piątek, 22 czerwca 2012

Brawario ma rację! O mieszanych tańcach, kontekście kulturowym, plażowaniu, nieskromnych strojach



Taniec to tylko element szerszego problemu.


Dlatego zanim przejdę do opisu tańca omówię dwa poziomy tego szerszego problemu:
1. Formy materialne jako przedmiot moralnego wartościowania- w oparciu o nauczanie Jana Pawła II
2. Skromność i wstydliwość związana z konkretnymi cielesnymi kryteriami

1. Formy materialne jako przedmiot moralnego wartościowania- w oparciu o nauczanie Jana Pawła II

"Doktryna odrywająca akt moralny od jego wymiarów cielesnych jest sprzeczna z nauką Pisma Świętego i Tradycji, przejmuje w nowej postaci stare błędy, które Kościół zawsze zwalczał, ponieważ w ich świetle ludzka osoba to wyłącznie wolność „duchowa”, czysto formalna. Ta redukcyjna wizja nie uwzględnia moralnego znaczenia ciała i czynów z nim związanych (por. 1 Kor 6, 19). Apostoł Paweł ogłasza, że nie odziedziczą Królestwa niebieskiego „rozpustnicy ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy” (por. 1 Kor 6, 9-10). Sobór Trydencki potwierdza to potępienie88, uznając za „grzechy śmiertelne” i „niegodziwe praktyki” pewne określone czyny, których dobrowolne spełnianie pozbawia wierzących udziału w obiecanym dziedzictwie. Ciało i dusza są bowiem nierozłączne: w łonie ludzkiej osoby, w podmiocie działającym dobrowolnie i w czynie świadomie dokonanym razem trwają lub razem idą na zatracenie." JP II Veritatis Splendor
Dlatego też nie możemy mówić:

" najważniejsze to, co w s e r c u - nie liczy się forma, ale treść"

Wypaczeniem bowiem istoty serca jest tworzenie dylematu: "albo forma, albo treść". Serce owo wyraża przecie jedność ciała i duszy, całą istotę człowieka, oraz całą jego integralną osobę. W Starym Testamencie przykładowo w sercu lokuje się nie tylko uczucia, miłość ale i rozum. Człowiek jest materialny i jego ziemska kara polega też na tym, że zniewolony przez materię potrafi przekazywać, zapamiętywać i odczytywać treści tylko za pomocą materialnych form- które same w sobie są uporządkowaniem form mniejszych, ale i tworzą struktury wyższego rzędu wraz z innymi formami. I tak całe stworzenie jest jedną wielką formą. To z tych uporządkowań, które z konieczności są uporządkowaniami form odczytujemy treści, czyli widzimy ich sens. A Jedynym Sensem całej rzeczywistości, a więc i wszystkich elementów jest ich Stwórca, który wyznacza im właściwy ład, właściwe miejsce w strukturze istnienia...
To właśnie formy nas wychowują.

Jakże często jest tak w polemikach że ci, którzy ochoczo przystają na wiele form współczesnej rozrywki, które innym zdają się naruszeniem moralnych zasad bronią ich za pomocą argumentu, że przecież człowiek nie może zapominać, że ma ciało, któe jest dobre, bo Bóg je stworzył i to ciało też ma być sposobem wyrażania wiary, zarzucając oponentom manichejską negację wartośći ciała.
Kiedy natomiast owi "niektórzy" krytykują te postawy ciała- w imię tego samego założenia- że ciało ma wartość moralną- obrońcy tańców towarzyskich, nowoczesnych mód odpierają ową krytykę twierdzeniem, ze nie liczy się forma, to, co na zewnątrz, ale to, co w sercu. Jeśli nie liczy się forma, to, co na zewnątrz, to znaczy, zę nie ma to moralnej wartości. Czy widzicie tu niekonsekwencję?
Niekonsekwencja ta nie leży jednak tem, gdzie by to wynikało z pozornej konfrontacji wprost wyrażonych dekleracji tej samej osoby w dwóch sytuacjach.Gdzie więc ona leży? Z czego ona wynika?
W pierwszym przypadku pamięć o moralnej wartości ciała i jego czynów jest dla nich uzasadnieniem przyjmowania form materialnych proponowanych przez kulturę bezkrytycznie. Świadczy to więc o czymś przeciwnym, o traktowaniu tych form w praktyce jako czegoś obojętnego moralnie. Natomiast moralną wartość nadaje się tu samemu wymogowi podporządkowywania się aktualnie docierającym do ludzi środkom wyrazu, trendom. MOzna też powiedzieć, że uznając moralną wartość matterii zapomina się, że ta materia może ulec zaburzeniu, może być w nieporzadku, nieczystości, dlatego też grzechy mogą mieć materialny wymiar.
I tu wydaje się zrozumiałe, dlaczego w następnym przypadku ta sama osoba powołuje się na brak moralnej wartości czynu. Po prostu takie uzasadnienie ma jej postawa w dwóch wymienionych przypadkach, natomiast w pierwszym przyznawanie moralnej wartości materialnym środkom wyrazu jest pozorne.

Podobna niekonsekwencja ma miejsce w przypadku krytyki płaszczyków księdza Natanka(poza Liturgią):
Płaszczyki i pelerynki, nawet, jeśli komuś wydają się dziwne, to nie są przeciwne prawu Bożemu. Nie ma w nich niczego złego obiektywnie.
Takie formy zewnętrzne mieszczą się w prawie moralnym. Są symbolami przekazującymi właściwe treści- Miłość Do Chrystusa- Oddanie mu całego życia.

Natomiast formami łamiącymi zasady moralne są obcisłe spodnie dziewczyn bez sukienek, krótkie spódniczki, koedukacyne plażowanie z zasady w nieskromnych strojach, tańce takie jak walc, tango, polka, mazurki- i inne tańce towarzyskie w ich popularnej formie, oraz narkotyczna muzyka pochodzaca od rocka. Wszytkie niemal te formy są dopuszczane w Kościele, a płaszczyki przeszkadzają? To jest przewrotne.

I taka przewrotność jest w swej istocie uznaniem, ze religia ma się podporządkować bezkrytycznie formom uznanym przez świat, a nie te formy prostować i kształtować. To wielka przewrotność , która sprawia, ze to, co nazywamy religią przestaje być religią, a funkcję religijną przejmują często nieartykułowane propozycje świata. Bo religia ze swej istoty wyznacza wzór, któremu świat w całości ma się podporządkować odrzucając to, co z nim sprzeczne, a zachowywać to, co doń pasuje. A dziś to, co nam wygodne, co proponuje świat broni się bezkrytycznie argumentem, ze Bóg stworzył świat, materię. A to, co nie pasuje odrzuca się w imię stwierdzenia, że materia jest dobra, ale jej kształt się nie liczy, dlatego nie można wymagać od niej przemiany w imię wartości religijnych.
Zdecydyjmy się.



Czy moralna wartość zachowań zależy od kulturowego, sytuacyjnego, czy historycznego kontekstu?
"(…)Nie można zaprzeczyć, że człowiek istnieje zawsze w ramach określonej kultury, ale prawdą jest też, że nie wyraża się on cały w tej kulturze. Zresztą sam fakt rozwoju kultur dowodzi, że w człowieku jest coś, co wykracza poza kulturę. To „coś” to właśnie ludzka natura: to ona jest  m i a r ą  kultury i to dzięki niej człowiek nie staje się więźniem żadnej ze swych kultur, ale umacnia swoją osobową godność, żyjąc zgodnie z głęboką prawdą swojego bytu. Podanie w wątpliwość istnienia trwałych elementów strukturalnych człowieka, powiązanych także z jego wymiarem  c i e l e s n y m ,  nie tylko zaprzeczałoby powszechnemu doświadczeniu, ale czyniłoby niezrozumiałym fakt, że Jezus odwołuje się do „początku”, i to właśnie w dyspucie o pewnych normach moralnych, których pierwotny sens i rola zostały zniekształcone pod wpływem uwarunkowań społecznych i kulturowych epoki (por. Mt 19, 1-9). W tym znaczeniu „Kościół utrzymuje (…), że u podłoża wszystkich przemian istnieje wiele rzeczy nie ulegających zmianie, a mających swą ostateczną podstawę w Chrystusie, który jest Ten sam wczoraj, dziś i na wieki”97. To On jest „Początkiem”, który przyjąwszy ludzką naturę ukazał ostatecznie jej elementy konstytutywne i jej dynamikę miłości do Boga i bliźniego98.
Oczywiście, należy poszukiwać i znajdywać coraz właściwsze ujęcia uniwersalnych i trwałych norm moralnych, aby bardziej odpowiadały one różnym kontekstom kulturowym, by zdolne były lepiej wyrażać ich niezmienną aktualność w każdym kontekście historycznym, by pozwalały prawidłowo rozumieć i interpretować zawartą w nich prawdę. Ta prawda prawa moralnego, podobnie jak prawda „depozytu wiary”, ujawnia się stopniowo w ciągu stuleci: wyrażające ją normy w swej istocie pozostają w mocy, muszą jednak być uściślane i definiowane „eodem sensu eademque sententia”99 w świetle historycznych okoliczności przez Magisterium Kościoła, którego decyzję poprzedza i wspomaga proces ich odczytywania i formułowania, dokonujący się w umysłach wierzących i w ramach refleksji teologicznej100.(…)"



"zło strukturalne"

"„Sekularyzm”, który w swej naturze i definicji jest zespołem poglądów i zwyczajów broniących humanizmu całkowicie oderwanego od Boga i całkowicie skoncentrowanego na kulcie działania oraz produkcji, wypaczonego przesytem konsumpcji i przyjemności, nie troszczącego się o niebezpieczeństwo „utraty własnej duszy”, nie może nie zagrażać poczuciu grzechu. To zagrożenie będzie sprowadzać się coraz bardziej do tego, co obraża człowieka. Ale właśnie tu narzuca się gorzkie doświadczenie, o którym wspomniałem w mojej pierwszej encyklice, że mianowicie człowiek może zbudować świat bez Boga, ale ten świat w końcu obróci się przeciwko człowiekowi101. W rzeczywistości Bóg jest początkiem i ostatecznym celem człowieka, który nosi w sobie Boże ziarno102. Dlatego właśnie rzeczywistość Boga odsłania i rozjaśnia tajemnicę człowieka. Nie można zatem spodziewać się, że umocni się poczucie grzechu w odniesieniu do człowieka i wartości ludzkich, jeśli zabraknie poczucia obrazy wyrządzonej Bogu, czyli prawdziwego poczucia grzechu.

Zanikanie poczucia grzechu we współczesnym społeczeństwie jest również wynikiem dwuznaczności, w którą się popada, przyjmując niektóre wyniki wiedzy ludzkiej. Tak więc na podstawie niektórych twierdzeń psychologii, troska, by nie obciążać winą czy nie hamować wolności, prowadzi do nieuznawania w żadnym wypadku jakiegokolwiek uchybienia. Wskutek niewłaściwej ekstrapolacji kryteriów wiedzy socjologicznej dochodzi się — jak już zaznaczyłem — do zrzucenia na społeczeństwo wszelkich win, od których uwalnia się jednostkę. Podobnie pewien rodzaj antropologii kulturalnej, poprzez wyolbrzymianie skądinąd niezaprzeczalnych uwarunkowań i wpływów środowiskowych i historycznych oddziaływujących na człowieka, nazbyt ogranicza jego odpowiedzialność, nie uznając, że człowiek jest zdolny do wykonywania aktów prawdziwie ludzkich, a zatem nie uznaje możliwości popełnienia grzechu.

Łatwo zatraca się poczucie grzechu również na skutek zależności od etyki płynącej z pewnego relatywizmu historycystycznego. Może to być etyka, która relatywizuje normę moralną, negując jej absolutną i bezwarunkową wartość i w konsekwencji negując istnienie aktów niegodziwych z natury, niezależnie od okoliczności, w jakich zostaną spełnione. Chodzi tu o prawdziwe „odwrócenie i upadek wartości moralnych”, o „problem nie tyle nieznajomości etyki chrześcijańskiej”, co raczej o „problem sensu fundamentów i kryteriów postawy moralnej”103. Zawsze skutkiem takiego przewrotu etycznego jest również osłabienie znaczenia grzechu do tego stopnia, że w końcu przyznaje się, iż grzech istnieje, ale nie wiadomo, kto go popełnia.

Zanika wreszcie poczucie grzechu wówczas — co może się zdarzyć w nauczaniu młodzieży, w środkach społecznego przekazu, w wychowaniu rodzinnym — gdy bywa ono błędnie utożsamiane z chorobliwym poczuciem winy czy też ze zwykłym przekroczeniem norm i przepisów prawnych.

Utrata poczucia grzechu jest zatem jakąś formą lub owocem negacji Boga: nie tylko w postaci ateizmu, lecz także sekularyzmu. Jeżeli grzech jest zerwaniem synowskiego stosunku z Bogiem po to, by prowadzić własne życie poza posłuszeństwem wobec Niego, to grzechem jest nie tylko negacja Boga; grzechem jest również żyć tak, jak gdyby On nie istniał, wykreślać Go z codziennego życia. Model społeczeństwa kalekiego czy pozbawionego równowagi w jednym lub drugim znaczeniu, który często bywa lansowany przez środki społecznego przekazu, niemało przyczynia się do stopniowej utraty poczucia grzechu. W takiej sytuacji zatarcie czy osłabienie poczucia grzechu jest skutkiem bądź odrzucenia w imię dążenia do osobistej autonomii jakiegokolwiek odniesienia do transcendencji; bądź podporządkowania się wzorcom etycznym narzuconym przez powszechną zgodę czy zwyczaj, nawet jeżeli potępia je sumienie jednostkowe; bądź dramatycznych warunków ucisku społeczno-ekonomicznego, w jakich żyje wielka część ludzkości, i z których rodzi się tendencja do dostrzegania błędów i win jedynie w wymiarze społecznym; bądź też, i nade wszystko, jest skutkiem zatarcia się idei ojcostwa Bożego i panowania Bożego nad życiem człowieka.

Nawet w dziedzinie myśli i życia kościelnego pewne tendencje prowadzą w sposób nieuchronny do zaniku poczucia grzechu. Niektórzy, na przykład, dążą do zastąpienia przesady występującej w przeszłości inną przesadą: przechodzą od widzenia grzechu wszędzie do niedostrzegania go nigdzie; od zbytniego akcentowania lęku przed karą wieczną do głoszenia miłości Bożej, która miałaby wykluczać wszelką karę za grzech; od surowości stosowanej w celu wyprostowania błędnych sumień do pozornego poszanowania sumienia do tego stopnia, że przestaje istnieć obowiązek mówienia prawdy. Należy tu jeszcze dodać, że zamęt wywołany w sumieniach wielu wiernych w wyniku rozbieżności poglądów czy nauczania teologii, w kaznodziejstwie, w katechezie, w kierownictwie duchowym — w odniesieniu do trudnych i delikatnych problemów moralności chrześcijańskiej, doprowadza do obniżenia czy niemal do zaniku prawdziwego poczucia grzechu. Nie można też pominąć milczeniem pewnych braków w praktyce Pokuty sakramentalnej: zaliczyć do nich trzeba skłonność do zacierania kościelnego znaczenia grzechu i nawrócenia poprzez sprowadzanie ich do wymiaru faktów jedynie indywidualnych, czy wręcz przeciwnie, skłonność do negowania osobowego wymiaru dobra i zła na rzecz uznawania jedynie ich wymiaru wspólnotowego; do nich należy również, nigdy nie zażegnane całkowicie, niebezpieczeństwo spowszedniałego rytualizmu, który odbiera Sakramentowi jego pełne znaczenie i skuteczność wychowawczą.

Grzech osobisty i grzech społeczny

16. Grzech w znaczeniu prawdziwym i właściwym jest zawsze aktem konkretnej osoby, ponieważ jest aktem wolności poszczególnego człowieka, a nie zaś aktem grupy czy wspólnoty. Człowiek ten może być uwarunkowany, przymuszony, przynaglony przez istotne i działające z siłą czynniki zewnętrzne, może również ulegać skłonnościom, wadom, przyzwyczajeniom związanym z jego własnym stanem. W wielu przypadkach owe czynniki zewnętrzne i wewnętrzne mogą w mniejszym lub większym stopniu ograniczyć jego wolność, a zatem zmniejszyć także odpowiedzialność oraz winę. Jest jednak prawdą wiary, którą potwierdza również nasze doświadczenie i rozum, że osoba ludzka jest wolna. Nie można lekceważyć tej prawdy, obarczając grzechem poszczególnego człowieka, rzeczywistość zewnętrzną — struktury, systemy itd. Oznaczałoby to poza wszystkim innym przekreślenie godności i wolności osoby, które się przejawiają — nawet w sposób negatywny i katastrofalny — również i w odpowiedzialności za popełniony grzech. Dlatego w każdym człowieku nie ma niczego bardziej osobistego i nieprzekazywalnego, jak zasługa cnoty czy odpowiedzialność za winę.

Grzech, będący czynem osoby, wywołuje najpierw i przede wszystkim skutki w samym grzeszniku: w jego relacjach z Bogiem, który jest fundamentem ludzkiego życia; w jego duszy, osłabiając wolę i zaciemniając rozum.

W tym punkcie musimy zatem zadać sobie pytanie, do jakiej rzeczywistości odwoływali się ci, którzy podczas przygotowań do Synodu i w czasie jego trwania często mówili o grzechu społecznym. Wyrażenie i pojęcie, jakie za nim się kryje, posiadają różne znaczenia.

Mówiąc o grzechu społecznym trzeba przede wszystkim uznać to, że ze względu na ludzką solidarność, równie tajemniczą i niepojętą, co rzeczywistą i konkretną, grzech każdego człowieka w jakiś sposób dotyka innych. Jest to drugie oblicze owej solidarności, która na poziomie religijnym rozwija się w głębokiej i wspaniałej tajemnicy wspólnoty świętych (świętych obcowania), dzięki której możliwe było stwierdzenie, że „każda dusza, która się podnosi, dźwiga świat”72. Temu prawu wstępowania odpowiada, niestety, prawo zstępowania; stąd można mówić o wspólnocie grzechu: dusza, która upada przez grzech, pociąga za sobą Kościół i w pewien sposób cały świat. Innymi słowy, nie ma grzechu, nawet najbardziej wewnętrznego i tajemnego, najściślej indywidualnego, który odnosiłby się wyłącznie do tego, kto go popełnia. Każdy grzech rzutuje z mniejszą lub większą gwałtownością, z mniejszą lub większą szkodą na całą strukturę kościelną i na całą ludzką rodzinę. W tym pierwszym znaczeniu można bezsprzecznie przypisać każdemu grzechowi charakter grzechu społecznego.

Niektóre grzechy stanowią jednak, ze względu na ich przedmiot, zamach skierowany przeciwko bliźniemu — a ściślej, mówiąc językiem ewangelicznym — przeciwko bratu. Są one obrazą Boga, ponieważ obrażają bliźniego. Grzechy te zwykło się określać jako społeczne; jest to drugie znaczenie terminu. W tym sensie społeczny jest grzech przeciwko miłości bliźniego, tym cięższy w Prawie Chrystusowym, że w grę wchodzi drugie przykazanie, które jest „podobne do pierwszego”73. Społeczny jest w równym stopniu każdy grzech popełniony przeciwko sprawiedliwości bądź w odniesieniach osoby do osoby, bądź osoby do wspólnoty, bądź też wspólnoty do osoby. Społeczny jest każdy grzech przeciwko prawom osoby ludzkiej, poczynając od prawa do życia, nie wyłączając prawa nienarodzonych, czy przeciwko nietykalności fizycznej, każdy grzech przeciwko wolności drugiego, zwłaszcza przeciwko najwyższej wolności, jaką jest wolność wyznawania wiary w Boga i wielbienia Go; każdy grzech przeciwko godności i czci bliźniego. Społeczny jest każdy grzech przeciwko dobru wspólnemu i jego wymogom w całej rozległej sferze praw i obowiązków obywatelskich. Społeczny może być grzech popełniony czynem lub zaniedbaniem ze strony przywódców politycznych, ekonomicznych, związkowych, jeśli mając po temu władzę, nie angażują się z roztropnością w dzieło ulepszenia czy przemiany społeczeństwa według wymogów i możliwości na danym etapie dziejów; także ze strony pracowników, którzy nie dopełniają obowiązku obecności i współpracy w budowaniu przez przedsiębiorstwa dobrobytu dla nich, dla ich rodzin i dla całego społeczeństwa.

Trzecie znaczenie grzechu społecznego dotyczy stosunków pomiędzy różnymi wspólnotami ludzkimi. Stosunki te nie zawsze są w zgodzie z zarnysłem Boga, który pragnie, by na świecie panowała sprawiedliwość, wolność i pokój wśród jednostek, grup i narodów. Stąd walka klas, bez względu na to, kto jest za nią odpowiedzialny, niekiedy ten, kto ustala jej reguły, stanowi zło społeczne. Stąd uporczywe przeciwstawianie się bloków państw innym blokom, jednego narodu — innemu narodowi, grup — innym grupom w łonie tego samego narodu również stanowi zło społeczne. W obydwu przypadkach należy postawić pytanie, czy za owo zło, czyli za grzech, można przypisywać komuś moralną odpowiedzialność. Trzeba przyznać, że takie rzeczywistości i sytuacje, jak wyżej wskazane, w swym upowszechnieniu, a nawet gigantyczności jako fakty społeczne prawie zawsze stają się anonimowe, podobnie jak złożone i nie zawsze możliwe do rozpoznania są ich przyczyny. Dlatego jeżeli mówi się o grzechu społecznym, to określenie to ma tutaj znaczenie wyraźnie analogiczne. W każdym razie mówienie o grzechach społecznych, choćby w sensie analogicznym., nie powinno nikogo skłaniać do pomniejszania odpowiedzialności jednostek, ale winno być odwołaniem się do sumień wszystkich, aby każdy we własnym zakresie podjął w poważny, sposób i z odwagą odpowiedzialność za zmianę istniejącego zła i sytuacji, z którymi nie można się pogodzić. Przyjąwszy w sposób jasny i jednoznaczny to założenie, trzeba od razu dodać, że niesłuszne i nie do przyjęcia jest często dziś spotykane w niektórych środowiskach takie rozumienie grzechu społecznego74, które przeciwstawiając niezbyt wyraźnie grzech społeczny grzechowi osobistemu, mniej lub bardziej nieświadomie prowadziłoby do złagodzenia lub prawie przekreślenia grzechu osobistego, dopuszczając jedynie istnienie winy i odpowiedzialności społecznej. Według takiego rozumienia, w którym łatwo dostrzec jego zależność od ideologii i systemów niechrześcijańskich — może, odrzuconych dzisiaj przez tych, którzy niegdyś byli ich oficjalnymi zwolennikami — praktycznie każdy grzech byłby społeczny w tym sensie, że może być przypisany nie tyle moralnemu sumieniu osoby, ile nieokreślonemu bytowi i zbiorowości anonimowej, którą może być sytuacja, system, społeczeństwo, struktury, instytucje.

Otóż Kościół, gdy mówi o sytuacjach grzechu lub go piętnuje, jako grzechy społeczne pewne sytuacje czy pewne zachowania zbiorowe większych czy mniejszych grup społecznych lub wręcz całych narodów i bloków narodów, wie i głosi, że takie wypadki grzechu społecznego są jednocześnie owocem, nagromadzeniem i zbiorem wielu grzechów osobistych. Chodzi o grzechy najbardziej osobiste: tego, kto powoduje lub popiera nieprawość albo też czerpie z niej korzyści; tego, kto mogąc uczynić coś dla uniknięcia lub usunięcia czy przynajmniej ograniczenia pewnych form zła społecznego, nie czyni tego z lenistwa, z lęku czy też w wyniku zmowy milczenia lub zamaskowanego udziału w złu, albo z obojętności; tego, kto zasłania się twierdzeniem o niemożności zmiany świata; i również tego, kto usiłuje wymówić się od trudu czy ofiary, podając różne racje wyższego rzędu. Prawdziwie odpowiedzialne są więc osoby.

Sytuacja — a więc także instytucja, struktura, społeczeństwo — nie jest sama przez się podmiotem aktów moralnych; dlatego nie może być sama w sobie dobra lub zła

Na dnie każdej sytuacji grzechu znajdują się zatem zawsze osoby, które grzech popełniają. Jest to tak dalece prawdziwe, że gdy dana sytuacja może być zmieniona pod względem strukturalnym i instytucjonalnym siłą prawa lub — jak często się niestety zdarza — prawem siły, to w rzeczywistości taka zmiana okazuje się niepełna, krótkotrwała, a w ostateczności daremna i nieskuteczna — i nawet przynosząca odwrotny skutek — jeśli nie towarzyszy jej nawrócenie osób bezpośrednio czy pośrednio za tę sytuację odpowiedzialnych."

Paież, mówiąc, że sytuacja nie mozę być sama w sobie zła, odnosi się do faktu, że u podłoża nieuporządkowanej sytuacji leży wina- zło osoby, a nie tej sytuacji samej w sobie. Bez grzechu osoby nie byłoby złej sytuacji Bo nieuporzadkowana sytuacja jest wynikiem działania osób- szatana, czy ludzi, którzy sprzeciwili się Bogu. NIe istnieją sytuacje złe same w sobie, bo złe moga być tylko przez ich naruszenie przez złą wolę podmiotu- osoby.


Jest to, co przekracza nasze istnienie ziemskie, co możemy symbolizować, czyli za pomocą tego, co materialne odsyłać do sensu, który poza materię wykracza.
Jednakże również to, co nas nie przekracza, to, co materialne, immanentne ma swoją wartość, ma samo w sobie sens. Ów sens wynika z tego, że to Bóg Stworzył materię i przewidział dla niej taki, a nie inny porządek- ład- kształt. Przewidzieć więc On musiał dla jej elementów takie, a nie inne miejsce w owym porządku- miejsce właściwe, które przecież z racji wszechzwiązku elementów Kosmosu polega na takiej ,a nie innej relacji do innych tego Ładu Elementów. I właśnie to „właściwe rzeczom miejsce” nazywa się czystością. Bo przecie przykładowo ziemia staje się brudem dopiero gdy znajdzie się na człowieczym ubraniu. Wcześniej nim nie była, bo znajdowała się na właściwym sobie miejscu. Dlatego też pewne formy rzeczywistości materialnej wymagają kryteriów, stałych zasad wskazujących na porządek i działanie względem innych bytów, na ową czystość.

Poszczególne elementy materii możemy rozpatrywać jako uporządkowanie elementów mniejszych- jako relacje i reakcje zachodzące między nimi. Ale i to, co widzialnie wyodrębniamy jako pojedyncze całości- np. ciało ludzkie, też wchodzi w reakcje i relacje z innymi elementami, z konieczności ma miejsce względem reszty świata którego jest częścią.
Istnieje więc też właściwy, czyli wynikający z Bożej Perspektywy Stwórczej porządek relacji (w nich reakcji) między ciałami.

Nasza kultura niestety przykleiła temu, co nas samo pociąga i nie wymaga etykietę „tego, co wynika z naturalnej potrzeby, z wolnego wyboru”, a temu, co wymaga trudu naklejono zaś naklejkę z nośnym napisem: „zniewolenie przez sztuczne prawo, skrępowanie zasadami”. To się tyczy również innych elementów kultury i mentalności, niestety przyjmowanych entuzjastycznie przez wielu dobrych chrześcijan, którzy jak ufam są tu raczej ofiarami, którym pragnę pomóc w realizacji ich celów. Bo to, co kultura wskazała im jako realizację owych celów, jest w rzeczywistości(zakamuflowanej) ich zaprzeczeniem. Ale my często o tym nie wiemy. A jak się dowiemy, to musimy innych przestrzec. Jeśli ja się dowiem o jakimś złu, to nie mogę milczeć! Nie mogę nie badać, nie mogę nie tworzyć dobrej alternatywnej kultury! To nic, że moje wysiłki są kroplą w morzu. W końcu z kropel zrobi się morze. Ale jak nie będzie kropel, to i morza nie będzie! Tak więc mam nadzieję, że i inni będą chcieli pomóc mi w odnajdywaniu dróg do Prawdy.

Rezygnując z kształtowania wszelakich form naszego życia jako uobecniających Boski Ład- oddajemy je nieuświadomionym przez nas ich "porządkowaniom"-bardzo często wykorzystywanym przez ideologie i ośrodki zysku. Te za pośrednictwem form kulturowych-mód, nowinek, rozrywek- które przez nas uznawane są za obojętne moralnie, przemycać mogą pewne tresci- które zmieniają powoli nasz sposób myślenia tak, byśmy wybierali to, co dla grup propagujących te ideologie jest korzystne, a co często jest sprzeczne z naszą dotychczasową wiarą.


"Bo jak ktoś nie żyje tak, jak wierzy, to zaczyna wierzyć tak, jak żyje"


Dlatego "zło strukturalne" zwyciężane być musi "strukturalnym dobrem".

"... aby każdy we własnym zakresie podjął w poważny, sposób i z odwagą odpowiedzialność za zmianę istniejącego zła i sytuacji, z którymi nie można się pogodzić"

Błędne formy cielesne i materialne naszy kultury
za: https://docs.google.com/document/d/1k-lZU7oRamQda-VrNs6ZlC1JEySI4HCTBJgJfE6xxE0/edit?pli=1#heading=h.inpkzzo9bx4v

Pozbawienie religii jej nadrzędnego i przenikającego rzeczywistość codzienną charakteru pozwoliło na kontestowanie tego, co z niej dotychczas w obyczajach, w czynach, w praktyce wynikało. Można też powiedzieć inaczej- to zmiana obyczajów, do której ludzie się przyzwyczaili sprawiła, że przestali oni rozumieć religię jako system nadrzędny i wszechobejmujący.

Jeśli jednak byli przywiązani do religii, to w imię istniejącej zawsze pokusy, podbudowanej twierdzeniem, że nie liczy się forma, że może być ona relatywna sprzeniewierzano się kościelności religii. Uznawano, że taka Instytucjonalizacja- w imię znów błędnego schematu mentalnego n.t. wolności osobistej- jest zniewoleniem. To sprawiło, że ludzie zaczęli skłaniać się ku "religijności" "nie zniewolonej przez hierarchię". Przestano rozumieć opisywaną wcześniej logiczność takiej hierarchii i związanego z nią posłuszeństwa.. Dlatego też kolejne nakazy owej Instytucji przestawały być brane na poważnie przez coraz szersze kręgi społeczeństwa.
Jak już pisałem pokusy powyższe są stare jak człowiek i w świecie chrześcijan pojawiały się często od początku Kościoła.
Te elementy, które były podstawą rewolucji obyczajowej były zazwyczaj obaleniem podstaw kultury ludowej- której to zniszczenie- również przez ideologie i nowy ład gospodarczo-polityczny miało być jednym ze sposobów obalenia religii jako przeszkody do uczynienia z doczesnej przyjemności i korzyści celu samego w sobie.

I choć owe porewolucyjne przemiany stanowią główny przedmiot tutejszej refleksji, jako najbardziej wzmożony przejaw walki z tym Kościołem, który uznaliśmy wcześniej za rozumny sposób istnienia całościowego, to podobne elementy negacji owych zasad religijnych pojawiały się w historii od dawien dawna.

Dlatego też Kościół i jego przedstawiciele starali się wykorzenić ze swego łona te zwyczaje, które były obalaniem zasady kultury ludowej, lub jej zwróceniem się w stronę zawsze kuszącą, ale prowadzącą do sprzeczności.

Dlatego też potępiano od zawsze pogańskie zabobony, tańce, czy ubrania, które przeczyły tajemnicy ciała- szczególnie niewiast, których wyjątkowość już zasygnalizowałem i dogłębniej wyjaśnię.

Na czym polegała ich sprzeczność? Na tym, że z zasady opierały się na dążeniu ku Rzeczywistości ponadczasowej- ku Świętemu, , a jednocześnie oddalały się od Niego w nieskromnościach, transowych ekstazach- które tyko pozornie wyzwalały z czasu. W rzeczywistości bowiem były wyzwalaniem się z Kosmosu- z właściwego rzeczy miejsca przez popadnięcie w nierozróżnialny chaos. A to uniemożliwia wolność- bo jak nie ma rozróżnienia, to nie ma wyboru. ...


Można stwierdzić, że opisane wcześniej i przypomniane przed chwilą błędne schematy takie jak relatywizm, czy ignorowanie wartości form, pluralizm, czy owa neutralność światopoglądowa sprowadzające religię tylko do nisz rozwijać się zaczęły po burzliwych przemianach wielu XIX i w trakcie przemian obyczajowych wieku XX. Można zauważyć, że wraz z nimi miały miejsce przemiany obyczajowe, których siła rosła równolegle do rozprzestrzeniania się powyższych schematów. Można nawet przypuszczać, że istnieje jakiś związek między ideologicznym zapleczem, a obyczajową realizacją owych przemian sposobów życia.

Każdy, kto zna choć trochę historii przyzna, że owymi przemianami obyczajowymi były chociażby: zmiana tradycyjnej roli niewiasty, rezygnacja z jej posłuszeństwa wobec męża i podobne tego konsekwencje:
● przemiany w ubiorze szczególnie niewiast,
● względne porzucenie klasycznych reguł sztuki na rzecz chaosu, amorfizmu,
● rozbrat etyki i estetyki
● nowe tańce,
● rozluźnienie obyczajów plażowych,
● powstanie i rozwój rock'n'rolla

Nie zawaham się stwierdzić, że pomiędzy wszystkimi z powyższych przemian, a wcześniej krytykowanymi nowinkami ideologicznymi istniało i istnieje sprzężenie zwrotne, ścisły wszechzwiązek.

Jak to było z tymi przemianami? Ano tak:
Już na początku XX wieku niewiasty musiały w czasie wojny przejmowac zajęcia swych mężów. Długotrwały okres tego zastępstwa zaczął zamazywać w ich mentalnosći rozumienie potrzeby dotychczasowego podziału ról między płciami. W efekcie związana z tymi rolami i je w zasadzie generująca
t a j e m n i c z o ś ć niewiasty zaczęła tracić na znaczeniu. (Dlatego być może i nazwa niewiasta-wyrażająca w jakiś sposób tą cechę, zaczęła być zastępowana przez nazwę "kobieta"- dawniej określającą- kobietę, które tego podziału ról się nie trzymała, albo bywała delikatnie mówiąc "kobietą lekkich obyczajów".)

Pod koniec owej wojny(1917) Matka Boska w Fatimie ostrzegała przed modami, które bardzo obrażają Pana Boga, a które miały rychło nadejść.

I rzeczywiście zaraz po wojnie nastąpiły tzw. "szalone lata dwudzieste", w których niekontrolowana konsumpcja była silnie powiązana takimi zjawiskami, jak:

● kontestacja dotychczasowej roli kobiety,
● stopniowe wchodzenie nowych mód, łamiących dotychczas niezmienne od wieków kanony ubioru niewiast przez chociażby skracanie stroju, upodabnianie się kobiet do mężczyzn w sposobie bycia,
● upowszechnienie tańców w których przekraczano dotychczasowe zasady skromności i wstydliwości,
● koedukacyjne plażowanie, wraz z coraz bardziej śmiałymi strojami kąpielowymi

Na każde z powyższych zareagował Kościół, co będzie później przedstawione.
W tym czasie dziwnie wzrosła ateizacja i rozpusta społeczeństwa, a szczególnie jego warstw wyższych.

Kolejna fala obyczajowych przemian nastąpiła po następnej wojnie, po całkowitym zawaleniu się ładu obyczajowego. Tym razem dotknęła szerszych mas i wpoiła reszcie społeczeństwa przemiany poprzednie. Wtedy przyszła kolej na Nową muzykę- rock'n'roll:
● niosącą w swej warstwie muzycznej i ruchowej treść jaką zawiera nazwa owego gatunku, oznaczająca rozpustę,
● działającą zestawieniem rytmu, harmonii i basowego przebiegu tak, jak środki odurzające, czyli naruszając świadomość, a więc i osąd moralny, co jest wyrazistym wspomagaczem relatywizmu
● rozwijaną chociażby poprzez poszukiwanie inspiracji w nurtach szamanistycznych o podobnym działaniu,
● przesycaną treściami okultystycznymi i satanistycznymi ukrytymi za maską symboli
● rozwijaną w przeróżne gatunki, zabijające wrażenie ich wzajemnego powiązania, demaskującego rzeczywiste działanie owej muzyki,
● dopełnianą zabiegami studyjnymi, świetlnymi i tańcami o podobnym działaniu.

Takie przemiany stały się zasadą naszego życia, niezwykle sugestywnie przekazującymi pewne ideologie, ale i same dopuszczane przez uprzednie zasianie ziarna owych ideologii w mentalności ludzi. I właśnie na tych przemianach obyczajowych, a także, na ich wyprostowaniu dalej się skupię.





2. Skromność i wstydliwość związana z konkretnymi cielesnymi kryteriami
Chciałbym wprowadzić do tego problemu z pomocą fragmentu wpisu poczynionego niedawno na frondzie przez @Teotyma:

Przymierze z oczami
http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/przymierze_z_wlasnymi_oczami_36539
"Zawarłem z oczami przymierze, by nawet nie spojrzeć na pannę." (Hi 31, 1)
"(5) Nie wpatruj się w dziewicę, abyś przypadkiem nie wpadł w sidła kar z jej powodu. (...) (8) Odwróć oko od pięknej kobiety, a nie przyglądaj się obcej piękności: przez piękność kobiety wielu zeszło na złe drogi, przez nią bowiem miłość namiętna rozpala się jak ogień." (Syr 9, 5. 8)
"Kłamliwy wdzięk i marne jest piękno: chwalić należy niewiastę, co boi się Pana." (Prz 31, 30)

"Odwróć me oczy, niech na marność nie patrzą; przez swoje słowo udziel mi życia!" (Ps 119, 37)

"(27) Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! (28) A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. (29) Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. (30) I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła." (Mt 5, 27-30)
"Jak widać niewiele wspólnego ma przekaz Biblii z pochwalaniem "podziwiania stworzenia" przez gapienie się na ładne, nagie panienki w wyzywających pozach. To nie tylko głupie, ale i zwyczajnie nieskromne. Tak sobie myślę, że czasem sobie łatwo racjonalizujemy grzech poprzez ubieranie go w bardziej wysublimowane formy, ale nawet jakby nasze intencje były tylko estetyczne to i tak pewne rzeczy po prostu nie przystoją. Może zamiast dowalać do pieca i zastanawiać się czy jak zrobimy jeszcze kroczek w stronę przepaści to już spadniemy czy jeszcze nie fajnie byłoby stanąć od tej skarpy z kilkumetrowym, bezpiecznym dystansem by nas pierwszy lepszy podmuch nie zdmuchnął. Asceci chrześcijańscy naprawdę nie byli w ciemię bici. No chyba, że to własna żonka jest przedmiotem tego typu podziwiania, ale to juz inna sprawa."

Tajemniczość Świętości, a skromność cielesna.
tekst z przypisami znajduje się tutaj: https://docs.google.com/document/d/1k-lZU7oRamQda-VrNs6ZlC1JEySI4HCTBJgJfE6xxE0/edit?pli=1#heading=h.ds5vbtwwsw65

Misterium Świętości
Świętość z racji swego wykraczania poza wszelkie inne byty jest zawsze Tajemnicą, która doświadczana jest przez zachwyt, bojaźń, uniżenie, pokorę, śmierność. I tego typu postawy są właściwymi, a więc przewidzianymi przez Boży Ład postawami wobec Świętości i tego w czym ona przejawia swą transcendencję- tajemnicę. Bo człowiek jest tu, na ziemi i podlega po grzechu pierworodnym obowiązkowi przejścia ziemskiej kary- wraz z towarzyszącymi jej cierpieniami. Jest również poddany wynikającemu z pogrzechowego zepsucia wybrakowaniu, skłonności do złego, którą to skłonność musi opanowywać wysiłkiem kształtowania całej rzeczywistości- ładu przeztrzennego, czasowego, społecznego i rozumowego. To właśnie nazwano "kulturą", która to nazwa nie bez powodu nawiązuje etymologicznie do uprawy roli i "odawania czci". Bo życie człowieka na ziemi ma być takim zmaganiem z rolą doczesności, odrabianiem owej "pańszczyzny adamowej", które jednocześnie powinno być sposobem oddawania Bogu czci.

I człowiek taki zupełnie bezprawnie próbuje znów znaleźć się w raju, bez ponoszenia wpierw konsekwencji, jakie na siebie przez grzech pierworodny zaciągnął. I tak uważa, że może żyć- tu, na ziemi, już teraz- jak w raju. Nie, nie może, bo właśnie odbywa karę- która- dzięki Męce i Zmartwychwstaniu Chrystusa- nie została zniesiona, ale przestała być karą wieczną.

Niedoskonałość ziemska wymaga właściwych środków- które ją niwelują, które pomagają z szacunkiem i zachwytem czynić ziemię płodną, ku czci Boga Ojca. Dlatego też życie na ziemi ma inne zasady niż w raju, gdzie zachwyt nie wymagał wysiłku.

Tam człek nie był skalany. Nie musiał poskramiać naturalnych skłonności i ich "sztucznie" porządkować, bo nie były one wewnętrznie sprzeczne, bo ziemia wydając owoc, nie zagłuszała go jednocześnie chwastem, nie stawała się twarda jak skała i nie jałowiała. Na ziemi skalanie wymaga takiego ustawiania wszystkiego na właściwym miejscu, nieustannego wyrywania chwastów, spulchniania ziemi, nawożenia, doprowadzania jej do ładu i czystości.

Przez grzech pierworodny człowiek zaburzył wszechzwiązek systemowy natury wysadzając siebie i materię z właściwych im miejsc- wprowadził nieczystość- jałowienie, niszczenie, śmierć. A powrót na właściwe miejsce, to trud, trwanie zaś w owym nieładzie, nazywane niekiedy "stanem natury" jest tym, co samo pociąga, samo się dzieje- chwasty same rosną, ziemia sama jałowieje, a więc nie wymaga wysiłku.

Nie bez przyczyny w kulturach ludowych, zajętych uprawianiem dosłownej roli, tak wielką wagę przywiązuje się do odtwarzania owego porządku, który oddają obrzędy i rytuały potwierdzające niejako słuszność nowych ról społecznych,w które człowiek wchodzi i obiektów, które stają się częścią owego życia. Czyni się je przez to godziwymi przez wskazanie im miejsca we wszechzwiązku Bożego Kosmosu- takiego miejsca, które ma swój prawzór w Odwiecznym Zamyśle Stwórczym- na Początku o którym pisał powyżej cytowany bł. Jan Paweł II. Miejsce inne byłoby bowiem zaburzeniem struktury, a więc i sensu zeń wynikającego, jaki jest jedynie słusznym, bo Bożym Sensem. Istnieją tam też obrzędy, które mają za zadanie odnawianie, przez powrót, nawiązanie do czasu Stwarzania świata, który z biegiem doczesnego czasu się psuje. Bo rolnik wie, że ziemia używana jałowieje i trzeba ją urzyźniać...

Pierwszym czynnikiem prostującym w raju skrzywienie grzechowe był wstyd, który zresztą został potwierdzony nałożeniem przez Boga na pierwszych ludzi ubrań ze skór...

Ową genezyjską opowieść warto zgłębić ujawniając jej spójność i treść, uzasadniającą konieczność chociażby noszenia ubrania o określonych kryteriach, jako przejawu wstydu i regulatora ludzkich pożądań. Konieczność ta wiąże się z sensem tajemnicy, która powinna towarzyszyć Świętości. Dlaczego jednak uznaję ciało za święty przedmiot tajemnicy? Gdzież w nim ukrywa się wspomniana wyżej Transcendencja?

Świętość tajemnicza ciała
Ciało, jak mówi nam Pismo Święte, stanowi Świątynię Ducha Świętego. Jest więc Świątynią Boga. Co więcej- w nim ma miejsce niezgłębione umysłem stworzeń- Stwarzanie ludzi- ludzi, którzy są przecież Obrazami Boga. Tu człowiek jest świadkiem Boskiego Działania- Aktu Stwórczego, tak bezpośrednio jak nigdzie indziej. Jest nie tylko świadkiem, ale świadomym narzędziem, które z racji swej osobowej natury w tym Stwarzaniu w s p ó ł u c z e s t n i c z y . Dlatego właśnie jedyną instytucją, w której to stwarzanie jest na miejscu jest Sakrament- Boskie Przyzwolenie, wręczenie człowiekowi klucza do udziału w tej wielkiej Tajemnicy- Małżeństwo.

Elementem tej świętości jest przyciąganie ciał, które swe zwieńczenie ma w płodności- wedle nakazu Boskiego danego w raju.

Co więc wynika z tak rozumianej świętości ciała i ze związku, również cielesnego- między mężczyzną, a niewiastą? Jak trzeba porządkować popędy natury, by ta świętość miała właściwe sobie miejsce w życiu ludzi?

Należy wpierw zadbać o to, by człowiecza, ułomna pamięć, nie straciła zachwytu nad Przejawiającym Się, w Stwarzaniu człowieka Bogiem. By znała własne miejsce wobec tego dzieła, czyli pokorę i uniżenie, by doznawała wstydu wobec faktu, że ułomna ludzka natura przez swój grzech tak rani to Boskie Odbicie, gdy podczas jego stwarzania staje się ono jednocześnie ułomnym. Z takim doświadczeniem nie może się wiązać nic innego jak przyjemność- z racji cielesnego również przedmiotu stwarzanego- cielesna. Przyjmowana ona być musi w duchu pokory i poczucia własnej niegodności. Przyjemność w takim układzie, która człowieka pociąga, musi być jednocześnie- w wyniku poczucia własnej niegodności- zachowana tylko i wyłącznie dla owego aktu stwarzania- ujawniania się Boskości- a ten może się odbywać tylko za Bożym przyzwoleniem- w Sakramencie.

Tutaj ujawnia się zasadność tajemniczości tego, co uświęcone, a więc i ciała. Nieporządek cielesnej nieczystości polega na tym, że ciało dąży do przyjemności, do której nie ma prawa. Zlikwidowanie owego nieporządku ma miejsce, gdy człowiek zyskuje to prawo w Małżeństwie.

Tajemniczość ta jest istotna również dlatego, że ludzka ułomność zna takie zjawiska jak p r z e s y t , r u t y n a i o b o j ę t n i e n i e na doświadczenie obiektu zachwytu. Owe zjawiska mogą dotknąć również sposobu, w jaki ludzie doświadczają ciała. Bo przecie to doświadczanie jest narzędziem przez które dochodzi do stwarzania osoby ludzkiej, a więc i objawiania się Boga ludziom w kolejnej istocie posiadającej Rozum oparty na Bożym Prawie- Prawie miłości. Miłości pięknej- ładnej- która domaga się należnego Bogu i Jego dziełu zachwytu.

I ukrywanie ciała, a także powstrzymywanie się od pewnych zachowań stanowiących relację między ciałami i osobami obu płci, które z natury powinny się przyciągać ma na celu nie tylko powściągnięcie tego przyciągania przed bezprawną jego realizacją. Ukrywanie to służy obronie tego przyciągania przed jego osłabieniem i pozbawieniem go doświadczenia zachwytu jakie winien dostarczać jego uczestnikom. Bo zachwyt ten jest jednocześnie p o w in n o ś c i ą , którą wraz z uniżeniem i czcią miłosną winniśmy oddawać Bogu przejawiającemu się w stwarzanym przez Się Boskim Obrazie. I powinność ta nawet jeśli nie znika, to nie powinna być bezmyślnie, niepotrzebnie pomnijeszana. Bogu nie powinno się niczego żałować.

A przecież nie możemy przeczyć, znając własne życie, że jak coś co piękne i zachwycające staje się przedmiotem powszechnego doświadczenia, do którego inni również mają swobodny dostęp, to staje się to po jakimś czasie oczywiste, jak powietrze, to dopada nas w doświadczeniu owej wyjątkowości rutyna. I przed nią ma bronić Tajemniczość- Misteryjnosć obejmująca to, co z zasady jest wyjątkowe i zachwycające, ale ludzkie, ułomne doświadczenie może przez swą ułomność doświadczać tego bez należytego zachwytu i poczucia własnej niegodności. Dlatego też do takiego doświadczenia Świętości dopuścić może wyjąkowe, Boskie przyzwolenie- które obdarza i zobowiązuje- w którym inni nie mogą uczestniczyć, przez jego wyjątkowość. To przyzwolenie ma również istnieć w pamięci jako Doświadczenie Pierwsze, które zawsze jest najlepiej pamiętane, zapisuje się w pamięci jako punkt odniesienia, które może być przeciwwagą dla rutyny. Rutyna ta pojawiać się będzię po jakimś czasie w małżeństwie jako pokusa.

Mężczyzna powinien z natury pożądać ciała- ciała; niewiasty, które go pociąga. Spowszednienie doświadczania tego ciała sprawia, że słabnie to naturalne przyciąganie i zachwyt, a więc ograniczone zostaje to, w jaki sposób Bóg zaplanował przeżycie dośw. Małżeńskiego Sakramentu- przez to osłabiona staje się więź małżeńska.

Wyjątkowość niewieściego ciała tajemnicy.
Skąd jednak bierze się różnica między pożądaniem męskim i niewieścim, o której pisał chociażby Karol Wojtyła*? Można uznać, że jest ona zasadna z tego względu, że owo bezpośrednie działanie Boga Stwarzającego Istotę mu podobną odbywa się nie w ciele mężczyzny, ale niewiasty. Dlatego też to ciało niewieście winno być bronione przed sprofanowaniem świętości, która w nim działa. I dlatego też otoczone być winno tajemnicą w innym, szerszym wymiarze, niż to jest w przypadku mężczyzny. Owa tajemnica jest zresztą konieczną barierą, a raczej nicią, łączącą człowieka ze świętością, ułomność z doskonałością*(Rudolf Otto: Świętość)
Ale co w związku z powyższym ubiór powinien dokładnie zasłaniać?
Myślę, że już sama tajemniczość, będąca powodem owego zasłaniania sprawiała, że owe kryteria były w kontekście kultury religii, która tak jak powyżej rozumie ciało( i jest spełnieniem i uspójnieniem religii wcześniejszych) intuicyjnie rozumiane, a z mówienia o nich najczęściej rezygnowano. Kontekst zaś kultury chrześcijańskiej, zanim zaczął być niszczony przez pooświeceniowe ruchy i kontestowanie wartości form materialnych jako przekaźników treści, zachowywał pewne trwałe elementy, które mogą być uznane za podstawowe wyznaczniki skromności stroju.

Jakież to moga być elementy? Myślę, że w tym celu warto się "zacofać" do momentu, w którym zmianie zaczęto poddawać, w imię postępu, czy wyzwalania z okowów Kościoła i tradycji, pewne stałe materialne, cielesne, zewnętrzne, które w historii chrześcijaństwa nie ulegały zmianie. Możemy stwierdzić, że przez lata zmieniały się stroje, ale zawsze zachowywane były podstawowe kryteria ich przyzwoitości, niezależne od niekoniecznych sytuacji takich jak rozrywka... Te kryteria w związku z różnicą pożądliwości męskiej i niewieściej, oraz w związku, z różnicą roli i budowy ciał, były dla obu płci różne od pewnego poziomu. Tak więc mężczyźni mogli wymienić początkowe szaty na spodnie, bo to nie naruszało tych kryteriów. Obie te formy mieściły się bowiem w przyzwoitości męskiego stroju. Natomiast noszenie przez niewiasty spodni w taki sposób, jak je nosili mężczyźni było w sposób oczywisty nie do przyjęcia. Muszę stwierdzić, że przyzwoitość chrześcijańska- katolicka nakazywała i nakazuje zasłaniać niewiastom również ramiona, tułów, dekolt, oraz to, co zasłania spódnica sięgająca poniżej kolan. Noszenie zaś przez niewiasty spodni bez spódnicy, których krok kończy się powyżej kolan byłoby w kontekście kultury chrześcijańskiej nieprzyzwoitością. Tak bowiem były dawniej odbierane noszenie takich spodni przez niewiasty. Przyjęte one zostały dopiero wraz z rezygnacją- nie Kościoła- ale Jego członków z badania elementów kulturowych, na rzecz pójścia z "duchem czasu". Przez to kontekstem, który decyduje o tym jak oceniamy wytwory kulturowe jest nie chrześcijaństwo, ale owa zmieniająca się kultura. Dlatego też to ona w coraz większym stopniu decyduje o tym jak rozumiemy sens naszej wiary. Tak więc wiara ta traci tożsamość, bo już nie jest wyznacznikiem zasad, ale sama jest poddawana ocenie według jakichś nadrzędnych wobec niej, ale również niestałych kryteriów . W efekcie to owe kryteria będące wynikiem zmiennych ludzkich ideologii, mających akurat siłę przebicia, zajmują miejsce religii. Przez to chrześcijanie rezygnujący z badania wszystkiego, dopuszczać zaczynają do własnego życia elementy z ich wiarą sprzeczne.

Ma też miejsce inny mechanizm. Otóż nawet jeśli pewne zmiany kulturowe szokowały wiernych, to po czasie, gdy stawały się one wszechobecne wprowadzane były nowe, jeszcze bardziej odbiegające od norm przyzwoitości formy, wobec których to co dawniej szokowało, na zasadzie porównania wydawało się wręcz przyzwoite i normalne. I taka stopniowalność zmian trwa do dzisiaj, czego przykłady każdy może sobie sam przywołać. Ową stopniowalność potwierdzają wypowiedzi wrogów Kościoła, którzy inspirują owe zmiany... Tak tez jest z ubiorem, co pokazuje historia przemian obyczajowych, na tle których wielce zrozumiałe wydają się również wypowiedzi świętych, hierarchów, czy Matki Boskiej z Fatimy.
Te wypowiedzi, które nigdy nie zostały cofnięte, ani z których nikt się nigdy nie wycofał, były wyraźnie przeciwne zmianom owym. Jak już wcześniej pisane było- Misteryjność Świątyni Ciała wymaga również takiego a nie innego zachowania i zabrania pewnych działań, czy form aktywności, czy relacji między ludzi i między płciami. Dlatego też Kościół w tymże czasie(szalone lata dwudzieste, późniejsza rewolucja rockowa sprzężona z seksualną i kolejnym etapem obyczajowej), w którym zaczęły przychodzić owe "mody, obrażające Pana Boga" poprzedzone jakże proroczo fatimskimi słowami, przestrzegał również przed koedukacyjnym plażowaniem. Zwracał również uwagę, wzorem świętych i hierarchów z wcześniejszych wieków, kiegdy tańce były dużo bardziej skromne, na nowo pojawiające się tańce towarzyskie, które były łamaniem normalnych zasad skromności w życiu publicznym, a przede wszystkim naruszaniem Tajemnicy, a przez to Świętości. Noszenie przez niewiasty spodni, i odsłanianie nóg, czy ramion, a także uczęszczanie na bale było krytykowane przez takich ludzi, jak chociażby św. ojciec Pio
Pojawiały się też sceptyczne głosy na temat nowej, rockowej muzyki wśród pobożnego społeczeństwa, które chyba przewidziało, jakie przyniesie ona skutki... Niestety szybko społeczeństwo zostało poddane wrażeniu kontrastu z jeszcze większą nieprzyzwoitością- owemu mechanizmowi stopniowalności zmian. Dlatego też ludziom, nie lubiącym metalu, czy techno, już czymś dobrym wydają się big-beatowe rock'n'roll'e, czy disco polo, lub też inne nurty rocka rozumianego, jako szerokie zjawisko muzyczne... Tym zaś, dla których same teksty wydają się złe, muzyka metalowa wydaje się "tylko formą, która sama w sobie zła być nie może".
Na tej zasadzie tańce i sposób bycia uznawane dziś za nieskromne wydają się wielu osobom tylko formą, dlatego wykorzystywane są często do Ewangelizacji.
A przecież sama nazwa rock'n'roll zdradza jego rzeczywisty sens.
Trzeba nam więc uznawać pewien standard, który do czasu, gdy kontekstem życia było chrześcijaństwo, uznawany był za oczywisty. Ale trzeba nam pamiętać, że i do tamtych czasów ludzie ulegali pokusom, pogrzechowej niedoskonałości, a więc i ich kultura mogła błędy zawierać. Błędy te jednak, na nasze katolickie szczęście były poznawane i wskazywane przez tych, których dziś uznajemy za świętych, za autorytety Kościoła.

Myślę, że w tym, co tu napisałem oburzyć może czytelnika stwierdzenie, że niewiasta nie powinna nosić tego, co w naszej kulturze nazywa się spodniami, jeśli nie przykrywa ich skromna spódnica. Nie mam zamiaru przedstawiać tu dowodzenia słuszności tego poglądu, bo to musiałoby się wiązać z zaprzeczeniem temu, co tu piszę, czyli z odsłanianiem misterium ciała w przestrzeni wyobraźni i przedstawień. Powstrzymam się więc od dogłębnej analizy faktu, że niewiasta, tak jak mężczyzna ma nogi dwie. Ich dwoistość jednak powyżej kolan, ze względu na swą płciową specyfikę i wyjątkowość dla omawianego tu przyciągania i rodzicielstwa ma istotne znaczenie. Nie dam dowodu ale mogę dać poszlaki w postaci śladów w pamięci, niestety o złej wartości, które pewnie wielu uczestników współczesnej kultury polskiej zna. Są nimi liczne i popularne nieskromne piosenki śpiewane przez mężczyzn do kobiet, lub o kobietach. Odsłonięte "nogi", kolana rozpoczynające przedmiot tajemnicy powyżej scharakteryzowany, reprezentują w nich część ciała przyciągającą, a z racji owego przyciągania wstydliwą, ukrywaną, w celu obrony tajemnicy przed bezprawnym odkryciem.


Zasadą całej historii chrześcijaństwa było to, iż mimo istnienia spodni, nie nosiły ich niewiasty. Był wyjątek, związany ze spodniami noszonymi przez protobułgarki, o których wypowiedział się swego czasu papież Mikołaj V(858-67), twierdził, że: "(femoralia)są właściwym ubiorem mężczyzn a nie kobiet, zarazem stwierdzał jednak, iż sam zewnętrzny ubiór, o ile przykrywa wstydliwe części ciała, jest neutralny pod względem cnoty („ani nie przeszkadza w zbawieniu, ani nie prowadzi do powiększenia cnoty”)."#

Ktoś może wysnuć z tego wniosek, że spodnie nie są tu żadnym przekroczeniem nieskromności. I słusznie. Jednakże pamiętać musimy, że podobnie i pończochy takimi nie są. Bo owe bułgarki nosiły najprawdopodobniej owe spodnie pod czymś w rodzaju tuniki, od której były dłuższe, dlatego zwrócono na nie uwagę. A i tunika ta sięgała poniżej kolan. A nawet jeśliby tej tuniki nie było, to krok owych spodni kończył się w zasadzie na wysokości kolan, co sprawiało, że zasłaniały to, co powinny i jeśli ktoś się na ich widok dziwił ,to ze względu na to, że do tej pory tylko mężczyznę w spodniach, czy czymś podobnym widział. W kulturach tradycyjnych bowiem wszystko nowe, wydawało się podejrzane i wymagało badania, rozeznawania, którego arbitrem w kulturze chrześcijańskiej, a później katolickiej, co pokazuje tutejszy przykład, był papież. Później tego typu spodnie rozpowszechniły się u ludów słowiańskich, które graniczyły z ludami bułgarskimi, karaimami...
Jednakże usprawiedliwianie dzisiejszego noszenia spodni przez niewiasty na podstawie owego tekstu papieża jest bezzasadne. Bo dziś niewiasty noszą tylko spodnie, a na nich już nic nóg nie zasłania. Wtedy było inaczej. Tu dość jasno okazuje się, że problemem jest tutaj brak tego, co by jeszcze te spodnie zasłaniało- tuniki, czy spódnicy- jeśli ich krok kończy się powyżej kolan.

W świetle tych dwutysiącletnich zasad funkcjonujących w kulturze chrześcijańskiej wydaje się, że dzisiejszy sposób noszenia i kształt spodni, nie byłyby do przyjęcia. Spodnie te nawet jeśli są luźne, prócz niezauważalnych niemal fałdek materiału oddają całkowicie kształt owych nóg ponad kolanami. Równie dobrze możnaby było nogi na granatowo pomalować i łazić nago(skóra ma podobne fałdy)...

Jest to jasne, że kobiety lekkich obyczajów, pokazują zazwyczaj owe nogi i to raczej nie łydki są tu istotne, że w reklamach wykorzystujących słabość mężczyzn pokazuje się raczej dekolt, talię, brzuch i nogi- jako istotne elementy kuszące- i chodzi bardziej o ich kształt, a nie o kolor. I tutaj nie eksponuje się w celu kuszenia łydek, ale "nogi"- powyżej kolan. Cytując słowa bronionego tu Brawario:
Gdyby rzeczywiście nie było ścisłego powiązania pomiędzy publiczną nagością a nieczystością, cały seksbiznes nie opierałby się w stu procentach na promowaniu tej pierwszej.#
Czy i z tego mechanizmu nie korzysta ów biznes tak bogato wykorzystujący sezon plażowy i obrazki- właśnie z plaży? I czy nie ma podobnego podłoża fakt, że wiele piosenek właśnie z plażą kojarzy nieskromne skojarzenia. Dlatego też usłyszeć mogliśmy wiele razy z odbiorników i na imprezach:
"(...)Pół plaży tutaj marzy, że kiedyś się przydarzy" #

Inne piosenki zaś potwierdzające, ową wyjątkowość nóg miały takie słowa:
"Chcę oglądać twoje nogi(...)"#
"Dziewczyno kochana pokaż mi kolana(...)"#

Nie bez przyczyny również całe wieki chrześcijaństwa jednym z elementów nawrócenia było z zasady przyjęcie strojów, które tu określamy jako przyzwoite.
Dlatego też ludy pogańskie, chodzące nago, albo w ubraniach nieskromnych uczono skromnych ubiorów. Tak też należy rozumieć dekret św. Piusa V do biskupów Brazylii z 1569 r.:
"duszpasterzować z gorliwością i ostrożnie, używając wszelkich środków, aby nawróceni na wiarę opuścili dzikie zwyczaje a przyjęli obyczaje cywilizowane, przekonywując ich, aby zarzucili zwyczaj chodzenia nago, ubierając się jak przystoi chrześcijańskiej wstydliwości i ludom cywilizowanym.#

W tym kontekście warto wspomnieć, że tam, gdzie plemiona chodzą nago występuje zazwyczaj sprzeczne z chrześcijaństwem wielożeństwo, często połączone z dość nieskromną kulturą przejawiającą się w ruchach tanecznych sprzężonych z muzyką mającą podobnie jak rock funkcję sprzyjającą owemu bezwstydowi- oraz zaburzeniom relatywizującym osąd moralny. Tam też rodzą się problemy z AIDS.

Nie przypadkowo również Święci bardzo często byli kuszeni nie przez obrazy niewiast w długich, przyzwoitych sukniach , ale nagich, lub nieskromnie ubranych.

Z tego też powodu pierwsi chrześcijanie unikali chodzenia do łaźni publicznych, Św. Alfons Maria Liguori twierdził, że odsłanianie przez niewiasty piersi i nóg jest grzeszne, Papież Innocenty XI nałożył ekskomunikę na wszystkie niewiasty, które odsłaniają piersi. Podobne uwagi na temat ukrywania ciała wypływały z ust innych świętych- św. Cypriana, św. Jana Chryzostoma, św. Grzegorza, św. Antonina z Florencji, Jana Kapistrana, Filipa Nereusza, Jana Vianneya, Roberta Bellarmina i wielu innych. Można powiedzieć, że przez całe wieki chrześcijaństwa oczywiste było, co trzeba zakrywać i z tego też wypływał fakt, że niemal dwa tysiące lat zasady skromności, mimo przeróżnych mód i zmian strojów nakazywały zasłaniać wciąż to samo i w taki sam sposób. Dlatego też nie było mowy u niewiast o krótkich spódniczkach, o odsłanianiu ramion, brzucha, czy o noszeniu spodni takich jak dzisaj.#

Zmiana podejścia do stroju nie była wynikiem jakiegoś "oświecenia Kościoła", ale działania wbrew zasadom kościoła tych, którzy chcieli go obalić. I z tego źródła owe stroje weszły do wewnątrz Kościoła. Nie jest więc dziwne to, że są z Jego zasadami sprzeczne. Tą sprzeczność i zerwanie z dotychczasowymi, trwałymi wyznacznikami dobitnie wyjaśnić może kilka cytatów:

Św. Paweł w liście do Tymoteusza pisze:
Podobnie kobiety – w skromnym odzieniu, niech się przyozdabiają ze wstydliwością i umiarem, nie przesadnie zaplatanymi włosami albo złotem czy perłami, albo kosztownym strojem, lecz przez dobre uczynki, co przystoi kobietom, które się przyznają do pobożności” (Tym 2, 9 – 10).
Zaś, św. Piotr radzi niewiastom:
Ich ozdobą niech będzie nie to, co zewnętrzne: uczesanie włosów i złote pierścienie ani strojenie się w suknie, ale serce człowieka o nienaruszonym spokoju i łagodności ducha, który jest tak cenny wobec Boga” (1 P 3, 3-4).
Spośród potępionych, którzy zaludniają piekło, nie ma ani jednego, który by nie grzeszył przeciwko szóstemu przykazaniu, a dziewięćdziesięciu dziewięciu na stu wprost za ten grzech zostało potępionych” – św. Alfons
20 stycznia 1610 roku, Matka Boża w Quito (Ekwador):
Wiedz, że od końca XIX, a szczególnie w XX wieku namiętności wybuchną i dojdzie do zupełnego zepsucia obyczajów, bo Szatan prawie całkowicie panował będzie przez masońskie sekty. Aby do tego doprowadzić, skupią się one szczególnie na dzieciach. Biada dzieciom w owych czasach! Trudno będzie przyjąć sakramenty chrztu i bierzmowania. Wykorzystując osoby posiadające władzę, diabeł starać się będzie zniszczyć sakrament spowiedzi (…) To samo będzie z Komunią świętą. Niestety! Jak bardzo zasmuca Mnie, że muszę ci wyjawić tak liczne i okropne świętokradztwa – tak publiczne jak i tajne – popełnione z powodu profanacji Najświętszej Eucharystii! W czasach tych wrogowie Chrystusa, zachęcani przez diabła, często kraść będą z kościołów konsekrowane Hostie, aby bezcześcić Postacie Eucharystyczne. Mój Najświętszy Syn widzi samego siebie rzuconego na ziemię i zdeptanego przez nieczyste nogi”.
Sakrament małżeństwa, symbolizujący związek Chrystusa ze swoim Kościołem, będzie przedmiotem ataków i profanacji w najściślejszym znaczeniu tego słowa. Masoneria, która będzie wówczas sprawować rządy, zaprowadzi niesprawiedliwe prawa mające na celu zniszczenie tego sakramentu, a przez to ułatwi każdemu życie w stanie grzechu, oraz spowoduje wzrost liczby dzieci urodzonych w nielegalnych związkach, nie włączonych do Kościoła. Duch chrześcijański szybko upadnie, drogocenne światło Wiary zgaszone będzie do tego stopnia, że nastąpi prawie całkowite zepsucie obyczajów. Skutki zeświecczonego wychowania będą się nawarstwiać, powodując m. in. niedostatek powołań kapłańskich i zakonnych. Sakrament kapłaństwa będzie ośmieszany, lżony i wzgardzony. Diabeł prześladować będzie szafarzy Pana w każdy możliwy sposób. Będzie działać z okrutną i subtelną przebiegłością, odwodząc ich od ducha powołania i aby uwodząc wielu. Owi zdeprawowani kapłani, którzy zgorszą chrześcijański lud, wzbudzą nienawiść złych chrześcijan oraz wrogów Rzymskiego, Katolickiego i Apostolskiego Kościoła, którzy zwrócą się przeciwko wszystkim kapłanom. Ten pozorny tryumf Szatana przyniesie ogromne cierpienia dobrym pasterzom Kościoła.
Poza tym, w owych nieszczęśliwych czasach, nastąpi niepohamowany zalew nieczystości, która popychając resztę ludzi do grzechu, pociągnie niezliczone lekkomyślne dusze na wieczne potępienie. Nie będzie można znaleźć niewinności w dzieciach, ani skromności u niewiast. W owych chwilach największej potrzeby Kościoła, ci, którzy mają mówić, będą milczeć!”

2 lutego, 1634, Matka Boża w Quito (Ekwador):
Po pierwsze, przy końcu XIX wieku i podczas dużej części wieku XX powstanie zamęt w tym kraju, będącym wtedy wolną republiką. Wtedy cenne światło Wiary zgaśnie w duszach z powodu niemal całkowitego zepsucia obyczajów. Podczas tego okresu będą wielkie fizyczne i moralne klęski, publiczne i prywatne. Niewielka grurupa ludzi, która zachowa skarb wiary i cnoty, będzie doznawała okrutnych i niewymownych cierpień, oraz przedłużonego męczeństwa. Aby wyzwolić ludzi z niewoli tych herezji, ci, których Mój Najświętszy Syn powołał do wykonania odnowy, potrzebują wielkiej siły woli, wytrwałości, odwagi i ufności w Bogu(…) Trzeci powód, dla którego lampka zgasła, to atmosfera tych czasów, przepełniona duchem nieczystości, jak ochydna powódź, która zaleje ulice, place i miejsca publiczne, do tego stopnia, że prawie nie będzie już na świecie dziewiczej duszy.(…) Czwartą przyczyną jest to, iże po infiltracyi we wszystkich warstwach społecznych, masońskie sekty będą z wielką przebiegłością szerzyć swoje błędy w rodzinach, przede wszystkim po to, by zepsuć dzieci. W tych nieszczęśliwych czasach zło uderzy w dziecięcą niewinność, a w ten sposób powołania kapłańskie będą zaprzepaszczone.
J.M. Vianney: „…co to za dama z takim nieskromnym dekoltem?…Odkrywa szyję, jakby ją przygotowała pod topór katowski”

Matka Boża w La Salette:
W roku 1864 Lucyfer, razem z wielką liczbą diabłów zostanie uwolniony z piekła. Stopniowo niszczyć będą wiarę, nawet osoby poświęcone Bogu tak oślepną, że bez specjalnej łaski osoby te przyjmą ducha tych złych aniołów. Wiele domów duchownych straci Wiarę zupełnie i spowoduje potępienie wielu dusz. Złe książki będą rozprzestrzeniać się po ziemi, a duchy ciemności będą wszędzie szerzyć rozprężenie w rzeczach dotyczących służby Bożej.

list Vindice do Nubisa (pseudonimy dwóch przywódców włoskiej Alta Vendita) z 9 Sierpnia 1838 roku:
Katolicyzm nie obawia się ostrego miecza bardziej niż monarchie. Jednak te dwie podstawy ładu społecznego mogą upaść w wyniku zepsucia; nie ustawajmy nigdy w wysiłkach nad ich deprawacją. Tertulian miał rację mówiąc, że chrześcijanie rodzą się z krwi męczenników; nie stwarzajmy męczenników, lecz szerzmy zepsucie w masach, niech wchłaniają je wszystkimi pięcioma zmysłami, niech piją i upijają się nimi. Twórzcie złe serca, a nie będzie więcej katolików.
Przedsięwzięliśmy więc zepsucie na wielką skalę,(…) zepsucie, któe pewnego dnia umożliwi nam zaprowadzenie Kościoła do grobu. Ostatnio słyszałem jednego z naszych przyjaciół śmiejącego się filozoficznie nad naszymi projektami i mówiącego: <>. Idea ta jest do pewnego stopnia dobra, jednak ponieważ nie możemy pozbyć się kobiet, znieprawujmy je razem z Kościołem. Corruptio optimi pessima. Najskuteczniejszym sztyletem do uderzenia w Kościół jest zepsucie? -

Matka Boża w Fatimie, 1917 rok:
Przyjdzie czas, gdy pewne mody będą bardzo obrażać Pana Jezusa. Osoby, które służą Bogu, nie mogą ulegać tym modom -

W roku 1921, Papież Benedykt XV pisał:
Pod tym względem nie możemy dość silnie wyrazić Naszego ubolewania nad zaślepieniem tak wielu niewiast różnego wieku i stanu, które odurzone chęcią podobania się, nie zdają sobie zupełnie sprawy, że ich bezwstydne ubiory nie tylko budzą wstręt u każdego szlachetniejszego człowieka, ale ponadto obrażają Boga. Nie dość bowiem, że w takich strojach, przed którymi wiele z nich dawniej ze wstrętem by się odwracało, jako zbyt przeciwnych skromności chrześcijańskiej, pokazują się publicznie, lecz nie boja się tak ubrane wstępować w progi świątyń i brać udziału w nabożeństwach, a nawet przystępować do Uczty Eucharystycznej i w ten sposób rozsiewać ohydne podniety zmysłowe tam, gdzie przyjmuje się Boskiego Twórcę czystości.”

1925, Rozporządzenie biskupów Austrii i Niemiec:

Nigdy nie powinno się zezwalać na wspólne kąpiele obojga płci. Jeżeli szkoły urządzają kąpiele obowiązkowe, to dozór ma mieć osoba tej samej płci. Popisowe pływania dziewcząt i kobiet n ie powinny się odbywać. Na kąpieliskach z plażą(rzeka, jezioro) trzeba nalegać na całkowite oddzielenie płci, oddzielne przebieralnie, do których zorganizowania należy skłonić miejscowe władze, oraz przyzwoite ubiory kąpielowe i stały nadzór. Tego samego należy domagać się odnośnie licznie pojawiających się plenerowych obiektów kąpieli słonecznej, i to zarówno dla dorosłych,. jak i dla dzieci.”

„International Review of Freemasonry, 1928
Religia nie obawia się ostrza sztyletu, może jednak zaniknąć w wyniku zepsucia. Nie ustawajmy w jego szerzeniu: sport, higiena, sanatoria. Stroje chłopców i dziewcząt muszą odsłaniać coraz więcej ciała. By uniknąć zbyt gwałtownej reakcji, powinno się postępować metodycznie: Najpierw obnażmy ich do łokci, potem do kolan, następnie całkowicie obnażmy ramiona i nogi, później, wyższe części ciała, klatkę piersiową, etc., etc.

1928, Pius XI za pośrednictwem swojego Wikariusza Generalnego: „Przypominamy, że strój nie może być nazwany przyzwoitym, jeśli posiada dekolt większy niż szerokość dwóch palców mierząc od szyi, jeśli nie zakrywa ramion co najmniej do łokci i nie sięga przynajmniej trochę poniżej kolan.”

Dekret Kongregacji Soboru wydany na polecenie Piusa XI: „trzymać swoje córki z daleka od publicznych zawodów gimnastycznych i konkursów; a jeśli zmuszone są one do uczestnictwa w takich pokazach, niech dopilnują, aby były w pełni i skromnie ubrane. Niech (rodzice) nigdy nie pozwalają swym córkom na noszenie nieprzyzwoitych strojów”, „jeśli zgorszenie jest poważne, można im nawet zabronić wstępu do kościoła.”

Papież Pius XII
Tak długo, jak skromność nie będzie przestrzegana w praktyce, społeczeństwo będzie się chyliło ku upadkowi”

Pius XII w 1957 roku, przemawiając do Kongresu Łacińskiej Unii Mody, wyraził to następująco:
Dziwaczny pogląd, który wiąże zmysł wstydu z tym czy innym typem edukacji, a nawet uważa skromność za wymyśloną deformację pierwotnej niewinności lub za zgubny produkt cywilizacji, bodziec dla nieuczciwości i źródło hipokryzji, nie jest poparty żadnymi rozsądnymi dowodami…Naturalna przyzwoitość w swoim moralnym sensie, jakiekolwiek mogą być jej początki, oparta jest o wrodzoną i mniej lub bardziej świadomą skłonność każdej osoby do obrony swego ciała przed pożądaniem ze strony innych, tak by każdy mógł używać go (…) zgodnie z mądrymi celami, jakie wyznaczył mu Stwórca, chroniąc za zasłoną czystości i skromności. Ta druga cnota, skromność – samo słowo pochodzi od modus, umiarkowany lub ograniczony – lepiej oddaje funkcję rządzenia i panowania nad namiętnościami, zwłaszcza zmysłowymi. Jest ona naturalnym bastionem czystości i gwarantuje jej skuteczną obronę, reguluje zachowania ściśle związane z jej istotą. Człowiek słyszy ostrzegający głos wstydliwości od momentu, w którym zaczyna używać rozumu, jeszcze zanim zrozumienie pełne znaczenie i sens czystości. Towarzyszy mu ona przez całe życie i skłania do pewnych działań, które są dobre same w sobie, ponieważ pochodzą z ustanowienia Bożego, powinien więc być chroniony (…). Skromność więc, jako zbiór tak cennych wartości, powinna być uważana za ważniejszą niż chwilowe tendencje i kaprysy – powinna zdecydowanie panować nad modą…”

Kardynał Ciraci na polecenie Piusa XII:
wszyscy wiemy, że szczególnie w miesiącach letnich zobaczyć można stroje, rażące każdego, kto posiada jeszcze choć trochę szacunku i zrozumienia dla cnót chrześcijańskich oraz zwykłej ludzkiej skromności. Na plażach, w miejscowościach wypoczynkowych – niemal wszędzie, na ulicach wielkich i małych miast, w miejscach prywatnych i publicznych, a nierzadko również w budynkach poświęconych Bogu, dominują stroje nieskromne i nieprzyzwoite. Z tego powodu zwłaszcza młodzież, będąca w wieku szczególnie podatnym na pokusy zmysłowe, wystawiona jest na wyjątkowe niebezpieczeństwo utraty niewinności, które jest najpiękniejszą ozdobą ich duszy i ciała. Stroje kobiece, o ile mogą one być nazywane jeszcze strojami, ubiory, (Seneka), sprawiają niekiedy wrażenie, że mają raczej pobudzić lubieżność niż przed nią bronić. Problem, o którym mówimy, jest z pewnością jednym z najpoważniejszych, jako ze dotyczy on nie tylko cnót chrześcijańskich, ale zdrowia moralnego całej społeczności ludzkiej. Jak słusznie pisał starożytny poeta: < Prywatna rozwiązłość prowadzi zawsze do obecności nagości w życiu publicznym> (Enniusz)”.

Ojciec święty Pius XII, 17 lipca 1954:
O matki chrześcijańskie, gdybyście tylko znały przyszłość pełną nędzy, niebezpieczeństw i wstydu, na jakie skazujecie swoje dzieci przez nieroztropne przyzwyczajanie ich do życia ledwo ubrane, co powoduje, że zatracają one zmysł wstydu, zawstydzilibyście się swojego postępowania i krzywd wyrządzanych maleństwom, które Bóg powierzył waszej opiece, dla wychowania w chrześcijańskiej godności i kulturze.”

1958, jeden z katolickich podręczników teologii moralnej: „(...)Ze stanowiska etyki katolickiej i prostej przyzwoitości należy, by kąpiele były osobno dla mężczyzn a osobno dla dziewcząt i to w odpowiednim stroju kąpielowym”

kardynał Pla y Daniel, arcybiskup Toledo, 1959: „Specjalne zagrożenie dla moralności reprezentowane jest przez wspólne kąpanie się na plażach…wspólne kąpanie się kobiet i mężczyzn, jest prawie zawsze bliską sposobnością do grzechu i zgorszenia.”

O.Pio:
Na wyraźne życzenie ojca Pio niewiasty muszą przystępować do spowiedzi w spódnicach sięgających przynajmniej 20 cm poniżej kolan. Zakazane jest pożyczanie spódnic na czas spowiedzi.”, “ Zabrania się wstępu mężczyznom z obnażonymi ramionami i w krótkich spodniach. Zabrania się wstępu kobietom w spodniach, bez welonu na głowie, w krótkich strojach, z dużym dekoltem, bez pończoch lub w inny sposób nieskromnie ubranym.
Ojciec Pio zwykł mawiać również: „Gołe ciało Parzy” Rzekł pewnej niewieście z odsłoniętymi ramionami: „Odciąłbym Ci ręce, bo sprawiłoby ci to mniej bólu niż ten, którego doświadczysz w czyśćcu.”
Pozostawię na razie te teksty bez komentarza.
**********************

Równie oburzające jest być może stwierdzenie, że nie powinno się „chodzić ze sobą”, jeśli to ma oznaczać konieczność długotrwałego przytulania, pieszczot, całowania się, przebywania sam na sam w pokojach czy innych miejscach, trzymanie dziewczyny na kolanach, itd... Niewłaściwość tych zachowań które również muszą być zachowane tylko dla małżeństwa i tam pierwszy raz doświadczone ma uzasadnienie w tym samym, co konieczność takiego, a nie innego zasłaniania ciała.

Podobne uzasadnienie ma nieprzyzwoitość większości „tańców towarzyskich”. Wiążą się one również ze spowszednianiem doświadczenia ciała i jego ruchów, które to możliwe jest jéno w małżeństwie. W tańcu bowiem przekracza się bowiem tą granicę odległości fizycznej, którą proksemika zwie dystansem intymnym. Przekraczanie tego dystansu nie jest dopuszczane w innych sytuacjach życia codziennego.

Ruchy taneczne poza tym, są bardzo często sugestywne erotycznie, czego już nawet podobnie jak wyjątkowości powyższej bliskości nie zauważamy, bośmy się przyzwyczaili, bo eros spowszedniał... A nasza mentalność to spowszednienie zakodowała.


Jest takie zjawisko jak przesyt. Jeśli by ktoś codziennie świętował, to straciłby poczucie wyjątkowości święta. Dlatego świętowanie jest po sześciu dniach czegoś wręcz przeciwnego- ciężkiej pracy... Podobnie jest z powściągliwością i ukrywaniem piękna ciała wobec Sakramentu małżeństwa. Po to jest ciało ukrywane, by walczyć z ludzką ułomnością przesytu, która sprawia, że przestajemy doceniać tą niezgłębioną tajemnicę Działania Boga w Stwarzaniu człowieka przez Małżeństwo. A przecież to stwarzanie- co owa wstydliwość ma nam uświadamiać wiąże się z tym, że przez nas ów Boży Obraz staje się jednocześnie ułomny, grzeszny- Bo poczyna się z Grzechem pierworodnym i to nasza wina... Dlatego też poczucie niegodności wobec takiego daru nakazuje nam zachowywać tą całą przyjemność- również estetyczną, która to jest kosztowaniem tego daru, do Sakramentu, który jest Bożym przyzwoleniem. I nie można tego daru niszczyć przez powyższe zobojętnianie. (natchniony prze Zawilca)

Jest takie piękne uczucie, „że to niewłasciwe”, taka prosta niewinność, której nam potrzeba. Trudno o niewinność, kiedy każdy młody, przechodzący „burzę hormonów” ma dookoła siebie wzmacniacze owej burzy- widoki, muzykę, tańce... I się rozstraja, widok ciała przestaje być czymś, co budzi poczucie, że trzeba się odwrócić, że jest to coś co powinno być ukryte....Ów ważny mechanizm pierwszej więzi, który jest doświadczeniem ciała, które jako pierwsze nas przyciągło, jest wtedy rozerwane na strzępy przechazających się ulicami niewiast, dyskotek, itd... Wtedy też dokonuje się najsilniej owo spowszednienie, bo i najsilniej człowiek daje się przyciągać, z powodu przemiany swego wieku. Takie smakowanie nektarów z wielu kwiatów sprawia, że nasza żona nie będzie pierwszym i jedynym kwiatem, że wyjątkowość sakramentu małżeństwa zostanie okrojona. A i w kielichu owego kwiatu swój wzrok i wyobraźnie zamaczało wielu- bo nie był on osłoniony.

I dlatego, jeśli ktoś mówi, że spódnice mógł wiatr podwiać, itd... to mi się wydaje, że w takich sytuacjach winno pojawić się owo uczucie, które każe odwrócić wzrok. I spódnice w tym pomagają... (Zainspirowany prze Leonkę)

Pisząc te słowa liczę więc na to, że znajdą się osoby, a przede wszystkim przedstawicielki płci pięknej, które podzielą tąż intuicję nakazującą niewiastom ubierać sukienki zasłaniające kolano i nieobcisłe. Liczę również na to, że czytelnik zastanawiając się nad tym, co tu czyta, skieruje swą uwagę na teksty i żywota świętych, ojców kościoła, papieży, hierarchów, a jednocześnie zrezygnuje( bo przecież nie zaszkodzi) choćby dla próby sprawdzenia, czy dla wyrzeczenia- z chodzenia na plażę, kąpania się na basenach koedukacyjnych, z ubierania tego, co tu określiłem jako nieskromne i z estetycznego nawet podziwiania ciała napotkanych kobiet. Do tego wartałoby zrezygnować z słuchania muzyki wywodzącej się z rock'n'rolla( czyli również z techno, disco polo, reggae i metalu, oraz z pochodnych) i z tańczenia tańców „mieszanych”... Choćby na pewien czas, na czas dajmy na to rekolekcji, mających na celu weryfikację naszego życia- zbadanie wszytkiego, a zachowanie tego, co szlachetne. W czasie owym, polecam również zadbać o to, by sens- a więc i określony ład miały nie tylko słowa, którymi nazywamy nasze życie i świat, ale i samo życie- to, jak organizujemy swój czas i przestrzeń wokół siebie. By punktami usensawniającymi były pewne rytuały i obrzędy- stanowiące jednocześnie wyraz religijności. By ubiór i zachowanie wyrażały sakralne znaczenie ciała, chleba, domu, wsi, świątyni, niebios...

Jak ktoś mi zacznie tłumaczyć, że w dawnych czasach ludzie nie byli przyzwyczajeni do widoku nagości i w tym ich kontekście właściwe były takie zasady, natomiast dziś już jesteśmy przyzwyczajeni i nagość nie wywołuje takich jak dawniej reakcji, to mu powiem ciut inaczej. Powiem mu też inaczej, jeśli stwierdzi, że sposobem na przezwyciężanie bezwstydu i nieczystości jest przyzwyczajanie do nagości, że wtedy ludzie na widok nagości nie mają nieczystych myśli.
Juzem przecie godał, ze to taka prowda jak jo jeśm baba, by ludzkie odczucia były wyznacznikiem moralnej wartości czynów. Juzem jesce godał, ze jak umiys obojętnie przechodzić obok ciała niewiasty, to właśnie jesteś ofiarą rutyny, która zaprzecza Bożemu Zamiarowi, bo Bóg to przyciąganie w ludziach zaszczepił i sprawił, że jest zachwycające. Natomiast ludzka ułomność sprawia, że człowiek nie tylko może ten zachwyt bezprawnie zagrabiać, ale że za tym bezprawiem idzie niszczenie owego zachwytu. I na to się godzić nie można.

Ludzka natura -ta ponadmaterialna i integralna jest ponad kulturą, dlatego to ona ma być miarą kultury. Uczynienie zaś z kultury miary moralności to błąd relatywizmu, na który katolik się godzić nie może. Bo uwarunkowania kulturowe generują owszem- różnice, ale różnice te winny mieścić się w pewnych ramach moralnych. Tak, często się nie mieszczą, ale przecie gdybyśmy chcieli stwierdzić, że tam się kończą owe ramy, gdzie sięgają wzorce, czy elementy kultury, to musielibyśmy zakładać, że człowiek jest doskonały. Albo inaczej- że to jego widzimisię jest wyznacznikiem moralnej wartości czynu. A to błąd. Bo kultura to wynik działań podlegających błędom.

Tak więc fakt, że w różnych czasach i w różnych miejscach różnie się ludzie ubierają i zachowują nie oznacza, że w kulturach owych czasów i miejsc, w odczuciach i przekonaniach ludzi musimy szukać- relatywnych- bo te formy są różne- wyznaczników moralności ubioru.

Bo fakt, że człowiek ma różne spojrzenia na sprawy( choć zazwyczaj szuka uniwersalnych i trwałych wyznaczników) odsyła nas do tego, że- jak już uprzednio pisałem- to Boża Perspektywa, Boże Odczucie- jest wyznacznikiem moralności i słuszności czynów i elementów kulturowych.. I to ona powinna determinować konteksty. Bo kontekst nie jest ostateczną miarą wartości poszczególnych elementów kultury. On również powinien mieścić się w Prawie Bożym, a więc i kontekst może być błędny, podlega ocenie i wartościowaniu moralnemu. Bo i on, tak, jak kultura jest wynikiem działań ludzi. Działań, które podlegają błędowi- z racji ludzkiej ułomności.

Można mówić o kontekście jako całości determinującej sens poszczególnych wytworów kultury, ale można też mówić o wielu kontekstach- konkretnych sytuacjach w obrębie jakiejś kultury. W tym przypadku chodzi mi o to, że np. Strój bikini wydaje się moralny na plaży, a niemoralny np. na ulicy, czy w kościele. Tego typu relatywizm, zależność przyzwoitości od sytuacji jest dopuszczalna gdy norma społeczna w każdej określonej wyżej okoliczności mieści się w uniwersalnych wyznacznikach moralności. W tym przypadku oznacza to, że strój bikini byłby dopuszczalny na plaży, gdyby i w innych sytuacjach był moralnie zawsze dopuszczalny- a więc również w Kościele. Jeśli zaś społeczne odczucie tego nie dopuszcza, to znaczy, że albo zbyt rygorystycznie dana społeczność nakłada pewne zasady na sytuację na ulicy i w kościele, albo dopuszcza przekroczenie uniwersalnych norm moralności w przypadku plażowania...
Historia kościelnego nauczania i przykładu świętych każe nam twierdzić, że ta druga możliwość jest realna. Bowiem już od początków chrześcijaństwa, kładziono nacisk na to, by w publicznych sytuacjach nie pokazywać się w takich strojach. Sytuacje więc i okoliczności-konteksty, które zakładały taką niekompletność strojów lub zachowań jako oczywistość, były odrzucane.(Zakaz chodzenia do łaźni publicznych u pierwszych chrześcijan, zakazy chodzenia na bale i tańce, zakazy chodzenia na plażę, noszenia nieskromnych strojów i uczestniczenia w pokazach piękności w szalonych latach XX).

Wiele osób uważa, że niewiasty powinny chodzić do kościoła tak, jak charakteryzuję skromny ubiór, natomiast nie wymaga takich strojów poza kościołem. Ale przecież nie ma sensu twierdzenie, że to, co przyzwoite moralnie poza kościołem, przez wzgląd na skromność i wstydliwość nie jest takim w kościele. Bo zasady przyzwoitości ubioru i zachowania mające na względzie skromność i wstydliwość(a nie elegancję, itd..), a więc ukrycie tego, co winno stanowić przedmiot misterium- tajemnicy ciała Świątyni Ducha Świętego są uniwersalne, rozciąga się na wszystkie sfery życia publicznego. Kościoł zaś jako miejsce święte, jako rzeczywisty Środek świata- „omphalos ges”, którego szukały wszystkie religie i kultury tradycyjne, wymaga takiego ubioru tym bardziej, bo jego brak byłby w nim jeszcze bardziej rażący- jeśli nie ludzi, bo ci przez swą ułomność się przyzwyczajają- to Boga.

Uniwersalność tych zasad nie wyklucza jednak braku podstaw do ich stosowania, gdy tego wymaga obrona ich przedmiotu- ciała(np. U lekarza, ratowanie ludzi w trudnych sytuacjach...). Tak więc są to sytuacje, gdy najpierw trzeba zadbać o obronę przedmiotu owych zasad- ciała, by miały być one wobec czego stosowane. By było co ukrywać, jako przedmiot Świętej Tajemnicy.

Odnośnie poruszanej wcześniej zależności od kultury, okoliczności, kontekstu:
Zawsze można dziecko nauczyć innych okoliczności, innych kontekstów, innej kultury i innego ich znaczenia. Bo przecież to w koniecznie relatywnym- bo zależnym od otoczenia wychowaniu dziecko nabywa rozumienie świata. Ale i tu, jak juześmy wceśniéj godali ludzki relatywizm poznawczy jest ułomnością, która sprawia, że umyka nam czasem trwała nierelatywna moralność- stała prawda o tym, jak rzeczywistość powinna wyglądać, jak więc i powinny konkretne również wyglądać relacje między ludźmi, stroje i jakie sytuacje możemy uważać za właściwe, a jakie nie. Kropka.

I w tym miejscu warto, by człowiek pochylając się nad ludzką ułomnością, a raczej- pochylając się- bo przecie człek sam ułomny- przed Bożym Obliczem, dostrzegł, że ten, kto się cały sercem stara być dobry może jednocześnie robić źle. Jà téz.

Dlatego w żadnym wypadku nie oskarżam tu nikogo, kto dopuszcza się tego, co tu określiłem jako złe. Przecież sam kiedyś się tego dopuszczałem, przecie sam mogę teraz robić co źle- nie mając pojęcia zielonego, cérwonego, cy jakiego jesce jinego, ze to złe. No.
Ja jéno kcym sukać i nàjdujém rzecywiścié práwdę i dzielić się z nią z jinémi. Kcém téz, by któś, kto podzielół te poglądy zacon dawać przikład i przikładém stwarzać kontekst, który pomoże innym dostrzec słuszność tych poglądów..

Znam przecie wielu wspaniałych ludzi, którzy pragną szczérze wypełniać Wolę Chrystusa i robią wszystko dla niego, ale nie mieli w życiu takiej możliwośći by dowiedzieć się o tych prawdach, które tu przedstawiam. PO to właśnie jesteśmy wspólnotą, by sobie móc przekazywać prawdy- bo przecie każdy co do innych dostał poznanie. I jak dostałem do takich, jak powyżej i poniżej, to mam obowiązek je przekazywać. Przekazywać szczególnie tym, którzy pragną wypełniać Wolę Chrystusa, bo jeśli nie przekażę, to ich błędy będą moimi grzechami. Oni bowiem święcie dążą do prawdy, podług własnych charyzmatów, a ja nie dając im tego, co miałem im oddać, bo nie moje przeszkadzam im w ich dążeniu.

Jest to, co przekracza nasze istnienie ziemskie, co możemy symbolizować, czyli za pomocą tego, co materialne odsyłać do sensu, który poza materię wykracza.
Jednakże również to, co nas nie przekracza, to, co materialne, immanentne ma swoją wartość, ma samo w sobie sens. Ów sens wynika z tego, że to Bóg Stworzył materię i przewidział dla niej taki, a nie inny porządek- ład- kształt. Przewidzieć więc On musiał dla jej elementów takie, a nie inne miejsce w owym porządku- miejsce właściwe, które przecież z racji wszechzwiązku elementów Kosmosu polega na takiej ,a nie innej relacji do innych tego Ładu Elementów I właśnie to „właściwe rzeczom miejsce” nazywa się czystością. Bo przecie ziemia staje się brudem dopiero gdy znajdzie się chociażby na człowieczym ubraniu. Wcześniej nim nie była, bo znajdowała się na właściwym sobie miejscu. Dlatego też pewne formy rzeczywistości materialnej wymagają kryteriów, stałych zasad wskazujących na porządek i działanie względem innych bytów, na ową czystość.

Poszczególne elementy materii możemy rozpatrywać jako uporządkowanie elementów mniejszych- jako relacje i reakcje zachodzące między nimi. Ale i to, co widzialnie wyodrębniamy jako pojedyncze całości- np. ciało ludzkie, też wchodzi w reakcje i relacje z innymi elementami, z konieczności ma miejsce względem reszty świata którego jest częścią.
Istnieje więc też właściwy, czyli wynikający z Bożej Perspektywy Stwórczej porządek relacji i reakcji między ciałami.

Skromność stroju przez wzgląd na ową wartość ciała nie polega więc na samym symbolizowaniu przez ustalone- relatywne- konwencjonalnie tylko formy jakiejś duchowej potrzeby wstydu, ale na działaniu osłaniającym właściwy- c i e l e s n y przedmiot wstydu i porządkującym -czyli nadającym im właściwe miejsce- reakcje międzycielesne.

Skromność stroju nie polega więc na tym, że formy ukrywania ciała do czegoś istotnego odsyłają(co umożliwiałoby tylko konwencjonalny, a więc i zależny od kultury sens i kształt skromnych elementów stroju), ale że same w sobie działają, funkcjonują wobec ciała porządkując jego miejsce i reakcje/relacje względem innych ciał.Stroje mają tu wypełniać pewną powinność wynikającą z Bożego Ładu. Ta powinność jest stała, bo i Boży Ład jest stały, wieczny. Dlatego więc i forma wypełniająca go(tutaj ubiór) musi mieć stałe kryteria. Kryteria wyznaczają obszar nieskończenie wielu możliwości. Nieskończenie wielu, ale nie dowolnych, bo mieszczących się w granicach owego obszaru. Ubiór zaś, jak już wcześniej pisaliśmy jest reakcją na ułomność człowieka i regulatorem wyznaczonego przez Wolę Stwórcy miejsca ciała, ciała wysadzanego zeń przez ową ułomność.

Skromność ubioru wynika więc z chęci utrzymania takiej, a nie innej relacji między ludźmi, zawierajacej w sobie relację między ciałami. Ma swoje źródło w Woli Bożej, która chce, by te relacje miały taki, a nie inny kształt- nadaje więc im wartość bezpośrednią- sens sprawiający, że należy takiego, a nie innego miejsca ciała, czy kształtu owych relacji bronić. Co więcej- z racji życia w świecie, który przez pogrzechową ułomność kusi nas do złego i w którym zło się narzuca, a dobro wymaga trudu- należy nieustannie podejmować wysiłek, by miejsce ciała było takie jak Chce Bóg.

Nie możemy więc kwestii ubioru, czy szerzej skromności i wstydliwości oddawać zmiennym ludzkim nastrojom, popędom, przypadkowi. Bo zazwyczaj to, co złe samo wciąga, nie pyta nas czy chcemy tylko samo wciąga. I chcąc zrobić dobrze musimy podjąć wysiłek, trud, cierpienie, czasem męczeństwo, by owemu wciąganiu się przeciwstawić, A nie dać się wciągać uznając owe wciąganie za „kierunek wynikający z naszej woli i decyzji”. To bowiem, co dobre- zostawia nam możliwość wyboru- samo bowiem wymaga, byśmy my do tego zdążali, wymaga wysiłku, samozaparcia, trudu...

Nasza kultura niestety przykleiła temu, co nas samo pociąga i nie wymaga etykietę „tego, co wynika z naturalnej potrzeby, z wolnego wyboru”, a temu, co wymaga trudu naklejono zaś naklejkę z nośnym napisem: „zniewolenie przez sztuczne prawo, skrępowanie zasadami”. To się tyczy również innych elementów kultury i mentalności, niestety przyjmowanych entuzjastycznie przez wielu dobrych chrześcijan, którzy jak ufam są tu raczej ofiarami, którym pragnę pomóc w realizacji ich celów. Bo to, co kultura wskazała im jako realizację owych celów, jest w rzeczywistości(zakamuflowanej) ich zaprzeczeniem. Ale my często o tym nie wiemy. A jak się dowiemy, to musimy innych przestrzec. Tak więc mam nadzieję, że i inni będą chcieli pomóc mi w odnajdywaniu dróg do Prawdy.


Teraz chciałbym przedstawić częsć swoich notatek na marginiesie do książki Brawario nt. tańców

Tańce towarzyskie jako bliskie okazje do grzechu

Słowo "taniec" to worek do którego wrzucono dziś wiele znaczeń. W zależności od kontekstu znaczyć może co innego. Dlatego też nie każdy układ ruchu nazwany tańcem w jakiejś epoce, czy kulturze jest tym samym, co zjawisko nazwane tańcem w innych okolicznościach. Tzw. "Tańce" liturgiczne nie są tym samym, co krytykowane przez świętych tańce nieskromne. Te tańce liturgiczne, to zwykłe gesty modlitewne mające podobny wydźwięk jak klęczenie, stanie, ukłony, czy wznoszenie rąk.

Trzeba szukać obiektywnego wyznacznika nieskromnych sytuacji niezależnych od intencji i odczuć osoby, Trzeba skupić się najpierw na tych okolicznościach a dopiero później na tych tańcach, które zawierają w sobie te okoliczności. Bo osoba może nic nie czuć- przez przyzwyczajenie- może nie mieć żadnego grzechu a znajdować się w obiektywnie nieskromnej sytuacji. Obiektywne jest to, co Boska subiekcja uważa za Własciwe i niewłaściwe miejsce ludzi i rzeczy wobec Boga i wobec innych.
Ja bym szukał obiektywnych cech nieskromnych w bliskości fizycznej i w ruchach, oraz w strojach.
Taka bliskość fizyczna i kierunek mówienia do siebie, dotyk, ruchy i niewłaściwe ubranie razem wzięte są nie do pomyślenia w życiu codziennym(chociaż i tego coraz mniej)- są bowiem przekroczeniem tzw. dystansu intymnego

Wydaje mi się, że powinniśmy bardziej przywiązywać uwagę nie do ilościowych ale do jakościowych podstaw krytyki tańca- przez wzgląd na obiektywne wyznaczniki skromnej sytuacji.
Jakie konkretne cechy pozamałżeńskiego, lub/i publicznego tańca są złe?
Długotrwałe: bliskość fizyczna, bliskość spojrzeń, dotyk, sugestywne ruchy. Jest to przekraczanie dystansu intymnego, które między niespokrewnionymi, niewychowanymi razem niewiastą a mężczyzną powinno wywołać pożądanie- POWINNO- ale powinno być też zarezerwowane dla Małżeństwa. Jeśli się je wciąga w sferę relacji możliwych z każdym, to małżeństwo traci należne mu spoiwo- wyjątkowość- Zachwyt. Mężczyźni nie przywiązują się tak do żony, bo to samo w dużym stopniu mają wszędzie. Ponadto przyzwyczajenie do wielości uliczno-codziennych doznań tego, co winno być ukryte dla małżeństwa- zarówno wzrokowych, jak i dotykowych prowadzi do osłabienia naturalnych mechanizmów przyciągania. Zupełnie tak samo jak w użytym przez Brawario przykładzie, w którym ktoś przyzwyczajony do miękkiej pornografii osłabia swoją naturalną reakcję, i potrzebuje "mocniejszych doznań"... później jeszcze mocniejszych...
Owo zpowszednienie jest jak ciasto, którego po trochu próbowaliśmy zanim uczta się zaczęła. NO często jak tak próbowałem, to już w czasie święta nie miałem na ciasto ochoty... Oby nam takie codzienne próbowanie nie zepsuło małżeńskiego zachwytu, który winni jesteśmy przede wszystkim Bogu, gdy doświadczamy jego daru- możliwości współuczestniczenia w Stwarzaniu nowego Boskiego Obrazu- życia. Nie możemy sobie oderwać od tego zadania towarzyszącej mu "nagrody"-przyjemności- zapominając o zadaniu. Bo to kradzież i profanacja. Czy nie jest dziś powszechne narzekanie, że z małżeństwem pryska cały "czar", zachwyt, pozostaje pewna rutyna. Czy nie jest tak dlatego, że małżeńska wyjątkowość jest nieopakowana, dostępna za każdym rogiem, kosztowana, zanim przyjdzie jej czas? Może to, co nawet pobożnym katolikom wydaje się przynależeć do tzw., chodzenia ze sobą- powinno być dostępne dopiero w małżeństwie? Uważam, że tak.

Pobudki erotyczne znosi częste obcowanie z nieskromnością. Natomiast dla świętych przeciwnie- pokusą były już najdelikatniejsze pobudki. Czy znaczy to, ze święci byli gorszymi zbereźnikami? Wręcz przeciwnie. Świadczy to o tym, że wrażliwość erotyczna jest przejawem właściwej postawy, a osłabianie pożądliwych odczuć- świadczy o zepsuciu. Przecie ludzkie poczucie, ludzki spokój, brak odczuwania niewłaściwości zachowań, nie mogą być wyznacznikiem dobroci czynów. Bo zazwyczaj ten spokój, brak pokus jest tam, gdzie diabeł nie musi aż nadto się wysilać, bo ludzie sami robią źle myśląc, że robią dobrze .O tym wspominał właśnie J.M. Vianney:

"Pewien święty przechodził kiedyś obok klasztoru i ujrzał mnóstwo diabłów nękających mnichów, lecz nie mogących ich do niczego skusić. Potem wszedł do miasta i ujrzał jednego diabła, który z założonymi rękami siedział w bramie, przypatrując się ludziom. Święty zapytał go więc, dlaczego sam jeden siedzi w wielkim mieście, podczas gdy tłum diabłów dokucza garstce mnichów. Diabeł odpowiedział mu, że w mieście w pojedynkę sobie poradzi i trudzić się zbytnio nie musi, gdyż ludzie sami się do niego garną, żyjąc w nienawiści, nieczystości i pijaństwie. Tymczasem z zakonnikami sprawa jest o wiele trudniejsza: cały zastęp diabłów szturmuje ich pokusami, tracąc czas i siły, a nic nie zyskując. Jedyne na co mogą liczyć, to na posiłki oraz na to, że mnisi zniechęcą się do surowej reguły."

(z: o Alfred Monnin SI, Zapiski z Ars. Zapiski naocznego świadka kazań, homilii i rozmów św. Jana Marii Vianneya, Warszawa 2009)

O czym to wszystko może świadczyć?
O tym, że pewnym sytuacjom bliskości, pewnym widokom, ruchom, nie powinno się odmawiać pożądliwych skojarzeń- nie powinno się do nich przyzwyczajać tak, że przestają na nas działać. Dlaczego? Bo w ten sposób osłabiamy to, co winno funkcjonować jak najlepiej- tak, jak sobie to Bóg zaplanował- w Małżeństwie.
Jak się przyzwyczaimy do częstego obcowania z widokiem, ruchami i dotykiem ciał dziewczyn, to obcowanie z żoną straci swoją wyjątkowość, unikalność- a tą unikalność powinny mieć i dotyk i widok i bliskość-prawidłowo niedostępne nam w sytuacjach poza sakramentem małżeństwa.
To jest wg mnie najistotniejsze. Bo ludzie dzisiaj często nie czują pożądliwości w tańcu i dlatego trzeba się do tego odnieść.


Wspomniany powyżej dystans intymny jest kulturowo uwarunkowany tak samo jak wyznaczniki nagości ale tylko w ograniczonym zakresie, którego granicami są wyznaczniki obiektywne skromności i tajemnicy ciała.
Ktoś może powiedzieć, że sytuację intymną znosi "kontekst, sytuacja tańca". Owszem, bardzo często jest tak, że ludzie w pewnym kontekście nie odczuwają złości pewnych zachowań, bo kulturowe, kontekstowe przyzwyczajenie im to nakazuje. Ale kulturę, sytuacje i konteksty tworzą w pewnym jej aspekcie ludzie. A ludzie mają to do siebie, ze popełniają błędy. Dlatego konteksty mogą być błędne. NIe możemy się im bezwiednie poddawać, bo duchowa natura człowieka jest ponad kulturą. Zazwyczaj te konteksty są dam dane jako oczywiste narzędzie posptrzegania świata, jako "habitus" i dlatego są dla nas przezroczyste, dlatego nie możemy ich dostrzeć i poddać moralnym kryteriom... Ale są w życiu sytuacje, gdy udaje nam się z dystansu spojrzeć na te oczywistości. I tymi spostrzeżeniami musimy się dzielić, musimy je oddać innym...

Współczesna percepcja tańca wynika z codziennej rutyny w relacjach damsko- męskich, wynika z ich przesytu i spowszednienia. Z tego następnie wynika postawa obojętności i coraz bardziej wygórowanych oczekiwań. Jeśli wynika ona z nieporzadku, czyli nieczystości(bo czystość to właśniwe rzeczy miejsce), to należałoby zobaczyć, jak odbierany byłby taniec, gdyby ten porzadek został przywrócony- gdyby codzienne relacje d-m, były zgodne z misteryjnością Świątyń Ducha Świetego i ich wzajemnych relacji. Być może wtedy taka bliskość w tańcu byłaby czymś, co budzi erotyczne skojarzenia

Sama damsko męskość tańców nie świadoczy o nieskromności. JAKA damsko-męskość o niej świadczy?
KIedy taniec zaczyna być nieskromny? W jakich odległościach między partnerami?(W zasięgu dotyku tułowia drugiej osoby? W bliskim kontakcie wzrokowym?) Jakie kontakty damsko-męskie nie są zaliczone do tej nieprzyzwoitości?(Bo przecież chodzimy na ulicach obok niewiast, gdy spotykamy znajomą to idziemy obok siebie w odległości kilkunastu cm...)


Pogańskie tańce o char er wiązały się z kultem dlatego, że był to kult z zasady z er opowiązany. Orgia- to forma pogańskiego kultu. Taniec jako sposób orgii się tam narodził. Chrześcijaństwo z zasady ograniczyło zachowanie związane z orgią do Małżeństwa- tylko tam można doznawać ek-stazy cielesnej. Ekstaza bowiem właściwa jest tylko doświadczeniu Świętości, ale to doświadczenie doznawane bez sakramentalnego przyzwolenia Świętego jest profanacją, zagrabieniem daru, samowolnym nieporządkiem... Tak, jak na granicy raju.

Jak mam odpowiedzieć na przykład J.B. Molli? O Swiętości decyduje to, co od człowieka zależy- czego jest świadom, co dzięki tej świadomości może być przedmiotem wyboru. Oddzieliliśmy już obiektywne zło sytuacji od osobistej winy, Jedno nie jest równe drugiemu. Dlatego też popełnianie obiektywnego zła nie świadczy o braku świętości(To jest dopiero w 45 punkcie, po zawiłych tłumaczeniach, a powinno być gdzieś na początku omawiania sprawy. Na początku powinno być też odróżnienie ob. zła od osobistej winy- tak samo w rozdz. o sytuacjonizmie.)

Ponadto należy pamiętać, ze Brawario, podążając za przykładem świętych, nie krytykuje tańca w ogóle, ale tańce w których przekracza się granicę wstydliwości- przez bliskość, ruch, dotyk i widok, dlatego przywoływanie jako kontrargumentu dla jego tez pochwały tańca ze strony św. Augustyna, to manipulacja(wierzę, że nieświadoma).

Ci, którzy dobrowolnych odczuć er poza małżeństwem nie uznają za nic złego otwarcie przyznają, że w tańcu takie odczucia są i że są z tym tańcem nierozerwalnie związane. Natomiast dopiero gdy ktoś jest katolikiem i nie może przyjąć postawy pożądliwej- zaczyna twiedzić, że nie ma tam pierwiastka er, że zależy od "od intencji":

"O tańcu, jego specyfice, poruszaniu serca, a także granicy, której nie powinno się w nim przekraczać, w Małym Poradniku Grzesznika mówi o. Ksawery Knotz, kapucyn z Apostolstwa Małżeństw "Szansa Spotkania".



W tańcu zawsze jest jakiś element uwodzenia i bliskości cielesnej, który rodzi zainteresowanie drugą osobą. W czasie tańca mogą pojawić się poruszenia seksualne. Przez taniec ludzie się do siebie przybliżają, otwierają na siebie. Nieodzowne jest badanie własnego serca i zastanowienie się w swoim sumieniu nad tworzoną relacją. Istnieje cała hierarchia wyższych i niższych poruszeń ludzkiego serca: czystych i brudnych, miłosnych i pożądliwych, które się do pewnego stopnia wzajemnie mieszają, mają swoje odmiany i odcienie. Przenoszą się na zewnątrz za pomocą naszego ciała – poprzez mowę, dotyk. Zależnie, które poruszenia zdominują serce człowieka będą niosły całkiem inną treść i będą budować całkiem inny rodzaj relacji z drugą osobą.
Tango argentyńskie dla przykładu jest bardzo erotycznym tańcem. Taniec uwodzi. Otwiera na dużą intymność między tańczącymi partnerami. Jeśli tańczą małżonkowie to, on ich łączy, zbliża i umacnia małżeństwo. Wyrażają poprzez taniec miłość do siebie. On przekłada się na więź. Nie ma co ukrywać, że w innych przypadkach tak erotyczny taniec naraża na zdradę małżeństwa. Jeśli ktoś się w nim zatraci, może stracić poczucie granicy. Taniec to dotyk, ubiór, zapach... to oddziałuje. Tańcząc trzeba pamiętać, że ma się obrączkę na palcu.
Człowiek o czystym sercu będzie wyczuwał, żeby za dużo nie tańczyć z pewnymi osobami, że to może przerodzić się w coś złego. Też jest inny taniec po alkoholu, który może spowodować utratę wolności. Puszczają pewne hamulce, i robi się wtedy rzeczy, których nie zrobiłoby się na trzeźwo. Poprzez taniec można doprowadzić do stworzenia sytuacji umożliwiającej wykorzystanie seksualne drugiej osoby. Ważne jest z kim się tańczy i jak się tańczy. I o tym też trzeba pamiętać.
Jest wiele pięknych tańców, które dają ludziom dobrą zabawę, radość i szczęścia, które przynoszą dobre owoce. Dużo zależy od serca człowieka."

A tak pisała forumowiczka Mulan:
"tańczę taniec towarzyski od 6 lat i musze przyznać o. Knotz ma rację. Wiele par "stworzyło sie" poprzez taniec. Sama byłam w podobnym zwiazku. Ważne jest odróżnienie ralacji czysto tanecznych od tych, które z tańcem nie mają wiele wspólnego. Niektórzy, świadomie lub nieświadomie, przekraczają pewne granice. Nie zdają sobie sprawy, że druga osoba w parze, może te intencje źle zrozumieć"
inny komentator Jassp:
"Czy można udowodnić taką tezę, że przez taniec z drugą osobą poznaję jej przyszłe erotyczne zachowania? Inaczej, czy jak ktoś tańczy (jak mi się ułada z nią/nim taniec) tak będzie się układało moje życie intymne z tą osobą? Trywialniej: jaki jestes w tańcu taki w jesteś/będziesz w łóżku?"

Dużo zależy od serca, ale serca zależy też od tego, co na zewnątrz- jeśli damy temu do nas dostęp. Powyżej autor wpadł w pewną sprzeczność- napisał, że Taniec uwodzi, a później ,ze trzeba zachować w nim pewne granice. Jeśli coś uwodzi, ma podtekst i działanie er, to granicą tego jest małżeństwo i sypialnia.
To, co pisze ojciec Knotz tylko potwierdza słowa Brawaria. Szkoda, że o. Knotz nie zauważa, że taka cecha tańców towarzyskich wyklucza ich obecność, ich pokazywanie poza małżeństwem. Bo ten erotyzm powinien być w małżeństwie zamknięty, powinien być tajemnicą, do której dostęp mają tylko jej uczestnicy- Chrześcijanin nie może więc tańczyć takich tańców publicznie, tylko w sypialni i tylko w małżeństwie. A to wyklucza sensowność takich tańców, bo jak niby możnaby było się ich nauczyć, jak możnaby było mówić o tańcach o wspólnych dla wielu ludzi zasadach...?.

Inne notatki do książki:

Bliskie okazje do grzechu.
Ja bym zdefiniował je tak:
To, co nazywamy bliską okazją do grzechu, to taki nieporządek obiektywny, który jest zły sam w sobie, ale stałby się grzechem dopiero, gdy ktoś, kto w takiej sytuacji dobrowolnie się znajduje, uświadamia sobie jego grzeszność.

.35-6- skierowane do ogółu= DOBRY ROZDZIAŁ
37, 1)!
2)
56(ostatni akapit)-58 mądrze, trafnie, powinno być to na poczatku. Resztę rozdziału należałoby wg mnie pominąć, umieścić w aneksie, albo zaznaczyć jakoś jego mniejszą ważkość, żeby nie zagłuszało tego najistotniejszego aspektu)

62 Mówi Pan o nieporzadku Woli- a jak już pisałem, należałoby najpierw mówić o nieporzadku sytuacji.(Ale przykład z pornografią trafia w sedno)
63-64 DOBRE
moje dopowiedzenie-parafraza:

64-67 Dobry rozdział. Powinien być przed innymi i wyszczególniony.
66- jeśli coś jest narzędziem poznania, to staje się oczywiste, przezroczyste, oswojone. Ludzie zazwyczaj nie widza swojej kultury, bo nią żyją, zazwtyczaj nie widza oczu, którymi patrzą. Widzą natomiast inne oczy, albo odbicie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

zapraszam do komentowania