wtorek, 2 września 2014

piątek, 29 sierpnia 2014

Tyś we wschodzie słońca

Błogosławieni Miłosierni

Tyś we wschodzie słońca krwistym     aGaaG

piątek, 15 sierpnia 2014

Intronizacja. Odpowiedź na zarzuty i sprostowanie jej błędnych definicji

[zarzuty i błędy zaznaczone na czerwono


Po co Intronizacja? Przecież Chrystus już jest Królem. I to Wszechświata, dlatego nie trzeba ogłaszać go już Królem Polski. 

piątek, 1 sierpnia 2014

Intronizacja

"Królestwo Moje nie jest z tego świata"
Intronizacja Chrystusa

Nie skądinąd bowiem szczęście dla państwa,
a skądinąd dla człowieka:
ponieważ państwo, to nic innego,
jak zgodny zespół ludzi
(św. Augustyn, List do Macedończyków, rozdz, 3).

Niechże więc rządcy państw nie wzbraniają się sami i wraz ze swoim narodem oddać królestwu Chrystusowemu publicznych oznak czci i posłuszeństwa, jeżeli pragną zachować nienaruszoną swą powagę i przyczynić się do pomnożenia pomyślności swej ojczyzny.
Pius XI Quas Primas

sobota, 29 marca 2014

W obronie ks. Natanka. Cz.II- zarzuty ks. Morawy.


Ksiądz dr Morawa poświęcił swoja analizę błędów księdza Natanka głównie prywatnym objawieniom. Można się zgodzić, że postawa księdza Piotra wobec prywatnych objawień jest zbyt mało ostrożna i że nieuprawnione jest oskarżanie biskupów o herezję i współpracę z masonerią. Jednak dotychczasowe zarzuty skupiały się na czym innym. Co więcej: zwrócenie się ku prywatnym objawieniom było wynikiem uprzednich zarzutów, które był niesłuszne. Zresztą nieostrożność w sprawie objawień nie jest groźna dopóki nie wykażę się nie zgodności tych objawień z wiarą. Inni księża robią gorsze rzeczy i takich kar nie dostają. A ksiądz, co  chce dobrze, co chce trwać przy Chrystusie, idzie pod prąd mód i wyrzeka się nawet dotychczasowych upodobań dostaje karę? Dziwne, że nie dostał kary wtedy, kiedy łamał prawo liturgiczne w duchu odnowowo-neokatechumenalno-oazowym. Wtedy kar nie dostawał, mimo iż naruszał integralność Najświętszej Ofiary. Inni dalej to robią, a On się z tego nawrócił. To niesłuszne oskarżenia ze strony Kurii były początkiem tej sytuacji. I nie można teraz odwracać od nich uwagi przenosząc ją prywatne objawienia. Trzeba się pierwej z niesłusznych oskarżeń wycofać.

piątek, 28 marca 2014

W obronie księdza Natanka

analiza zarzutów ze strony księdza Morawy jest tutaj


Ksiądz Piotr nie poddał się karze suspensy. Nie pochwalam tego (ale też nie oskarżam, bom zbyt głupi chłystek, żeby kapłana osądzać). Sumienie nakazuje mi jednak pokazać, że zarzuty w wyniku których kara ta została nałożona były w większej części niesłuszne i dopiero one spowodowały zamieszanie i wielką szkodę dla wiernych. Te niesłuszne oskarżenia zawierały w sobie poważne sprzeczności z Wiarą Kościoła, które zgodnie z sumieniem mam obowiązek przedstawić. Jako niesłuszne stały się one również powodem wielkiej szkody i niesprawiedliwości wyrządzonej owemu księdzu. Jego nieposłuszeństwo nie było więc przyczyną ale skutkiem krzywdy mu wyrządzonej. Dlatego też pierwszym krokiem do jedności powinno być wycofanie się z fałszywych zarzutów, by jaśniej widoczne stały się te prawdziwe.

piątek, 14 lutego 2014

Rytuału nam potrzeba!



Potrzeba rytualna nie znosi próżni. Jeśli jej nie zapełnisz katolickimi rytuałami, to przypadkowe czynności przemienią Twój światopogląd, nawet się nie zorientujesz kiedy.

Zapomnieliśmy o przestrzeni sakralnie nacechowanej po katolicku, to szukamy jakichś feng szuj posążków buddy. Zamiast ołtarzyka albo na równi ze świętymi obrazami wieszamy na ścianach plakaty gwiazd filmów, sportu, muzyki(taki nienazwany wprost, nowy politeizm). Odwróciliśmy od Mszy Świętej nasz rytualny zmysł(przez usunięcie poczucia Odgórności, niezmienności, tajemnicy wyrażanego w pozawerbalnych znakach:  http://blogownia.stacja7.pl/to-nie-tradsi-zaczeli/) na rzecz przegadania. Teraz jak Rytuał traktujemy koncerty,  dyskoteki i piłkarskie mecze. Trzeba odwrócić ten proces. Bo jak mawiał abp. Fulton John Sheen:

Jeśli nie żyjesz tak, jak wierzysz, to zaczniesz wierzyć tak, jak żyjesz.
Bo stanie się to, przed czym przestrzegał Chrystus:
Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku, ale nie znajduje. Wtedy mówi: “Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem”; a przyszedłszy zastaje go niezajętym, wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze z sobą siedmiu innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy, niż był poprzedni. Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem”. (MT 12, 43-45)

Jak? Moja propozycja jest taka 

sobota, 25 stycznia 2014

Godność kobiety mistyczna sukienka

Skromna sukienka i niedostępność dziewczyny może być intrygująca, ale i dawać sygnał, że jest ona kimś wyjątkowym i wartościowym. Niestety dziś niesłusznie wylewa się dziecko z kąpielą i odrzuca jako wyraz pogardy dla ciała skromne stroje, zachowania, obyczaje które propagowali święci.  Tymczasem dla wielu były one wyrazem wyjątkowej godności- tego, że ciało jest Świątynią Ducha Świętego, a ciała kobiety niejako do potęgi, bo to w ciele niewiasty, a nie mężczyzny powstaje istota na Boski Obraz. Gdzie takie rewelacje dzieją się we wszechświecie? Nigdzie indziej. Stąd  kobiecie i jej ciału należy się wyjątkowy szacunek!

czwartek, 9 stycznia 2014

Kultura Kościoła a kultury świata



Zewnętrzne formy kulturowe są ważne. Bo człowiek jest materialny, bo było Wcielenie i Zmartwychwstanie, Pan Jezus posługiwał się zewnętrznymi formami. Większość katolików się zgodzi co do tego. Jeśli tak, to skąd spór o formy?
Tak się składa, że sprawa przystosowania do lokalnych kultur, zewnętrznych form mnie żywo interesuje i opisywałem powyższe problemy choćby tutaj:
ciało, tańce, stroje, formy 
katolicki styl życia 
odwołać niesłuszne zarzuty o formalizm 
Stadion jako Kościół. Dla Pani Marii Patynowskiej


Odwołać niesłuszną krytykę Tradycji. Czy forma była pusta?

Pochopnie i krzywdząco uznano tradycyjne formy (w tym Liturgiczne) za niezrozumiałe i przeżyte. Pochopnie zastąpiono je nowymi, rzekomo zrozumiałymi dla "współczesnego  człowieka". Uczciwość wymaga wycofania się ze zmian, które oparte były na niesłusznej ocenie, które skrzywdziły wielu.

niedziela, 5 stycznia 2014

Katolicki styl życia -Brakujące ogniwo Nowej Ewangelizacji

 "Przychodzi mi teraz na myśl pewna rada, jaką św. Franciszek z Asyżu dawał swoim braciom: "Idźcie i głoście Ewangelię, czasami także słowami"
-papież Franciszek:


Mam propozycję, jak te słowa wcielić w życie, jak zostać zwyczjanym katolikiem: MISTYCZNY STYL ŻYCIA. KLIKNIJ

sobota, 4 stycznia 2014

Spór o ciało, tańce, stroje i formy zewnętrzne.

Błędne formy cielesne i materialne naszej kultury

"Gest cielesny jest jako taki nośnikiem ducho wego sensu adoracji, bez której sam gest byłby bezsensowny. Akt duchowy musi się ze swej istoty i ze wzglę du na cielesnoduchową jedność człowieka wyrazić koniecznie w geście ciała."
kard. Ratzinger -Duch Liturgii


wtorek, 27 sierpnia 2013

List


Szukamy dziś wymyślnych form, koncertów, tańców, ewangelizacji ulicznych, żeby przyciągnąć ludzi do Kościoła. Staramy się jak najbardziej aktywizować w sferze sacrum i przez to pogłębiać swoją wiarę. Mamy wyrzuty sumienia, że mówimy za mało o Bogu.  W powyższych troskach współczesnego człowieka, który chce być religijny kryje się kilka pułapek. Chciałbym przestrzegając przed nimi zaproponować  powrót na pewną zapomnianą ścieżkę, o której pisał chociażby papież Benedykt XVI, która byłaby również odpowiedzią na wezwanie papieża Franciszka i jego św. Imiennika z Asyżu do głoszenia Ewangelii „czasem tylko słowami”.  Ścieżyna ta stanowi wg mnie brakujące ogniwo Nowej Ewangelizacji. Wiąże się również ściśle z właściwą aktywnością świeckich w Liturgii. Aktywność ta w ostatnich czasu przestała być właściwie rozumiana. Benedykt XVI proponował odrodzenie Kościoła i wiary właśnie przez Liturgię. Trzeba jednak ruchu w obie strony. Trzeba również by gleba zwyczajnego życia została przygotowana do właściwego przyjęcia liturgicznego ziarna.   Zanim jednak napiszę  cóż to za dróżkę, a raczej dróżki Kościół powinien przywrócić do łask, scharakteryzuję błędne idee, które sprawiły, że uznaliśmy je za drogi donikąd, za truciznę, mimo iż były lekarstwem, że ucięliśmy głowę, zamiast ją wyleczyć.
Pułapki te uderzyły i dalej uderzają w istotę religii. Tą istotą jest totalność. Oznacza ona, że religia nie byłaby religią, gdyby nie „mieszała się” do wszystkiego, gdyby nie wyznaczała wzoru dla wszystkich sfer życia. Totalność owa zakłada, że rzeczywistość to system, czyli splot spraw, które nie są niezależnie, bo na siebie wpływają, tworząc całość. Z istotą tą sprzecznych jest kilka mechanizmów, któremu już nawet sami katolicy bezwiednie się podporządkowują:
1.)    Sekularyzacja – element większego procesu – autonomizacji – próby przedstawiania jako niezależne z istoty powiązanych elementów systemu rzeczywistości.
2.)    Przejęzykowienie i etykietyzowanie.  Umożliwia ono uznanie czegoś za katolickie tylko poprzez nadanie temu katolickiej nazwy.
3.)    Awersja do formalnego, zewnętrznego wymiaru religijności ludowej.
4.)    Zagubienie perspektywy wieczności na rzecz kreatywności, zmiany.
5.)    Krytyka rytualnego, tradycyjnego wymiaru religijności oparta na mylnym wrzuceniu go do jednego worka z magią, synkretyzmem, czy pogaństwem.
(pominąłem tu szczegółową analizę tych pułapek)
Schematy społeczno-ideologiczne, które – czy tego chcemy, czy nie – nas ukształtowały Skłaniają nas  do wymyślania przeróżnych akcji, flashmobów, skakania, zlanych łzami wieczorków przy świetle zniczy i rzewnych śpiewów wraz z pełnymi uniesień recytacjami... Próbowałem kiedyś na siłę w tym uczestniczyć, bo takie coś było w chrześcijańskich wspólnotach, które wg moich dziecięcych wyobrażeń musiały być wzorem pobożności.  Niestety nie są, bo wyrosły z  pragnienia naśladowania protestanckich ekstaz i odlotów.. Zwykli członkowie tych wspólnot myśleli tak jak ja i brnęli w tę sztuczność, i dziwaczność... 
Takie akcje mogłyby być owocne, gdyby zmieniły w sobie wszystko prócz entuzjazmu młodych... i nazwy.

Musimy postawić tym schematom opór, opór radosny, ale nie wesołkowaty, podniosły, ale nie wyniosły. Poszukujący  znaczeń, ale nie silący się na tworzenie zbyt wielu sztucznych symboli, okazji i nisz „religijnych”oderwanych od zwyczajności i normalności. Nadający znaczenie zwyczajnym, koniecznym sferom życia- chlebowi powszedniemu, domowi,  ubiorowi, relacji z drugim człowiekiem. To wszystko zawsze jest  i z tego trzeba czynić znaki, a nie tworzyć sztuczne okazje znaczące.  Żeby nie nastąpiła inflacja znaków…
Mamy przecież już swoje święta katolickie, piękne procesje Bożego Ciała, w których Bóg "zagrody nasze widzieć przychodzi i jak się jego dzieciom powodzi". Nauczmy się cieszyć tym co mamy, a nie wymyślajmy na siłe, zgodnie z pogonią za "kreatywnością" światową nowych uszczęśliwień. Jeśli nie umiemy się radować prosto, tym co mamy, tym, co Duch Święty wykształcił z miłości poprzednich pokoleń i co che byśmy podjęli i budowali dalej, to nie umiemy się w ogóle radować. Nasza wesołkowatość to ułuda szczęścia.


Propozycja:
Przychodzi mi teraz na myśl pewna rada, jaką św. Franciszek z Asyżu dawał swoim braciom: "Idźcie i głoście Ewangelię, czasami także słowami"
Papież Franciszek
"Gest cielesny jest jako taki nośnikiem duchowego sensu 
adoracji, bez której sam gest byłby bezsensowny.
Akt duchowy musi się ze swej istoty
i ze względu na cielesnoduchową jedność człowieka
wyrazić koniecznie w geście ciała."
kard. Ratzinger. "Duch Liturgii"
Tą ścieżyną, na której powrót chciałbym całemu Kościołowi zaproponować jest właśnie mistyczna codzienność - ludowa pobożność. A co to jest ta ludowa pobożność? Czy to kwiatki, wzorki i przebieranie się od święta w ludowe stroje? Ludowa pobożność to coś więcej. To uczynienie z całego życia Znaku, Księgi pisanej „czasem także słowami”, drogowskazu odsyłającego do Boga, kierującego ku Niebiosom. Ludowa pobożność to podejmowana wciąż na nowo próba fraktalowego odbicia Niebios, Wieczności, świętego Początku na każdym skrawku codzienności i upływającego czasu. Próba ta odbywa się za pośrednictwem Liturgii, która wg katolików jest Doskonałym obrzędem, jedynym wypełniającym pragnienie którego wyrazem były obrzędy i rytuały wszystkich innych religii. Ten Rytuał przez duże R, nie znosi jednak potrzeby rytuałów innych, wręcz przeciwnie. Owe rytuały niedoskonałe, zakotwiczone w codzienności są potrzebne jako grunt, pozwalający  zrozumieć istotę Mszy Świętej, która jest istotą Chrześcijaństwa. Dlatego też odrzucenie  ludowej pobożności wiąże się tak ściśle z upadkiem wiary w Starym Świecie. Jak pisał papież Benedykt XVI:
Pobożność ludowa to żyzna ziemia, bez której liturgia nie może wzrastać. Niestety, była ona często lekceważona, a nawet deprecjonowana przez część Ruchu Liturgicznego, a także w trakcie reformy posoborowej. Miast tego należy ją miłować, oczyszczać tam, gdzie trzeba, i kierować nią, zawsze jednak przyjmować z wielkim szacunkiem jako wyraz przywiązania do wiary, przywiązania obecnego w sercu narodów, nawet wówczas, gdy pobożność ta wydaje się obca lub niezrozumiała. Jest ona niewątpliwym, wewnętrznym zakorzenieniem wiary; tam, gdzie usycha, tam z łatwością dochodzi do głosu racjonalizm i sekciarstwo. Wypróbowane elementy pobożności ludowej mogą wywierać wpływ na formowanie liturgii i to bez gorliwego jej robienia, lecz w procesie cierpliwego, powolnego wzrostu"[1]
Fascynujące podobieństwa między Ewangelią, Mszą Świętą a obrazami mitycznymi wielu kultur, które często pozostały w kulturze ludowej postaram się opisać w innym miejscu. Teraz chciałbym zwrócić uwagę na pewien szkodliwy mechanizm, który można w skrócie opisać, jako…
…wylewanie dziecka z kąpielą
Ktoś kiedyś wymyślił, że ludowe rytuały, ścisłe zasady kultury ludowej, to puste formy, albo magia. I katolicy się tym przejęli, i zaczęli odrzucać wszelkie rytuały razem z rzeczywistemi zabobonami. Ks. Roman Kneblewski powiedział kiedyś: Życie wewnętrzne nie znosi próżniParafrazując te słowa można powiedzieć, że rytualna potrzeba człowieka nie znosi próżni. Tą próżnię zaczęło więc wypełniać byle co i to byle co zaczęło spełniać ludzkie potrzeby religijne. A jeśli nie byle co, to – co gorsza – orszak złych duchów, albo  planowanych działań, które miały stworzyć kult doczesności. I miejsce świętego kąta zaczęły wypełniać plakaty gwiazd filmu sportu, muzyki, albo telewizor, czy komputer, miejsce uświęconej przestrzeni domowej jakieś feng szuje, posągi buddy... Miejsce świąt katolickich jakieś dni dziecka, moich urodzin, kota, psa i szydełkowania. Miejsce Liturgii- koncerty rockowe, albo dyskoteki… A nasze prawdziwe święta, nasze miejsca święte, nasze zasady żywego wyrażanie wiary w codzienności zaczęły stawać się pustymi formami, martwymi obiektami muzealnymi. Wraz z nimi martwa stałą się religia, jak martwa jest kultura, którą się podziwia w skansenach i na folklorystycznych przebieranych festiwalach. I choć nauczyliśmy się o zasadach naszej wiary doskonale, dogmatycznie gadać, to przestaliśmy je żywo, praktycznie rozumieć, przestaliśmy nimi nasycać naszą codzienność. Co więc robić?
Nadać właściwe znaczenie
W filmie "Wielka Cisza", jedne z nielicznych słów jakie padły brzmiały mniej więcej tak:
" W życiu jest wiele Znaków. Niektóre z nich nie mają znaczenia. Grunt nie leży w ich usuwaniu, ale w nadawaniu im właściwego znaczenia. Bo człowiek bez znaków czuję się zagubiony".
Proponuję zrezygnować z taktyki nieustannego zmieniania form pobożności(w tym Form Liturgicznych), a skupić się na nadawaniu znaczenia temu, cośmy dostali w spadku od przodków. Ewentualne innowacje niech organicznie z tego wyrastają.
Proponuję również ograniczyć(nie, nie usunąć)  mnożenie wymyślnych okazji, organizowanie szumnych akcji zwanych ewangelizacyjnymi, katolickimi. Tego jest dziś za dużo. To powinno zejść na plan dalszy.  Dziś potrzeba przede wszystkim  przeobrażenia podstawowych wymiarów życia, na wzór kultury ludowej. One zawsze są i z nich trzeba czynić znaki, a nie tworzyć nowe, sztuczne okazje znaczące. Żeby nie nastąpiłą inflacja znaków, pozbawienie ich mocy, treści. Proponuję więc potraktować „ludowe” obrzędy, uporządkowania przestrzeni, czasu, relacji społecznych i międzycielesnych jako z n a k i Bożego, Miłosnego Porządku. I wprowadzać w nowoczesne życie i budować za ich pomocą nowoczesność! Dmuchać, a nie poddawać się podmuchom bylejakich „duchów czasu”.  Bo jak nie, to stanie się z naszą kulturą tak, jak z człowiekiem, o którym Nasz Pan, Jezus Chrystus opowiadał w Ewangelii:
Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku, ale nie znajduje. Wtedy mówi: "Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem"; a przyszedłszy zastaje go niezajętym, wymiecionym i przyozdobionym.  Wtedy idzie i bierze z sobą siedmiu innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy, niż był poprzedni. Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem". (MT 12, 43-45)

w imię stwierdzenia, że najważniejsze to, co w sercu,. że nie liczy się forma..., że religia nie powinna wpływać na nic poza sferą religijną, a raczej przyjmować wpływy mód, "ducha czasu", "nowoczesności", kultura życia codziennego wpoiła nam rezygnację z kształtowania sposobów życia na wzór wyznaczany przez religię wyznawaną. Wymagała natomiast, by to religia przemieniała się wraz z tą kulturą, tracąc nierzadko swą tożsamość.
W związku z tym straciliśmy kontrolę nad treścią Słów Ewangelicznych.
Jak ją odzyskać?
Odpowiedź zdaje się prosta: wpływać na kształt codzienności, kultury zwyczajnego życia. Wpływać przez uświęcanie, kształtowanie jej porządku na wzór wyznaczany przez świętość, oraz przez symboliczne wyrażanie Prawd Wiary- Bożego Ładu w organizacji i rytualnym naznaczaniu codziennych czynności-
w odniesieniu do "chleba powszedniego",
w budowaniu i organizacji domu, który jest symbolem Świątyni- Domu Niebieskiego,
w organizacji czasu,
w odniesieniu do ludzi, w społecznych hierarchiach,
w ubiorze wyrażającym sakralne naznaczenie ciała i jego reakcji i relacji do innych ciał, itd...
Kształt codzienności jako znak
W ludowej religijności chodzi nie tylko o etykietyzację religijnymi słowami różnych  elementów życia, ale o wewnętrzne ustrukturyzowanie  form, którymi człowiek żyje, tak, by nawet bez słów znaczyły, wyrażały głębokie religijne treści.  Nie chodzi też o mnożenie wymyślnych okazji, organizowanie szumnych akcji zwanych ewangelizacyjnymi, katolickimi. Tego jest dziś za dużo. To powinno zejść na plan dalszy. Wyjaśnię kawałek dalej dlaczego. Dziś potrzeba przede wszystkim  przeobrażenia podstawowych wymiarów życia. Człowiek ma słabą pamięć potrzebuje takich przypominaczy na każdym kroku. A w naszej kulturze je odrzucono uznając za formalizm, zabobony,  i za mieszanie się religii do innych sfer życia. A przecież religia, która się nie miesza do wszystkiego przestaje być naszą religią.
Po co wracać do tych starych struktur ludowych?
            Stare formy kultury ludowej mogą nam odsłonić pewne zasady porządkowania świata, które dziś nam umykają, a które wypróbowane przez pokolenia i względnie trwałe przeszły próbę zmiennych okoliczności historycznych, jako skuteczne sposoby wyrażania sensów religijnych. A więc poprzez przyjęcie wybranych starych form, przez ich wypolerowanie i renowację- możemy odkryć pewne zasady i sensy i struktury, w które dopiero można będzie wpisywać- po uprzednim badaniu i weryfikowaniu- formy współczesnej kultury. To, co kard. Ratzinger o muzyce, możemy powiedzieć o całej kulturze ludowej:

 Jest przy tym rzeczą ważną, że istnieją przecież przyczółki pobożności ludowej i jej muzyka, a także w szerszym sensie tego słowa muzyka duchowna, która zawsze winna pozostawać w relacji płodnej wymiany z muzyką liturgiczną: z jednej strony są one przez nią inspirowane i oczyszczane, z drugiej zaś przygotowują też nowe formy muzyki liturgicznej. Z tych swobodniejszych form może potem wyłaniać się coś, co wejdzie do wspólnego skarbca powszechnej liturgii Kościoła.[1]


Jak konkretnie to zrobić? 
  
Byłoby dobrze, gdybyśmy ołtarzyki w domach sobie zrobili, gdybyśmy je tak, jak dawniej ołtarz skierowali ku wschodzącemu słońcu. Na ołtarzyki takie składać by się mógł stół przysunięty do ściany, który nie służy do jedzenia na co dzień, albo komódka.  Na nim Krzyż, świece, chleb, ewentualnie książeczka, czy Pismo Święte. Można go postawić w rogu, naprzeciwko pieca(co też ma swoje znaczenie) a nad nim powiesić obrazy. W ten i wiele podobnych sposobów dawny lud zakorzeniał środek świata- Mszę Świętą-Niebiosa w swojej codzienności, wspomagał swoją pamięć, by nie zapomnieć o Chrystusie i ku niemu kierować wszystkie swe poczynania. Do tego dochodzi symbolika okien, progów, sosrębu, samego procesu budowania, wiechy, choinki, światów, podłaźniczki, itd…
Trzeba znaleźć sposób, by  młode małżeństwa, rodziny decydowały się na takie rozplanowanie przestrzeni domowej, a architekci katolicy mogli uwzględniać w swych projektach tego typu symbolikę. By przywrócić do architektury sakralnej pamięć o przestrzennych symbolach- również tych związanych ze wschodem słońca. Dziś tak modne stają się figurki buddy, czy tzw. Feng Shui.  Jest to wyraz słusznego pragnienia by umistycznić przestrzeń życia codziennego. Szkoda tylko, że zapominamy, że mamy swoje, katolickie na to sposoby i nie musimy szukać tradycjach niezgodnych z naszą.
Niech   chleb powszedni, będzie nie tylko chlebem codzienności ale niech wyobraża chleb „po wsze dni”, chleb wieczny i niebieski,  którym stał się Chrystus. Pieczmy go w domach, zbudujmy sobie piec, jeśli mamy możliwość.
Dobrze by było, gdyby katolicy rytm dnia oraz prace naznaczali religijnymi symbolami, Znakiem Krzyża,  itd.. nie tylko prywatnie, ale, jeśli to możliwe, razem z innymi katolikami. To jest dziś trudne, ale  przecież możliwe jest organizowanie miejsc pracy w zwartym światopoglądowo środowisku. Można takie zasady zastosować w małych rodzinnych firmach, czy tych tworzonych przez bliskich znajomych.
Strój i ubiór mogą wyrażać tajemnicę świątyni Ducha Świętego- i że inaczej tą świątynią jest kobieta, a inaczej mężczyzna(niech i katoliccy projektanci mody z tego czerpią...)
Praktykowanym przykładem powyższych propozycji jest chociażby różaniec w samochodzie.
W końcu każdy z nas gdzieś mieszka- niech dom nie zatrzymuje na samym sobie, ale niech będzie obrazem- I k o n ą  tego Wiecznego, Niebieskiego Mieszkania. Każdy coś je. Niech chleb będzie obrazem tego Niebieskiego Pokarmu, Każdy gdzieś pracuje(a przynajmniej dobrze by było;) Niech praca zostanie uświęcona jako odbicie Boskiego Stwarzania, prawie każdy się ubiera- niech i w tym elemencie kultury wyraża się to, iż Ciało jest Świątynią Ducha Świętego i że inaczej tą świątynią jest kobieta, a inaczej mężczyzna... Nauczmy się głęboko, mistycznie przeżywać podstawowe wymiary życia. Niech one odsyłają do Mszy Świętej a przez Nią do Niebios gdzie Chrystus przygotował nam miejsce.


W końcu każdy z nas gdzieś mieszka- niech dom nie zatrzymuje na samym sobie, ale niech będzie obrazem- I k o n ą  tego Wiecznego, Niebieskiego Mieszkania. Każdy coś je. Niech chleb będzie obrazem tego Niebieskiego Pokarmu, Każdy gdzieś pracuje(a przynajmniej dobrze by było;) Niech praca zostanie uświęcona jako odbicie Boskiego Stwarzania, prawie każdy się ubiera- niech i w tym elemencie kultury wyraża się to, iż Ciało jest Świątynią Ducha Świętego i że inaczej tą świątynią jest kobieta, a inaczej mężczyzna...

W materii jesteśmy i nie wolno nam o niej zapominać, albo oddzielać jej od ducha. Żeby wypełnić pańszczyznę Adamową, żeby stąpając po ziemi z oczami utkwionymi w Niebiosa- jako rzekał papież Benedykt XVI- musimy czynić z tej materii Ikony, Symbole Niebieskiego Jeruzalem, obrazy Paświsk Syjonu...

Z powyższą propozycją wiąże się ściśle  "zrewidowana" pobożność liturgiczna, oparta na dowartośćiowaniu tego, o czym czasem wspominają tzw. "tradsi"

Chciałbym, żebyśmy dostrzegli, że postulaty pozytywne "tradycjonalistów" i „postępowców” wcale nie są sprzeczne, ale dopełniające i należałoby je połączyć.
Przecież "postępowcy"(to pewnie złe słowo) wcale  nie są przeciwnikami Mszy Trydenckiej, czy Tradycyjnych zasad liturgicznych. Mogą swoją radość i entuzjazm wyrażać za ich pomocą. Jeśli, nie to ich entuzjazm nie jest prawdziwy, tylko "światowy".)

„Postępowcy”  skupiają się na tym, że trzeba kochać, trzeba wyjść ku ludziom trzeba być szczęśliwym i ufać Bogu, trzeba się otworzyć na innym.

Tradycjonaliści pokazują jak konkretnie trzeba kochać, jak ewangelizować, jak otwierać się na ludzi, za pomocą jakich form.(Bo ludzkie działanie, miłowanie, itd. ma konieczny wymiar cielesno-duchowy - formalny.)

Nie wystarczy, że staramy się kochać, radować, otwierać na ludzi. Jeśli bowiem na tym poprzestaniemy, to może się okazać, że przyjmujemy sposoby kochania, radości i uprzejmości, które nijak się mają do miłości i radości prawdziwej - chrześcijańskiej, które przypominają ją tylko z nazwy.

Tradycja zaś to zapis wielu pokoleń- a nie tylko jednej chwilowej mody-  świętych, chrześcijan, Ojców Kościoła, dzięki któremu możemy odróżnić miłość, radość i otwartość chrześcijańską od światowej, fałszywej.

Potrzeba więc jednego i drugiego. Wielości, ale i słusznych jej ram, ograniczeń. Tradycji i zgodnej z nią innowacji…


Na podstawie powyższej propozycji stylu życia można by było  zorganizować ŚDM w Krakowie. Musimy ustalić, jakie będą składowe owego święta.

Zacznijmy w tym celu od Mszy Świętej, od jej oprawy i tego co w niej oddano „aktywności świeckich”, Myślę że warto na tym polu kierować się propozycjami papieża Benedykta XVI, które próbowałem opisać tutaj:

Warto by było więc pozostawić Krzyż na środku, i wprowadzić wspólną orientację celebransa wraz z ludem w tą samą stronę, ku Krzyżowi i wschodowi.  I postarać się by ta praktyka dotyczyła nie tylko Formy Nadzwyczajnej, ale i zwyczajnej Rytu Rzymskiego.

Części stałe winny być, jak zalecał SVII oparte na chorale gregoriańskim, a Msza odprawiana w łacinie- języku Kościoła.
Trzeba też się zastanowić jak zorganizować Mszę Świętą papieską podczas głównych uroczystości . Proponowałbym, o ile to możliwe ograniczenie koncelebry i podzielenie grupek które ulokowałyby się w licznych krakowskich kościołach w jednym czasie. Można  byłoby też zorganizować w razie potrzeby szereg ołtarzy polowych, żeby zachować pewną jedność skupiska(tam gdzie ono będzie, np. na błoniach) I tak mało kto papieża widzi, a w takiej sytuacji podczas Mszy Świętej panuje rozprężenie, brak skupienia. Rozlokowanie celebransów pojedynczo, przy pomniejszych polowych ołtarzach pozwoli na lepsze przeżycie Najświętszej Ofiary.  Trzeba oczywiście zadbać o to, by ołtarze polowe były zbudowane z należytą starannością, zachowaniem wszelkich przepisów... Najlepiej by było, gdyby wszystkie zwrócone były w tą samą stronę, ku wschodowi, albo ku północnemu wschodowi, czyli tam, gdzie słońce wschodzi i by celebranci właśnie tam, ku Krzyżowi Chrystusowi wraz z ludem się zwracali, a nie do ludu. Trzeba to tłumaczyć pozytywnie- nie w opozycji, do powszechnej praktyki, ale pokazując głęboki sens takiej Formy. Można to wpisać w symbolikę wspólnej drogi Kościoła w tym samym kierunku.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Dla komentatorów bloga Pana Makowskiego

Oświadczam, że nie dam się sprowokować zarzutami wyssanymi z palca do powrotu, na ów blog i do obrony.
Mam prawo cytować swoje teksty, nikt mi s nie zabroni. Nie muszę dawać cudzysłowów(choć mogę) bo to nie są cudze słowa.
Jeśli ktoś mi zagrabi te artykuły, to będzie jego problem, bo to nie ja go oszukam, ale on mnie.
Czasem wklejam te same teksty, kiedy napotykam na te zarzuty, na które już kiedyś starałem się wnikliwie i rzetelnie odpowiedzieć. Ja nad tym pracowałem, to się nie wzięło znikąd. Pracowałem, bo szanuję rozmówcę. Nie robiłem tego po to, by komuś dowalić, ale by obronić przed fałszywymi zarzutami- Kościół, Prawdę, bliskich...
Z pewnością obrona przed fałszywymi zarzutami jest zajęciem mniej niecnym niż rzucanie oszczerczych słów na pastwę ludzkich języków i domniemań.
Zadziwia mnie to, \e ci którzy oskarżają o. rydzyka, Kościół o teorie spiskowe, sami je snują nt. Kośćioła, ojca T. Rydzyka, czy chociażby mojej osoby. Podobno działam na zlecenie, czyli stanowięistotną komórkę tajnego spisku Kościoła, przeciwko wyznaniu "Neutralności, Pluralizmu,  Tolerancji i Równości "
Dziękuję żeście mi powiedzieli, bo bym się chyba nigdy nie dowiedział.

Nie rozumiem, dlaczego niektórzy ludzi tak ochoczo przypisują ludziom to, czego nie mogą o nich wiedzieć.
Dowiedziałem się że jestem współpracownikiem ... no właśnie kogo? Jakiegoś księdza, kurii, papieża.
Może pójdę do kurii prosić o pracę, żeby spełnić Wasze marzenia:) jak mnie spotkasz na ulicy to pogadamy.
Więcej zaufania ludziom, którzy nie oskarżają, tylko próbują(no wiem, może nieudolnie) bronić oskarżanych...
Do zobaczenia



środa, 10 lipca 2013

Stadion jako Kościół ?

Stadion jako Kościół?

„(…)budowla jest dobra wówczas, gdy jest funkcjonalna i odpowiada na potrzeby użytkowników, także wielkością odpowiada liczbie wiernych
Tak napisała pani Maria Patynowska, historyk sztuki, na portalu Fronda.pl. 
Pozwolę sobie na kilka uwag dotyczących powyżej przytoczonego zdania i tytułowej tezy, z którą po prostu nie mogę się zgodzić. 

Nie ma czegoś takiego jak funkcjonalność ogólna. Funkcjonalność zawsze odnosi się do czegoś.
Stadion pełni dobrze funkcję stadionową. Ale nie liturgiczną. Co spełnia dobrze funkcję liturgiczną. A ściślej: Jaka budowla? Tu trzeba ustalić hierarchię ważności celów
1.      Skierowanie ku Bogu
2.      Zrozumienie ofiary i własnej marności wobec Wielkości Stwórcy i Jego ofiary.
3.      Stworzenie wspólnoty i właściwego, wystarczającego miejsca
Stadiony pełnią znakomicie funkcję wspólnotową, dają dużo miejsca, ale ta funkcja nie jest funkcją liturgiczną. Występuje i w innych elementach życia zbiorowego.
Dlatego też nie można przydawać liturgicznej funkcjonalności obiektowi stadionowemu na podstawie cech pobocznych dla liturgii.

Żeby coś było liturgicznie funkcjonalne musi przede wszystkim  spełniać zadania wymienione w dwóch pierwszych punktach.  Jeśli zaczynamy ocenę od funkcji nieliturgicznej, to robimy tak, jak człowiek, który twierdzi, że patyk może robić za siykierkę, bo ma podobny kształt. Kształt srałt. Zapomniał on że ocena przydatności czegoś do scypania drewa musi się zacząć od sprawdzenia, czy to w ogóle tnie.  „Samoramo” roweru nie czyni.