piątek, 31 października 2014

Zrób to! Zostań zwyczajnym katolikiem.



Mam dla Was propozycję!

lepiej czytać w pliku:
pdf


Uczyńcie z Waszego życia jeden wielki Znak Niebios. Będzie pięknie :) Pod górkę, ale na szczycie cudowne widoki!




Nie trzeba wiele. Nie trzeba tylu szumnych, wymyślnych akcji, rąk uniesionych i wieczorków ociekających łzami. Wystarczy trochę, a porządnie. Nie trzeba zgłębiać teologicznych ksiąg. Od tego są księża. Nie trzeba tylu słów, bo można zapomnieć zrobić to, o czym się tak pięknie gada. Nie martwcie się, że nie możecie w tych akcjach uczestniczyć, jak martwi się wielu dobrych ludzi; muszą wszak pracować, dzieci bawić po nocach, i inne trudy unosić na swych barkach…

Nie martwcie się, bo takich akcji dziś za dużo. Ich nadmiar  (bo one same są dobre!), ich oderwanie  od zwykłych spraw, sprawia, że religia  wydaje się  jakaś taka... nieprzekonująca. I ludzie od Pana Boga odchodzą.

Żeby się przed tym bronić wystarczy robić swoje, czyli żyć:) Coś jeść, gdzieś mieszkać, w coś się ubierać, pracować, z ludźmi przestawać, dzieci wychowywać… i z tego wszystkiego czynić znaki wiary! Patrzeć na świat jak na Wielką księgę przypominającą o Bogu. Z czymś takim kojarzyłem sobie zawsze Świętą Rodzinę.

Żeby bowiem ludzi coś poruszało, musi się to wiązać z ich życiem codziennym, musi być im bliskie, muszą to znać.

Wielu dobrych ludzi dało mi tego przykład. Przykład, który nie rzuca się w oczy, którego dostrzeżenie wymaga dyskretnej uwagi i powrotu na ziemię. I spoglądania z ziemi ku Niebiosom.


Człowiekowi samo z wiary i miłości tak wychodzi. Bo jak pisał Cyprian Kamil Norwid, ulubiony poeta papieża, św. Jana Pawła II:



Kto kocha, widzieć chce choć cień obrazu,
Choć ślad do lubej wiodący mieszkania,
Choć rozłożone ręce drogowskazu,
Choć krzyż, litanii choć nawoływania,
Choćby kamienną wieżę, w błyskawice
Idącą – Boga by oglądać lice.
*
(…)
*
I wszelka inna Miłość bez wcielenia
Jest upiorowym myśleniem myślenia... 


Nie, to nie żaden formalizm, ani puste formy. Jesteś cielesna/y i potrzebujesz zewnętrznych form, żeby podtrzymać własną wiarę, żeby nie zapomnieć o miłości Boga i bliźniego, żeby tą miłość wyrażać! Wyrażać zarówno poprzez dobroczynność jak i symboliczne gesty. Nie oświadczałeś się stojąc tyłem do ukochanej i w brudnej, podartej koszulce. Nie pisałeś matury w filcokach. Na wesela zawsze w nowej sukience chodzisz, a jeśliś facet, to w garniaku eleganckim. W takich sytuacjach nie mówisz, że „nie liczy się forma ale treść”.
1339602019


Liczy się i to i to. Przykro, że niektórzy ludziom chcą się przypodobać, a jak przychodzi spotkać się z Panem Bogiem, to robią to byle jak, tłumacząc pokrętnie, że „nie liczy się to, co na zewnątrz” że „najważniejsze to, co w sercu”. A przecie Pan Jezus chce, żebyśmy go traktowali jak kogoś Ukochanego najbardziej!

W końcu nie da się pomóc bliźniemu „tylko w sercu”. Trzeba się uzewnętrznić.
Jeśli możemy pomóc to zróbmy to po cichu. Żeby się nie okazało, że wtedy, gdy nikt nie trąbi o naszej dobroci, nie zauważamy biedaka na ulicy i chorej sąsiadki…

Wielu jest ludzi oskarżanych o to, że skupiają się na formach, zamiast miłować bliźniego. A oni po prostu swoimi czynami się nie chwalą! Nie noszą serduszek, ich nazwiska nie wiszą na szyldach wielkich akcji. To z nich trzeba brać przykład!




Światowe mody nie są obojętne wobec wiary. Nie wystarczy im nalepić etykietek z napisem „katolickie” żeby się takimi stały. Nie! Jeśli nie będziesz kształtował całego świata wokół siebie jako Znaku Boga, to nawet nie zauważysz kiedy światowe mody(które ktoś uznał mylnie za obojętne, przezroczyste wobec wiary) zmienią Twoją wiarę. Nawet jeśli zachowasz Ewangeliczne słowa, to będziesz nadawał im inne znaczenie niż te, jakie im nadał Chrystus! Nazwiesz nimi to, co świat uznaje za dobre(w modach, rozrywkach, filmie, muzyce), nie zawsze to nazywając.

Ale- zapytasz pewnie- skoro człowiekowi samo tak z wiary, naturalnie wychodzi, to po co do tego zachęcam? Przecież i tak wierzący tak zrobią. Odpowiem Ci, że nie zrobią, bo ktoś im kiedyś wbił do głowy, że znaki wiary ze wszystkiego, takie jak ludowe rytuały, to puste formy, albo magia, że nie liczy się forma- to co na zewnątrz, ale treść- to, co w sercu. I katolicy się tym przejęli i zaczęli odrzucać wszelkie rytuały razem z rzeczywistémi zabobonami. Przestali wpływać na zewnętrzne formy, zwyczaje, rytuały, ale to nie znaczy, że te formy przestały wpływać na nich! Zlekceważyli je, przez co, stracili kontrolę nad treściami, które się za nimi kryły i nie zauważyli nawet, kiedy te światowe obyczaje przemieniły ich światopogląd, zmieniły ich wiarę.

Próbowali usunąć chwasty wraz z glebą na której rosły, pozostawiając ziarnu Słowa sucha skałę.


Dlaczego tak się dzieje drogi przyjacielu? Bo jak mawiał abp. Fulton John Sheen:
Jeśli nie żyjesz tak, jak wierzysz, to zaczniesz wierzyć tak, jak żyjesz.
To samo wyraził Chrystus w słowach:
Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku, ale nie znajduje. Wtedy mówi: “Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem”; a przyszedłszy zastaje go niezajętym, wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze z sobą siedmiu innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy, niż był poprzedni. Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem. (MT 12, 43-45)
Pasuje tu również przysłowie, które powtarzał św. Jan Paweł II:
Z jakim przestajesz, takim się stajesz.
 I nie chodzi tu tylko o przestawanie z osobami, choć to też, ale i z pewnym stylem życia.

Rytualna potrzeba człowieka nie znosi próżni. Zapominamy o niej, ale ona nie zapomina o nas. Nie oddajemy jej naszej wierze, to zabierają się za nią wiary inne. Te wiary, które niekoniecznie wyznawane są słowami, ale które są praktykowane: Począwszy od kultu piłkarzy, i gwiazd estrady, poprzez dyskotekowy kult ciała i chaotycznej ekstazy a zakończywszy na wschodnich praktykach, figurkach buddy i na tzw. Feng Shui. Tą próżnię zaczęło więc wypełniać byle co i to byle co zaczęło spełniać ludzkie potrzeby religijne. A jeśli nie byle co, to – co gorsza – orszak złych duchów, albo planowanych działań, które miały stworzyć kult doczesności.




telewizor w miejscu ołtarzykowym


I miejsce świętego kąta- ołtarzyka domowego, przypominającego ołtarz w Kościele i Niebiosa zaczęły wypełniać plakaty gwiazd filmu, sportu, muzyki, albo telewizor, czy komputer, jakieś feng szuje, posągi buddy… Miejsce świąt katolickich jakieś dni dziecka, kobiet, kota, psa i szydełkowania… A nasze prawdziwe święta, nasze miejsca święte, nasze zasady żywego wyrażania wiary w codzienności, sposoby wyrażania wiary w budowie domu i wystroju wnętrza, w pieczeniu chleba i ubiorze zaczęły stawać się pustymi formami, martwymi obiektami muzealnymi. I choć nauczyliśmy się o nich doskonale gadać, to przestaliśmy je żywo, praktycznie rozumieć, przestaliśmy nimi nasycać naszą codzienność.


Żeby do tego nie doszło nie pozwól by tzw. Duch Czasu miotał tobą jak źbłem trawy na wichrze. To Ty twórz Ducha Czasu Nauką Kościoła!

Ale jak?
W filmie "Wielka Cisza", jedne z nielicznych słów jakie padły brzmiały mniej więcej tak:
  W Życiu jest wiele Znaków. Niektóre z nich nie mają znaczenia. Grunt nie leży w ich usuwaniu, ale w nadawaniu im właściwego znaczenia. Bo człowiek bez znaków czuję się zagubiony.
Czyń Znaki Niebios ze wszystkiego, ale najpierw ze spraw najprostszych: Domu, chleba, ubioru, pracy, relacji z ludźmi, wychowywania dzieci, z ważnych wydarzeń w życiu(Wesele, Chrzciny, Komunie, pogrzeby, początek pracy, szkoły, pogrzeb, itd…).
dom współczesny 


Zauważyłeś pewnie, że panuje moda na wszelkiego rodzaju „ludowość”: „My Słowianie”, Rokiczanka, etnodizajn, Kokoeurospoko, disco-polo biały śpiew, pieczenie chleba, ucieczki na wieś, do drewnianych domków, grupy rekonstrukcyjne, rodzimowiercy, New Age, itd. To wyrazy tęsknoty za czymś pięknym i potrzebnym człowiekowi. Tęsknoty za jakąś „dawnością” i za umistycznieniem codzienności. Nie jest więc tak, że to, co za chwilę zaproponuję jest nieatrakcyjne dla współczesnych. Kultura ludowa jednak nie na tym polega. Nie chodzi w niej o wzorki i kolorki, drewniane domki i pieczenie chleba. Nie chodzi w niej o festiwale folklorystyczne i skanseny. Bo jak coś jest na scenie i w skansenie, to już jest martwe! A jak coś jest martwe to już nie jest kulturą. Bo kultura, to styl życia. Życia, a nie śmierci. Kultura i religijność ludowa to uczynienie ze zwykłych spraw czegoś niezwykłego, Znaku Wiary, Księgi pisanej jak mawiał papież Franciszek „czasem także słowami”, a częściej zwykłymi codziennymi czynnościami.


Na stronie Radia Watykańskiego znalazłem taką wypowiedź ks. Georga Ratzingera, brata papieża Benedykta XVI :
Wielu bowiem ludzi ma dziś alergię na pobożność ludową. Liczni kapłani – pisze ks. Georg Ratzinger – chcą być nowocześni, iść z duchem czasu. Wierzą, że pobożność ludowa już się przeżyła i dlatego stopniowo eliminują ją z życia Kościoła. Tym samym jednak zapomina się, że Kościół to rzeczywistość, która wypełnia całe nasze życie.” Zdaniem brata Benedykta XVI najpiękniejszym aspektem katolicyzmu jest umiejętność oddziaływania na zmysły. „Nasza wiara nie ogranicza się do modlitwy, do życia duchowego czy racjonalności. Nasza wiara przemawia do całego człowieka. Cały człowiek jest powołany do świętości." 
Ks. Georg Ratzinger podkreśla, że dziś należy się przeciwstawić usuwaniu pobożności ludowej z życia Kościoła. Trzeba mieć przy tym na uwadze dobro przyszłych pokoleń, aby również i one mogły „dotknąć wiary”. Czy do dzisiejszej młodzieży może jeszcze przemówić coś takiego, jak procesje Bożego Ciała, pielgrzymki do sanktuariów maryjnych czy kult relikwii? – pyta ks. Ratzinger i odpowiada: Tak, mogą. Ta książka jest na to najlepszym dowodem. Elisabeth von Thurn und Taxis jest młodą, nowoczesną kobietą. Wychowywała się najpierw w Ratyzbonie, do szkoły chodziła w Londynie, studiowała w Paryżu, mieszkała w Nowym Jorku. Jej domem jest świat – pisze brat Benedykta XVI, zachęcając do lektury apologii pobożności ludowej autorstwa 28-letniej niemieckiej arystokratki."
Ludowa religijność to podejmowana wciąż na nowo próba fraktalowego odbicia Niebios, Wieczności, świętego Początku na każdym skrawku codzienności i upływającego czasu. Próba ta odbywa się za pośrednictwem Liturgii, która wg katolików jest Doskonałym obrzędem, jedynym wypełniającym pragnienie którego wyrazem były obrzędy i rytuały wszystkich innych religii. Ten Rytuał przez duże R, nie znosi jednak potrzeby rytuałów innych, wręcz przeciwnie. Owe rytuały niedoskonałe, zakotwiczone w codzienności to grunt, pozwalający zrozumieć istotę Mszy Świętej, która jest istotą Chrześcijaństwa. Dlatego też odrzucenie ludowej pobożności wiąże się tak ściśle z upadkiem wiary w Starym Świecie. Jak pisał papież Benedykt XVI:
W obszarze religii kultura ujawnia się przede wszystkim we wzroście prawdziwej pobożności ludowej. To, iż w Ameryce Łacińskiej, niezależnie od wielu niedostatków misji chrześcijańskich i niezależnie od tego wszystkiego, co jeszcze jest do zrobienia, wiara chrześcijańska zapuściła w duszach głębokie korzenie, wyraża się w pobożności ludowej, w której tajemnica Chrystusa stała się czymś bliskim ludziom — Chrystus stał się rzeczywiście jednym z nich. Wspomnijmy tutaj pobożność pasyjną, w której te cierpiące narody, wspominając okrutne bóstwa swej przeszłości, dostrzegły w Bogu cierpiącym wraz z nimi odpowiedź na ich najgłębsze oczekiwania. Wspomnijmy tu pobożność maryjną, w której człowiek doświadcza dogłębnie całej tajemnicy Wcielenia, delikatności Boga i włączenia człowieka w samą istotę Boga, w istotę Jego działania.

Pobożność ludowa to żyzna ziemia, bez której liturgia nie może wzrastać. Niestety, była ona często lekceważona, a nawet deprecjonowana przez część Ruchu Liturgicznego, a także w trakcie reformy posoborowej. Miast tego należy ją miłować, oczyszczać tam, gdzie trzeba, i kierować nią, zawsze jednak przyjmować z wielkim szacunkiem jako wyraz przywiązania do wiary, przywiązania obecnego w sercu narodów, nawet wówczas, gdy pobożność ta wydaje się obca lub niezrozumiała. Jest ona niewątpliwym, wewnętrznym zakorzenieniem wiary; tam, gdzie usycha, tam z łatwością dochodzi do głosu racjonalizm i sekciarstwo. Wypróbowane elementy pobożności ludowej mogą wywierać wpływ na formowanie liturgii i to bez gorliwego jej „robienia”, lecz w procesie cierpliwego, powolnego wzrostu"[1]

Tak się składa, że i na czynienie znaków z codziennych spraw jest moda. Znaków wszystkiego... oprócz Wiary Katolickiej!

Różni ludzie, często nawet katolicy- poszukują obcych rytuałów i zwyczajów i bronią ich przed krytyką, podczas gdy katolickie obrzędy i obyczaje nazywają zabobonem i magicznie pojmowaną wiarą. Zdumiewająca niekonsekwencja, co nie?

Tymczasem mózg ludzki potrzebuje tego, żeby wiara się wyrażała za pomocą wszystkiego, żeby docierała do różnych zmysłów. A jeśli ludzie sami będą tej wszędobylskości wiary unikać, mówiąc, że to magia i mieszanie się, a w zamian ograniczą ją do słów, to wiara ta zacznie im się wydawać jakaś taka nieprzekonująca, wstydliwa, niepasująca do świata. Trudno im będzie się przeżegnać przed kościołem, czy kapliczką przy znajomych i nie będą wiedzieli dlaczego. A nawet jeśli oni sami nie będą mieli takich problemów, to będą miały je ich dzieci. Przekonujące dla nich będzie to, co świat wyraża w swoich rozmaitych modach. Nie, nie tylko za pomocą słów i w kościele, ale w piosenkach idących w radio, w ubiorach dostępnych w sklepach, w rozrywkach, filmach, w komentarzach radiowych, których ludzie słuchają w pracy, czytają w sieci i w gazetach. To wszystko będzie mocne, przekonujące, bo się ciągle powtarza w wielu miejscach. Często nie wyraża się wprost, ale jest praktykowane. To stanie się nową wiarą. I nawet jeśli ludzie zachowają Ewangeliczne słowa, to będą im nadawać znaczenie takie, jakie wynika z powyżej opisanej praktyki świata.Żeby tego uniknąć rób opowieść, dzieło sztuki z całego życia.

Muszę tu jednak przestrzec Cię przed jednym: Przed wywróceniem wszystkiego do góry nogami. Wielu ludzi bowiem stara się łączyć wiarę z codziennością. I to jest bardzo cenne. Bardzo często polega to jednak na chaotycznym wymieszaniu, na wieszaniu świętego obrazka obok plakatu i umieszczania krzyżyka na stole pełnym codziennych śmieci. Znaki są traktowane jako same w sobie, a nie w odniesieniu do reszty otoczenia. Są jak odrębne literki i słówka, które nie tworzą sensownych zdań. Tymczasem znaki ze zwykłych spraw powinny mieć porządek, który podkreśli właściwą relację między tym co święte, a tym co ziemskie. To co święte jest lepsze, wyższe niż to, co codzienne. Trzeba to podkreślać przez znalezienie dla krzyżyka, ołtarzyka wyjątkowego miejsca, wyrażającego szacunek i wyższość, poprzez np. usytuowanie wyżej, w pewnym wyodrębnionym miejscu. To pomaga nam w zrozumieniu, że to nie Bóg ma się dostosować do nas, ale my do niego. Dzisiaj ma miejsce tendencja, by to rozumieć na odwrót. To co poniżej zaproponuję, to tylko wyrywkowe przykłady, bo możliwości i obszarów jest znacznie więcej:)



Dom 




Przypuszczam, że potrzeba domu jest powszechna. Domu z prawdziwego zdarzenia, a nie maszyny do mieszkania i hotelu, do jakich przyzwyczaił nas materializm komunistyczny i kapitalistyczny. Dziś szukamy takiego domu, ale nie za bardzo wiemy, co jest jego istotą. W jednej z piosenek Wolna Grupa Bukowina śpiewa tak:
„A jeśli dom będę miał, to będzie bukowy koniecznie,
pachnący i słoneczny(...)
Szukam, szukania mi trzeba(...)”
Wielu ludzi wyjawia swoje marzenia o drewnianej chatce, piecu, zapachu drzewa i chleba... Sam je kiedyś podzielałem. Jednak to, co uznajemy za ich zaspokojenie tylko pozornie nim jest. Sprowadzamy „magię” domu do rzeczy estetycznych, samych w sobie- do drewnianego materiału, miłego zapachu, koloru i tym podobnych spraw... W rzeczywistości chodzi jednak o coś więcej, o to, co przekracza estetykę, o spójną układankę znaków zrobionych z tych – czasem ładnych – ale zawsze przyziemnych spraw, które łączą nas z jakimś lepszym światem, z Niebem. Dom ma być bowiem swego rodzaju świątynią, przedsionkiem doskonałości, miejscem gdzie najlepiej- jak w raju.

Mówi się czasem o domowym ognisku. Przypuszczam, ze i ów oswojony ogień, życiodajny ogień jest tym, czego ludzie poszukują myśląc o domu. Ognisko jest jego zaczynem, łączy otaczających go ludzi, a to ci ludzie tworzą właściwy dom. Wiedzą o tym najlepiej Ci, których przyjaźnie wypalały się w ogniskach wakacyjnych obozów. Ogien przetwarza to, co niejadalne w jadalne. Naturę w kulturę. Bezkształtne ciasto w kształtny chleb. Obcych w swoich. Łączy z Niebiosami, wyobraża, Boski Ogień, który stwarzał, wypalał świat z chaotycznej masy w kształtny, uporządkowany, czyli porządny i ładny bochen. . Dlatego ludzie chcą mieć w domu choćby kominek. Mają, ale dalej czują, ze to nie to. Jeśli możesz, to miej w domu ów żywy ogień. Umieść go jednak w pewnej relacji do całej reszty domu, jak wyraz w zdaniu. Nadaj mu znaczenie. Niezbywalnym komponentem tego znaczenia jest osoba, która jest odpowiedzialna za owo ognisko- kobieta, matka. Tylko ona- Pani Domu może piec chleb. Koło pieca zazwyczaj bezpiecznie kręcić się ludziom, którym bliżej do Nieba, czyli dzieciom i starcom.

E3
Ołtarzyk domowy i wspólna modlitwa


Zrób sobie w domu ołtarzyk. Możesz go skierować(ale nie musisz) tak, jak dawniej ołtarz stał w Świątyni ku wschodzącemu słońcu. Może to być stół przysunięty do ściany, albo komódka. Na nim Krzyż, świece, chleb, ewentualnie książeczka, czy Pismo Święte. Możesz go postawić np. w rogu, naprzeciwko pieca(co też ma swoje znaczenie) a nad nim powiesić obrazy. W ten i wiele podobnych sposobów dawny lud zakorzeniał Środek Świata- Mszę Świętą-Niebiosa w swojej codzienności, wspomagał swoją pamięć, by nie zapomnieć o Chrystusie i ku niemu kierować wszystkie swe poczynania. Do tego dochodzi symbolika okien, progów, sosrębu, samego procesu budowania, wiechy, itd…

Okna mogły symbolizować przejścia do innego świata, ich ilość można było tłumaczyć, jako. np. ilość osób Trójcy Świętej. To dlatego na nich kładzie się listy w stosunkowo nowym obrzędzie pisania do św. Mikołaja. To dlatego tam kładzie się gromnicę.



Próg domu, czy izby oznacza granicę. Wszelkie granice są istotne, bo ustanawiają właściwe miejsca, dzięki którym wszystko może być na swoim miejscu, czyli w porządku. Nad tą granicą winni czuwać jacyś opiekunowie od Boga dani. To dlatego co roku wieszano tam krzyżyki, pisano na drzwiach podczas kolędy. To co za progiem jest oswojone, a jednocześnie uświęcone. Nadproża były niskie nie tylko dlatego, żeby jak najmniej ciepła uciekało. Człowiek religijny od razu zamieniał względy praktyczne na symboliczne- takie drzwi wymagały schylenia się, oddania pokłonu Bogu i Jego Matce, których obraz/figura znajdowały się zazwyczaj naprzeciwko, w miejscu koncentrującym uwagę domowników i gości.

Belka przebiegająca wzdłuż całego domostwa, miała wyrysowaną na środku izby rozetę, krzyże, datę wybudowania domu, a często pobożne westchnienia. w niektórych domach tam wysuwano stół spod ściany w czasie wigilii(stół, który cały rok stał pod ścianą, jak ołtarz w Kościele)- wtedy przyjmował funkcję balasek.

Wiecha, wieńcząca proces stawiania kondygnacji, to gałązka/bukiet, przypominający choinkę, nawiązujący również do Drzewa życia, pala świata, Krzyża...

tischlerhof63-breitenbach
dom współczesny



Przypomnij sobie stary dom twojej babci albo skansen. Tak może być i w nowoczesnym domu! Może być on pomimo nowoczesności sprzętu i materiałów uświęcony pełną symboli organizacją. Czemu nie? To ty twórz nowoczesność, a nie poddawaj się jakimś odgórnym wzorcom. Ty bądź gospodarzem, ty bądź panią domu i oddaj Twój dom gospodarzowi Niebios i Panience Najświętszej!


Jeśli jesteś architektem, to uwzględniaj w swych projektach tego typu symbolikę, odbijąjącą symbolikę dawnych Kościołów związaną choćby ze wschodem słońca. Pamiętaj o tym gdy będzie projektował domy jednorodzinne, ale i gdy Ci przyjdzie projektować kościoły. Nie zapomnij o słowach kardynała Ratzingera z książki „Duch Liturgii”:



„(…)wszędzie tam, gdzie to tylko jest możliwe, należy podejmować apostolską tradycję kierowania się na Wschód zarówno w budowie kościołów, jak i w realizowaniu liturgii. (…) Tam, gdzie wspólne zwrócenie się na Wschód nie jest możliwe, tam jako Wschód duchowy służyć może krzyż. Powinien on stać na środku ołtarza oraz być punktem skupiającym wzrok kapłana i modlącego się zgromadzenia.(…) Do prawdziwie absurdalnych zjawisk ostatnich dziesięcioleci zaliczam fakt, że krzyż jest odstawiany na bok, aby nie zasłaniał kapłana. Czy krzyż przeszkadza Eucharystii? Czy kapłan jest ważniejszy od Chrystusa? Ten błąd należy naprawić możliwie jak najszybciej."


Nie zapomnij proszę o nich jeśli jesteś kapłanem i przychodzi Ci sprawować Najświętszą Ofiarę. W końcu ich autor potwierdził je praktyką, już jako papież Benedykt XVI:
Msza Święta w bazylice św. Piotra. Tak samo odprawia Mszę Świętą papież Franciszek.




Proponowany tutaj katolicki styl życia wiąże się  ściśle z właściwą aktywnością świeckich w Liturgii, a raczej w odniesieniu do Liturgii, która stanowi wg mnie brakujące ogniwo Nowej Ewangelizacji.  Benedykt XVI proponował odrodzenie Kościoła i wiary właśnie przez Liturgię. Trzeba jednak ruchu w obie strony. Trzeba również by gleba zwyczajnego życia została przygotowana do właściwego przyjęcia liturgicznego ziarna.  To, co tu proponuję, to właśnie owa gleba.


 Feng shui, posążki buddy, plakaty, to wyrazy słusznego pragnienia by umistycznić przestrzeń życia, by mieć blisko siebie środek świata łączący z Niebiosami. Szkoda tylko, że wcześniej jako puste formy i zabobony odrzuciliśmy nasze, katolickie na to sposoby. Nie musimy ani siebie, ani buddy, ani pustki, ani jakiejś tam gwiazdy czynić środkiem, bo wiemy, że ten Środek jest na Ołtarzu, zawisł na Krzyżu, Zmartwychwstał i nas zbawił! Krzyż ten oznacza, że niemożliwe dla człowieka wydźwignięcie się do upragnionej doskonałości, wieczności, mogło być dokonane tylko przez Doskonałego. I belka Krzyża pozioma, jak pisał niegdyś Norwid jest obrazem ludzkiej wyalienowanej natury, wydźwigniętej do swej istoty przez Boga, który pierwej musiał się zniżyć do ludzkiego poziomu. Belka ta wydźwignięta została przez pionową ku górze, przez belkę pionową stanowiącą rzeczywiste axis mundi, pal świata, a jednocześnie drzewo życia w pępku ziemi- których wyobrażenie istniało w większości kultur tradycyjnych. Na Nim dokonało się Doskonałe wypełnienie wyrażone w słowach “Consummatum Est”[1].
phoca_thumb_l_cottage interior


Tak liczne krzyżyki: na czole, przy pracach w polu, przy podróży i przy wielu innych okazjach są w sposobem zakorzeniania tego środka świata w całym życiu. Sposobem, czyli środkiem, jako pisał Norwid. Środkiem wyznaczanym przez przecięcie ramion Krzyża.


Warto dodać, że Pan Jezus zjednoczył w sobie wiele mitycznych obrazów i je urzeczywistnił: Chleba, Stołu- Ołtarza, Ofiary, pobratymstwa przez spożycie ciała i połączenie Krwi. Można te obrazy ująć jako glebę przygotowaną do właściwego przyjęcia Chrystusowego Ziarna.

Słowo „gleba” można zastąpić słowem „ziemia”- bo te obrazy łączą Niebo z ziemią z całym kosmosem i przyrodą. Naszym zadaniem jest właśnie „czynić sobie ziemię poddaną”. Jeśli o tej glebie zapomnimy, jeśli uznamy ją za zbędną, to może się okazać, że Ziarno Ewangelii rzucone w nasze serca nie wzrośnie, nie będzie przez nas zrozumiane i zamieniane w czyn! Kultura ludowa wiele tych obrazów przechowała. Również z tego powodu nie można o niej zapomnieć!


Od ziemi, przyrody i kosmosu nasza cywilizacja się oderwała, czego ludzka psychika nie może znieść. Nie może znieść tylu zmian i różnorodności. W efekcie w niektórych krajach coraz popularniejsze stają się terapie... w skansenach. A skanseny, to tylko mały, niewystarczający skrawek normalnego życia. Dobrym powietrzem trzeba jednak żyć stale, a nie inhalować dopiero wtedy, gdy już dusimy się złym.


Chleb
640x428-F4809
Niech   chleb powszedni, będzie nie tylko chlebem codzienności ale niech wyobraża chleb „po wsze dni”, chleb wieczny i niebieski, którym stał się Chrystus. Pieczmy go w domach.
Chleb możemy rozumieć jako znak dzieła Stworzenia- uczynienia z chaosu (nieporządku) Kosmos(Ład)- z bezkształtnej masy- coś – posiadającego trwały kształt. Ów kształt uzyskiwany -w trakcie pieczenia był związany z ogniem- symbolizującym moc przeobrażającą- Boską. Dlatego też piec i ogień jako “podtrzymujący” odnowę świata musiał się w wielu domach nieustannie palić. Chleb ów wyobrażał również na zasadzie podobnej analogii ciało i stwarzanie człowieka, które odbywa się w ciele niewiasty i Jest bezpośrednim Działaniem Boga- Aktem Stwórczym. Dlatego też w wielu kulturach tradycyjnych to niewiasta i do tego nieraz matka miała przywilej pieczenia chleba. Pieczenia, które miało się odbyć w tajemnicy przez innymi. (W niektórych domach nikt nie mógł przebywać w piekarni/kuchni/izbie podczas rytuału pieczenia chleba). Była to Tajemnica, która jest człowiekowi potrzebna, by uświadomić sobie, że ma do czynienia z czymś/Kimś niepojętym, Swiętym. 
Tą Tajemnicę we Mszy Świętej wyrażał liturgiczny język, niewidoczna dla wiernych część czynności kapłanskich, wymawianie wielu modlitw po cichu, balaski, ikonostas. Jej zagubienie w praktyce liturgicznej po tzw. reformie posoborowej sprawiło, że wielu ludzi zaczęło szukać jej we wschodnich obrządkach. 

Tajemnica ta wyobraża Niepojętość Pana Boga- fakt istnienia niezmierzonej przepaści między Nim, a nami. Przepaści spotęgowanej grzechem. Chrystus zaś pokonał tą przepaść! wypełnił pragnienia wyrażane w chlebowym rytuale. Pierwej bowiem jako Logos stał się ciałem, a później dał siebie ludziom do zjedzenia! Jako Bóg stał się bezpośrednio obecny w Postaci Chleba. Zjednoczył się z wiernymi doskonałym pobratymstwem, odnawiającym, przywracającym do stanu pierwotnej Łaski.



Ubiór
stroje_ludowe_bunad

Strój i ubiór mogą wyrażać tajemnicę świątyni Ducha Świętego- i że inaczej tą świątynią jest kobieta, a inaczej mężczyzna(niech i katoliccy projektanci mody z tego czerpią)..


Dawniej jak kobieta wyszła za mąż, to musiała poza domem nosić zawsze nakrycie głowy, np. chustkę. To był piękny symbol


Skromna sukienka i niedostępność dziewczyny może być intrygująca, ale i dawać sygnał, że jest ona kimś wyjątkowym i wartościowym. Niestety dziś niesłusznie wylewa się dziecko z kąpielą i odrzuca jako wyraz pogardy dla ciała skromne stroje, zachowania, obyczaje które propagowali święci. Tymczasem dla wielu były one wyrazem wyjątkowej godności- tego, że ciało jest Świątynią Ducha Świętego, a ciała kobiety niejako do potęgi, bo to w ciele niewiasty, a nie mężczyzny powstaje istota na Boski Obraz. Gdzie takie rewelacje dzieją się we wszechświecie? Nigdzie indziej. Stąd kobiecie i jej ciału należy się wyjątkowy szacunek!


Ze świętością wiąże się tajemnica. Tajemnica służy pokazaniu tego, że mamy do czynienia z czymś niewysłowionym, oraz broni przez rutyną, spowszednieniem.


To nie żadni talibowie, ale coś, co ma głębokie znaczenie, pozytywne znaczenie, wyrażające wyjątkową godność kobiety. To taki przypominacz o tej godności. A człowiek łatwiej zapamiętuje jeśli ma takie materialne, zewnętrzne przypominacze. Dlatego są one taki ważne. Nie oznaczają wcale formalizmu, czyli lekceważenia treści, ale wręcz przeciwnie, pomagają podtrzymywać to właściwe znaczenie.


Niestety ktoś “wylał dziecko z kąpielą” i uznał, że przejawem pogardy dla kobiety są wymogi dotyczące ubioru w tradycyjnych społecznościach. Wg mnie jest wręcz przeciwnie, wymogi te były podtrzymywane przede wszystkim przez kobiety, bo wyrażały ich godność, czego symbolem może się stać walka bł. Karoliny Kózkówny nawet o chustkę, której nie pozwoliła sobie wyrwać, czy św. Perpetui i Felicyty, które w obliczu śmierci wstydziły się obnażenia i próbowały je ukryć. Dziś nam brakuje takiej wrażliwości, bo ktoś palnął bzdurę, że była ona wynikiem pogardy dla ciała. Nawet jeśli jakieś grupy tak takie formy skromności odbierały, to nie znaczy, że wszyscy. To są rzeczy nam znane. Ale niestety wielu czuje opory, bo to “nie pasuje do współczesności”, bo to “magicznie pojmowana wiara”. A ja pytam do czyjej współczesności? Czy to, że jakiś tam właściciel firmy, stacji radiowej, wytwórni muzycznej wypromował i taki a nie inny utwór, sposób bycia, ubiór oznacza, że wszyscy jak papugi muszą mu się podporządkować? Nie! Twórzmy Ducha czasu Naszą Wiarą a nie podporządkowujmy tej wiary niewiadomojakim duchom czasu, które w dodatku są z tą wiarą sprzeczne.


Aktualne mody to nie jakieś konieczności wyznaczone przez Boga, ale coś za czym stoją ludzie. A ludziom zdarza się robić źle. Trendy te nie są więc całkowicie obojętne moralnie. Ludzie wypromowali coś, co kiedyś było nieznane, albo nawet nielubiane, a dziś jest wyznacznikiem “współczesności”. W rzeczywistości nie ma jednego “człowieka współczesnego”. Weźmy w swoje ręce promowanie tego, co dla nas najważniejsze. Nie poddawajmy się jakimś odgórnym nienazwanym czasem trendom, tylko je twórzmy! :)


Praca i czas


Dobrze by było, gdyby katolicy rytm dnia oraz prace naznaczali religijnymi symbolami, Znakiem Krzyża, itd. nie tylko prywatnie, ale, jeśli to możliwe, razem z innymi katolikami. To jest dziś trudne, ale przecież możliwe jest organizowanie miejsc pracy w zwartym światopoglądowo środowisku. Można takie zasady zastosować w małych rodzinnych firmach, czy tych tworzonych przez bliskich znajomych. Bez takiego pozornego zamknięcia nie będzie z czym otwierać się na świat, bo wiatr mód wszystko wywieje i wdmucha w nasze życie to, co jest może lekkie, wygodne, ale niemiłe Chrystusowi... Trzeba próbować. Bez kropel i morza nie będzie.


Dlaczego jednak proponuję "zacofanie się" do naszych kultur ludowych? Bo nie wszystko da się wymędrkować główką jednego człowieka, czy pokolenia. Pewne rzeczy były utrzymywane przez wiele pokoleń z powodów, które niekoniecznie muszą być zrozumiałe "na szybko", które mają rację bytu nawet wtedy, gdy jeszcze nie umiemy ich naukowo uzasadnić.
Ludowy szacunek do Tradycji jest też sposobem na realizację czwartego przykazania. Przykazanie to wyraża prawdę o potrzebie szacunku do tego, co dane z góry, co wypracowane przez ojców i zachowane w tradycji. Jest to znak szacunku do Boga. Wobec ułomności ludzkich, również naukowych rekonstrukcji, najpewniejszy dostęp do początków daje właśnie Tradycja. Tak jak wierzymy bliskim wierzymy naszym przodkom. To wyraz wspólnoty przekraczającej doczesność, to o otwarcie na Wieczność-Początek. Na Początku było Słowo, to słowo stworzyło wszystko dobre. Dopiero chęć poprawiania go, innowacji, ulepszania wszystko zepsuła. Tradycja to próba powrotu do tego początku. Skoro bowiem nasi przodkowie wierzyli w to samo co my, to tak jak my przejęli najważniejsze zasady życia od swoich przodków. Przodkowie przodków tak samo. I tak aż do Początku!
Tradycja to również wynik bezczasowej, strukturalnej natury ludzkiego myślenia… Nastawienie na nowość i zmianę jest niezgodne nie tylko z katolicyzmem, nie tylko z religijnością, ale z ludzka psychiką. To, co Pan Bóg stworzył na Początku było dobre, a jak diabeł i człowiek zaczęli zmieniać to wszystko popsuli. Dzisiaj też chcą zmieniać. Nie słuchajmy ich! Posłuchajmy „Dziada” z „Konopielki” Edwarda Redlińskiego, który tak tą prawdę wyraził:


Od porządku, ludkowie, jest Pambóg, on pilnuje, żeby wszystko szło, było jak było. A diabeł chce zmieniać, powiada: ulepszać. Słyszycie? Ulepszać! Już jemu mało, że krowa cieli sie, dzie tam: on chce, żeby sie źrebiła! O, do czego idzie! Krowy bedo sie źrebili, kobyły cielili, owieczki prosili. Chłop z chłopem spać bedzie, baba z babo, wilki latać, bociany pływać, słońce wzejdzie na zachodzie, zajdzie na wschodzie! (...)
Wy wiecie ludkowie, co sie teraz na świecie wyprawia? Mężowie żony rzucajo, matki dzieci! Z ludziow mydło sie robi! Żyto kosami żno: bywajo całe wioski, że sierpa nie uraczysz! (...)
A w miastach, co w miastach się wyprawia! W dzień śpio, w nocy pracujo, w piątki nie poszczo, niedzielow nie świętujo! Sodomagomora!”




Z podobnych powodów trzeba się zacofać do tego, co odsunięto na bok w wyniku reformy liturgicznej. Mówię tu o pozawerbalnych znakach takich jak Krzyż na środku, zwrócenie się kapłana w tą samą stronę co ludzie, balaski, klęczenie, tajemniczy liturgiczny język. Zostało to odrzucone w wyniku przyjęcia dwóch wątłych a jednocześnie sprzecznych ze sobą postaw: dostosowania się do nowych czasów i "powrotu do początków". Oparte one były na chwilowych intelektualnych (funkcjonalizm, historyzym, archeologizm) modach, których umknąć mogło to, co było "strukturą długiego trwania" co służyło właściwemu nastrojeniu człowieczego serca ku Bogu... O nich tu. http://misjakultura.blogspot.com/2014/10/to-nie-tradsi-zaczeli.html

Kard. Józef Ratzinger przedstawił taką propozycję:
Uważam, że w przyszłości Kościół rzymski powinien mieć znowu jeden ryt; istnienie dwóch oficjalnych rytów jest w praktyce dla biskupów i księży ciężkie w zarządzaniu. Ryt rzymski powinien być w przyszłości jedynym rytem sprawowanym po łacinie lub w języku narodowym, ale całkowicie ufundowanym na tradycji dawnego rytu; mógłby włączyć do siebie kilka nowych elementów, które już się przyjęły, takich jak nowe święta, kilka nowych prefacji mszalnych, rozszerzony porządek czytań – większy ich wybór niż wcześniej, ale też nie za duży Oratio Fidelium, to znaczy litanię modlitw wstawienniczych po Oremus Ofiarowania, gdzie wcześniej było jej miejsce

To by rozwiązało problem służby liturgicznej gdzie klękać, gdzie się kłaniać w trakcie Mszy: Ołtarzowi(temu nowemu) czy Ołtarzowi staremu z Tabernakulum.
Dodam, że ta pierwsza opcja jest nieuzasadniona, gdyż Ołtarz jest słabszym znakiem niż Pan JEZUS OBECNY REALNIE W TABERNAKULUM! Dlatego nieuzasadnione jest kłanianie się samemu ołtarzowi przed konsekracją. Trzeba się kłaniać Tabernakulum obecnym na Starym Ołtarzu. Oderwanie ołtarza od Tabernakulum i odwrócenie kapłana do ludu wprowadziło niepotrzebny zamęt. Warto wrócić do dawnego układu




Niektórych z Was zawiodła pewnie druga część mojej propozycji. Pomyśleliście może: "Coz ón gada, toż to jakieś przestarzałe rytuały, anachronizmy, "to se ne vrati", świat poszedł na przód,itd...". Dlatego muszę sprostować: Nie chodzi mi o takie a nie inne wzorki i kolorki, z tego a nie innego czasu. W końcu kultura ludowa się zmieniała, a to co dziś znamy, to tylko ten jej wycinek, który został akurat udokumentowany przez etnografów. Ciekawe co by było gdyby kultura ludowa nie została zburzona przez ideologie zaszczepione w gospodarkę, gdyby przyswoiła radia, telewizory, samochody i komputery... Możemy gdybać, ale nie o to chodzi. Chodzi zaś o to, by tak zrobić! Ale jak? W tym celu warto się na chwilę zacofać, nawiązać do tego, co jeszcze gdzieś tam stoi w postaci starych chałup, kapliczek i wspomnień dziadków. I spróbować zwrócić uwagę nie na wzorki i kolorki(choć i te są cenne), nie na literki i słówka, ale na to, jakie uporządkowania tworzą, na jakie zdania się składają, i jaka głęboka treść się z nich wykluwa, na co wskazują, o co w tym wszystkim chodzi!

Nie chodzi mi też o to, by gloryfikować wszelką ludowość, nie! To, co tu sobie nazwałem kulturą ludową, może mieć wersje wyrażające rozmaite religie i światopoglądy. Te różne wersje się zazwyczaj przenikają, w praktyce, nie ma bowiem ideału, ten będzie w Niebie. Stąd nawet w krajach katolickich zawsze pozostawały jakieś elementy z religii starszych, albo przychodziły nowe, nie tylko religijne systemy światopoglądowe... Chodzi o to, by kształtować kulturę ludową w wydaniu katolickim...!

Wychodząc od tego co stare można później wpisać w to nowe rzeczy. Podam przykłady: systemy operacyjne ze stałym logiem- Krzyżykiem w centralno-górnym miejscu, tablety i monitory z nadrukowanym znaczkiem, łóżeczka dziecięce z krzyżykiem, albo świętym obrazkiem u góry...nie będę Was ograniczał przykładami, wymyślcie swoje:)



Praktykowanym przykładem powyższych propozycji jest chociażby różaniec w samochodzie. Myślę że umiejscowienie- przednie lusterko nie jest przypadkowe- wynika to z tego, że to lusterko jest u góry, z przodu i na środku. Myślę, że lepiej jest iść tym tropem i zrobić sobie z przodu takie znaczki. Usytuowanie rybki z tyłu wynika pewnie z wypadkowości przedniej szyby.


Ważne są też takie gesty, jak skłon głowy, przy wymawianiu Najświętszego Imienia “Jezus”, w pozdrowieniach, które jeszcze w wielu domach się zachowały, albo w czasie Wierzę w Boga, itd…, ściąganie czapki przed kapliczką, czy żegnanie się, używanie święconych ziół i palm np, do okadzania chorych zwierząt, czy do leczenia- nadzieje pokładajmy tu w Bożej Łasce kryjącej się za poświęceniem, bardziej niż leczniczej mocy ziół…



Opowiem Wam o tym na przykładzie Wielkanocnej Palmy, która jak i inne rzeczy święcone nie jest po to, by ją rzucić w kąt i o niej zapomnieć ale by pozostawić ślad zawartego w niej święcenia w całym życiu, tworzącym jak książka spójną układankę:

Co zrobić z Palmą święconą?

A co byś Ty zrobił?
Gdzie byś postawił?
Jakbyś przeżywał zaplecione w nią poświęcenie?
Wierzysz, że Chrystus ma Moc?
On przez kapłana, przez Wodę święconą tą moc w
palmę wtrącił
wierzysz w to?
Kobieta co płaszcza tykała
wierzyła
I Chrystus wierzył materię marną Sobą czyniąc
wiem
Ciało i Krew
to o Niebiosa większa sprawa
Jeśli więc wierzysz
to weź kotka z palmy i zjedz gdy Ci źle będzie
zapal gałązki i okadź chore plecy
komputer samochód ipoda, wetknij za łóżeczko dziecięce, a nawet zrób łóżeczko ze Znakiem Krzyża wyrzeźbionym u góry…
zrób dziecku krzyżyk na czole
postaw palmę w ołtarzyku zrobionym od wschodu
na przeciw pieca
w którym chleb się wypala
jak Bóg wypalał ciasto świata
z rozlanego w twarde
z bezkształtnego w kształtne
z chaosu w kosmos
Krzyż zasada świata
niech się nad nim zakreśli
drzewo życia, pal świata
Palma Świata
po której ludzkość jak belka pozioma się wspina
ku Niebu
nie bój się
nie bój
nie bierz sobie do serca przestróg, że to puste formy
że to zabobony magia
nie
jak ktoś wierzy, to samo mu się z wiary tak robi
no chyba że uprzednio się tego wystrzega
wierząc ślepym przewodnikom

napisali na drogowskazach, że to drogi do piekła
a on, dobry się ich wystrzegać zaczął
a to drogi do nieba były

jak mu powiedzieć
Boże, jak mu powiedzieć?
Toż on nie uwierzy, bo im wcześniej uwierzył.
Oni też uwierzyli innym…
Boże pomóż mu zrozumieć jak i mnie dałeś
przez dobrych ludzi zrozumieć
i spraw bym mu nie przeszkodził…
DIGITAL CAMERA

jak byłem mały to nie miałem wątpliwości
gdy mi tata mówił
że jak grzmi i pieron strzela
to Pan Bóg się gniewa
nie miałbym wątpliwości
że wschodzącym słońcem patrzy Chrystus
nie miałem, nie mam
że Chleb to Ciało, że Wino to Krew
Dzieci fatimskie nie miały
że Matka Boska na wschód odchodzi
że Słońce to lampka Jezusa
księżyc Maryi
a gwiazdy aniołów
aniołów, czy zbawionych?
nie pamiętam
Karolina nie miała, gdy chustki sobie nawet wyrwać
dać nie chciała
I Perpetua i Felicyta
I Norwid że kruszyna chleba
Chrystus ślinił Ci oczy i leczył
Tak na prawdę święcisz nie palmę
ale przez palmę
życie
Dzisiaj mamy z tym problem, bo utraciliśmy samowystarczalność i lokalność. Nie szyjemy sobie sami ubrań, nie robimy sami jedzenia, nie mamy oddolnych sposobów organizacji przestrzeni domowej. Dostajemy to wszystko z góry, od jakichś kreatorów mody, projektantów. A ci nie zawsze myślą po katolicku i przez to narzucają nam niekatolickie formy, które nastrajają nas ku odbiorowi niekatolickich treści…
Warto więc na wszelkie możliwe sposoby przywracać tą samowystarczalność: szyć sobie ubrania, piec chlebuś, zaprząc katolickich projektantów do projektowania sakralnie nacechowanych przestrzeni życia, organizować sobie w miarę możliwości(tak, wiem, to śpiew przyszłości, ale trzeba próbować) osiedla i miejsca pracy wraz z ludźmi o podobnych poglądach, tworzyć alternatywne: muzykę, filmy(przesycone katolicką symboliką), sztukę,  dyskurs intelektualny. Próbować przekona ćdo takiej działalności katolickie, istniejące już telewizje, radia, wydawnictwa. Niech spróbują oprzeć  rozwiązania graficzne na ornamencie, symetrii i cykliczności, niech treść słowną wspierają obrazem dźwiękiem i zapachem, smakiem wznoszącym ku Bogu. Warto mieć propagujące takie symbole restauracje, kawiarnie, sklepiki, gospodarstwa agroturystyczne, itd... Docierać z treścią Ewangelii do różnych zmysłów, przez wszystkie środki, przez rozmaite rytuały i zwyczaje a nie tylko za pomocą słów!



To nie żadne czary. To modlitwa czynem, modlitwa przeżyciem, modlitwa wyobrażeniem, a – jak mawiał papież Franciszek za swym świętym imiennikiem z Asyżu- czasem także słowami. O niej poniższa piosenka. Posłuchaj i przeczytaj  o zawartym w niej przesłaniu:

Tyś we wschodzie słońca krwistym
I w strumieniu bladym, bystrym
W chlebie przeżegnanym
W cieście świata wypalanym
W Miłosierdziu Twym ognistym

W Piecu, w któryś Swoje Ciało
Rzucił z nami się bratając,
W cztery świata strony
Rozciągniony, wywyższony
Pierś Twą włócznią rozerwano

I wytrysnęły soki Miłosiernie Boże
Spłynęły z Drzewa Życia na wargi dusz spękane
By w górę po nim pięły się za głosem, który woła że
Błogosławieni Miłosierni /bis

Nie daj, bym Cię zamknął w klatce
Słów, uniesień, akcji, pieśni.
Znak Twój wkreślę w życie,
W pracę, strój, dom, chleb i picie
W bliźnim, Jezu, Cię zobaczę!
Tam wytrysnęły soki Miłosiernie Boże… x2



Dodatki:


Ten sam poeta w "Fortepianie Szopena" pięknie wyraził to, o co mi chodzi: powiązanie wiary ze zwykłymi sprawami, z całą przyrodą, sztuką i... patriotyzmem:

A w tym...coś grał - i co? zmówił ton - i co? powié -

Choć inaczej się echa ustroją,

Niż gdy błogosławiłeś sam ręką Swoją

Wszelkiemu akordowi -

A w tym... coś grał - taka była prostota

Doskonałości Peryklejskiéj,

Jakby starożytna która Cnota

W dom modrzewiowy wiejski

Wchodząc, rzekła do siebie:

"Odrodziłam się w Niebie

I stały mi się Arfą - wrota,

Wstęgą - ścieżka...

Hostię - przez blade widzę zboże...

Emanuel już mieszka

Na Taborze!"



V

I była w tym Polska - od zenitu

Wszechdoskonałości dziejów

Wzięta tęczą zachwytu -

- Polska - przemienionych kołodziejów!

Taż sama - zgoła

Złoto-pszczoła...

(Poznał-ci-że-bym ją - na krańcach bytu!...)


Patriotyzm
jest obszarem o którym nie można zapomnieć w budowaniu naszych wspólnot. Warto nawiązać do tradycji szlacheckich i ludowych, a także tworzyć i rozwijać tradycję narodową w oparciu o kultury ludowe, wg propozycji C.K. Norwida. Warto połączyć ludową sakralizację życia z tradycją szlachecką
Warto odwoływać się do elementów z kultury ludowej, którą choć trochę znamy i z którą czujemy związek. Pamiętajmy, że w normalnych warunkach elementy kultur się nieustannie mieszały razem z przemieszczającymi się ludźmi.
Nie tworzyć specjalnej, odrębnej wspólnoty o swoim statusie i nazwie, ale raczej uznawać się za członków Kościoła Katolickiego i stworzonej w powyższy sposób wspólnoty lokalnej.


Starać się mówić o tych sakralnych formach kulturowych jak o oczywistościach, bez zbędnego patosu, a raczej mówić nie o nich, a za ich pomocą o pewnej treści je przekraczającej. Niech się często przewijają wspomniane bez większego komentarza, niech stanowią narzędzia życia i refleksji, a nie jej przedmiot.
Niech do owych form kulturowych przekona ludzi nie gadanie, ale używanie ich przez grupę ludzi jako swoistego "języka" wyrażania miłości, radości zwyczajnego życia...
ZApraszajmy w katolickie klimaty ludzi, których chcemy nawrócić, którym chcemy pomagać, również w ramach istniejącej już działalności charytatywnej i wychowawczej Kościoła, oraz zwykłej chrześcijańskiej miłości ukrytej, by mogli zobaczyć spójność i radość chrześcijańskiego stylu życia. (Zwanego przez mądrych etosem, ortopraksją, czy po prostu kulturą)



W y c h o w a n i e 

to cel powyższego działania. Bo nam trudno będzie się pozbyć starych nawyków, sprzecznych z chrześcijaństwem. Nawet jeśli uda się zrobić to, o czym tu pisałem, to po pierwszej fascynacji zacznie nam się to wydawać takie nieprzekonujące. Dlaczego? Bo już nas ukształtowały inne warunki światowe. I właśnie o to chodzi, by nasze dzieci wchłonęły dobre uporządkowanie świata, by zło jawiło im sięjako nieoczywiste i sztuczne(nawet jeśli pociągającym pozostanie), tak jak nam się dziś może dobro takim jawić. Chodzi o to, by dzieci uczyć odnoszenia  wszystkiego do Boga, by było to dla nich coś oczywistego i właściwego.
Nie myśl sobie jednak, że powyższa propozycja będzie rozwiązaniem wszystkich problemów. Nigdy Ci się nie uda tego zrobić do końca. Idealnie to będzie ino w Niebiosach. Na ziemi zawszę będzie coś nie tak. Jest to uzupełnienie, a nie zanegowanie dotychczasowej działalności Kościoła. Nie wolno też wylaćdziecka z kąpielą. Nie wolno zrobić tego, co zrobili krytycy ludowych zabobonów i formalizmu- oni uznali za szkodliwe wszelkie skupianie się na formie. Uznali, że pewne formy są niezrozumiałe, a ci co są do nich przywiązani są formalistami...To był błąd. Przegięli w drugą stronę. A tu trzeba pilnować jednego i drugiego jednocześnie. Bez właściwej formy nie ma właściwej treści, a sama forma bez treści też sensu ni ma.   

Jedno jest pewne- cały czas trzeba się doskonalić, wsłuchując się w słowa Chrystusa, który powiedział:
"Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski." (Mt 5,48)
Moja propozycja “Nowej Ewangelizacji” to mówiąc w skrócie zachęta do przywrócenia tradycyjnego poczucia ładu oraz uświęcania naszych czynności w obrzędach i porządkach kierujących wszystko w stronę
Punktu Orientacyjnego,
Środka- Chrystusa,
który zstąpił na ziemię-
stał się jej Pępkiem
i Obecny jest w Najświętszym Sakramencie.

Niech nasza wiara nie będzie martwa, niech przejawia się jej treść za pomocą konkretnych uczynków
ciała
i krwi
w materii
Ciała, które jest naszym Wiecznym Chlebem i
Krwi, która jest wiecznym napojem doskonałego
Przymierza- pobratymstwa w które Bóg pozwolił czlowiekowi wstąpić ,
Ciała, które przecież sam Bóg przyjął,
Ciała, którym stał się Logos- Sens- Zdumienie
Zdumienie, które jest tego Sensu Tchnieniem
w każdym, kto jest Ikoną, Cieniem, Pyłem
Pięknego- Ducha Świętego Świątynią
zdumieniem nad leśnym strumieniem
--
...w materii w której rdzeń On spłynął
by ją
na Drzewie Życia Krzyżowym,
na Palu świata wydźwignąć,
wyznaczając
Środek,
w którym ramiona czterech stron świata się Krzyżują.
Środek, czyli sposób


3 komentarze:

  1. Da się. Częściowo już udowodniłam to. Zapraszam - bo naprawdę mam się czym pochwalić:

    http://ipliszka.com.pl/strona-g%C5%82%C3%B3wna/nasz-%C5%9Blub-oraz-wesele/

    I pozdrawiam serdecznie Autora.

    OdpowiedzUsuń

zapraszam do komentowania