piątek, 2 grudnia 2016

Chrystus tak, Kościoł nie?

Gdyby nie Kościół nie wiedziałbyś nawet, co te ślaczki, które dziś zwiemy Pismem Świętym znaczą, a co dopiero, że warto im wierzyć. Nie wiedziałbyś nawet, kto to Jezus. Dlatego nie ma sensu mówić: Chrystus tak, Kościół nie!
Tekst Biblii sam nic nie mówi. Dlaczego?


Po pierwsze dlatego, że bez tradycji nie zostałby spisany. Po drugie dlatego, że bez przekazywania sobie przekonania, że w zapisanych już tekstach jest coś godnego uwagi i dziś nie byłby uważany za istotny. Po trzecie dlatego, że bez przekazywania sobie między żywymi osobami znaczenia Ewangelicznych Słów nie wiedzielibyśmy, co owe ślaczki znaczą. Po czwarte dlatego, że nie tylko odległe języki, ale i języki współczesne nigdy nie są dokładnie tłumaczone z samej natury tych języków, a my mamy dostęp do tłumaczeń pisma. Po piąte dlatego, że język jest z natury arbitralny, tzn. że nawet tak samo brzmiące słowa mogą za kilka lat, albo w innej sytuacji, w innym szyku, czy w innym pozawerbalnym kontekście znaczyć zupełnie co innego!(nawet w obrębie tego samego języka) Ile takich zmian mogło nastąpić od "czasów biblijnych". Byłoby bardzo dziwne, gdyby biblijne terminy były zrozumiałe dla człowieka współczesnego, bo nawet język polski sprzed stu, czy dwustu lat byłby dziwny i często opacznie rozumiany dla większości współczesnych. Przykładowo: słowo "kobieta" dawniej oznaczało "kobietę lekkich obyczajów". Proszę sobie wyobrazić, jakie nieporozumienia rodziłaby próba przykładania współczesnego rozumienia tego słowa do tekstów sprzed dwustu lat. Dodać tu należy, że nie tylko słowa i całe frazy mają znaczenie. Mają je również opisywane słowami, ale z gruntu pozasłowne sytuacje. I nie wiemy i nigdy się nie dowiemy, czy rysowanie palcem po piasku, nie miało jakiegoś kompletnie niedostępnego nam znaczenia w kulturze z czasów życia Pana Jezusa. Weźmy tu przykład Japończyków, u których uśmiech może znaczyć zupełnie co innego niż u nas. Nie wiemy, czy wchodzenie na drzewo, opieranie piersi na głowie, jazda na osiołku, czy inne na pozór przypadkowe zachowania, nie miały takiego znaczenia, które nadawało biblijnym przesłaniom niedostępny w literalnym czytaniu sens. Dowiadujemy się tylko takich małych fragmencików i co do nich też nie możemy być pewni. Wszelkie badania naukowe, są wobec niepewności swych podstaw de facto zgadywankami i odsłaniają tylko pewną część zawiłych procesów językowo-kulturowych. Nie wiemy czego nie odsłaniają i czy owa tajemnica nie zmieni całkowicie naukowego obrazu.

Nie rozumiem jednego. Ci sami, co mają pretensje do Kościoła, że coś zafałszowuje, że nie ma dowodów opierają się na jakichś pismach, które też mogły być spisane przez kogokolwiek i też nie ma na poparcie wersji w nich zawartych żadnych dowodów. I wcale być ich nie musi, chodzi mi tylko o to, że to niekonsekwentne myślenie
Dzisiaj też mamy różnych wizjonerów. Jeden może twierdzić, że mu się ojciec Pio pokazuje i mówi, że piekła nie ma, drugi, że przeciwnie: ojciec Pio przestrzega go przed piekłem .Trzeci, że Jezus nie jest Bogiem, czwarty że jest, ale nie ma żadnej Trójcy Świętej, tylko Dwójca święta. Inny powie, że jest dobry i zły Bóg, następny, ze wszyscy są Bogami. Kolejny, że żadnego Boga nie ma. Wszyscy wizjonerzy, wszyscy mają "ukrywaną przez Kościół prawdę. Tyle tylko, że te wersje każdego z objawiających prawdę są względem siebie sprzeczne! Któremu wierzyć? Nie ma żadnych kryteriów by zweryfikować ich wersje.  Każdy z nich może swoje wersje spisać, by za setki lat ktoś jedną z nich odkrył i uważał (tak jak niektórzy dzisiaj uważają pewne pisma) za demaskujące kłamstwa oficjalnej wersji Kościoła, czy innej Instytucji. 
Skoro można wierzyć święcie zaskakującym pismom(które są oczywiście odczytywane przez prymat wyobrażeń siedzących w głowach samych odkrywców, zniekształcających intencje autora tych pism), to czemu nie wierzyć innym rzeczom? Różne pisma i wersje ludzi są sprzeczne. Co wobec tego?
Najracjonalniej więc wierzyć Instytucji Żywych Osób, która ma Tradycję i hierarchię. Tradycję, czyli pewną ciągłość w przekazywaniu sobie właściwych znaczeń, a nie tylko martwych liter i słów(bo te w ciągu wieków po wielokroć zmieniają znaczenia, nawet sobie nie zdajemy sprawy jak). Hierarchię, w której spory interpretacyjne(one zawsze są) na jednym stopniu rozwiązywane są na jednym stopniu, aż do najwyższego, czyli jednej osoby. Ta jedyność osoby na najwyższym stopniu , pozwala, przynajmniej w sprawach kluczowych ustalić jedną obowiązującą wersję. Istotna jest tu zasada posłuszeństwa, jak w wojsku. Nawet jeśli przełożeni się pomylą, to oni biorą za tą pomyłkę odpowiedzialność. TO nie jest ślepe posłuszeństwo. TO bardzo racjonalne posłuszeństwo. Bo jeśli autorytet, przełożony, biskup może się pomylić, to ja też się mogę pomylić! Oczywiście tu też są ustalone pewne zasady posłuszeństwa, inne dla duchownych księży, inne dla świeckich. TO posłuszeństwo jest dobrowolne, ktoś kto wchodzi w układ, przyjmuje pewne zasady. A jak nie chce, to nie musi być w Kościele, czy zakonie. Proste! Instytucja Żywych Osób przekazujących sobie w bezpośredniej relacji nie tylko martwe litery, ale ich znaczenia, za pomocą Tradycji, nie tylko tej werbalnej, ale przede wszystkim za pomocą pozawerbalnych stylów bycia i obrzędów, docierających do wszystkich zmysłów, weryfikująca nieskończoną wielość interpretacji, za pomocą hierarchii zakończonej na jednej osobie, to najracjonalniejsze rozwiązanie, jakie znamy z historii świata! Aha, dodać trzeba do tego jeszcze wiarę, że nad tą Instytucją Duch Święty czuwa. Kościół Katolicki. Jeden, Święty, Powszechny. I dlatego gdyby św. siostra Faustyna czy inny święty przedkładał zdanie Jezusa z objawień prywatnych, nad nakaz przełożonych, to bym jej nie uwierzył. Ale ona, bardzo racjonalnie powiedziała Panu Jezusowi, że nie będzie wykonywała jego prywatnie danych nakazów, bo jej przełożeni nie pozwalają. I Pan Jezus to pochwalił! I to właśnie przemawia za prawdziwością tych objawień. Inne zachowanie byłoby nierozumne. A to Pan Bóg dał nam rozum! Najracjonalniejsza okazuje się pewność, że się mylimy. Wynika ona z faktu, że jesteśmy skończeni, a możliwość opisu świata jest nieskończona. W związku z tym najrozumniejsza jest pokora, która skłania do powierzenia osądów innym, do poddania się, przy jednoczesnym zachowaniu własnego zdania zgodnego z sumieniem! To trudne, ale dlatego właśnie wiarygodne! Powiesz, że przecież muszę uwierzyć, ze nie mam żadnej gwarancji, że Kościół to prawda. We wszystko inne też muszę wierzyć. Nawet w naukę muszę wierzyć. W zasady własnego myślenia muszę wierzyć i w to, że świat jest taki, jak go widzę czuję i słyszę. A co dopiero w takie sprawy, które nie są weryfikowalne, jak wiara różnym starodawnym pismom, czy objawieniom. Jeśli już wierzyć, to poszukać takiego systemu światopoglądowo-religijnego, któremu WIERZYĆ, jest NAJRACJONALNIEJ. I to jest Kościół Rzymsko-Katolicki. I tak zawsze mamy coś narzucone. Świat narzuca nam światopoglądy nie wprost. Przemyca je za formami kulturowymi, które przez swą wszędobylskość i łatwość, przerabiają nas tak, że nawet nie zauważamy, kiedy powolutku zmieniają się nasze upodobania a za nimi światopoglądy uzasadniające te upodobania. Innymi słowy: Jesteśmy urabiani przez formy kulturowe, a wydaje nam się, żeśmy sami na coś wpadli, że to wynika z głębi serca. Tyle tylko, że ta głębia też jest urabiana. Kościół jasno przedstawia swoje założenia światopoglądowe. Nie ukrywa ich. Dlatego też są mniej atrakcyjne, bardziej wymagające. Dlatego też możemy je przyjąć lub odrzucić. I to jest wyjątkowo uczciwe. Każda hierarchia( nawet pełniona przez niegodziwe osoby) jest znakiem Boga. I to do tego Boga odnosi się słowo Ojciec, Tata, itd. TO bardzo ważne spoiwo łączące wiarę ludową i Tradycję Katolicką. 


Skąd wiesz, jak rozumieć literki i ślaczki zachowane jako Pismo Święte? Skąd wiesz, że w ogóle warto wierzyć w to, co tam zapisane? 
Od Kościoła. To On przekazuje w swojej Tradycji Sens Ewangelii.
Każdy tłumacz Ci powie, że nawet między współczesnymi sobie językami nie ma dokładnego tłumaczenia, a co dopiero między językami odległymi od siebie o dwa tysiące lat. Nie wiemy co jest idiomem, nie jesteśmy nawet pewni, czy proste terminy przyrodnicze dobrze rozszyfrowujemy. Dodam ponadto, że nie tylko słowa, ale i całe kultury- zespoły wyobrażeń o świecie, skojarzeń, mogą tak nas różnić ze światem biblijnym, że wszelkie próby zrozumienia Chrystusa na podstawie Pisma a raczej jego tłumaczenia okazują się zgubne. W istocie stanowią splot prezentyzmów i archeologizmów. A to z prawdą ma niewiele wspólnego. Im ktoś lepiej poznaje swoją dziedzinę nauki tym bardziej się upewnia... w niepewności wyników naukowych dociekań i w konieczności przyjęcia pewnych pewników na wiarę. TU okazuje się mądrość Kościoła, który przez całe wieki był nieufny wobec prób samodzielnego czytania Pisma Świętego, przekonując wiernych do ufności Tradycji Kościoła wyrażanej również przez lokalne tradycje w których przekazywane było nie tyle dokładne brzmienie, co Znaczenie. 

A dziś mamy na odwrót. Gubimy znaczenie, a dogmatycznie bronionym brzmieniom współczesnych tłumaczeń Ewangelii(które traktujemy jak rzeczywiste Logos) dorabiamy takie znaczenie, jakie akurat światu pasuje.


Bez Kościoła nic byś o takim Bogu nie wiedział! Kościół zachował przekonanie że w tych znaczkach i ślaczkach starożytnych zwanych Biblią jest coś wartościowego, to Kościół w bezpośredniej, relacji między żywymi osobami przekazywał sobie Znaczenie tych ślaczków. Znaczenie, bo przecież o nie chodzi, a nie o dokładne brzmienia! Niektórzy ulegają pokusie by wierzyć samemu Pismu, by kurczowo trzymać się litery. Ale przecież mamy dostęp tylko do tłumaczeń, a nawet gdybyśmy widzieli oryginalne rękopisy, to przecież rozumiemy je tylko na podstawie badawczych hipotez, czyli de facto zgadywanek! Dlatego sensowne jest uwierzenie jakiejś instytucji, czyli osobom, które przekazują nam sens Pisma(za pomocą zmiennych środków, choć pomaga w tym język liturgiczny taki jak łacina), a niekoniecznie jego dokładne brzmienie! Ten przekaz nazywamy Tradycją Katolicką. Ludzie, jak wiadomo mogą sobie różnie te same znaczki, a nawet słowa interpretować, dlatego to ze swoją hierarchiczną, żywą instytucją dbał o to, by w tym gąszczu możliwych interpretacji się nie zagubić. Możesz mu oczywiście nie wierzyć. Ale wtedy nie ma sensu wierzyć w Jezusa. Bez Kościoła nic być o nim nie wiedział. Ten sam Kościół przekazał nam wiedzę o tym, że pod krzyżem tylko Jan pozostał. Reszta(razem z protopapieżem- św. Piotrem) uciekła, zaparła się Jezusa, a nawet go w osobie Judasza zdradziła. To samo dzieje się w historii Kościoła. Doskonały jest tylko Bóg. A ideały chrześcijańskie wyraża niestety mniejszość tego Kościoła, którą zwiemy świętymi. Dlatego to nie konkretne osoby pełniące urzędy ale same urzędy są uobecnieniami Boga! O to chodzi!
Chrystus zechciał się nam objawić przez Kościół Instytucjonalny, przez tą wspólnotę ułomnych osób. To za Urzędem Kapłana kryje się Boska moc, to w łączności z hierarchią Kościoła dana jest nam jest opieka Ducha Świętego.
"Cokolwiek zwiążecie..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

zapraszam do komentowania