach koedukacyjnych)


Staraj się w zespole poglądów, które Ci się wydają błędne znaleźć to, co dobre. Zważ, że zazwyczaj tego dobra jest więcej, że czasem przez tę odrobinę odrzucamy dobrą całość. To, że "odrobina kwasu zakwasza całe ciasto" nie znaczy, że trzeba odrzucić z zasady pieczenie chleba z takiego ciasta. Trzeba owszem uchronić następne chleby z tego ciasta przed złym kwasem, by mogły osiągnąć własny cel.

Bądź więc życzliwie nastawiony do ludzi i ich poglądów. Szukaj u nich dobra i i występuj w imię obrony skarbu u bliźnich znalezionego przed tym, co to doro niszczy.

Jeśli widzisz, u kogoś błąd w danej sprawie, nie dyskredytuj innych postaw takiej osoby, czy społeczności. Bo może się okazać, że niszczysz niezauważone przez Ciebie dobro i sam się od niego odwracasz.

Staraj się krytykować postawy i poglądy, jeśli nie ma takiej konieczności- bez odniesienia do konkretnych osob.

Nie odrzucaj z góry krytycznych sądów wobec tego, do czego jesteś przywiązany, co wydaje ci się zwyczajne, dobre, oczywiste, co nawet mogło być związane z twoim nawróceniem.




Nie ograniczaj zasaad moralno-religijnych do wewnętrznej postawy. Pamiętaj, że mają one kierować całą naszą osobą, bo człowiek ma dusze i ciało i oba te elementy mają wypełniać Wolę Bożą. Dusza ma wpływać na ciało. Wiara bez uczynków jest bowiem martwa. Jeśli bowiem z serca pochodzą dobre i złe czyny, nie zmienia to faktu, że są to  c z y n y ,  a te się popełnia również ciałem. I to one są złe, albo dobre. Bo dusza ma kształtować to, co na zewnątrz, czyli uczynki ciała i świat. I złem samym w sobie jest dobrowolna rezygnacja z opanowywania postaw ciała przez duszę, ze zmagania się z ziemią "Pańszczyzny Adamowej".

Staraj się patrzeć na naukę papieży jak na komplementarną, obowiązującą i prawdziwą, której masz być posłuszny.

Nie miej pretensji do kogoś, kto wg Ciebie błądzi, z powodu widzianych przez Cię błedów. Wiedz, że i on może widzieć u Ciebie błedy, których Ty nie znasz. MOże nawet bardzo przywiązany jesteś do tego, co on uważa za złe, a Ty po prostu nawet nie podejrzewałeś tego zła, może nawet było ono związane z jakimś dobrem. Czy chciałbyś, żeby ktoś wyrzucał Ci, że robisz coś złego, podczas gdy Tobie wydaje się odwrotnie? Czy chciałbyś, żeby ktoś posądzał Cię o grzech wtedy gdy starasz się służyć Bogu? NIe czyń więc drugiemu, co Tobie nie miłe. Czyń to, co chcesz, by Tobie czyniono.

Przyjmuj uwagi tych, którzy widzą błedy w twej postawie, a których sam chcesz z błędnej drogi w jakiejsik sprawie sprowadzić. A jeśli sumienie kazuje Ci powiedzieć bratu, że robi coś nie tak, to pamiętaj, że zło zazwyczaj kryje się podstępnie za jakimsik dobrem. Doceń to dobro i bądź jego rzecznikiem, chroniącym go przed zniszczeniem przez odrobinę złego kwasu. Niech takie upominanie będzie wyrazem troski o brata, który został oszukany przez "cywilizację śmierci" i często nieświadomie, bez własnej winy, przez owo oszustwo, czyni wbrew swemu celowi.Bądź otwarty na podobną łaskę, którą ów brat chce Ci w innym miejscu przekazać. Przecież wszyscy popełniamy błedy. Przecież to Święci uczyli nas modlitwy o lepsze poznanie co dobre, a co złe. Jeśl itak prosili, to musieli zakładać, że mimo Łaski, dalej mogą robić źle nie wiedząc o tym.

Może zapytamy: Po co poznawać, że cóś robimy źle? Przecież jeśli o tym źle nie wiemy, to nie mamy grzechu. Przecież o grzechu-złu-winie decyduje intencja i świadomość. (POdkreśliłem pomieszanie pojęć, które należałoby oddzielić.) Tak o sosobistej winie zwanej grzechem decyduje intencja i świadomość. Jezusa rani jednak każdy nieporządek, nawet ten nieświadomy, choć nie obwinia On nas za to. Chyba, że nam się nie chce podejmować wysiłku, by wyjmować ciernie z Serca Jezusowego i z Serca Jego Matki. Jeśli kochamy Boga, to róbmy wszystko, by być doskonałymi, jak Ojciec Nasz jest doskonały.
Bo taka doskonałość jest JEMU  m i ł a . M i ł u j m y  więc!

Ktoś może powie, że w powyższym myśleniu brak zaufania Duchowi Świętemu, który miał nam wszystko
"przypominać", wyjaśniać, pomagając w odróżnianiu dobra od zła.

Owszem, tak! Duch Święty ma nam przypominać. A jeśli nam, czyli wielu osobom, to pewnie każdy może otrzymać inną łaskę poznania- inny owoc  p r z y p o m i n a n i a, by się z innemi podzielić. Bo gdyby Bóg dał każdemu pełnię poznania, to nie potrzebowalibyśmy innych ludzi, wspólnoty. Ale Bóg nie wpisał w naturę ludzką samotności, ani samowystarczalności, ani egoizmu. NIe możemy więc sądzić, że jeśli czegoś nie wiemy, że jeśli nie mieliśmy takiego poznania pewnych spraw jak ktoś inny, to ten ktoś się myli. Bo zazwyczaj odrzucaniee tego, co inni chcą nam przekazać wynika z faktu, że nam się to wydaje nieprawdopodobne, że wcześniej żaden ksiądz nam o tym nie mówił, że może burzy to coś, do czego byliśmy przywiązani. Dlatego taka uwaga nas boli.

Ale czy nie boli nas, gdy przyjaciel mówi, że ktoś  w kim się zakochaliśmy jest oszustem, który chce nas wykorzystać i uciec? Rani. I pewnie często zrywamy taką przyjaźń i nastawiamy się wrogo do tego, kto nas przestrzegał uznając, że to wcale nie z troski, ale z zazdrości, obrzucając zatroskanego przyjaciela zarzutami.

A co jeśli okaże się, że ów przyjaciel miał rację?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

zapraszam do komentowania