niedziela, 19 sierpnia 2012

Dziewczyna najpiękniejsza jest w sukience wstydliwości


Tajemniczość Świętości, a skromność cielesna

 „Czyż nie wiecie, że ciała wasze są członkami Chrystusa? Czyż wziąwszy członki Chrystusa będę je czynił członkami nierządnicy? Przenigdy! Albo czyż nie wiecie, że ten, kto łączy się z nierządnicą, stanowi z nią jedno ciało? Będą bowiem jak jest powiedziane dwoje jednym ciałem. Ten zaś, kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem. Strzeżcie się rozpusty; wszelki grzech, popełniony przez człowieka, jest na zewnątrz ciała;kto zaś grzeszy rozpustą, przeciwko własnemu ciału grzeszy (1 Kor 6,15-18).

Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie?(1 Kor 6,19)

Misterium Świętości

          Ś w i ę t o ś ć z racji swego wykraczania poza wszelkie inne byty jest zawsze T a j e m n i c ą .
Tajemnicą doświadczaną w zachwycie, bojaźni, uniżeniu, pokorze, śmiérności.
Te postawy są właściwe wobec tego w czym Świętość swe Misterium przejawia .
Właściwe, bo zgodne z   B o ż y m  Ł a d e m- Kosmosem. .
          Człowiek nie jest już w raju, ale na ziemi. Podlega po grzechu pierworodnym obowiązkowi przejścia ziemskiej kary- wraz z towarzyszącymi jej cierpieniami. Jest również poddany wynikającemu z pogrzechowego zepsucia wybrakowaniu, skłonności do złego, którą to skłonność musi opanowywać wysiłkiem kształtowania całej rzeczywistości- ładu przestrzennego, czasowego, społecznego i rozumowego. Ten właśnie trud nazwano słowem "kultura". Uznano bardzo mądrze, bo słowo to oznacza pierwotnie uprawę roli, szacunek oraz oddawanie czci. Bo życie człowieka na ziemi ma być takim zmaganiem z rolą doczesności, odrabianiem owej "pańszczyzny adamowej". Życie człowieka na ziemi ma być właśnie takim zmaganiem z rolą doczesności, odrabianiem "adamowej pańszczyzny". I zmagania tego nie możemy odrywać "autonomizacyjnie"[1]  od oddawania czci Bogu
          Człowiek zupełnie bezprawnie próbuje znów znaleźć się w raju, bez ponoszenia wpierw konsekwencji, jakie na siebie przez grzech pierworodny zaciągnął. Uważa, że może żyć- tu, na ziemi, już teraz- jak w raju. Nie, nie może, bo właśnie odbywa karę, która- dzięki Męce i Zmartwychwstaniu Chrystusa- nie została zniesiona, ale przestała być karą wieczną.
          Niedoskonałość ziemska wymaga właściwych środków- które ją niwelują, które pomagają z szacunkiem i zachwytem czynić ziemię płodną, ku czci Boga Ojca. Dlatego też życie na ziemi ma i n n e zasady niż w raju, gdzie zachwyt nie wymagał wysiłku.

Tam człek nie był skalany. Nie musiał poskramiać naturalnych skłonności i ich "sztucznie" porządkować, bo nie były wewnętrznie sprzeczne.
Ziemia wydając owoc, nie zagłuszała go jednocześnie chwastem,
nie stawała się twarda jak skała,
nie   j a ł o w i a ł a .
Na ziemi skalanie wymaga ustawiania wszystkiego
na   w ł a ś c i w y m   m i e j s c u ,
nieustannego wyrywania chwastów,
spulchniania ziemi, nawożenia, doprowadzania jej
do  ł a d u   i    c z y s t o ś c i.

Przez grzech pierworodny człowiek zaburzył wszechzwiązek natury wysadzając siebie i materię z 
w ł a ś c i w y c h
im
 m i e j s c -
wprowadził nieczystość-
jałowienie,
niszczenie,
śmierć.
Powrót na właściwe miejsce, to trud,
Trwanie w nieładzie - nazywane niekiedy złudnie "stanem natury"-
jest tym, co samo pociąga,
samo się dzieje-
chwasty same rosną,
ziemia sama jałowieje
a to   w y s i ł k u   nie wymaga

          Nie bez przyczyny w kulturach tradycyjnych, zajętych uprawianiem dosłownej roli, tak wielką wagę przywiązuje się do odtwarzania Porządku Bożego. Oddają go obrzędy i rytuały potwierdzające niejako słuszność nowych ról społecznych, w które człowiek wchodzi i obiektów, które stają się częścią życia. Czyni się je przez to godziwymi, wskazuje się im miejsce we wszechzwiązku Bożego Kosmosu. Jest to miejsce, które ma swój prawzór w Odwiecznym Zamyśle Stwórczym. Miejsce inne byłoby bowiem zaburzeniem struktury, a więc i sensu z niej wynikającego. Sensu Jedynie Słusznego, bo Bożego. Wspomniane wcześniej obrzędy mają za zadanie odnawiać ziemię, powracać, nawiązywać do czasu Stwarzania świata. Świat ten bowiem z biegiem doczesnego czasu się psuje. Bo rolnik wie, że ziemia używana jałowieje i trzeba ją urzyźniać...
          Pierwszym czynnikiem prostującym w raju skrzywienie grzechowe był  w s t y d , który zresztą został potwierdzony nałożeniem przez Boga na pierwszych ludzi ubrań ze skór...
          Opowieść o pierwszych rodzicach warto zgłębić, by poznać jej spójność i treść, uzasadniającą konieczność noszenia ubrania o określonych kryteriach, jako przejawu wstydu i regulatora ludzkich pożądań. Konieczność ta wiąże się z sensem tajemnicy, która powinna towarzyszyć Świętości.
          Dlaczego jednak uznaję ciało za święty przedmiot tajemnicy? Gdzież w nim ukrywa się wspomniana wyżej Transcendencja?

Świętość tajemnicza ciała

Ciało, jak mówi nam Pismo Święte, stanowi Świątynię Ducha Świętego.
Świątynię Boga.
W nim ma miejsce niezgłębione umysłem stworzeń- Stwarzanie ludzi
-ludzi, którzy są przecież Obrazami Boga.

          Tu człowiek jest świadkiem Boskiego Działania- Aktu Stwórczego, tak bezpośrednio jak nigdzie indziej. Jest nie tylko świadkiem, ale świadomym narzędziem, które z racji swej osobowej natury w tym Stwarzaniu w s p ó ł u c z e s t n i c z y . Dlatego właśnie jedyną Instytucją, w której to stwarzanie jest na miejscu jest Sakrament- Boskie Przyzwolenie, wręczenie człowiekowi klucza do udziału w tej wielkiej Tajemnicy- Małżeństwo.
          Elementem tej świętości jest przyciąganie ciał, które swe zwieńczenie ma w płodności- wedle nakazu Boskiego danego w raju.
          Co więc wynika z tak rozumianej świętości ciała i ze związku, również cielesnego- między mężczyzną, a niewiastą? Jak trzeba porządkować popędy natury, by ta świętość miała właściwe sobie miejsce w życiu ludzi?
          Należy wpierw zadbać o to, by człowiecza, ułomna pamięć, nie straciła zachwytu nad Przejawiającym Się, w Stwarzaniu człowieka Bogiem. By znała własne miejsce wobec tego dzieła, czyli pokorę i uniżenie, by doznawała  w s t y d u   wobec faktu, że ułomna ludzka natura przez swój grzech tak rani to Boskie Odbicie, gdy podczas jego stwarzania staje się ono jednocześnie ułomnym. Z takim doświadczeniem nie może się wiązać nic innego jak przyjemność- z racji cielesnego również przedmiotu stwarzanego- cielesna. Przyjmowana ona być musi w duchu pokory i poczucia własnej niegodności. W związku z powyższym musi być ona zachowana tylko i wyłącznie dla owego aktu stwarzania- ujawniania się Boskości- a ten może się odbywać jeno za Bożym przyzwoleniem- w Sakramencie.
          Tutaj ujawnia się zasadność tajemniczości tego, co uświęcone, a więc i ciała. Nieporządek cielesnej nieczystości polega na tym, że ciało dąży do przyjemności, do której nie ma prawa. Zlikwidowanie owego nieporządku ma miejsce, gdy człowiek zyskuje to prawo w małżeństwie.
          Tajemniczość ta jest istotna również dlatego, że ludzka ułomność zna takie zjawiska jak przesyt, rutyna i obojętnienie na doświadczenie obiektu zachwytu. Owe zjawiska mogą dotknąć również sposobu, w jaki ludzie doświadczają ciała. Bo przecie to doświadczanie jest narzędziem przez które dochodzi do stwarzania osoby ludzkiej, a więc i objawiania się Boga ludziom w kolejnej istocie posiadającej Rozum oparty na Bożym Prawie- Prawie miłości. Miłości pięknej- ładnej- która domaga się należnego Bogu i Jego dziełu
z a c h w y t u .
          I ukrywanie ciała, a także powstrzymywanie się od pewnych zachowań stanowiących relację między ciałami i osobami obu płci, które z natury powinny się przyciągać ma na celu nie tylko powściągnięcie tego przyciągania przed bezprawną jego realizacją. Ukrywanie to służy obronie tego przyciągania przed jego osłabieniem i pozbawieniem go doświadczenia zachwytu jakie winien dostarczać jego uczestnikom. Bo zachwyt ten jest jednocześnie powinnością, którą wraz z uniżeniem i czcią miłosną winniśmy oddawać Bogu przejawiającemu się w stwarzanym przez Się Boskim Obrazie.
          Wiemy przecież, że to, co piękne przestanie nas zachwycać, gdy będzie dla nas codziennością, oczywistością przezroczystą jak powietrze, czyli rutyną. I przed nią ma bronić Tajemniczość- Misteryjność obejmująca to, co z zasady jest wyjątkowe i zachwycające, ale czego ludzkie doświadczenie może przez swą ułomność doświadczać bez należytego zachwytu i poczucia własnej niegodności. Dlatego też do takiego doświadczenia Świętości dopuścić może wyjątkowe,
Boskie przyzwolenie,
które obdarza i zobowiązuje,
w którym inni- z uwagi na jego wyjątkowość- nie mogą uczestniczyć, .
To przyzwolenie ma również istnieć w pamięci jako przeciwwaga dla rutyny, która pojawia się również wtedy, gdy człowiek trwale otwarty jest na Misterium- a mówię tu o misterium Małżeńskiego Sakramentu.(Tajemnica staje się powszedniością)
          Mężczyzna powinien z natury pożądać ciała- ciała niewiasty, które go pociąga. Spowszednienie doświadczania tego ciała sprawia, że słabnie to naturalne przyciąganie i zachwyt, a więc ograniczone zostaje to, w jaki sposób Bóg zaplanował przeżycie doświadczenia Małżeńskiego Sakramentu- przez to osłabiona staje się i późniejsza więź małżeńska.
          Jest to niezwykle ważny problem. Wymaga on jednak aktualizacji wyjaśniania. Bo w naszym pokoleniu uwyraźniła się kolejna pakość, ważna dla zrozumienia istoty problemu skromności w ubiorze wada- obojętność, spowszednienie wobec Świątyni Ducha Świętego szczególnie niewiast. I opracowania na ten temat owego aspektu sprawy nie uwzględniają. Owa obojętność  w tym szczegółowym problemie jest ściśle związana ze zjawiskiem zdecydowanie szerszym- brakiem zrozumienia zależności między tym, co święte, a tym, co świeckie. Objawia się ona w podporządkowywaniu Świętości normom świeckości, szczególnie w Świątyniach, na Mszach Świętych, podczas gdy winno być zupełnie odwrotnie. To Świętość powinna kształtować świeckość, stanowić jej kryterium. Świeckość powinna być Świętości podporządkowana. Ale jak, kiedy nasze pokolenie zupełnie fałszywie przydaje Posłuszeństwu negatywne konotacje, uważając je za zniewolenie, zacofanie? Widać to w sposobie wychowywania dzieci. Rodzice bowiem w wychowywaniu szukają sposobów jakby tu swojej pociesze dogodzić. Jest to forma służby dziecku analogiczna po trosze do służby Bogu. A tu powinno być na odwrót. To dziecko powinno w relacji do rodziców- pełnej szacunku, posłuszeństwa, zawierzenia i czci uczyć się relacji do Boga. Zresztą jasno mówią nam o tém przykazania.
          Jak widać błędy naszego pokolenia są tak szerokie i wszechwpływowe, że ci którzy zwracają kurczowo uwagę na jedne-i słusznie- nie dostrzegają całego szeregu błędów innych, z tych piérwszych wynikających, i są nieświadomie niekonsekwentni. Pomagajmy sobie więc w weryfikacjach, bo sami do  wszystkiego nie dojdziemy.
          Ktoś może powie: "Przecież Duch Święty może nam wszystko objawić." No ale gdyby każdy był w szukaniu prawdy tak samowystarczalny, to nie byłaby konieczna więź wspólnotowa. Szukajmy więc wspólnotowej weryfikacji błędów. Bo Kościół to wspólnota. I nie zamykajmy się na trudne spostrzeżenia, które wymagają zaparcia się samego siebie i zaparcia się tych prawd, które wydają się oczywiście dobre, stanowią część naszego światopoglądu. Bo czasem trzeba własne członki odrzucić od siebie
By następnych pokoleń nie gorszyć
          Niestety Świątynia ciała niewieściego jest dziś sprofanowana. I nie chodzi mi tu tylko o przedmiotowe jej wykorzystanie. Chodzi mi również o analogiczny do przedstawionych wyżej błędnych zależności między sacrum, a profanum, proces
s p o w s z e d n i a n i a .
          Powszechne pozbawienie świętości tajemnicy doprowadziło do zmniejszenia zachwytu, do uzwyczajnienia tego, co niezwykłe. Zaburzyło to nie tylko odniesienie duchowe, ale i fizycznie naturalny proces. Mężczyźni bowiem zazwyczaj potrafią, jak nie mają ochoty, nie reagować na piękno ciała niewieściego bez większego wysiłku, bez szczególnej walki. Ale kiedy mają ochotę mogą skorzystać jak im się podoba z widzianych tylko uroków. Zaburzona jest tu więc naturalna sieć reakcji.  Opanowanie namiętności nie ma polegać na niszczeniu naturalnych przyciągań ( Bo to może prowadzić do wymarcia rodzaju ludzkiego), ale na ich
z a c h o w y w a n i u .

Ostatnie słowo można zrozumieć jako ukrywanie. Czy chodzi o absolutne ukrywanie? Nie. Chodzi o ukrywanie przed tym, co w Świętości nie uczestniczy, co wobec niej jest powszedniością. Takie ukrywanie jest zachowywaniem nie tylko tajemnicy, ale co za tym idzie opisywanych powyżej: zachwytu, szacunku, czci.
 Co i jak powinno być zakryte?
Wyjątkowość niewieściego ciała tajemnicy

 "Zawarłem z oczami przymierze, by nawet nie spojrzeć na pannę." (Hi 31, 1)

"(5) Nie wpatruj się w dziewicę, abyś przypadkiem nie wpadł w sidła karz jej powodu. (...) (8) Odwróć oko od pięknej kobiety, a nie przyglądaj się obcej piękności: przez piękność kobiety wielu zeszło na złe drogi, przez nią bowiem miłość namiętna rozpala się jak ogień." (Syr 9, 5. 8)

"Kłamliwy wdzięk i marne jest piękno: chwalić należy niewiastę, co boi się Pana." (Prz 31, 30)

"Odwróć me oczy, niech na marność nie patrzą; przez swoje słowo udziel mi życia!" (Ps 119, 37)

"(27) Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! (28) A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. (29) Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. (30) I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła." (Mt 5, 27-30)

"Może zamiast dowalać do pieca i zastanawiać się czy jak zrobimy jeszcze kroczek w stronę przepaści to już spadniemy czy jeszcze nie fajnie byłoby stanąć od tej skarpy z kilkumetrowym, bezpiecznym dystansem by nas pierwszy lepszy podmuch nie zdmuchnął. Asceci chrześcijańscy naprawdę nie byli w ciemię bici. No chyba, że to własna żonka jest przedmiotem tego typu podziwiania, ale to juz inna sprawa." [2]@Teotym- blogowicz z Frondy

Bezpośrednie działanie Boga Stwarzającego Istotę mu podobną odbywa się nie w ciele mężczyzny, ale niewiasty.
Dlatego też to ciało niewieście winno być bardziej bronione przed sprofanowaniem świętości, która w nim działa.
I dlatego też otoczone być winno t a j e m n i c ą w innym, s z e r s z y m wymiarze, niż to jest w przypadku mężczyzny.
Owa tajemnica jest zresztą konieczną b a r i e r ą , a raczej n i c i ą , łączącą
człowieka ze świętością,
u ł o m n o ś ć  z  d o s k o n a ł o ś c i ą[3]

Ale co w związku z powyższym ubiór powinien dokładnie zasłaniać?
          Trudno takie rzeczy "naukowo" ustalać. Człowiek jest za głupi, by mógł sobie to "wywnioskować"
Tu trzeba raczej wyczuć, co wydaje się właściwe gdy zanurzymy się w kulturę wyrosłą z życia świętych, z krwi męczenników, z ich nauk i życiowych postaw.
W jej kontekście, w którym ciało jest Świątynią Ducha Świętego, oczywista była potrzeba jego zasłaniania. Zasłaniania tego, co tajemnicze, bo święte.

Jakiego zasłaniania?
          Kontekst kultury chrześcijańskiej, zanim zaczął być niszczony przez pooświeceniowe ruchy i podważanie wartości form jako przekaźników treści, zachowywał więc pewne trwałe elementy, które mogą być uznane za podstawowe wyznaczniki skromności stroju. W pewnym momencie chrześcijanie o tych wyznacznikach zapomnieli.
          Obyczaje i mody wprowadzane przez wrogów Kościoła jako sposób na obalenie chrześcijaństwa, zostały później przyjęte przez katolików jako dobre, a przynajmniej "obojętnie moralnie".
          Zmiana wyznaczników skromności przyszła jako element buntu przeciw chrześcijańskiej moralności w kulturze życia codziennego. To o czymś świadczy. Chrześcijanie przyjęli ją siłą rzeczy. Przyjęli wtedy, gdy im wmówiono, że życie codzienne, rozrywki, ubiory są czymś niezależnym wobec religii, czy wiary.
          Nie żyli według wiary( bo uznali te dwie sfery za "niezależne"), to zaczęli wierzyć według życia. Stali się takimi, jak kultura, z którą przestawali.
W ten sposób zatarło się w ich sumieniu poczucie, jakie to ubiory są przyzwoite, a jakie nie.

No a jakie są?
          Znów nie odpowiem wprost. Bo przecież skoro te zasady są takie istotne, to musiał się Kościół wypowiadać, gdy je gwałcono, gdy chrześcijanie o nich zapominali.
          Owszem, wypowiadał się. Został nawet poprzedzony ostrzeżeniem Maryi Fatimskiej przekazanym w przeddzień przemian "Szalonych lat dwudziestych", w 1917 roku. Matka Boska powiedziała wtedy:
“Przyjdzie czas, gdy pewne mody będą bardzo obrażać Pana Jezusa. Osoby, które służą Bogu, nie mogą ulegać tym modom  [4]
Jeszcze wcześniej, w La Salette zapowiedziała proces przygotowujący do rozprzestrzeniania się tych mód:
 W roku 1864 Lucyfer, razem z wielką liczbą diabłów zostanie uwolniony z piekła. Stopniowo niszczyć będą wiarę, nawet osoby poświęcone Bogu tak oślepną, że bez specjalnej łaski osoby te przyjmą ducha tych złych aniołów. Wiele domów duchownych straci Wiarę zupełnie i spowoduje potępienie wielu dusz. Złe książki będą rozprzestrzeniać się po ziemi, a duchy ciemności będą wszędzie szerzyć rozprężenie w rzeczach dotyczących służby Bożej[5]

Słowa powyższe można uznać za ostrzeżenie przed takowymi planami wrogów Kościoła:

Katolicyzm nie obawia się ostrego miecza bardziej niż monarchie. Jednak te dwie podstawy ładu społecznego mogą upaść w wyniku z e p s u c i a ; nie ustawajmy nigdy w wysiłkach nad ich deprawacją. Tertulian miał rację mówiąc, że chrześcijanie rodzą się z krwi męczenników; nie stwarzajmy męczenników, lecz szerzmy zepsucie w masach, niech wchłaniają je wszystkimi pięcioma zmysłami, niech piją i upijają się nimi. Twórzcie złe serca, a nie będzie więcej katolików.
Przedsięwzięliśmy więc zepsucie na wielką skalę,(…) zepsucie, które pewnego dnia umożliwi nam zaprowadzenie Kościoła do grobu. Ostatnio słyszałem jednego z naszych przyjaciół śmiejącego się filozoficznie nad naszymi projektami i mówiącego: < pozbyć się kobiet
>>. Idea ta jest do pewnego stopnia dobra, jednak ponieważ nie możemy pozbyć się kobiet, znieprawmy je razem z Kościołem. Corruptio optimi pessima. Najskuteczniejszym sztyletem do uderzenia w Kościół jest zepsucie?[6] -list Vindice do Nubiusa (pseudonimy dwóch przywódców włoskiej Alta Vendita) z 9 Sierpnia 1838 roku:

Czy to przypadek, że najbardziej jaskrawa rewolucja w modzie w historii europejskiej rozpoczęła się niemal po wypowiedzeniu fatimskich słów Maryi? I rewolucja ta uderzyła w to, co było dotychczas niezmienne w kulturze chrześcijańskiej. Uderzyła przede wszystkim w godność niewiast. Skróciła sukienki, zrobiła w nich rozcięcia i uczyniła obcisłymi. Uderzało to w tajemniczość trudną do sprecyzowania za pomącą słów i dekretów, ale intuicyjnie w kontekście duchowości chrześcijańskiej rozumianą. Proces ten dotknął początkowo głównie elit, bo zmiany nie mogły być zbyt gwałtowne.
          Kościół reagował niemal natychmiast. W Jego reakcjach można dostrzec taką prawidłowość, że pewne ścisłe zasady formułuje wtedy, gdy to, co było dotąd w miarę oczywiste, co nie potrzebowało tłumaczenia, zaczyna być podważane. Przykładowo- dogmaty były prawdą, nawet, gdy nie były oficjalnie uznane. Mamy bardzo dogmatów, a wiele niewerbalizowanych zasad, w które wierzy, i którymi żyje Kościół.
          Tak było i tym razem. Oczywiste dotąd zasady skromności zachowania i ubioru zaczęły być podważane i dlatego trzeba było te zasady zwerbalizować i ustalić. Ale owo wyznaczenie poprzedziła krytyka tego, co nie pasowało do moralności chrześcijańskiej:
          Zanim jednak przeczytasz cytaty z nauczania autorytetów Kościoła, zapamiętaj dobrze poniższą zasadę:
"Wprawdzie nie akt wiary, niemniej jednak religijne posłuszeństwo rozumu i woli należy okazywać nauce, którą głosi Papież lub Kolegium biskupów w sprawach wiary i obyczajów, gdy sprawują autentyczne nauczanie, chociaż nie zamierzają przedstawiać jej w sposób definitywny. Stąd wierni powinni starać się unikać wszystkiego, co się z tą nauką nie zgadza" - Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 752.

W roku 1921, Papież Benedykt XV pisał:
   “Pod tym względem nie możemy dość silnie wyrazić Naszego ubolewania nad zaślepieniem tak wielu niewiast różnego wieku i stanu, które odurzone chęcią podobania się, nie zdają sobie zupełnie sprawy, że ich bezwstydne ubiory nie tylko budzą wstręt u każdego szlachetniejszego człowieka, ale ponadto obrażają Boga. Nie dość bowiem, że w takich strojach, przed którymi wiele z nich dawniej ze wstrętem by się odwracało, jako zbyt przeciwnych skromności chrześcijańskiej, pokazują się publicznie, lecz nie boja się tak ubrane wstępować w progi świątyń i brać udziału w nabożeństwach, a nawet przystępować do Uczty Eucharystycznej i w ten sposób rozsiewać ohydne podniety zmysłowe tam, gdzie przyjmuje się Boskiego Twórcę czystości.”

          Z wypowiedzi papieża możemy wnioskować, ze ubiory- same w sobie w sytuacji publicznej mogą być bezwstydne, czyli same w sobie przeciwne skromności chrześcijańskiej, mogą same w sobie obrażać Boga.
Świątynia natomiast jest miejscem, w którym ten bezwstyd jest jeszcze bardziej rażący("Nie dość")
"w takich strojach(...)-zbyt p r z e c i w n y c h  skromności chrześcijańskiej(...)
w takich strojach(...)-pokazują się publicznie"
w jakich strojach?
W strojach powszechnych, a jednocześnie "bezwstydnych"- odsłaniających najwięcej(nie tylko koloru ciała ale i kształtu- bo ten jest dla wstydu istotniejszy) w 1921 roku, a więc ubieranych przez "tak wiele niewiast różnego wielu i stanu" w sytuacjach publicznych.
          Wystarczy sprawdzić jakie ubiory powszechne były w owych czasach powszechną "nowością" i będziemy wiedzieć, jakich ubiorów i dzisiaj nie powinniśmy nosić.
Jeśli sprawdzimy dobrze, to okaże się, że to, co było wtedy "najodważniejsze" dziś byłoby uznane za "aż nazbyt" skromne.
          Papież wyraźnie mówi o sytuacjach publicznych ogólnie, a do takich należy np. plażowanie. Nie robi tu dla ludzkich rozrywek niekoniecznych wyjątku. Zgadzają sięz tym i słowa z "Rozporządzenia biskupów Austrii i Niemiec"( 1925):
Nigdy nie powinno się zezwalać na wspólne kąpiele obojga płci. Jeżeli szkoły urządzają kąpiele obowiązkowe, to dozór ma mieć osoba tej samej płci. Popisowe pływania dziewcząt i kobiet nie powinny się odbywać. Na kąpieliskach z plażą(rzeka, jezioro) trzeba nalegać na całkowite oddzielenie płci, oddzielne przebieralnie, do których zorganizowania należy skłonić miejscowe władze, oraz przyzwoite ubiory kąpielowe i stały nadzór. Tego samego należy domagać się odnośnie licznie pojawiających się plenerowych obiektów kąpieli słonecznej, i to zarówno dla dorosłych,. jak i dla dzieci.

          Przemiany lat dwudziestych doskonale wpisują się w słowa wrogów Kościoła:

.International Review of Freemasonry, 1928
Religia nie obawia się ostrza sztyletu, może jednak zaniknąć w wyniku zepsucia. Nie ustawajmy w jego szerzeniu: sport, higiena, sanatoria. Stroje chłopców i dziewcząt muszą odsłaniać coraz więcej ciała. By uniknąć zbyt gwałtownej reakcji, powinno się postępować metodycznie: N a j p I e r w obnażmy ich do łokci, p o t e m do kolan, n a s t ę p n i e całkowicie obnażmy ramiona i nogi, p ó ź n i e j , wyższe części ciała, klatkę piersiową, etc., etc.

          Plany te wyraźnie wykorzystują mechanizmy                                 p r z y z w y c z a j e n i a     i   s t o p n i o wa l n o ś c i    z m i a n . To, co szokowało jedno pokolenie, dla drugiego było oczywiste, przezroczyste, obojętne jak "powietrze". To, co szokowało kiedyś wydaje się wzorem moralności w porównaniu do tego, co szokuje dzisiaj. "dla naszych babć współcześnie "dopuszczalne" stroje kąpielowe były tym, czym dla nas "top less". Następnymi krokiem będzie zupełna nagość, bo co jeszcze?"
          I taka stopniowalność zmian trwa do dzisiaj, czego przykłady każdy może sobie sam przywołać. Ową stopniowalność potwierdzają wypowiedzi wrogów Kościoła, którzy inspirują owe zmiany... Tak tez jest z ubiorem, co pokazuje historia przemian obyczajowych, na tle których wielce zrozumiałe wydają się również wypowiedzi świętych, hierarchów, czy Matki Boskiej z Fatimy.
Jak tamte czasy są powszechnie opisywane?
"W początkach lat 20. nowatorski i odważny kanon mody rodem z Francji, zapoczątkowany przez Coco Chanel, po raz pierwszy pozwolił kobietom odkryć nogi. Popularne stały się "małe czarne" - krótkie, proste i dopasowane sukienki z czarnej krepy o długich rękawach i wycięciu przy szyi. Wersja wieczorowa "małej czarnej" uszyta z jedwabiu lub szyfonu to krótsze rękawy i większy dekolt. Popularne stały się bardzo krótkie fryzury - "na chłopczycę".[7]

Kościół zaś zareagował w tym samym roku, gdy poprzednio cytowane słowa zostały opublikowane bardzo ścisłą konkretyzacją zasad skromności, wedle zasady o której wcześniej pisałem:
1928, Pius XI za pośrednictwem swojego Wikariusza Generalnego:

Przypominamy, że strój nie może być nazwany przyzwoitym, jeśli posiada dekolt większy niż szerokość dwóch palców mierząc od szyi, jeśli nie zakrywa ramion co najmniej do łokci i nie sięga przynajmniej trochę poniżej kolan.

Dekret Kongregacji Soboru wydany na polecenie Piusa XI:
trzymać swoje córki z daleka od publicznych zawodów gimnastycznych i konkursów; a jeśli zmuszone są one do uczestnictwa w takich pokazach, niech dopilnują, aby były w pełni i skromnie ubrane. Niech (rodzice) nigdy nie pozwalają swym córkom na noszenie nieprzyzwoitych strojów, jeśli zgorszenie jest poważne, można im nawet zabronić wstępu do kościoła.

Papież Pius XII
Tak długo, jak skromność nie będzie przestrzegana w praktyce, społeczeństwo będzie się chyliło ku upadkowi

Ojciec święty Pius XII, 17 lipca 1954:
O matki chrześcijańskie, gdybyście tylko znały przyszłość pełną nędzy, niebezpieczeństw i wstydu, na jakie skazujecie swoje dzieci przez nieroztropne przyzwyczajanie ich do życia ledwo ubrane, co powoduje, że zatracają one zmysł wstydu, zawstydzilibyście się swojego postępowania i krzywd wyrządzanych maleństwom, które Bóg powierzył waszej opiece, dla wychowania w chrześcijańskiej godności i kulturze.

Kościół w kolejnych latach musiał też odpowiadać na nowe teorie, które zrodziły się w głowach ludzi, dla których relatywizm obyczajowy był już codzienną przezroczystą oczywistością:

Pius XII w 1957 roku, przemawiając do Kongresu Łacińskiej Unii Mody, wyraził to następująco:
Dziwaczny pogląd, który wiąże zmysł wstydu z tym czy innym typem edukacji, a nawet uważa skromność za wymyśloną deformację pierwotnej niewinności lub za zgubny produkt cywilizacji, bodziec dla nieuczciwości i źródło hipokryzji, nie jest poparty żadnymi rozsądnymi dowodamiNaturalna przyzwoitość w swoim moralnym sensie, jakiekolwiek mogą być jej początki, oparta jest o wrodzoną i mniej lub bardziej świadomą skłonność każdej osoby do obrony swego ciała przed pożądaniem ze strony innych, tak by każdy mógł używać go () zgodnie z mądrymi celami, jakie wyznaczył mu Stwórca, chroniąc za z a s ł o n ą czystości i skromności. Ta druga cnota, skromność samo słowo pochodzi od modus, umiarkowany lub ograniczony lepiej oddaje funkcję rządzenia i panowania nad namiętnościami, zwłaszcza zmysłowymi. Jest ona naturalnym bastionem czystości i gwarantuje jej skuteczną obronę, reguluje zachowania ściśle związane z jej istotą. Człowiek słyszy ostrzegający głos w s t y d l i w o śc i od momentu, w którym zaczyna używać rozumu, jeszcze zanim zrozumienie pełne znaczenie i sens czystości. Towarzyszy mu ona przez całe życie i skłania do pewnych działań, które są dobre s a m e w s o b i e,ponieważ pochodzą z u s t a n o w i e n i a Bożego, powinien więc być chroniony (). Skromność więc, jako zbiór tak cennych wartości, powinna być uważana za ważniejszą niż chwilowe tendencje i kaprysy powinna zdecydowanie panować nad modą…”

          Papież wyraźnie potwierdza tu to, o czym już wcześniej pisałem, że pewne działania materialne są skromne dobre same w sobie, bo wyrażają Boską Wolę, co do Kształtu- Ładu Materii- czyli co do"Ustanowienia Bożego". Nawiązuje też do pewnego poglądu, który dziś nawet w Kościele jest lansowany, a który nadzwyczaj trafnie obalił ks. Stanisław Proszak w artykule Nowoczesna kultura nagości i jej stosunek do wstydliwości chrześcijańskiej[1]

Kardynał Ciraci na polecenie Piusa XII:
wszyscy wiemy, że szczególnie w miesiącach letnich zobaczyć można stroje, rażące każdego, kto posiada jeszcze choć trochę szacunku i zrozumienia dla cnót chrześcijańskich oraz zwykłej ludzkiej skromności. Na plażach, w miejscowościach wypoczynkowych niemal wszędzie, na ulicach wielkich i małych miast, w miejscach prywatnych i publicznych, a nierzadko również w budynkach poświęconych Bogu, dominują stroje nieskromne i nieprzyzwoite. Z tego powodu zwłaszcza młodzież, będąca w wieku szczególnie podatnym na pokusy zmysłowe, wystawiona jest na wyjątkowe niebezpieczeństwo utraty niewinności, które jest najpiękniejszą ozdobą ich duszy i ciała. Stroje kobiece, o ile mogą one być nazywane jeszcze strojami, ubiory, (Seneka), sprawiają niekiedy wrażenie, że mają raczej pobudzić lubieżność niż przed nią bronić. Problem, o którym mówimy, jest z pewnością jednym z najpoważniejszych, jako ze dotyczy on nie tylko cnót chrześcijańskich, ale zdrowia m o r a l n e g o całej społeczności ludzkiej. Jak słusznie pisał starożytny poeta: < Prywatna rozwiązłość prowadzi zawsze do obecności nagości w życiu publicznym> (Enniusz)”.

1958, jeden z katolickich podręczników teologii moralnej: „(...)Ze stanowiska etyki katolickiej i prostej przyzwoitości należy, by kąpiele były osobno dla mężczyzn a osobno dla dziewcząt i to w odpowiednim stroju kąpielowym

kardynał Pla y Daniel, arcybiskup Toledo, 1959: „Specjalne zagrożenie dla moralności reprezentowane jest przez wspólne kąpanie się na plażach…wspólne kąpanie się kobiet i mężczyzn, jest prawie zawsze bliską sposobnością do grzechu i zgorszenia.

św. O. Pio:
Na wyraźne życzenie ojca Pio niewiasty muszą przystępować do spowiedzi w spódnicach sięgających przynajmniej 20 cm poniżej kolan. Zakazane jest pożyczanie spódnic na czas spowiedzi., Zabrania się wstępu mężczyznom z obnażonymi ramionami i w krótkich spodniach. Zabrania się wstępu kobietom w spodniach, bez welonu na głowie, w krótkich strojach, z dużym dekoltem, bez pończoch lub w inny sposób nieskromnie ubranym.
Ojciec Pio zwykł mawiać również: „Gołe ciało Parzy Rzekł pewnej niewieście z odsłoniętymi ramionami: „Odciąłbym Ci ręce, bo sprawiłoby ci to mniej bólu niż ten, którego doświadczysz w czyśćcu.

          Warto się więc "zacofać" do momentu, w którym zmianie zaczęto poddawać, w imię "postępu", czy "wyzwalania z okowów Kościoła i tradycji" stałe elementy, które w historii chrześcijaństwa nie ulegały zmianie. Możemy stwierdzić, że w kulturze chrześcijańskiej przez lata zmieniały się stroje, ale zawsze zachowywane były podstawowe kryteria ich przyzwoitości, niezależne od niekoniecznych sytuacji takich jak rozrywka... Te kryteria w związku z różnicą pożądliwości męskiej i niewieściej, oraz w związku, z różnicą roli i budowy ciał, były dla obu płci różne od pewnego poziomu.

Jakie to kryteria?:

zasłanianie ramion
zasłanianie nóg poniżej kolan
nieobcisłość
dekolt- mniej więcej dwa palce od szyi

w przypadku kobiet:
zasłanianie nóg za pomocą spódnicy

W latach dwudziestych kobiety nie chodziły jeszcze tak powszechnie w spodniach, dlatego święci, ani Kościół nie mieli okazji, by zwrócić uwagę na ten problem./ Dopiero mniej więcej od lat sześćdziesiątych kobiece spodnie zaczęły się stopniowo, coraz powszechniej pojawiać
          Tak więc mężczyźni mogli wymienić początkowe szaty na spodnie, bo to nie naruszało tych kryteriów. Obie te formy mieściły się bowiem w przyzwoitości męskiego stroju. Natomiast zrzucenie, czy skrócenie przez niewiasty sukienek, czy spódnic, ich rozcięcie i zwężenie było naruszeniem zasad przyzwoitości, które w kulturze chrześcijańskiej przekraczały konteksty poszczególnych epok.
          Tak bowiem byłoby dawniej odbierane noszenie s a m y c h spodni przez niewiasty. Przyjęte to zostało dopiero wraz z rezygnacją- nie Kościoła- ale Jego członków z badania elementów kulturowych, na rzecz pójścia z "duchem czasu". Przez to kontekstem, który zdecydował o tym jak oceniamy wytwory kulturowe jest nie chrześcijaństwo, ale owa zmieniająca się kultura- ewangeliczny "świat". Dlatego też to ona w coraz większym stopniu decyduje o tym jak rozumiemy sens naszej wiary. Tak więc wiara ta traci tożsamość, bo już nie jest wyznacznikiem zasad, ale sama jest poddawana ocenie według jakichś nadrzędnych wobec niej, ale również niestałych kryteriów . W efekcie to owe kryteria będące wynikiem zmiennych ludzkich ideologii, mających akurat siłę przebicia, zajmują miejsce religii. Przez to chrześcijanie rezygnujący z "badania wszystkiego", dopuszczać zaczynają do własnego życia elementy z ich wiarą sprzeczne.
          Cytowane powyżej wypowiedzi, które nigdy nie zostały cofnięte, ani z których nikt się nigdy nie wycofał, były wyraźnie przeciwne zmianom owym.
          Jak już wcześniej pisane było- Misteryjność Świątyni Ciała wymaga również takiego a nie innego zachowania i zabrania pewnych działań, czy form aktywności, czy relacji między ludzi i między płciami. Dlatego też Kościół w opisywanym czasie (szalone lata dwudzieste, późniejsza rewolucja rockowa sprzężona z seksualną i kolejnym etapem obyczajowej), w którym zaczęły przychodzić owe "mody, obrażające Pana Boga", przestrzegał również przed wspólnym kąpaniem się kobiet i mężczyzn". Zwracał również uwagę, wzorem świętych i hierarchów z wcześniejszych wieków, kiegdy tańce były dużo bardziej skromne, na nowo pojawiające się tańce towarzyskie, które były łamaniem normalnych zasad skromności w życiu publicznym, a przede wszystkim naruszaniem Tajemnicy, a przez to Świętości. Chodzenie niewiast bez sukienek, w samych spodniach i odsłanianie nóg, czy ramion, a także uczęszczanie na bale było krytykowane przez takich ludzi, jak chociażby św. ojciec Pio, czego przykłady cytowałem.
          Pojawiały się też sceptyczne głosy na temat nowej, rockowej muzyki wśród pobożnego społeczeństwa, które chyba przewidziało, jakie przyniesie ona skutki... Niestety szybko społeczeństwo zostało poddane wrażeniu kontrastu z jeszcze większą nieprzyzwoitością- owemu mechanizmowi stopniowalności zmian. Dlatego też ludziom, nie lubiącym metalu, czy techno, już czymś dobrym wydają się big-beatowe rock'n'roll'e, czy disco polo, lub też inne nurty "rocka" rozumianego, jako szerokie zjawisko muzyczne... Tym zaś, dla których same teksty wydają się złe, muzyka metalowa wydaje się "tylko formą, która sama w sobie zła być nie może".
Na tej zasadzie tańce i sposób bycia uznawane dziś za nieskromne wydają się wielu osobom tylko formą, dlatego wykorzystywane są często do Ewangelizacji.
A przecież sama nazwa rock'n'roll zdradza jego rzeczywisty sens.
          Trzeba nam więc uznawać pewien standard, który do czasu, gdy kontekstem życia było chrześcijaństwo, uznawany był za oczywisty. Ale trzeba nam pamiętać, że i do tamtych czasów ludzie ulegali pokusom, pogrzechowej niedoskonałości, a więc i ich kultura mogła błędy zawierać. Błędy te jednak, na nasze katolickie szczęście były poznawane i wskazywane przez tych, których dziś uznajemy za świętych, za autorytety Kościoła.
          Jestem Wam winien pewne wyjaśnienie: Spodnie u niewiast są dobre, jeśli pełnią taką funkcję ,jak halka, czy pończochy, jeśli je coś jeszcze zasłania- sukienka, tunika, czy spódnica. Nie mam zamiaru przedstawiać tu dowodzenia słuszności tego poglądu. Musiałoby się to bowiem wiązać z zaprzeczeniem temu, co tu piszę, czyli z odsłanianiem w wyobraźni i obrazowaniu misterium ciała. Powstrzymam się więc od dogłębnej analizy faktu, że niewiasta, tak jak mężczyzna ma nogi dwie. Ich dwoistość jednak powyżej kolan, ze względu na swą płciową specyfikę i wyjątkowość dla omawianego tu przyciągania i rodzicielstwa ma istotne znaczenie. Nie dam dowodu ale mogę dać poszlaki w postaci śladów w pamięci, niestety o złej wartości, które pewnie wielu uczestników współczesnej kultury zna. Są nimi liczne i popularne nieskromne piosenki śpiewane przez mężczyzn do kobiet, lub o kobietach. Odsłonięte "nogi", kolana rozpoczynające przedmiot tajemnicy powyżej scharakteryzowany, reprezentują w nich część ciała przyciągającą, a z racji owego przyciągania wstydliwą, ukrywaną, w celu obrony tajemnicy przed bezprawnym odkryciem.
          Zasadą całej historii chrześcijaństwa było to, iż mimo istnienia spodni, nie nosiły ich niewiasty. Był wyjątek, związany ze spodniami noszonymi przez protobułgarki, o których wypowiedział się swego czasu papież Mikołaj V(858-67), twierdził, że: "(femoralia)są właściwym ubiorem mężczyzn a nie kobiet, zarazem stwierdzał jednak, iż sam zewnętrzny ubiór, o ile przykrywa wstydliwe części ciała, jest neutralny pod względem cnoty (ani nie przeszkadza w zbawieniu, ani nie prowadzi do powiększenia cnoty)."[2]
          Bułgarki nosiły najprawdopodobniej owe spodnie pod czymś w rodzaju tuniki, od której były dłuższe, dlatego zwrócono na nie uwagę. A i tunika ta sięgała poniżej kolan. A nawet jeśliby tej tuniki nie było, to krok owych spodni kończył się w zasadzie na wysokości kolan, co sprawiało, że zasłaniały to, co powinny i jeśli ktoś się na ich widok dziwił ,to ze względu na to, że do tej pory tylko mężczyznę w spodniach, czy czymś podobnym widział. W kulturach tradycyjnych bowiem wszystko nowe, wydawało się podejrzane i wymagało badania, rozeznawania, którego arbitrem, co pokazuje tutejszy przykład, był w tym wypadku papież.
          Jednakże usprawiedliwianie dzisiejszego sposobu noszenia spodni przez niewiasty na podstawie owego tekstu papieża jest nieuprawnione. Bo dziś niewiasty noszą tylko spodnie, a na nich już nic nóg nie zasłania. Poza tym spodnie współczesne zasłaniają najczęściej praktycznie tylko kolor nóg niewiast, a nie to co tu istotne- kształt. Równie dobrze możnaby było nogi na granatowo pomalować i łazić na golasa(skóra ma podobne fałdy)... Wtedy było inaczej. Tu dość jasno okazuje się, że problemem jest tutaj brak tego, co by jeszcze te spodnie zasłaniało- tuniki, czy spódnicy- jeśli ich krok kończy się powyżej kolan. W świetle tych dwutysiącletnich zasad funkcjonujących w kulturze chrześcijańskiej wydaje się, że dzisiejszy sposób noszenia i kształt spodni, nie byłyby do przyjęcia.
          Jest to jasne, że kobiety lekkich obyczajów, pokazują zazwyczaj owe nogi i to raczej nie łydki są tu istotne, że w reklamach wykorzystujących słabość mężczyzn pokazuje się raczej dekolt, talię, brzuch i nogi- jako istotne elementy kuszące- i chodzi bardziej o ich kształt, a nie o kolor. I tutaj nie eksponuje się w celu kuszenia łydek, ale "nogi"- powyżej kolan. Cytując słowa katolickiego publicysty:
          Gdyby rzeczywiście nie było ścisłego powiązania pomiędzy publiczną nagością a nieczystością, cały seksbiznes nie opierałby się w stu procentach na promowaniu tej pierwszej.[3]
Czy i z tego mechanizmu nie korzysta ów biznes tak bogato wykorzystujący sezon plażowy i obrazki- właśnie z plaży? I czy nie ma podobnego podłoża fakt, że wiele piosenek właśnie z plażą kojarzy nieskromne skojarzenia. Dlatego też usłyszeć mogliśmy wiele razy z odbiorników i na imprezach:
"(...)Pół plaży tutaj marzy, że kiedyś się przydarzy" [4]

Inne piosenki zaś potwierdzające, ową wyjątkowość nóg miały takie słowa:
"Chcę oglądać twoje nogi(...)"[5]
"Dziewczyno kochana pokaż mi kolana(...)"[6]

Nie bez przyczyny również całe wieki chrześcijaństwa jednym z elementów nawrócenia było z zasady przyjęcie strojów, które tu określamy jako przyzwoite.
Dlatego też ludy pogańskie, chodzące nago, albo w ubraniach nieskromnych uczono skromnych ubiorów. Tak też należy rozumieć dekret św. Piusa V do biskupów Brazylii z 1569 r.:
"duszpasterzować z gorliwością i ostrożnie, używając wszelkich środków, aby nawróceni na wiarę opuścili dzikie zwyczaje a przyjęli obyczaje cywilizowane, przekonywując ich, aby zarzucili zwyczaj chodzenia nago, ubierając się jak przystoi chrześcijańskiej wstydliwości i ludom cywilizowanym."[7]

W tym kontekście warto wspomnieć, że tam, gdzie plemiona chodzą nago występuje zazwyczaj sprzeczne z chrześcijaństwem wielożeństwo, często połączone z dość nieskromną kulturą przejawiającą się w ruchach tanecznych sprzężonych z transową muzyką mającą podobnie jak rock funkcję sprzyjającą owemu bezwstydowi- oraz zaburzeniom relatywizującym osąd moralny. Tam też rodzą się problemy z AIDS.
          Nie przypadkowo również Święci bardzo często byli kuszeni nie przez obrazy niewiast w długich, przyzwoitych sukniach , ale nagich, lub nieskromnie ubranych.
          Pobudki erotyczne znosi częste obcowanie z nieskromnością. Natomiast dla świętych przeciwnie- pokusą były już najdelikatniejsze pobudki. Czy znaczy to, ze święci byli gorszymi zbereźnikami? Wręcz przeciwnie. Świadczy to o tym, że wrażliwość erotyczna jest przejawem właściwej postawy, a osłabianie pożądliwych odczuć- świadczy o zepsuciu. Przecie ludzkie poczucie, ludzki spokój, brak odczuwania niewłaściwości zachowań, nie mogą być wyznacznikiem dobroci czynów. Bo zazwyczaj ten spokój, brak pokus jest tam, gdzie diabeł nie musi aż nadto się wysilać, bo ludzie sami robią źle myśląc, że robią dobrze .O tym wspominał właśnie J.M. Vianney:

"Pewien święty przechodził kiedyś obok klasztoru i ujrzał mnóstwo diabłów nękających mnichów, lecz nie mogących ich do niczego skusić. Potem wszedł do miasta i ujrzał jednego diabła, który z założonymi rękami siedział w bramie, przypatrując się ludziom. Święty zapytał go więc, dlaczego sam jeden siedzi w wielkim mieście, podczas gdy tłum diabłów dokucza garstce mnichów. Diabeł odpowiedział mu, że w mieście w pojedynkę sobie poradzi i trudzić się zbytnio nie musi, gdyż ludzie sami się do niego garną, żyjąc w nienawiści, nieczystości i pijaństwie. Tymczasem z zakonnikami sprawa jest o wiele trudniejsza: cały zastęp diabłów szturmuje ich pokusami, tracąc czas i siły, a nic nie zyskując. Jedyne na co mogą liczyć, to na posiłki oraz na to, że mnisi zniechęcą się do surowej reguły."[8]

          Z tego też powodu pierwsi chrześcijanie unikali chodzenia do łaźni publicznych: "Duchowni konsekrowani, niżsi duchowni, asceci oraz w W OGÓLE CHRZEŚCIJANIE ŚWIECCY nie powinni kąpać się w łaźni razem z kobietami, gdyż jest to główny zarzut, jak stawiamy poganom" - kanon 30.
Św. Alfons Maria Liguori twierdził, że odsłanianie przez niewiasty piersi i nóg jest grzeszne, Papież Innocenty XI nałożył ekskomunikę na wszystkie niewiasty, które odsłaniają piersi. Podobne uwagi na temat ukrywania ciała wypływały z ust innych świętych- św. Cypriana, św. Jana Chryzostoma, św. Grzegorza, św. Antonina z Florencji, Jana Kapistrana, Filipa Nereusza, Jana Vianneya, Roberta Bellarmina i wielu innych. Można powiedzieć, że przez całe wieki chrześcijaństwa oczywiste było, co trzeba zakrywać i z tego też wypływał fakt, że niemal dwa tysiące lat zasady skromności, mimo przeróżnych mód i zmian strojów nakazywały zasłaniać wciąż to samo i w taki sam sposób. Dlatego też nie było mowy u niewiast o krótkich spódniczkach, o odsłanianiu ramion, brzucha, czy o noszeniu spodni takich jak dzisiaj.
[9]         Zmiana podejścia do stroju nie była wynikiem jakiegoś "oświecenia Kościoła", ale działania wbrew zasadom kościoła tych, którzy chcieli go obalić. I z tego źródła owe stroje weszły do wewnątrz Kościoła. Nie jest więc dziwne to, że są z Jego zasadami sprzeczne. Jak weszły do Kościoła? Przez postawę kapitulancką, którą znakomicie opisał ks. Blachnicki w tekście pt. "Pedagogia wstydliwości w świetle osoby ludzkie" :

(...)po próbach walki z nieskromną moda i zepsuciem obyczajów w okresie międzywojennym, dziś przybraliśmy postawę kapitulacji wobec tych procesów i zjawisk.wokół problemu nieskromnej mody panuje dziś w Kościele  z m o w a  m i l c z e n i a, chociaż jeszcze Papież Pius XII był bardzo uwrażliwiony na ten problem i często zabierał głos na jego temat.
          Tę postawę usprawiedliwia się takimi mniej więcej argumentami: Cieszymy się, żeśmy się wyzbyli w tej sprawie manicheizmu i pruderii; wyraża się w tym nowym stylu dowartościowanie ziemskich rzeczywistości, do których należy i ciało; decydujące jest tu p r z y z w y c z a j e n i e; jeżeli ludzie nie widzą dzisiaj w tym nic złego i nie gorszą się, po co robić z tym problem...?
          Dlatego i osoby skądinąd bardzo poważnie traktujące swój katolicyzm poddają się ogólnej modzie i obyczajom, a wśród roznegliżowanej młodzieży, wędrującej w grupach mieszanych pogórskich szlakach, są i grupy prowadzone przez duszpasterzy akademickich i innych duszpasterzy młodzieżowych, którzy nie stawiają młodzieży, zwłaszcza dziewczętom, żadnych wymagań odnośnie skromności i wstydliwości, i szczycą się, że mimo to udaje im się stworzyćatmosferę czystą.[10]

Fragment powyższy pochodzi z tektu, który pragnę Ci  polecić  czytelniku na koniec tego podrozdziału jako lekturę obowiązkową. Ile to razy oazowicze mówią ksiądz Blachnicko to, ksiądz Blachnicki tamto, i wskoczyli by za nim w ogień, a jak tylko powiesz, o jego poglądach nt. Skromnośći w ubiorze, to Ci zaczną godać, zę "w tym suię musiał mylić" bo nie jest doskonały.

To co? Tylu świętych całych wieków chrześcijaństwa suię myliło, a my nagle, wszyscy mamy rację? No głupie to.

Pozaubiorowe czynniki degradujące tajemniczość ciała

"Chodzenie ze sobą"
          Może to, co nawet pobożnym katolikom wydaje się przynależeć do tzw., chodzenia ze sobą- powinno być dostępne dopiero w małżeństwie? Uważam, że tak.
Nie powinno się chodzić ze sobą, jeśli to ma oznaczać konieczność długotrwałego przytulania, pieszczot, całowania się, przebywania sam na sam w pokojach czy innych miejscach, trzymanie dziewczyny na kolanach, itd... Niewłaściwość tych zachowań które również muszą być zachowane tylko dla małżeństwa i tam pierwszy raz doświadczone ma uzasadnienie w tym samym, co konieczność takiego, a nie innego zasłaniania ciała.

Taniec
          "Chrześcijanie, którzy uczestniczą w przyjęciach weselnych, nie powinni skakać ani tańczyć( nieskromnie tańczyć?), lecz z powagą spożyć obiad lub inny posiłek, tak jak to przystoi chrześcijanom" - kanon 53. (Christians, when they attend weddings, must not join in WANTON dances, but modestly dine or breakfast, as is becoming to Christians.)[11]

Podobne uzasadnienie ma nieprzyzwoitość większości tańców towarzyskich. Wiążą się one również ze spowszednianiem doświadczenia ciała i jego ruchów, które to możliwe jest jéno w małżeństwie. W tańcu takim bowiem przekracza się bowiem tą granicę odległości fizycznej, którą proksemika zwie dystansem intymnym. Przekraczanie tego dystansu nie jest dopuszczane w innych sytuacjach życia codziennego. Ruchy taneczne poza tym, są bardzo często sugestywne erotycznie, czego już nawet podobnie jak wyjątkowości powyższej bliskości nie zauważamy, bośmy się przyzwyczaili, bo eros spowszedniał... A nasza mentalność to spowszednienie zakodowała.
Pewnym sytuacjom bliskości, pewnym widokom, ruchom, nie powinno się odmawiać pożądliwych skojarzeń- nie powinno się do nich przyzwyczajać tak, że przestają na nas działać. Dlaczego? Bo w ten sposób osłabiamy to, co winno funkcjonować jak najlepiej- tak, jak sobie to Bóg zaplanował- w Małżeństwie.
          Jak się przyzwyczaimy do częstego obcowania z widokiem, ruchami i dotykiem ciał dziewczyn, to obcowanie z żoną straci swoją wyjątkowość, unikalność- a tą unikalność powinny mieć i dotyk i widok i bliskość-prawidłowo niedostępne nam w sytuacjach poza sakramentem małżeństwa.
To jest wg mnie najistotniejsze. Bo ludzie dzisiaj często nie czują pożądliwości w tańcu.
          Wspomniany powyżej dystans intymny jest kulturowo uwarunkowany tak samo jak wyznaczniki nagości ale tylko w ograniczonym zakresie, którego granicami są wyznaczniki obiektywne skromności i tajemnicy ciała.
          Ktoś może powiedzieć, że sytuację intymną znosi "kontekst, sytuacja tańca". Owszem, bardzo często jest tak, że ludzie w pewnym kontekście nie odczuwają złości pewnych zachowań, bo kulturowe, kontekstowe przyzwyczajenie im to nakazuje. Ale kulturę, sytuacje i konteksty tworzą w pewnym jej aspekcie ludzie. A ludzie mają to do siebie, ze popełniają błędy. Dlatego konteksty mogą być błędne. Nie możemy się im bezwiednie poddawać, bo duchowa natura człowieka jest ponad kulturą. Zazwyczaj te konteksty są dam dane jako oczywiste narzędzie postrzegania świata, jako "habitus" i dlatego są dla nas przezroczyste, dlatego nie możemy ich dostrzec i poddać moralnym kryteriom... Ale są w życiu sytuacje, gdy udaje nam się z dystansu spojrzeć na te oczywistości. I tymi spostrzeżeniami musimy się dzielić, musimy je oddać innym...
 Zresztą warto zajrzeć do kompendium wypowiedzi  "Ojców, Doktorów, Świętych o mieszanych tańcach"[12] sporządzonego przez Mirosława Salwowskiego, by zobaczyć, że  to nie jest wymysł jakiejś epoki, tylko pewna trwała wartość w niemal dwutysiącletniej historii chrześcijaństwa. Dlatego też nie można tu niczego usprawiedliwiać kontekstem historycznym, czy kulturowym. Podobnie zresztą jak w przypadku ubioru i spojrzeń.

Przyzwyczajenie a niewinne zawstydzenie- zachwycenie
          S p o w s z e d n i e n i e , do którego nawiązywała również w pewien sposób cytowana wyżej wypowiedź św. Jana Marii Vianneya jest jak ciasto, którego po trochu próbowaliśmy zanim uczta się zaczęła. No często jak tak próbowałem, to już w czasie święta nie miałem na ciasto ochoty... Oby nam takie codzienne próbowanie nie zepsuło małżeńskiego zachwytu, który winni jesteśmy przede wszystkim Bogu, gdy doświadczamy jego daru- możliwości współuczestniczenia w Stwarzaniu nowego Boskiego Obrazu- życia. Nie możemy sobie oderwać od tego zadania towarzyszącej mu "nagrody"-przyjemności- zapominając o zadaniu. Bo to kradzież i profanacja. Czy nie jest dziś powszechne narzekanie, że z małżeństwem pryska cały "czar", zachwyt, pozostaje pewna rutyna. Czy nie jest tak dlatego, że małżeńska wyjątkowość jest nieopakowana, dostępna za każdym rogiem, kosztowana, zanim przyjdzie jej czas?
          Jest takie zjawisko jak przesyt. Jeśli by ktoś codziennie świętował, to straciłby poczucie wyjątkowości święta. Dlatego świętowanie jest po sześciu dniach czegoś wręcz przeciwnego- ciężkiej pracy... Podobnie jest z powściągliwością i ukrywaniem piękna ciała wobec Sakramentu małżeństwa. Po to jest ciało ukrywane, by walczyć z ludzką ułomnością przesytu, która sprawia, że przestajemy doceniać tą niezgłębioną tajemnicę Działania Boga w Stwarzaniu człowieka przez Małżeństwo. A przecież to stwarzanie- co owa wstydliwość ma nam uświadamiać wiąże się z tym, że przez nas ów Boży Obraz staje się jednocześnie ułomny, grzeszny- Bo poczyna się z Grzechem pierworodnym i to nasza wina... Dlatego też poczucie niegodności wobec takiego daru nakazuje nam zachowywać tą całą przyjemność- również estetyczną, która to jest kosztowaniem tego daru, do Sakramentu, który jest Bożym przyzwoleniem. I nie można tego daru niszczyć przez powyższe zobojętnianie. (natchniony przez Zawilca)
          Jest takie piękne uczucie, że to niewłaściwe, taka prosta niewinność, której nam potrzeba. Trudno o niewinność, kiedy każdy młody, przechodzący burzę hormonów ma dookoła siebie wzmacniacze owej burzy- widoki, muzykę, tańce... I się rozstraja, widok ciała przestaje być czymś, co budzi w nim poczucie, że trzeba się odwrócić, że jest to coś co powinno być ukryte, bo "nie mam uprawnień, nie zasłużyłem sobie, by kosztować tego piękna". W jego świadomość zostaje wdrukowane rozerwane już na strzępy przygodnych doświadczeń pierwsze połączenie:....."Psychologia zna tzw. „prawo pierwszych połączeń (psychicznego wdrukowania), według którego pierwsze przeżycia w pewnej dziedzinie - również seksualnej - zwłaszcza jeśli są silnie angażujące i powtarzane - zostawiają w psychice trwały ślad. "(Kinga Wiśniewska Roszkowska pt. "Seks i moralność") Dojrzewający młodzieńcy zostają pozbawieni znacznej części przyjemności i sprawności, która należy się tylko małżeństwu- wypełnianiu Boskiego Zadania. I to jest jedną z przyczyn rozwodów. . Wtedy też dokonuje się najsilniej owo spowszednienie, bo i najsilniej człowiek daje się przyciągać, z powodu przemiany swego wieku. Takie smakowanie nektarów z wielu kwiatów sprawia, że nasza żona nie będzie pierwszym i jedynym kwiatem, że wyjątkowość sakramentu małżeństwa zostanie okrojona. A i w kielichu owego kwiatu swój wzrok i wyobraźnie zamaczało wielu- bo nie był osłoniony.
          Któremu mężowi pasuje, że inni zachwycają się i fantazjują na widok ciała jego żony? Której żonie pasuje to, że nie jest jedyną, na temat której w jego głowie snuły się zachwyty i owe fantazyje?
          Myślę, że nikomu to nie pasuje. A jeśli pasuje, to jest to jakieś wynaturzenie. Intymność i wyłączność w dostępie do tajemnicy ciała jest jedynie właściwa. Skromny strój owej wyłączności i tajemniczości pomaga.
          I dlatego, jeśli ktoś mówi, że spódnice mógł wiatr podwiać, itd... to mu powiem, że w takich sytuacjach winno pojawić się owo uczucie, które każe odwrócić wzrok. I spódnice w tym pomagają... (Zainspirowany prze Leonkę)

Kontekst historyczny i kulturowy a relatywizm moralny
          Jak ktoś mi zacznie tłumaczyć, że w dawnych czasach ludzie nie byli przyzwyczajeni do widoku nagości i w tym ich kontekście właściwe były takie zasady, natomiast dziś już jesteśmy przyzwyczajeni i nagość nie wywołuje takich jak dawniej reakcji, to mu powiem ciut inaczej. Powiem mu też inaczej, jeśli stwierdzi, że sposobem na przezwyciężanie bezwstydu i nieczystości jest przyzwyczajanie do nagości, że wtedy ludzie na widok nagości nie mają nieczystych myśli:
          Juzem przecie godał, ze to taka prowda jak jo jeśm baba, by ludzkie odczucia były wyznacznikiem moralnej wartości czynów. Juzem jesce godał, ze jak umiys obojętnie przechodzić obok ciała niewiasty, to właśnie jesteś ofiarą rutyny, która zaprzecza Bożemu Zamiarowi, bo Bóg to przyciąganie w ludziach zaszczepił i sprawił, że jest zachwycające. Natomiast ludzka ułomność sprawia, że człowiek nie tylko może ten zachwyt bezprawnie zagrabiać, ale że za tym bezprawiem idzie niszczenie owego zachwytu. I na to się godzić nie można.
          Ludzka natura -ta ponadmaterialna i integralna jest ponad kulturą(...). Ale o tym już pisałem:)
          Tak więc fakt, że w różnych czasach i w różnych miejscach różnie się ludzie ubierają i zachowują nie oznacza, że w kulturach owych czasów i miejsc, w odczuciach i przekonaniach ludzi musimy szukać- relatywnych- bo te formy są różne- wyznaczników moralności ubioru.
          Bo to, że człowiek ma różne spojrzenia na sprawy( choć zazwyczaj szuka uniwersalnych i trwałych wyznaczników) odsyła nas do tego, że- jak już uprzednio pisałem- to Boża Perspektywa, Boże Odczucie- jest wyznacznikiem moralności i słuszności czynów i elementów kulturowych.. I to ona powinna determinować konteksty. Bo kontekst nie jest ostateczną miarą wartości poszczególnych elementów kultury. On również powinien mieścić się w Prawie Bożym, a więc i kontekst może być błędny, podlega ocenie i wartościowaniu moralnemu. Bo i on, tak, jak kultura jest konstruowany, jest wynikiem działań ludzi. Ludzi, którzy są ułomni i dlatego ich działania mogą być błędne.
          Można mówić o kontekście jako całości determinującej sens poszczególnych wytworów kultury, ale można też mówić o wielu kontekstach- konkretnych sytuacjach w obrębie jakiejś kultury. Dlatego też np. strój bikini wydaje się niektórym moralny na plaży, a niemoralny np. na ulicy, czy w kościele. Tego typu relatywizm, zależność przyzwoitości od sytuacji jest dopuszczalna,   g d y norma społeczna w każdej określonej wyżej okoliczności mieści się w uniwersalnych wyznacznikach moralności. W tym przypadku oznacza to, że strój bikini byłby dopuszczalny na plaży, gdyby i w innych sytuacjach był moralnie zawsze dopuszczalny- a więc również w Kościele. Jeśli zaś społeczne odczucie tego nie dopuszcza, to znaczy, że albo zbyt rygorystycznie dana społeczność nakłada pewne zasady na sytuację na ulicy i w kościele, albo dopuszcza przekroczenie uniwersalnych norm moralności w przypadku plażowania...
          Historia kościelnego nauczania i przykładu świętych każe nam twierdzić, że ta druga możliwość jest prawdziwa. Bowiem już od początków chrześcijaństwa, kładziono nacisk na to, by w publicznych sytuacjach nie pokazywać się w takich strojach. Sytuacje więc i okoliczności-konteksty, które zakładały taką niekompletność strojów lub zachowań jako oczywistość, były odrzucane.(Zakaz chodzenia do łaźni publicznych u pierwszych chrześcijan, zakazy chodzenia na bale i tańce, zakazy chodzenia na plażę, noszenia nieskromnych strojów i uczestniczenia w pokazach piękności w szalonych latach XX).
          Wiele osób uważa, że niewiasty powinny chodzić do kościoła tak, jak charakteryzuję skromny ubiór, natomiast nie wymaga takich strojów poza kościołem. Ale przecież nie ma sensu twierdzenie, że to, co przyzwoite moralnie poza kościołem, przez wzgląd na skromność i wstydliwość nie jest takim w kościele. Bo zasady przyzwoitości ubioru i zachowania mające na względzie skromność i wstydliwość(a nie elegancję, itd..), a więc ukrycie tego, co winno stanowić przedmiot misterium- tajemnicy ciała Świątyni Ducha Świętego są uniwersalne, rozciąga się na wszystkie sfery życia publicznego. Kościół zaś jako miejsce święte, jako rzeczywisty Środek świata- omphalos ges, którego szukały wszystkie religie i kultury tradycyjne, wymaga takiego ubioru tym bardziej, bo jego brak byłby w nim jeszcze bardziej rażący- jeśli nie ludzi, bo ci przez swą ułomność się przyzwyczajają- to Boga.
          Uniwersalność tych zasad nie wyklucza jednak braku podstaw do ich stosowania, gdy tego wymaga obrona ich przedmiotu- ciała(np. U lekarza, ratowanie ludzi w trudnych sytuacjach...). Tak więc są to sytuacje, gdy najpierw trzeba zadbać o obronę przedmiotu owych zasad- ciała, by miały być one wobec czego stosowane. By było co ukrywać, jako przedmiot Świętej Tajemnicy.
          Odnośnie poruszanej wcześniej zależności od kultury, okoliczności, kontekstu:
Zawsze można dziecko nauczyć innych okoliczności, innych kontekstów, innej kultury i innego ich znaczenia. Bo przecież to w koniecznie relatywnym- bo zależnym od otoczenia wychowaniu dziecko nabywa rozumienie świata. Ale i tu, jak juześmy wceśniéj godali, ludzki relatywizm poznawczy jest ułomnością, która sprawia, że umyka nam czasem trwała nierelatywna moralność- stała prawda o tym, jak rzeczywistość powinna wyglądać, jak więc i powinny konkretne również wyglądać relacje między ludźmi, stroje i jakie sytuacje możemy uważać za właściwe, a jakie nie. Kropka.

NIE OSĄDZAM OSÓB! Ale poglądy

Jest to, co przekracza nasze istnienie ziemskie
          Poszczególne elementy materii możemy rozpatrywać jako uporządkowanie elementów mniejszych- jako relacje i reakcje zachodzące między nimi. Ale i to, co widzialnie wyodrębniamy jako pojedyncze całości- np. ciało ludzkie, też wchodzi w reakcje i relacje z innymi elementami, z konieczności ma miejsce względem reszty świata którego jest częścią.
Istnieje więc też właściwy, czyli wynikający z Bożej Perspektywy Stwórczej porządek relacji i reakcji między ciałami.
          Skromność stroju przez wzgląd na ową wartość ciała nie polega więc na samym symbolizowaniu przez ustalone- relatywne- konwencjonalnie tylko formy jakiejś duchowej potrzeby wstydu, ale na działaniu osłaniającym właściwy- c i e l e s n y przedmiot wstydu i porządkującym -czyli nadającym im właściwe miejsce- reakcje międzycielesne.
          Skromność stroju nie polega więc na tym, że formy ukrywania ciała do czegoś istotnego odsyłają(co umożliwiałoby tylko konwencjonalny, a więc i zależny od kultury sens i kształt skromnych elementów stroju), ale że same w sobie działają, funkcjonują wobec ciała porządkując jego miejsce i reakcje/relacje względem innych ciał. Stroje mają tu wypełniać pewną powinność wynikającą z Bożego Ładu. Ta powinność jest stała, bo i Boży Ład jest stały, wieczny. Dlatego więc i forma wypełniająca go(tutaj ubiór) musi mieć stałe kryteria. Kryteria wyznaczają obszar nieskończenie wielu możliwości. Nieskończenie wielu, ale nie dowolnych, bo mieszczących się w granicach owego obszaru. Ubiór zaś, jak już wcześniej pisaliśmy jest reakcją na ułomność człowieka i regulatorem wyznaczonego przez Wolę Stwórcy miejsca ciała, ciała wysadzanego zeń przez ową ułomność.
          Skromność ubioru wynika więc z chęci utrzymania takiej, a nie innej relacji między ludźmi, zawierającej w sobie relację między ciałami. Ma swoje źródło w Woli Bożej, która chce, by te relacje miały taki, a nie inny kształt- nadaje więc im wartość bezpośrednią- sens sprawiający, że należy takiego, a nie innego miejsca ciała, czy kształtu owych relacji bronić. Co więcej- z racji życia w świecie, który przez pogrzechową ułomność kusi nas do złego i w którym zło się narzuca, a dobro wymaga trudu- należy nieustannie podejmować wysiłek, by miejsce ciała było takie jak Chce Bóg.

Dobry porządek wymaga, zły nieporządek sam nas wciąga
          Nie możemy więc kwestii ubioru, czy szerzej skromności i wstydliwości oddawać zmiennym ludzkim nastrojom, popędom, przypadkowi. Bo zazwyczaj to, co złe samo wciąga, nie pyta nas czy chcemy tylko samo wciąga. I chcąc zrobić dobrze musimy podjąć wysiłek, trud, cierpienie, czasem męczeństwo, by owemu wciąganiu się przeciwstawić, A nie dać się wciągać uznając owe wciąganie za kierunek wynikający z naszej woli i decyzji. To bowiem, co dobre- zostawia nam możliwość wyboru- samo bowiem wymaga, byśmy my do tego zdążali, wymaga wysiłku, samozaparcia, trudu...

Propozycja podjęcia próby...
          Pisząc te słowa liczę więc na to, że znajdą się osoby, a przede wszystkim przedstawicielki płci pięknej, które podzielą tąż intuicję nakazującą niewiastom ubierać sukienki zasłaniające kolano i nieobcisłe. Liczę również na to, że czytelnik zastanawiając się nad tym, co tu czyta, skieruje swą uwagę na teksty i żywota świętych, ojców kościoła, papieży, hierarchów, a jednocześnie zrezygnuje( bo przecież nie zaszkodzi) choćby dla próby sprawdzenia, czy dla wyrzeczenia- z chodzenia na plażę, kąpania się na basenach koedukacyjnych, z ubierania tego, co tu określiłem jako nieskromne i z estetycznego nawet podziwiania ciała napotkanych kobiet. Do tego wartałoby zrezygnować z słuchania muzyki wywodzącej się z rock'n'rolla( czyli również z techno, disco polo, reggae i metalu, oraz z pochodnych) i z tańczenia tańców mieszanych... Choćby na pewien czas, na czas dajmy na to rekolekcji, mających na celu weryfikację naszego życia- zbadanie wszytkiego, a zachowanie tego, co szlachetne. W czasie owym, polecam również zadbać o to, by sens- a więc i określony ład miały nie tylko słowa, którymi nazywamy nasze życie i świat, ale i samo życie- to, jak organizujemy swój czas i przestrzeń wokół siebie. By punktami usensawniającymi były pewne rytuały i obrzędy- stanowiące jednocześnie wyraz religijności. By ubiór i zachowanie wyrażały sakralne znaczenie ciała, chleba, domu, wsi, świątyni, niebios...

a tu filmik:



[1]          „Ateneum Kapłańskie”, Styczeń 1936, tom 37, str. 10-29,                      „Ateneum Kapłańskie”, Luty 1936, tom 37, str. 137-148.                            artykuły te znajdują się też tutaj: http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/nowoczesna_kultura_nagosci_2845
[3]   M. Salwowski, Taniec z Gwiazdami, czy z Szatanem? oraz inne eseje, Toruń 2008
[4]          piosenka Wałów Jagiellońskich: Monika- dziewczyna ratownika.
[5]          Big Cyc: Nogi
[6]          Popularna piosenka biesiadna
[7]          cytat za: Mirosław Salwowski, dz. cyt.
[8]          o A. Monnin SI, Zapiski z Ars. Zapiski naocznego świadka kazań, homilii i rozmów św. Jana Marii Vianneya, Warszawa 2009
[9]          cytat za: Mirosław Salwowski, dz. cyt.



[1]   Takie odrywanie wiąże się z opisywanym wcześniej mechanizmem autonomizacji
[5]          Tamże
[6]          Tamże
[7]          http://www.salamandra.krisand.pl/lata_20_30.htm

20 komentarzy:

  1. nikt nie komentuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tego kretyństwa? a po co? ośmiesza się samo i bez komentowania

      Usuń
    2. Jak chcesz krytykować, to przeczytaj, pokaż argumenty. Jak Ci się nie chce, to się nie odzywaj.

      Usuń
  2. tu się nie da pokazać argumentów, tu jest potrzebna pomoc specjalisty, myślę, że dobry psychiatra kliniczny były właściwym wyborem lekarza dla Chcącego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za poradę. Chcący

      Usuń
  3. Jeśli chodzi o spodnie dla kobiet - w Chinach były one przez kilka stuleci traktowane jako całkowicie naturalne odzienie dla kobiety, jakkolwiek rzeczywiście kobiety bogate nosiły także długie kaftany zasłaniające całość ciała. Ale już chłopki czy służące - nie. A cokolwiek chińskim obyczajom można zarzucić - rozwiązłości im zarzucić nie można. Podaję ten przykład dlatego, że łączenie spodni z ubraniem męskim jest wyłącznie kwestią kulturową. I druga kwestia - mówi Pan cały czas o kobiecie jako o obiekcie męskiego pożądania, mówi Pan też o skromności "niewieściego ubioru". Rzecz w tym, że ta "skromność ubioru", skromność zachowania były łączone także z "cichością, uległością, posłuszeństwem" jako stosownymi specjalnie dla kobiet. Oczywiście nie muszą być z nimi łączone, ale były. I o ile - nie tyle z przyczyn moralności, ile raczej smaku - zapewne zgodziłabym się z Panem w ocenie stosowności czy niestosowności ubiorów, o tyle te skojarzenia odnoszące się do postawy wobec świata, budzą już we mnie opór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, ale to że cośgdzieś było nie znaczy, że to było właściwe. Kultura katolicka ma konieczny wymiar kulturowy:
      http://misjakultura.blogspot.com/2014/01/kultura-koscioa-kultury-swiata.html.
      Cichość, uległość, posłuszenstwo kobiety jest trwałym przez całe wieki, a nie zmiennym elementem Katolickiej Tradycji i nawet w Piśmie Świętym o niej mowa. NIe oznacza ona w żaden sposób tego, zę kobieta jest gorsza, ani tego, że nie możę mieć swojego zdania. W kulturze w której takie cnoty kobiety były cenione, umiano jednocześnie docenićrady św. Brygidy, św. Hildegardy z Bingen, uczyniono Królem Jadwigę. I te akty wcale nie były wyłomem. Zresztąw kulturze tej wielce czczono Maryję, i widziano w każdej niewieście niejako uobecnienie Maryii.
      Jak wiele decyzji państwowych zapadło za subtelną radą małżonek? rady mogąudzielać, decyzja należy do męża i źle jest jeśli kobieta chce tą włądzę przejmować (choć czasem mążpo prostu jest bierny i wtedy musi). Ale będąc posłusznąmożę doradzać, mozęsięnawet nie zgadzać .To jest tak, jak posłuszeństwo w Kościele, czy w wojsku. No, lepiej niż w wojsku, bo tam nie ma dyskusji, a tu owszem.
      posłuszeństwo żony wobec męża, to nie wyraz gorszości kobiety, a potrzeby logicznej koegzystencji-, bo ktoś musi ostatecznie decydować, gdy nie ma zgody, co do pewnych spraw. Bo dyskutować można bez końca, ale trzeba podjąć decyzję. Bo jakby zaczęli dyskutować, czy uciekać przed powodzią w prawo, czy w lewo, to by się utopili... To posłuszeństwo, to obraz(a nie przeniesienie wprost tej samej relacji) zależności między Chrystusem, a Kościołem, między Bogiem, a człowiekiem.

      Jeśli to podejście wydaje się toporne, i akcentujące negatywy, czyli zakazy, to proponuję jeszcze inne spojrzenie na sprawę:
      http://misjakultura.blogspot.com/2014/01/godnosc-kobiety-mistyczna-sukienka.html

      Usuń
    2. To, że coś gdzieś było - nie znaczy, że jest słuszne. Oczywiście, ale może wskazać względność pewnych rzeczy. O ile - z tego co mi wiadomo przynajmniej - wszystkie zaawansowane materialnie cywilizacje nakazywały zasłanianie ciała, przede wszystkim kobiecego, o tyle szczegółowe przepisy na tyle się różnią, że można wysnuć wniosek, że (przyjmijmy) oparty na naturalnej moralności nakaz przyjmuje różne formy obyczajowe. O ile przeniesienie konkretnego obyczaju z jednej kultury do drugiej może się wydać szokujące, odrażające czy brzydkie, o tyle nie należy stawiać go na równi z tym, co "obiektywnie" czy "powszechnie" moralne (mimo etymologicznej wspólnoty pojęć). W kwestii drugiej - najwyraźniej są między nami tak zasadnicze różnice światopoglądowe, że mogę tylko powiedzieć krótko - nie.

      Usuń
    3. Oj widzę, że sprawa spodni, która miałą byćwątkiem pobocznym i drugorzędnym się zbytnio uwyraźnia. Chyba źle skonstruowałem tekst. Mam takąopinięa le nie będęo nią kruszył kopii.

      Sama definicja spodni jest różna...
      W kwestii czego "nie"?

      Usuń
    4. W kwestii czego "nie"
      1. Seksualność przysługująca wyłącznie mężczyznom. Nogi powyżej kolan u kobiety prowadzą do organów płciowych, podobnie jak nogi u mężczyzn. Czy naprawdę sądzi Pan, że ten obszar męskiego ciała nie bywa obiektem kobiecych spojrzeń? Zapewniam, że dobrze skrojone dżinsy, a nawet spodnie garniturowe eksponują wdzięk męskiego ciała nie gorzej niż kobiecego.
      2. Niewłaściwe lokowanie problemu. Jeżeli przyjmiemy wynikające z artykułu założenie, że świętość kobiecego ciała może zostać zbezczeszczona przez męską pożądliwość, to czemu nie uderzymy w sedno problemu? Nie jest nim kobiece ciało, jak rozumiem, ale męska pożądliwość. Więc czy nie uczciwiej i skuteczniej byłoby na przykład zakazać mężczyznom podnoszenia wzroku na kobiety, inicjowania kontaktu - czyli na przykład zwracania sie do nich nie pytanym. Zakażmy mężczyznom, szczególnie młodym, wychodzić na ulicę i bywania w miejscach publicznych; można to oczywiście złagodzić o klauzulę "bez wyraźnej potrzeby, np. poczynienia sprawunków lub załatwienia sprawy w urzędzie. I w tych przypadkach jednak wskazane jest by młodemu mężczyźnie towarzyszyła starsza kobieta z rodziny, matka lub ciotka". Odsuńmy młodzieńców w wieku szczególnej pobudliwości od edukacji publicznej, bo edukacja domowa będzie bezpieczniejsza. Nie uczmy ich biologii i anatomii, by nie pobudzać pożądliwych myśli, a ostatecznie ciało mężczyzny jest tak nieskomplikowane w porównaniu ze stworzonym do wielkich rzeczy ciałem kobiety, że doprawdy ta wiedza nie jest im potrzebna. Żarty, absurd? A czy przez wieki nie tak właśnie postępowano z kobietami, dla ich własnego dobra?
      3. Ktoś musi decydować - oczywiście. Przykład z powodzią, jak zapewne sam Pan wie, jest oczywiście skrajny. W takich sytuacjach decyzje trzeba podejmować po wojskowemu, ktoś musi zaryzykować i zdecydować. Ale życie nie składa się z takich sytuacji. Ja przeżyłam już pół wieku i nie znalazłam się w takiej sytuacji ani razu - ani powodzi, ani innego zagrożenia życia czy zdrowia. Wielokrotnie natomiast znajdowałam się w sytuacji, w której musiałam decydować za siebie i za innych i co więcej, musiałam wykonanie mojej decyzji egzekwować.
      4. Cichość, uległość i pokora. Wobec Boga - tak, ale dotyczy to obu płci. Ale wobec świata... Na przykład w nauce? Cichość, uległość i pokora nie przydadzą się tam, gdzie potrzebna jest raczej odwaga i śmiałość, a nawet zuchwałość myśli.

      Usuń
  4. Naprawdę trudno by mi było pracować na działce w spódnicy, a i zdziwienie ludzkie pewnie bym budziła. Nie wiem też, dlaczego bym miała rezygnować np. z sauny, która dobrze mi działa na stawy i inne dolegliwości. I nie zauważyłam też, aby ktokolwiek w saunie patrzył na obecne w niej inne osoby na sposób erotyczny, mimo że ludzie w saunie się czasem kładą i nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam kobiety które tak pracują i same chcą. Mężowie nie naciskali:) Dopiero od żon się dowiedzieli, że tak trzeba. Oczywiście jeśli to jest spódnica zbyt ciasna to się nie da. Trzeba sobie odpowiednią spódnice uszyć,/kupić.(choć chyba dzisiaj łatwiej uszyć, niz znaleźć w sklepie odpowiednią).
      A sauna? Budowniczy saun mogą zrobić po prosu indywidualne kabiny, itd... Dawniej chrześcijanom zabraniano chodzić do łaźni.

      Usuń
    2. Sauna jest gdzie jest - u nas na Uniwerku mam raz na tydzień bezpłatną saunę jako socjal dla niepełnosprawnych studentów. Bo na pójście do hotelu mnie nie stać, a już tym bardziej na zamówienie prywatnego seansu żeby nie był koedukacyjny. Ludzie myślą, że większość liberałów to są jakieś krezusy - a tymczasem dokładnie odwrotnie jest!

      Usuń
    3. sauna nie jest konieczna do szczęścia. Byłem raz. Dziewczyn tam nie było. Na rzecze też pływam rzadko jak dziewczyn ni ma.

      Usuń
    4. Ale idiotyzme średniowieczne pisze tu autor , tragedia ! jeśli przeczyta to niechrześcijanin to pomyśłi o chrześcijanach jak o niewyedykowanych ciemniakach. A co z ludźmi w Afruce którzy zwyczajowo nie nosza ubrań, zawsze nagie piersi kobiet to samo mężczyźni i dobrze im sie żyje , tragedia takie bzury umieszczać w internecie

      Usuń
    5. Niech sobie pomyśli...zaświadczy o swoim niewyedukowaniu... Otóż brakuje mu wiedzy z zakresu teorii kultury...antropologii kulturowej, czy religioznawstwa, z zakresu teorii poznania i względności wiedzy...
      Afryka jest dość duża. Gdzieniegdzie chodzą nago, lub prawie, gdzieniegdzie ubierają się bardziej, niż my;)
      Widzisz katolicy nie twierdzą, że jak się źle robi, to się ludziom źle żyje. Nie twierdzą też, że ludzie źle żyjący są źli... Mogą nie wiedzieć... Dziś to już nawet sami katolicy nie wiedzą. Zapraszam do życzliwego odbioru po ponownej uważnej lekturze:)

      Usuń
  5. Bardzo dziękuję Autorowi za przygotowanie imponującego wykładu, co musiało Go kosztować sporo pracy... Jest to naprawdę rzecz, godna szerszego rozpropagowania. Idee czystości i skromności zawsze bardzo mnie pociągały, i widziałam i widzę w nich bezsprzeczną wartość. Myślę sobie, że jednak niewiele osób ma odwagę wyróżniać się pośród tłumu, by stosować wypunktowane zasady, wolą zachowywać się jak większość, i w owczym pędzie, bezrefleksyjnie przyjmować, taką a nie inną, modę, czy powielać wzory zachowań, które, co przecież widzimy dookoła, są ewidentnie złe i nie mają nic wspólnego z poszanowaniem Boga, innych ludzi, miejsc kultu...Naprawdę jednostki tylko mają świadomość niestosowności pewnych ubiorów i zachowań...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Pani dziękuję za życzliwość. To bardzo budujące wobec wielu głosów krytycznych. Swegoi rodzaju antidotum na problem ulegania modom jest taka propozycja: http://misjakultura.blogspot.com/2014/10/zrob-to-zostan-zwyczajnym-katolikiem.html


      Jeśli mogę zapytać: Jak Pani trafiła na ten artykuł i czy zna Pani inne z bloga? Powyższy był pierwotnie częścią pewnej książki, gdzie jeden z rozdziałów dotyczy błędnych form kulturowych.

      Bóg zapłać i z Panem Bogiem!

      Usuń
  6. Witam,tez uwazam ze artykul jest bardzo dobry i prawdziwy. NIESTETY wiekszosc tych spraw stala sie nam obojetna, brak jakichkolwiek zasad.Mysle ze kazdy w swym sumieniu czuje co wlasciwe.
    ZPanem Bogiem

    OdpowiedzUsuń

zapraszam do komentowania