czwartek, 1 czerwca 2017

Rozum i wiara. Zdradzę Ci Tajemnicę...

Jest to fragment rozdziału "TEN, KTÓRY WYMYŚLIŁ WSZYSTKO. DOWÓD I WIARA"  z książki pt. "Logika plemion katolickich" zapraszam serdecznie do poznania całego kontekstu. Kliknij ściągnij i poczytaj sobie :-)  

Zdradzę Ci tą Tajemnicę...

Tak się składa, że Tajemnica jest kategorią która jest wspólna dla większości kultur i wiąże się z religijnymi doświadczeniami. O tajemnicy pisał też Rudolf Otto, jako o jednym z podstawowych wyznaczników świętości, towarzyszu religijnych doznań(używał tu słowa "misterium"). Tajemnica jest wg  Andrzeja Zybertowicza[1] podstawową kategorią dla konstruktywistów. Pisze on tak:
I choć konstruktywista w zasadzie jest gotów podważyć każdy fakt (o ile uzna, że sprzyjać to może wartościom, lub ustaleniom innych faktów do których jest przywiązany) to
istnieje dla niego kategoria, do której podchodzi z nabożeństwem: TAJEMNICA. Istnienie Tajemnicy wynika z samej natury konstruktywizmu. Ponieważ nasza wiedza i fakty za jej pomocą postrzegane i artykułowane są naszymi z(a)wodnymi konstrukcjami, ponieważ konstrukcje prawie zawsze (zawsze?) mogłyby być inne, to konstruktywizm jest świadomy, że arbitralność procesu poznania zawsze tworzy jakieś residuum, coś, co umknęło konceptualizacji i wrażliwości poznawczej(...)[Zybertowicz 1995: 116]

Do tajemnicy zalicza się więc i to że:
Nauka jest subiektywna
Chciałbym tutaj zwrócić uwagę czytelnika na twierdzenia konstruktywistów, gdyż są one w znacznej swej części wsparciem dla tezy, którą tu próbuję wyartykułować. To, co przez naukę jest uznane za fakty jest w istocie interpretacją, wynikiem subiektywnych uwarunkowań:
Konstruktywizm wątpi, czy istnieją fakty, które w jakimkolwiek dostępnym dla nas ostatecznym, lub absolutnym sensie są niepodważalne, konieczne i uniwersalne. 
Konstruktywizm twierdzi, że to, co jedni uznają za fakty, inni mogą ignorować, de-montować, modyfikować i konstruować po swojemu. [Zybertowicz 12995: 113]
 Konstruktywizm twierdzi, że faktem jest to, iż wiedza postrzegana jako obiektywna nie jest neutralna.[Zybertowicz 1995: 112]
Że dana wiedza posiadająca społeczny status obiektywnej, często albo inicjuje, albo podtrzymuje, albo odsuwa na dalszy plan, lub poza margines prawomocnej debaty publicznej takie definicje sytuacji, które mają – mówiąc językiem tradycyjnego marksizmu – znaczenie klasowe. W tym zakresie konstruktywizm przyjmuje dorobek teorii krytycznej.
(…) Konstruktywizm twierdzi, że to, co jedni uznają za fakty, inni mogą ignorować, de-montować, modyfikować i konstruować po swojemu. [Zybertowicz 1995: 113]
On też zawarł w swojej pracy takie cytaty, które w tym miejscu wydają mi się istotne:
Słońce, gwiazdy, są ludzkim dziełem. Jako obiekty wyróżnione nie istnieją bowiem inaczej, jak w ludzkim poznaniu. [Kołakowski 1989/1957: 154]
Poznanie jako pierwotna forma aktywności sensotwórczej należy do ontologicznej struktury świata, tworzy istotny wymiar jego rzeczywistości. [Siemek 1988: 22]

Przedstawia dalej uzasadnienia nosicieli takich opinii:
Cechą charakterystyczną procesu weryfikacyjnego w nauce jest to, że nigdy nie jest on zamknięty. Decyzja o jego zakończeniu ma zawsze konwencjonalny(…) charakter, gdyż nigdy nie można stwierdzić, że dane twierdzenie zostało w sposób ostateczny uzasadnione(Zeidler 1993: 54; por. Collins 1985, 1989 o tzw. regresie eksperymentalnym) [Zybertowicz 1995: 111]

To że wydzieliliśmy takie a nie inne perspektywy warunkujące istnienie różnych dziedzin nauki jest wynikiem arbitralnego wyboru, osadzonego w pewnych historyczno-kulturowych uwarunkowaniach. Mogliśmy nigdy nie spojrzeć na świat przez pryzmat wyizolowanych praw fizyki, relacji mechanicznych(czyli osadzonych w czasie między energiami i skrawkami materii szeroko rozumianej), mogliśmy nie wydzielić z praw fizyki ich kolejnego poziomu- chemicznych reakcji. Mogliśmy nie wypreparować tej części praw fizycznych, które nazywamy życiem biologicznym. Mogliśmy fakt że jabłko spada, uznawać dalej za oczywistość, a za pomocą zdolności symbolicznych szukać przyczyn tego, że fizyczne działanie świata z puli nieskończonych możliwych efektów swych praw, wybrało takie a nie inne ich realizacje, właśnie teraz i właśnie tu.
Mogliśmy uznać perspektywę praw fizyki, chemii, biologii za nic nie wnoszącą. 
Weźmy za przykład teoretyczne plemię Hyrdów, w którym fakt spadania jabłek z drzew wyjaśnia się tym, że potrząsają nimi przodkowie- Hyndajowie, żeby się posilić.
Do Hyrdów przyjechał jakiś naukowiec i zaczął się z nich śmiać mówiąc, że to nie żadni przodkowie, tylko splot grawitacji i biologicznych procesów  strąca jabłka z drzew.
Może ktoś tam uwierzył w wyjaśnienia naukowca, ale większość uznała go za idiotę, za laika, który zupełnie nie pojął w czym rzecz.
Lokalny mędrzec mógł mu odpowiedzieć (gdyby posługiwali się wspólnym językiem i gdyby widział potrzebę takiego tłumaczenia- w co wątpię): No niech będzie: grawitacja- przyciąganie ziemi, procesy dojrzewania jabłka, itd. sprawiają, że jabłko spada. Ale nas to nie interesuje jakie procesy fizyczne się do tego przyczyniają, ale dlaczego te procesy wygenerowały takie efekty, takie kombinacje tu i teraz! To przodkowie za tym stoją! To oni nimi sterują. Bo są ponad nimi.
Niektórzy bowiem z faktu, iż wyobrażenie duchów i bogów da się wyjaśnić tym, że mózg poszukuje wszędzie osób wnoszą, iż osoby i duchy to fikcja.
Jest to oczywiście błąd logiczny. Jedno z drugiego nie wynika.
Spójrzmy na ten sam problem przez przykład bardziej rzeczywisty: człowiek religijny np. muzułmanin może bowiem uznać, że mózg ludzki został przez Allaha skonstruowany właśnie tak, a nie inaczej, żeby mógł poznać Boga.
Prawdą jest, że procesy myślowe, tak jak wiarę w duchy i bogów można opisać w kategoriach mózgowych procesów. To bardzo cenne(choć dość oczywiste) spostrzeżenia. Kłamliwe jest natomiast tworzenie alternatywy: albo procesy mózgowe, albo niematerialność duszy. Jedno drugiemu bowiem nie zaprzecza.
Podobnie jest z wierzeniami ateistów, którzy uznają, że to, co wierzący przypisują duszy, jako odrębnej od materii, to w istocie zjawiska neurofizjologiczne i dlatego duszy nie ma.
Oprócz fałszywej alternatywy „dusza-materialne procesy” w powyższe rozumowanie wdarł się błąd polegający na niewłaściwej definicji duszy, na niezrozumieniu(albo zapomnieniu), o co wierzącym chodzi, albo na zbytnim sugerowaniu się nieprecyzyjnymi wypowiedziami samych wierzących. Bo słowa mogły być tylko jednym z wielu elementów komunikatu. Schodząc na poziom języka werbalnego odczytywanie tylko tego, co w słowach można przyrównać do odczytywania tylko i wyłącznie samogłosek a pomijania spółgłosek. Głupi tu jest nie ten, którego zdaniu pomijacze spółgłosek bezsensowność zarzucają, ale sami pomijacze. Pomijacze spółgłosek, ale i tego, co pozasłowne.
Taką głupotą wykazali się niegdyś krytycy niepiśmiennych, „zabobonnych” i „pierwotnych” kultur ludowych.




[1] Nawiązuję do pracy tego autora nieco sentymentalnie, gdyż polecił mi ją świętej pamięci już pierwszy promotor pracy magisterskiej.

1 komentarz:

zapraszam do komentowania