O odrzucaniu wiary ludowej i rytualnej, o usunięciu pszenicy wraz
z chwastami,
o przesuwaniu gleby wraz z chwastami i sianiu
Ziarna Słowa na skale...
"W swej Mowie eschatologicznej Jezus zapowiedział, że u
kresu czasu „ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego” (Mt 24, 30). Oczyma wiary można już było rozpoznać Jego znak
wpisany w kosmos od początku świata i w kosmosie ujrzeć potwierdzenie wiary w
ukrzyżowanego Zbawiciela. Dzięki temu chrześcijanie wiedzieli równocześnie, iż drogi historii religii zawsze zmierzały do
Chrystusa, że jej oczekiwanie, wyrażone w wielu obrazach, prowadziło
właśnie do Niego. I odwrotnie, oznaczało to, iż filozofia i religia(mitologia
rozmaitych religii naszego globu, uniwersalne jej struktury o różnych
wariacjach I wypełnieniach-d.m.)darowały wierze obrazy i myśli, w których dopiero mogła ona w pełni rozumieć siebie samą."[1]
"Gest cielesny jest jako taki nośnikiem duchowego sensu — adoracji, bez której sam gest byłby
bezsensowny. Akt duchowy musi się ze swej istoty i ze względu na cielesno-duchową
jedność człowieka wyrazić koniecznie w geście ciała."
Jakże często w dzisiejszych czasach dobrzy katolicy z
obrzydzeniem patrzą na ludowe- obrzędowe, czy przestrzenno-czasowe sposoby
wyrażania treści religijnych, uznając je za zabobony, magię, pusty formalizm,
za wiarę w moc czynności ludzkich i energii. W imię takiej opinii próbuje się dziś nierzadko
odżegnywać od takich i podobnych praktyk i postaw i zasad, w celu
uczynienia naszej wiary szczerym i prawdziwym oddaniem czci Bogu. Najbardziej zadziwia to, iż obok tych postaw istnieje fascynacja ludowością, i wszelkimi umistycznieniami życia(np. wschodnie praktyki) poza tą rodzimą, katolicką.
„Sobór Watykański II jest obaleniem starej, tradycyjnej i wiecznej nauki Kościoła Katolickiego i sprowadzeniem dokładnie tych samych fałszywych, masońskich ideologii do wnętrz Kościoła” – z księdzem Karolem Stehlinem z FSSPXrozmawia Bartłomiej Gajos No nie zgodzę się z tym twierdzeniem. Sformułowania Soborowe nie wykluczają pełnej zgodności z Tradycją, dlatego nie można uznawać Soboru samego w sobie za niezgodny z Tradycją. To, że możliwa jest jego dwuznaczna interpretacja go nie wyklucza. Bo jeśliby tak było, to trzebaby było odrzucić Ewangelię dlatego, że tysiące wspólnot i osób interpretuje ją niezgodnie z Nauczaniem Kościoła Katolickiego. W końcu sformułowania Ewangeliczne są dużo bardziej niejasne i wielu ludzi pewnych stwierdzeń Pana Jezusa samych w sobie zupełnie nie rozumie, czyta je jako coś wręcz nieewangelicznego("Groby pobielane", wyłupanie oka", "przeklęcie krzewu", "syn zatracenia", "zgorszenie" niektórzy myślą jak to się ma do dobroci Jezusa?) Trzebaby było odrzucić Kościół Katolicki, bo wielu w jego imię mordowało, gwałciło, itd... Trzeba by było odrzucić zasadność istnienia państw, bo wiele z nich funkcjonuje źle...
Bo język ma charakter konwencjonalny, arbitralny...
Takie traktowanie litery Soboru jako aż tak niearbitralnej i samowystarczalnej jest analogiczne do protestanckiej zasady Sola Scriptura, której bezzasadność wyjaśniam w poniższym artykule. Zwolennicy Tradycji Katolickiej są potrzebni Kościołowi, dlatego nie chcę by strzelali sobie w stopy, krytykując protestantyzację używając do tego protestanckich zasad interpretacji:
"Gest cielesny jest jako taki nośnikiem ducho wego sensu — adoracji, bez której sam gest byłby
bezsensowny. Akt duchowy musi się ze swej istoty i ze wzglę du na
cielesnoduchową jedność człowieka wyrazić koniecznie w geście ciała."
kard. Ratzinger -Duch Liturgii
"Doktryna odrywająca akt moralny od jego wymiarów cielesnych jest sprzeczna z nauką Pisma Świętego i Tradycji,
przejmuje w nowej postaci stare błędy, które Kościół zawsze zwalczał, ponieważ w ich świetle ludzka osoba to
wyłącznie wolność „duchowa”, czysto formalna. Ta redukcyjna wizja nie uwzględnia moralnego
znaczenia ciała i czynów z nim związanych
(por. 1 Kor 6, 19). Apostoł Paweł
ogłasza, że nie odz
Sumienie nakazuje mi przedstawić kapłanom poniższe problemy:
1.Wprowadzono wiernych i wielu kapłanów w błąd, że celebracja do ludu, i przesunięcie na bok Krzyża było
obowiązkiem
2.Istotne jest wspólne
zwrócenie się kapłana i ludu nie na
siebie, ale na Krzyż i na Wschód
3.Krzyż na środku, to pierwszy, ale nie ostatni krok, w
związku z koniecznością uniknięcia gwałtownych zmian, by Liturgia nie jawiła
się jako „robiona”.
4.Dlaczego
w bazylice św. Piotra odprawia się „do ludu”?
Zwracam się z prośbą o rozpatrzenie sprawy ks. Piotra Natanka i Intronizacji z uwzględnieniem poniższych sprostowań.
1. Biskupi w komunikacie KEP poparli to, co zwolennicy Intronizacji przez nią rozumieją. 2. Biskupi nazwali Intronizacją zupełnie co innego, niż większość jej zwolenników. Intronizacją nazwali, postawy, które są często mylnie przypisywane jej zwolennikom przez jej wrogów. To narzucenie błędnego znaczenia sprawia, że krytyka skierowana wobec zwolenników Intronizacji jest w dużej mierze bezpodstawna. 3. Nieposłuszeństwo ks. Natanka nie jest właściwe, ale wynika ono w dużej mierze z nieporozumień opisanych w powyższych punktach. Dlatego pragnę prosić o ponowne przemyślenie jego tez dotyczących Intronizacji i poparcie jej we właściwym znaczeniu, a także o przypomnienie Mu o postawie o. Pio, s. Faustyny, ks. Sopoćki, czy Jana Bosco, którzy mimo niesłusznych oskarżęń i wynikających zeń kar nie odmówili posłuszeństwa...
Sytuacja ta wymaga wyjaśnienia i zdefiniowania pewnych terminów takich jak: 1."Intronizacja" 2. "Serce" i "Osoba" 3. Rytuał i magia
Pokazał to, czego nam brakuje.
Pokory
Odwagi i pokory.
Jednego i drugiego.
Nie wolno wynyślać dylematu albo albo!
Czy Jan Paweł II zrobił lepiej? Nie!
Jana Pawła II zabrał Bóg, bo potrzebował by wierni byli świadkami jego śmierci na urzędzie.
Bedenykt XVI odchodzi sam, z Woli Boga, który pragnie następnego przykładu- pokory i odwagi wobec ludzkich opinii.
Oba przykłady sąpotrzebne
POtrzebne jest pokazanie, że tradycja i otwartość muszą się wzajemnie uzupełniać. Nie są alternatywą.
Trzeba jednego i drugiego!
Trzeba również właściwych relacji między jednym i drugim.
Tradycja jest po to, by wyznaczać słuszną miarę otwartości na nowość, a nie jej zabraniać.
Jan Paweł II raczej tej odwagi wobec ludzkiej tak dużo opini nie potrzebował, bo ta go dobrze znosiła, bo był bardziej atrakcyjny medialnie. Wszystko co robił było przekuwane w zaletę.
tym, że
każde myślenie opiera się na rozumie, a rozum na wierze… w Boga, że obrazy mityczne i rytuały większości kultur
historii mają urzeczywistnienie i wypełnienie w Chrześcijaństwie, w Krzyżu
Zmartwychwstałego Chrystusa, że zmiany cywilizacyjne wcale nie są
koniecznością, której trzeba się biernie podporządkować, bo każdy z nas może zapoczątkować
nowe zmiany, że w świecie nie ma całkowitej niezależności, że religia, która nie mieszałaby się do wszystkiego(w
tym do polityki) nie byłaby religią, że konflikt wyznaniowy jest nieunikniony,
bo istnienie różnych wyznań wynika z tego konfliktu, że stroje, muzyka,
obyczaje mogą być dobre i dlatego też złe.
A na ostatek dodam, że można i trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Jak?
Spokojnie, zobaczysz;-)
Piszę, ale w zasadzie to tylko
splot innych żyć i pisań, które jakoś tak znalazły się w zasięgu
mego doświadczenia i dały mi, jak mniemam, spójny obraz rzeczywistości, a z nim
krytykę współcześnie modnego jej postrzegania. Dlatego też proszę Cię
Przyjacielu, żebyś czytał kolejne rozdziały jako nierozerwalnie związane z
poprzednimi i następnymi, jako wzajemnie się wyjaśniające. Pisanie to jest
wskazaniem luk, nad których przepaściami dane mi było w życiu stanąć. Całościowy obraz tego, co
pragnę Ci przekazać może się wyłonić dopiero z szerszej gamy lektur, które tu polecę, oraz z refleksji, którą
wzbudzi w Tobie zwyczajność,
codzienność. Mam nadzieję, że
propozycja załatania pewnych dziur-wypełnienia braków, sposobu wzniesienia mostów ponad
przepaściami jak na razie Ci wystarczy, bom nie taka tęga głowa, by wszytko
ogarnyć. Proszę Cię jednak o odrobinę życzliwości i zrozumienia dla młodego
wieku mojego, w wyniku którego owe eseje są tylko zalążkiem dalszych, bardziej
konstruktywnych rozważań. Liczę na to, że znajdzie się ktoś, kto wykorzysta
swoje kompetencje, by poniżej omawiane
sprawy wziąć w swoje, bardziej sprawne i wyćwiczone ręce. Z pewnością możesz
nim być Ty! Proszę Cię również, byś
wobec dostrzeżonych nieścisłości szukał raczej lepszych słów dla wyrażenia
sensu, który je przekracza. Niech nieudolność piszącego skłoni Cię raczej do
użycia własnych talentów, by mu pomóc w
lepszym wyrażeniu słuszności. Nie mam ambicji odkrywania nowych prawd,
dlatego będę uczył się jak funkcjonują zamki drzwi dawno już otwartych. Proszę,
nie miej mi tego za złe. Pamiętaj też, że podzieliłem się z Tobą osobistym światopoglądowym
notatnikiem, w którym na potrzeby życia staram się jakoś poukładać tak liczne dziś
propozycje i na którąś się zdecydować. Bo chcąc, nie
chcąc żyłem, żyję i żył będę. Jak długo? Nie wiem. A życie to zmusza mnie do
decyzji.
Chcąc, nie chcąc.
Lepiej więc chyba być c h c ą c y m .
I chcący właśnie zaprasza Cię teraz
do
ś r o d k a
Niniejsza książeczka jest poszukiwaniem prawdy,
poszukiwaniem zgodności i sensu wszystkiego. Każdy z nas tego potrzebuje. Ty też, nie
zapieraj się, że nie! Uniwersalność marzeń o takiej spójności, to wynik
istnienia rozumu, który posiada każdy,
kto myśli. Rozum ten jest sam niewystarczający- bez pewnego pokornego i
niedocenionego dziś sojusznika polega na polu bitwy o poznanie. Zawsze bowiem
okazuje się, że jest coś co go w danej sytuacji, czy kulturze, w danym momencie
historycznym, w danych aktualnościach
przekracza. Wyraźnie ujawnia się to w doświadczeniu takowym: to, co kiedyś
wydawało się mądre, dziś może wydawać się głupie. Będę chciał zmierzyć się z tą
słabością- nie jako naukowiec, ale i w zgodności z logiką, która jest podstawą nauki- i dowiedzieć się, który obraz świata(zawierający w sobie wielość, ale nie
dowolność obrazów - czy jak kto woli- perspektyw) i ludzkiego w nim miejsca
jest Prawdziwy. W tym celu podważę kilka powszechnie funkcjonujących stereotypów. Spróbuję wskazać gdzie i w jaki sposób poprzez to, że są
niemądre, czyli niezgodne z podstawami mentalnymi, czyli wewnętrznie sprzeczne
przeszkadzają nam w zrozumieniu upragnionej Prawdy. Żeby tego dokonać poszukam w
pierwszym rozdziale zupełnie
pierwotnych prawd, czy zasad- konieczności rozumowych, poznawczych.
Alternatywą dla błędnych stereotypów będzie wskazanie bezbłędnych, czyli zgodnie
wypływających z owych konieczności – podstaw rozumu.. Będę chciał więc, zanim
przejdę do opisu sposobu poznawania rzeczywistości wskazać na fakt, że
wychowanie człowieka kształtuje schematy poznawcze. Schematy te, mimo iż zbudowane są na podstawie rozumowych
konieczności, mogą tym koniecznościom przeczyć przez nieporządek, przez niespójność systemową.
Wyjdę ponadto z założenia, że każdy ma jakieś założenia i że nie
jest uczciwe ich ukrywanie za trzema paniami zwanymi: „neutralnością”, „obiektywnością”,
czy „bezstronnością”. Wprowadzaniem w równie wielki błąd jest twierdzenie,
że się traktuje równo wszystkie poglądy
(w tym religie), że się im przyznaje równe prawa i swobodę, bo samo takie
twierdzenie jest poglądem, z jakichś założeń światopoglądowych wynika, a
jednocześnie okrada rzekomo bronione religie z ich roszczenia do czynienia się
ostatecznym kryterium wszystkiego. W związku z powyższymi zastrzeżeniami byłbym
nieuczciwy, gdybym od razu wszystkich kart na stół nie wyłożył, gdybym nie
uprzedził, że jestem katolikiem i że będę bronił światopoglądu religijnego,
katolickiego tak, jak relatywista, czy ateista, czy agnostyk bronią relatywistycznego,
ateistycznego, czy agnostyckiego. Oni bronienie swoich poglądów i przekonywanie
do nich nazywają wolnością słowa, a czasem nawet neutralnością, a gdy ja bronie
swoich to żem jest stronniczy i narzucam? No głupie to.
Wnioski na temat
ludzkiego poznania, mogą początkowo zostać odebrane jako pesymistyczne,
relatywistyczne, czy nawet solipsystyczne- jednakże dalej okaże się, że z
przesłanek tychże nurtów można, a nawet należy wysnuć wnioski przeciwne formułowanym
dotychczas. Jednym z nich będzie wskazanie, że owym tajemniczym i
niezastąpionym sojusznikiem rozumu jest wiara. Ich przeciwstawianie zaś to jedno
wielkie nieporozumienie.
Jeszcze dalej
zobaczymy, że konsekwentne trzymanie się zasad rozumowych – zasad myślenia, których zgodności z rzeczywistością nie ma sensu podważać, bo samo
podważanie jest ich używaniem, prowadzi
niechybnie do uznania, że są to zasady uniwersalne i jedyne i dlatego
podzielane przez inne osoby.
Dowiemy się dlaczego musimy uwierzyć- jeśli chcemy pozostać w zgodzie z
zasadami własnego myślenia, że Istnieje Jedyna, Pierwotna, Osobowa Świadomość,
której Wrażenie Stwarza istnienia naszych wtórnych,
niestwórczych świadomości i obiektywną rzeczywistość.
Tu okaże się
zasadne, przewijające się od początku książki uznanie Boga, który objawił się w Chrześcijaństwie, niejako podważające:
immaterializm, agnostyczny pesymizm poznawczy, solipsystyczne i
postmodernistyczne ubóstwienie własnej subiekcji na podstawie... przesłanek tychże nurtów myślowych.
Dalej, w
rozdziale drugim zobaczymy, że odrzucenie kultury ludowej- często w jej
imię- w dobie rozumu i oświecenia, jako zabobonnej, było jednocześnie
odrzuceniem logicznej Prawdy o Boskim źródle wszechświata i zasad jego poznania. Poznamy w jaki sposób kultura tradycyjna tymi zasadami starała się żyć i dlaczego
wyparcie się owej kultury z gruntu r e l i g i j n e j przecie (w tym “ludowej”) to odrzucenie
podstaw religijności, a przez to odrzucenie rozumu. Przeanalizujemy kilka ogólnych zasad tej odrzuconej dziś kultury i postaramy się
uzasadnić, że pewne nowoczesne formy kultury- są z religijnością sprzeczne, a
jeśli nawet nie z rozmaitymi „religijnościami”, to z ich spójnym dopełnieniem- katolicyzmem, urzeczywistniającym pragnienia,
które w innych religiach były niepokonalnie niespełnione.
I w kontekście
kultury ludowej nawiążemy do spornej dziś idei Intronizacji Chrystusa
pokazując, że jest ona próbą przywrócenia religii naturalnej pozycji, jaką miała
ona w kulturach ludowych, a którą utraciła wraz z ich odrzucaniem. Na gruzach
bowiem tejże kultury zbudowany został- i owszem- z użyciem cegieł z gruzów wyłowionych(bo innych nie ma)- ten sposób życia, w który dominująca w Kościele tendencja- dążąca do
"postępu" i podobnych, obalanych w rozdziale trzecim
stereotypów- chce wpisać naszą religię. Owym błędnym sposobem życia z tych
ideologii wynikającym zajmę sięw rozdziale czwartym. Chcę tam
pokazać, że to niemożliwe, że katolicyzm, który staje się zgodny z
owym sposobem życia, z zasadą nowoczesnej kultury masowej(której produktem bywa aż nazbyt często i nauka) przestaje być nie
tylko katolicyzmem, ale i religią. Jednym więc wyjściem jest przeobrażenie kultury współczesnej tak, by została podporządkowana Bogu w symbolicznym ale
i bezpośrednio znaczącym- czyli wartościowym moralnie wymiarze czasu i
przestrzeni, za pomocą zasad uporządkowania elementów kultury i działań życia codziennego. Propozycje owego
przeobrażenia opiszę w rozdziale piątym, stanowiącym jednocześnie
aktywne, pozytywne podsumowanie. Podsumowanie, które nie zatrzymuje się
na krytyce, ale daje alternatywę. Drogą
do tej metamorfozy kultury jest jednak w
y c h o w y w a n i e nowych
pokoleń, uwzględniające ludzkie podstawy rozumowe, uwzględniające dawanie im
przykładu za pomocą konkretnych zewnętrznych form - tak, jak w kulturach
ludowych- które będą próbowały odtworzyć strukturę Bożego Kosmosu- by
wg niego ci, których wychować chcemy zaczęli myśleć. "Wyjdę ponadto z założenia, że każdy ma jakieś założenia i że nie
jest uczciwe ich ukrywanie za trzema paniami zwanymi: „neutralnością”, „obiektywnością”,
czy „bezstronnością”. Wprowadzaniem w równie wielki błąd jest twierdzenie,
że się traktuje równo wszystkie poglądy
(w tym religie), że się im przyznaje równe prawa i swobodę, bo samo takie
twierdzenie jest poglądem, z jakichś założeń światopoglądowych wynika, a
jednocześnie okrada rzekomo bronione religie z ich roszczenia do czynienia się
ostatecznym kryterium wszystkiego. W związku z powyższymi zastrzeżeniami byłbym
nieuczciwy, gdybym od razu wszystkich kart na stół nie wyłożył, gdybym nie
uprzedził, że jestem katolikiem i że będę bronił światopoglądu religijnego,
katolickiego tak, jak relatywista, czy ateista, czy agnostyk bronią relatywistycznego,
ateistycznego, czy agnostyckiego. Oni bronienie swoich poglądów i przekonywanie
do nich nazywają wolnością słowa, a czasem nawet neutralnością, a gdy ja bronie
swoich to żem jest stronniczy i narzucam? No głupie to."
może nawet z tą książką lepiej czytać(przedostatni rozdział). Zapraszam :)
To co poniżej napiszę i co opowiedziałem wiąże się z tym o czym mówił Leszek Dokowicz u muzyce techno. Tu jednak sprawę ujmuję od strony wszelkich muzyk zawierających to, co roboczo nazwałem "beatem", zwracając mniejszą uwagę na tekst i otoczkę a większą na samą warstwę muzyczną:
C
zy mamy pretensje do kogoś, kto pije napoje
orzeźwiające, bo są tam substancje szkodliwie działające na człowieka? Nie,
wręcz przeciwnie! Przestrzegamy go, żeby go obronić przed złem, którego nie jest
świadom. Może być on świętym człowiekiem. Absurdalne byłoby twierdzenie, że
jest on zły, bo spożywa substancje ze złymi pokarmami. Podobnie jest ze
słuchającymi muzyki. Muzyka też działa na organizm a przezeń na duszę. Tak jak
zioła, czy syntetycznie uzyskane substancje chemiczne. Jedne z nich leczą inne
szkodzą. Tak samo jest z różnymi sekwencjami dźwięków, które wpływają na
organizm.Takie a nie inne zestawienie substancji chemicznych, a
raczej nie samo zestawienie, tylko procesy jakie wywołuje ono w organizmie, a
co za tym idzie w świadomości człowieka mogą leczyć, albo szkodzić.
Utwory muzyczne to nie rzeczy fizyczne, ale procesy fizyczne,
które pojawiają się kiedy istnieje ucho, które je odbiera, i mózg, który je
przetwarza, czyli, powiedzmy np. człowiek. I tak jak w przypadku wspomnianych
wcześniej procesów, jedna muzyka może leczyć, a inna, jak np. narkotyki,
zaburzać świadomość. Możesz uważać, że zaburzanie świadomości pod wpływem
narkotyków nie jest złe. Owszem, nie jest złe, ale w bardzo wąskich granicach,
w jakich tworzenie specjalnej muzyki o takim wpływie ,nie miałoby sensu, i nie
dałoby się zastosować. Mówię tu o znieczulaniu, itd... Możesz twierdzić, że i
poza tymi sytuacjami zaburzanie świadomości nie jest niczym złym. Ale właśnie
dlatego zaznaczam, że piszę z pozycji katolickich i taka muzyka, która ma taki
wpływ jest niezgodna z moralnością katolicką. Dlaczego zaburzanie
świadomości uważam za złe? Bo człowiek wtedy nie panuje nad sobą, może zrobić
wiele złych rzeczy, których by na jawie nie chciał zrobić. Z tą narkotycznością
muzyki wiąże się często działanie naśladujące rozpustę. I tu można też
powiedzieć, że sam jej erotyzm nie jest niczym złym. No ale muzyki estradowej,
czy nawet płytowej, siłą rzeczy nie da się tworzyć w sypialni. A nawet gdyby
miano ją tworzyć i korzystać z niej tylko w sypialni, to gdzieś spoza niej
zazwyczaj czerpanoby wzorce...
Ta muzyka o której mówimy jest jednak grana i tworzona poza
małżeńską alkową. Ale i tu również wchodzi element katolickiej moralności. Dlatego
zauważ, że piszę do katolików i wyraźnie swoją katolicką perspektywę zaznaczam.
Zapraszam jednak i niekatolików, bo wiem, że wielu z nich ma na sprawy
tajemnicy małżeństwa, czy zaburzania świadomości podobne poglądy.
Tak jak stan narkotyczny wywołuje skutki również w
duszy, tak i te elementy muzyki, które mają narkotyczne i erotyczne działanie. Na
nich opiera się większa część współczesnego przemysłu muzycznego. Proszę
poszukać, czym jest zjawisko transu i jak jest wywoływane. Proszę te środki
wywoływania go zapamiętać i zobaczyć, co się powtarza we większości
współczesnych utworów: właśnie ów wprowadzający w trans rytm. To prawda, że był on i w wielu kulturach ludowych. Ale był, bo pełnił funkcję religijne.
Z tym że religie, którym służył,
były niezgodne z Chrześcijaństwem i
dlatego dopuszczały niezgodne z nim elementy. Pisał o tym dobitnie kard.
Ratzinger:
Pomyślmy na
przykład o dionizyjskim typie religii i jego muzyce, o której mówił Platon ze swego religijnego i filozoficznego
punktu widzenia22. W niejednej formie religii muzyka służy odurzeniu, ekstazie.
Wyzwolenie człowieczeństwa z wszelkich ograniczeń, ku któremu zmierza właściwy
człowiekowi głód nieskończoności, ma byćosiągnięte poprzez
święty obłęd, poprzez szaleństwo rytmu i instrumentów. Taka muzyka obala bariery
indywidualności i osobowości; człowiek uwalnia się w niej od brzemienia
świadomości. Muzyka staje się ekstazą, wyzwoleniem od własnego „ja",
zjednoczeniem z wszechświatem. Zeświecczony nawrót tego typu przeżywamy dzisiaj
w muzyce rockowej i pop, której festiwale sąidącym w tym samym
kierunku antykultem – żądzą niszczenia, zniesieniem barier codzienności i
iluzją wyzwolenia od własnego „ja" w dzikiej ekstazie hałasu1 masy. Chodzi tu o formy wyzwolenia, które są
pokrewne działaniu środków odurzających i z gruntu przeciwstawne
chrześcijańskiej wierze w zbawienie. Tak więc jest rzeczą zrozumiałą, że w
obszarze tym szerzą się dzisiaj coraz bardziej kulty satanistyczne i
satanistyczna muzyka, na których niebezpieczną moc – zamierzoną dezintegrację i
rozbicie osobowości - nie zwraca się dotąd dostatecznej uwagi2'. Spór, jaki
Platon rozgrywa między muzyką dionizyjską a apollińską, nie jest sporem naszym,
Apollo nie jest bowiem Chrystusem. Ale pytanie, jakie postawił Platon, jest dla
nas ogromnie ważne. Muzyka w dzisiejszej postaci, jakiej o jedno pokolenie
wcześniej nie mogliśmy nawet przeczuwać, stalą się zdecydowanym wyrazem pewnej
antyreligii i tym samym widownią rozdzielenia duchów. Ponieważ muzyka rockowa
szuka wybawienia na drodze wyzwolenia od osobowości i związanej z nią
odpowiedzialności, łączy się bardzo ściśle z ideami anarchicznej wolności,
jakie dzisiaj na dużych obszarach świata coraz jawniej podnoszą głowę; właśnie
dlatego jednak jest ona z gruntu sprzeczna z chrześcijańską wizją zbawienia i
wolności, stanowi jej przeciwieństwo. Zatem nie z przyczyn estetycznych, nie z
racji konserwatywnego uporu czy historycznej inercji, lecz z samej zasady
muzyka tego typu winna zostać z Kościoła wykluczona.[z przypisu- dop. mój:]Ten
zbyt mało dostrzegany związek ukazuje wyraźnie w swoich pracach były disc
jockey i kierownik zespołu rockowego Bob Larson: Rock and Roli. The devils diversion, 1967; tenże. Rock
and the Church, 1971; Hippies, Hindus and Rock and Roli, 1972. Na temat mniej może szkodliwej, ale ze swej istoty również
sprzecznej z celami liturgii muzyki jazzowej i pop por. H.J. Burbach, Sacro-Pop,
w: „Internationale katholische Zeitschrift" 3 (1974) 91-94. S. 94:
„Udający tutaj awangardo-wość «sacro-pop» jest produktem "reglamentującej
kultury masowej*, która reprodukuje tani gust niewybrednej konsumpcyjnej
publiczności". Tenże,
Aufgaben und Versuche, w: R.G. Fellcrer (wyd.), Geschichte der katholischen
Kirchenmusik II (Kasscl 1976) 395-405. Podsumowująca ocena
s. 404: „Jest to muzyka, która przede wszystkim w swoim «rytmie» zmierza do
coraz dalej posuniętej likwidacji indywiduum, i to w świecie, który w związku z
coraz większą koncentracją władzy przechodzi do zarządzania totalnego. Muzyka
staje się ideologią. Steruje ona, kieruje, filtruje i łączy w jedno pozbawiony
początkowo kierunku strumień odczuć. Zacieśnia go i sprowadza do wzorca
stereotypowych przeżyć".
Joseph Ratzinger „Nowa Pieśń
dla Pana”, str 193-194
(Proszę zwrócić uwagę na ścisłe powiązanie muzyki, tańca, ubioru,
z niewłaściwą koncepcją wolności, którą analizowaliśmy we wcześniejszej części
tejże książki)
Duża część muzyk
ludowych to pozostałości z przedchrześcijańskich kultów. Trans, na którym się
opierały wynikał z koncepcji ekstazy, którą chrześcijaństwo właśnie uznało za
niewłaściwą Człowiek po grzechu pierworodnym ma do tego ciągotę, ale chrześcijaństwo
pokazuje, jak zaznaczał powyżej J.
Ratzinger, że to kierowanie się ku temu,
co – mimo iż obiecuje – naszego pragnienia Szczęścia nie zaspokoi, ale je
jeszcze spotęguje...Trzeba pamiętać,
że nie należy tu krytykować przedchrześcijańskości, ale konkretne jej złe
cechy. Wiele przedchrześcijańskich elementów okazało się bowiem dla chrześcijaństwa
– jak pamiętamy –jego zapowiedzią, którą warto przyjąć i pielęgnować.
Trans był zawsze. To prawda, że się przyzwyczailiśmy, i osłabło n
i e c o jego działanie. Ale siła transu jest stopniowalna. Dlatego
można powiedzieć, że zanim się przyzwyczailiśmy, to poddawani byliśmy, i
dalej jesteśmy nieustannemu wpływowi odurzającej muzyki, która pomaga
przekazywać pewne treści do naszej podświadomości wspomagając mechanizm
kulturowej manipulacji. Muzyka ta jest wszędzie, w niemal każdym programie
telewizyjnym, w autobusach, w supermarketach, w sklepach, w różnych miejscach
publicznych... Młodzi ludzie spacerują często ze słuchawkami na uszach no i
chodzą na koncerty, albo dyskoteki.
Muzyka- Szkodliwy rock i nie tylko
Ostatnio
przeczytałem na pewnej stronie wnioski dotyczące "Rocka
chrześcijańskiego". A nawet jeśli nie tego, co zwykło się dziś nazywać
"rockiem", to czegoś dużo szerszego: całej muzyki wywodzącej się od
rocka: Techno, hip-hopu, dance'u, reggae, disco-polo, nawiązujących do nichutworów popowych. itd. W owym "tu" pojawiło się rozróżnienie na tekst i muzykę. Ale z rozróżnienia tego wyciągnięto inne wnioski niż to zazwyczaj bywa. I
wnioski te były mądre dlatego, że nie popadały w przejęzykowienie-
przypisując sensowność tylko słowom. Poza tym, brały pod uwagę, że muzyka, to
zjawisko fizyczne, dlatego istnieje we wszechzwiązku z innymi elementami
materii, w tym z naszym ciałem. Z tego wynika fakt, że muzyka może wpływać na
nie, co naukowcy od dawna zauważają
Zauważają to i
chrześcijańscy muzycy. Tylko, że, nie biorą pod uwagę, że jeśli muzyka może
działać jak lek, to jednocześnie może działać jak trucizna, jeśli będzie
niewłaściwym miejscem dźwięków w systemie rzeczywistości. Tak samo jest z
narkotykami- one też same w sobie nie są złe- złe jest ich umiejscowienie w
organizmie człowieka w sytuacji niekoniecznej. A przecież słuchanie muzyki jest
aktem jej takiego umiejscawiania. Jeśli więc muzyka może działać dobrze na
organizm, to i źle również.
Poza tym
przedmiotami porządku Bożego jest i materia, bo Bóg i ją stworzył- a jednocześnie wyznaczył jej właściwe miejsce w
Porządku Kosmosu. Dźwięki więc również mają właściwe sobie miejsce w porządku
świata, a muzyka jest pewnym uporządkowaniem, umiejscowieniem dźwięków. To umiejscowienie może być dobre, albo złe. Jego złość
można powiązać z takim wpływem na organizm, który zaburza
właściwe uporządkowanie wewnętrzne(funkcji i działań elementów organizmu względem siebie) i zewnętrzne(funkcji i działań
organizmu jako całości, albo jego elementów względem rzeczywistości zewnętrznej)
Bo muzyka to nie
tylko dźwięki- takie, jak je pan Bóg stworzył, ale ich zestawienia. A te są
wynikiem działań ludzkich, które mogą być dobre, ale i złe.
Uporządkujmy więc:
1. Muzyka jest jakimś uporządkowaniem materialnych elementów a więc może być materią postrzegania sensów.
2. Dźwięk, jako element materii istnieje we wszechzwiązku z
innymi jej elementami, a więc i z ciałem. Może mieć więc na nie wpływ.
3. Bóg Stworzył i materię. I jej w Systemie Stworzenia wyznaczył
jakieś właściwe miejsce- Przedmiotem moralnego wartościowania są więc konkretne
czyny i stany dokonujące się w materii. To dotyczy również dźwięków-bo są one zjawiskiem fizycznym.
Jeśli więc odrzucamy krytykę jakiejś muzyki na podstawie
stwierdzeń, że:
● "liczą
się słowa i intencje, bo muzyka nie może być "liczą
się słowa i intencje, bo muzyka nie może być zła"
● "muzyka
nie może być szkodliwa, to zależy
tylko od innych elementów sposobu życia jej słuchaczy",
● "muzyka
ta jest muzyką współczesnej kultury, czy tego chcemy, czy nie, dlatego powinniśmy
się do niej dostosować ",
to jesteśmy w błędzie...
Stwierdzenie w
ostatnim punkcie nie uwzględnia faktu, że kontekst kulturowy i jego elementy,
to uporządkowania będące wynikiem działań ludzi, dlatego mogą być dobre, ale również złe. Na tej zasadzie musielibyśmy uznać, że jeśli w
jakiejś kulturze np. przejawem życzliwości jest przyjmowanie dziewczyn na noc
jako przyjmowanie daru, to powinniśmy tą formę życzliwości przyjąć. Bo
"nie liczy się forma, ale treść, intencja". To nie przesada-To
konsekwencja. Ale o tym już pisałem...
Jeśli zaś muzyka
może mieć wpływ na organizm, to musimy odpowiedzieć- czy jest on dobry, czy
zły.
Jeśli zaś pewna
muzyka- jawiła się kiedyś komuś jako
zła, to warto zbadać, czy te przeczucia są słuszne. Warto się nad tym
zastanowić. A takie przeczucia istniały-choć przez wychowanie modami zostały z
nas wytrzebione. Takie przeczucia istniały w stosunku do muzyki rock, gdy
pojawiła się ona na scenie świata. Spróbujmy więc następnemi razy nad tą muzyką się
zastanowić...
Cz. II. BEAT
Zastanówmy się na
przykładzie cytatów nad krytyką muzyki rock, jaka dotychczas się pojawiła.
Chcę zaznaczyć,
że nie będę się tu skupiał na tekście, ani na kulturowej otoczce, tylko na
samym dźwięku i jego wpływie na człowieka. Dlatego też pominę problem przekazu
podprogowego, "backward masking", symboli satanistycznych i podobnych
tekstów. Dlaczego? Bo to nie jest problem muzyki, dlatego na podstawie
tego nie możemy oceniać jej samej w sobie.
Ktoś może zapytać co zostanie mi do analizy, jeśli pominę te
elementy?
Uważam, że
zostanie to, co rzeczywiście wymieniane w krytyce muzyki rockowej, ale w późniejszych konkluzjach zazwyczaj lekceważone. I to jest wg mnie
jedyną słuszną osią krytycznych opinii nt. tego, co możemy sobie tu nazwać
"rockiem". Tą osią jest cześć wspólna większości naszych
współczesnych muzyk:
BEAT
Postaram się
przytoczyć kilka cytatów z internetowych opracowań odnoszących się do tego, co roboczo
zdecydowałem się nazwać "beatem" i je krótko skomentować:
"Patologizujący
wpływ na człowieka może mieć tu nie tylko tekst, lecz również sam rytm o określonej
częstotliwości pod którego wpływem człowiek
może stracić kontrolę nad swoimi decyzjami i stać się podatnym
na sugestię. Efekty te można dostrzec, obserwując proste reakcje organizmu na
pewne dźwięki, które
dokonują zmiany w pracy mózgu lub
przyśpieszają tętno."
Rytm i dźwięk tu wymienione są tu wskazane jako realnie
wpływające na organizm, a co za tym idzie świadomość człowieka. Brak tu
potwierdzenia, że ten wpływ jest zły, ale na razie wystarczy nam samo
stwierdzenie wpływu. Jedźmy więc dalej:
„Podświadomy sygnał może być przekazywany przez: A / Głośność, amplitudę i częstotliwość fali akustycznej. -
Badania prowadzone nad wpływem muzyki wrzaskliwej wskazują na: zmianę pulsu i
oddechu człowieka, modyfikację wydzielania gruczołów dokrewnych, przemianę materii i zwiększenie poziomu cukru we
krwi. Taka muzyka przyśpiesza bicie serca nawet do 130 uderzeń na minutę. Wtedy
człowiek traci kontrolę nad własnym organizmem, czego objawem może być
histeryczny śmiech lub nieopanowanie seksualne. B/ Pulsację rytmu. - Pulsacja w pewnych przedziałach
powoduje w organizmie ludzkim rozstrój bio-psychiczny,
zdolny zmodyfikować różne organy ciała. W
wyniku pulsacji rytmu i wrzaskliwości, różnica między dobrem a złem oraz prawdą a kłamstwem ulega
zatarciu, tworząc „chorobliwą
harmonię" życia wewnętrznego, czyli zanik kontroli nad sposobem
zachowania (...)Badania nad negatywnym wpływem złej muzyki pozwoliły
zestawić cechy zachowań, wywołanych przez manipulacyjne działanie na człowieka.
Należą do nich: niekontrolowana i gwałtowna zmiana reakcji emocjonalnych, utrata
kontroli świadomości i koncentracji, zmniejszenie kontroli intelektualnej
i woli, podniecenie neurozmysłowe powodujące euforię, histerię i
halucynacje, kłopoty z pamięcią, stany depresyjne. Muzyka ta staje się swego
rodzaju przeżyciem ekstatycznym i jest uwolnieniem od samego
siebie(czyli zniewoleniem). Takie uwolnienie nie różni się niczym
od narkomanii i jest całkowicie sprzeczne z wiarą chrześcijańską.
Tu znów widzimy
koncentrowanie się na podświadomym tekstowym przekazie. Ale skupmy się na czymś
innym- na działaniu owych mediów tego przekazu samych w sobie. Znów
zauważamy, że jakiś wpływ na organizm jest. I sugeruje nam się, że jest i wpływ
na świadomość. Oczywiście poczyniony został przeskok- zabrakło wyjaśnienia, jak
pulsacja rytmu w pewnych przedziałach sprawia, że nasza świadomość się
relatywizuje i traci zdolność rozeznawania. Nie przeczę, że praktyki
transowo-hipnotyczne- mające na celu przejęcia w pewnym stopniu kontroli nad
świadomością opierają się na takim mechanizmie pulsacji. Brak tu jednak
powołania się na te badania, które pokazują ów mechanizm. W
następnym fragmencie i w innych tekstach możemy jednak znaleźć takie
powołanie się:
„W San
Antonio, w stanie Teksas, szesnastoletni chłopiec w czasie słuchania płyty
"The Wall" zespołu Pink Floyd wszedł w stan podobny do hipnotycznego
i nagle, bez ostrzeżenia zerwał się i brutalnie zadźgał swoją ciotkę. Zgodnie z
policyjnym raportem nie było w tym przypadku udziału żadnych narkotyków - tylko muzyka! Chłopiec twierdził, że muzyka zahipnotyzowała
go i nawet nie pamiętał tego, że zabijał! Szatan używa potężnych i równocześnie subtelnych form hipnozy do przejęcia kontroli umysłu.
Kluczem do hipnozy jest powtarzanie i głównym składnikiem
rockowej muzyki jest powtarzanie.Przygniatający,
powtarzający się, wiodący rytm. Ten stały, powtarzalny beat może wprowadzić
umysł słuchacza w niebezpieczny stan sugestywnej hipnozy. Przyjacielu, to
niebezpieczeństwo jest przerażające jeśli weźmiesz pod uwagę słowa, którymi jest karmiony młody, podatny umysł!
(...) Jimi Hendrix, jeden z największych gitarzystów, który
udławił się swoimi wymiocinami w 1970 roku po przedawkowaniu powiedział:
"Poprzez muzykę będą przedostawać się pewne klimaty, ponieważ muzyka jest
sama w sobie duchową sprawą, możesz zahipnotyzować ludzi muzyką, a gdy
sprowadzisz ich już do tego najsłabszego punktu, możesz przekazywać do ich
podświadomości cokolwiek chcesz powiedzieć". Rockowa gwiazda i
homoseksualista Little Richard powiedział: "niektóre rockowe gwiazdy stają w kole i piją krew. Niektórzy klękają i modlą się do diabła, rock and roll hipnotyzuje nas
i kontroluje nasze zmysły.
(...)W grudniu 1985 roku osiemnastoletni Raymond Belknap i James
Vance po wysłuchaniu Judas Priest śpiewającego "Beyond the Realms of
Death" (Poza rzeczywistością śmierci), wyszli przez okno sypialni i poszli
na pobliski kościelny plac zabaw. Tam Belknap przyłożył obrzynkę do swojej
głowy, nacisnął spust i dosłownie odstrzelił sobie głowę. Gdy leżał martwy na
boisku, przyszła kolej na Vance'a. Powiedział: "Tam były tony krwi,
wyglądało tak, jakby strzelba była cała w smarze. Było tak wiele krwi, że nie
byłem w stanie tego znieść. Przeładowałem ją i, wiesz, teraz była moja kolej, a
ja przygotowywałem się. Myślałem o tym wszystkim, po co warto było żyć, tak
wiele z twojego życia staje ci tuż przed oczyma. To było tak jakbym nie miał
żadnej kontroli... moje ciało było zmuszone, do tego, aby to zrobić i
strzeliłem". Vance przeżył z raną postrzałową, lecz zapadł w śpiączkę i w
listopadzie 1988 roku zmarł w kilka dni później. Pogrążeni w
żalu rodzice wnieśli sprawę przeciwko Judas Priest. Proces sądowy stwierdził:
"Sugestywny tekst w połączeniu ze stałym beatem i rytmem, niezmienną
intonacją muzyczną razem wzięte nakłoniły, zachęciły, wsparły, podjudziły
i zahipnotyzowałypowoda do wiary, że odpowiedzią na życie była
śmierć". Zgodnie z zeznaniami świadka, który badał album Judas Priest, zostały znalezione zarówno podprogowe przesłanie jak i teksty wsteczne. Znaleziono
podprogowe (ukryte przed świadomością) przesłanie: "Zrób to", umieszczone co najmniej sześciokrotnie. Adwokat
Kenneth McKenna powiedział: "Po prostu, literalnie byli posłuszni nakazowi
muzyki i tekstowi...
(..)Została ona porwana w lutym 1974 roku przez Symbionese
Liberation Army (Organizacja uważająca się za rewolucyjną awangardową armię o
lewicowych poglądach - przyp. tłum.), lecz wkrótce potem pomagała im w napadach na banki. Zastanawiasz się, w
jaki sposób tak ja zmienili? Magazyn Newsweek z 16.02.1976 roku poprosił o
zbadanie przypadku Patty Hearst dr Williama Sargenta, najlepszego
brytyjskiego eksperta od "prania mózgów". Doszedł do następujących
wniosków: "stała się ofiarą "wymuszonej przemiany" czy
też prania mózgu. Jej system nerwowy był utrzymywany w maksymalnym stresie
przez nieustanne odtwarzanie głośnej muzyki rockowej... osoba, której system nerwowy jest pod nieustanną presją może
"powstrzymywać" lub "okazywać" paradoksalną aktywność mózgu - dobre staje się złym, a zło - dobrem. Według dr
Sargentamuzyka rockowa rzeczywiście "zmienia" słuchacza - zło
faktycznie staje się dobrem, a dobro -? złem. To wyjaśnia często irracjonalne
zachowania wśród współczesnej młodzieży.
Nic dziwnego, że spotykałem młodych ludzi, którzy bez cienia strachu czy wątpliwości, patrząc mi prosto w
twarz mówili: "Taaa, człowieku, chcę iść do piekła, będziemy tam
imprezować w płomieniach piekła z Szatanem". „(...)Dr John Kappas, czołowy badacz umysłu i hipnozy zaczął w
latch 60-tych badanie skutków działania muzyki
rockowej. Dr Kappas powiełział: "...to, co jest niezrozumiałe w
tych wszystkich satanistycznych sprawach to fakt, w jaki sposób udaje im się przedostać z przesłaniem do młodych ludzi. To, o
czym mówimy, jest nazwane budzeniem podatności na sugestię. Są to
bardzo sugestywne stany, które z łatwością
wpływają na młodych... wszelkie świadome przesłanie, które jest przekazywane wraz z nagraniem, zostanie przez słuchacza
kupione. nie ma żadnej obrony przed przyjmowaniem świadomego przesłania,
dziś... Przyjmą wszystko, cokolwiek zasugerujesz, ponieważ nie mają żadnej
ochrony przeciwko temu... zostali zahipnotyzowani... To były jednostki, które w istocie chodziły w stanie hipnotycznym..."„Bob Lurson wraz z ekipą medyczną w
Cleveland odkryli liczne symptomy u ponad 100 pacjentów -- „muzyka rockowa może
mieć zadziwiające efekty fizyczne: zmiany pulsu i oddechu, podniesione
wydzielanie gruczołów endokrynalnych, w
szczególności gruczołu śluzowego, który kieruje procesami witalnymi w organizmie". Kiedy melodia
podnosi się krtań ściąga się,. kiedy melodia opada krtań się rozluźnia.
Podstawowa przemiana materii i poziom cukru we krwi podlegają modyfikacji w
trakcie słuchania. Można więc igrać z organizmem ludzkim tak, jak gra się na
instrumencie muzycznym i w rzeczywistości niektórzy kompozytorzy muzyki elektronicznej pozwalają
sobie manipulować mózgami, dokonując spięć
różnych świadomych warstw mózgowych całkiem tak
jak to czyni narkoman. Przemawiający rytm muzyki rock i
pop stymuluje pewne funkcje hormonalne systemu endokrynalnego. Efekty te
są związane ze zwiększeniem intensywności muzyki. Już powyżej 90 decybeli efekt
jest nieprzyjemny i szkodliwy, a na koncertach muzyki rockowej zmierzono
106-108 dB w centrum sali i 120 przy orkiestrze.” „(...)Znany muzykoterapeuta Khleslo w raporcie na
temat muzyki rocka po badaniach, które przeprowadził w ciągu 10 lat napisał Zasadniczym problemem
wywołanym przez muzykę rocka u pacjentów, z którymi miałem do czynienia jest intensywność hałasu, który powoduje: wrogość, wyczerpanie, narcyzm, panikę,
niestrawność, wysokie ciśnienie i dziwną narkozę. Rock nie jest
nieszkodliwym spędzaniem czasu, to narkotyk bardziej szkodliwy niż
heroina, a zatruwający życie naszej młodzieży. Jeżeli chodzi o stronę seksualną
to ekipa medyczna Boba Larsena potwierdza kategorycznie, że wibracje
niskich częsotliwości wywołane aplikacją gitar basowych, do których dorzuca „ efekt powtarzającego się beatu wywołują znaczny
wpływ na płyn znajdujący się w stosie pacierzowym*. Ten płyn wpływa z kolei bezpośrednio na gruczoł śluzowy, który steruje wydzielaniem hormonów. Rezultat finalny to rozregulowanie hormonów seksualnych i nadnercza i radykalna zmiana wskaźnika insuliny
we krwi tak, że różnorakie funkcje nakazów moralnych spadają poniżej progu tolerancji albo są całkowicie
zneutralizowane. b) efekty psychologiczne -- są jeszcze bardziej niebezpieczne od
efektów fizjologicznych. Nie można się podddć bezkarnie podczas
dłuższego czasu depersonifikacyjnemu wpływowi rocka bez ulegania głębokim
psychicznym uczuciom. Oto główne tezy analiz
medycznych I psychicznych doktorów Mc Roberta,
Granby, Blainsa i wielu innych: -- zmiana reakcji emocjonalnych od frustracji do
niekontrolowanej gwałtowności,2 -- utrata kontroli zarówno świadomości jak i refleksu
zdolności koncentracji,3 -- znaczne zmniejszenie kontroli inteligencji i woli
przez podświadomość,4 -- podniecenie neurozmysłowe powodujące euforię,
łatwe uleganie sugestiom, histeria lub halucynacja,”"Uzależnienie od rocka.Profesor socjologii Uniwersytetów Chicago, Yale, Paryża,
Toronto, Cornell stwierdził: "Uważam, że uzależnienie od rocka, w
przypadku gdy nie ma wpływu innych czynników, ma podobne efekty jak
uzależenienie od narkotyków" (Bloom, Alan
The Closing of the American Mind, pp 68...81)"
"(...)berliński teolog Rolf Fisher opisał dokładnie występowanie
takich podobnych do upojenia ekstatycznych stanów, które niegdyś występowały
w czasie liturgii(?) a dzisiaj są poszukiwane w koncercie rockowym. Źródłem tych stanów jest ponaglający,
pulsujący rytm muzyki, najbardziej akcentowany przez tzw. sekcje rytmu
składającą się z perkusji i E- basu. Odpowiednio do rodzaju stylu dochodzą
instrumenty perkusyjne, syntezatory, basowe i E-gitara nadająca rytm. Wszyscy
autorzy zgadzają się, e czynnikiem decydującym przy oddziaływaniu muzyki
rockowej jest rytm. Wpływa on poprzez wegetatywny system nerwowy bezpośrednio
na całe ciało. Siła głosu oraz zwielokrotniony bass-ostinati dopełniają
hipnotyczno-ekstatyczne działanie muzyki rockowej." "Michael Ventura w swoim opracowaniu historii muzyki
rockowej wyprowadza genealogię terminu z obrzędów czarnych niewolników w południowych
stanach USA. Kołysanie /rock/ kaznodziei oznaczało tam ekstatyczny, rytmiczny
śpiew psalmów. Uczestniczyła w tym śpiewie cała wspólnota. Od przełomu stulecia a prawdopodobnie o wiele wcześniej
istniał termin oznaczający uprawianie muzyki rockowej w kościele. Gdy w
kościele śpiewano a nawet wykrzykiwano murzyńskie pieśni, kiedy klaskano
zgodnie z rytmem, gdy pot spływał strumieniami a wierni popadali w omdlenie, mówili językami, unosili się i mieli świadomość e są wyzwalani, to
było to rozumiane jako przejaw obecności Ducha św., nazywano to rockowaniem w
kościele. Uczestnicy liturgii uprawiali kościelny rock. Tego rodzaju muzyka
wywoływała w kościele kołysanie,entuzjazm. Na tym rocku, na tej skale był
oparty ten kościół /chodzi o
denominacje protestanckie amerykańskiego południa/, bardziej ni na skale
Piotra. Okrzyki entuzjazmu, które się rozlegały, nie
były ani krzykami rozkoszy ani krzykami śmierci, ale zespalały się i dźwięczały
w jednym...zarówno śpiew Little Richarda jak i Janis Joplin , Arethy Franklin iJamesa Browna i Bruce`a Springsteena, wszystkie te krzyki
wywodzą się bezpośrednio z tych kościołów.” Wspominany już berliński teolog Rolf Fisher opisał dokładnie
występowanie takich” podobnych do upojenia
ekstatycznych stanów”, które niegdyś występowały
w czasie liturgii a dzisiaj są poszukiwane w koncercie rockowym."
Ktoś może tu powiedzieć: "Ale co z muzyką zawierającą ów BEAT, która swymi słowami chwali Boga? Nie możemy
twierdzić, że jest ona zła."
Odpowiem parafrazując (i trochę korygując terminologię, na nasze potrzeby)
słowa księdza umieszczone w jednej z dyskusji na chrześcijańskim portalu:
"Czy wyznanie wiary uczynione w transie jest ważne i dobre?
Czy uczynione pod wpływem emocji jest ważne i dobre?Czy jeżeli na imprezie
techno, kiedy uczestnicy są w transie, zamiast innych słów, które często prowadzący
podają tłumowi do powtarzania w ramach "zabawy", zachęcano by do
skandowania "Jezus jest Panem", byłoby to dobre? Wyobraź sobie osoby,
które po całkowitym wyłączeniu muzyki, laserów i innych, oraz zapaleniu świateł, w ciszy i świetle
"tańczą" jeszcze kilka minut (a takie eksperymenty były robione i
ludzie znajdujący się w transie nie orientowali się, że impreza się skończyła),
zupełnie nieświadomie krzyczą "Jezus jest Panem". Równie dobrze mogliby skandować "kocham coca-colę", albo
"konstantynopolitańczykowianeczka". Czy takiewyznanie wiary jest ważne i świadome, czy może raczej jest
parodią wyznania wiary? Komu zależy na parodiowaniu wyznania wiary?"
Czy wychwalanie
Boga w transie może być dobre? Czy wyznawanie wiary pod wpływem mniej lub
bardziej silnych stanów hipnotycznych może być wartościowe? Pewnie może, bo nigdy
nie wiemy, czy i ta świadoma w pełni i Wolna część człowieka nie jest źródłem takich wyznań. Ale to nie zmienia faktu, że sam taki trans,
czy sama taka hipnoza jest przeżyciem niezgodnym z chrześcijaństwem, jest
zaburzeniem Porządku Bożego- który takie, a nie inne miejsce wyznacza ludzkiej
świadomości- i nie powinniśmy go tak sobie zmieniać.
I o takim właśnie
działaniu muzyki mówił kard. Ratzinger- zdecydowanie pokazując, że jest ono
niezgodne z chrześcijaństwem:
(...)moje uwagi dotyczyły głównie muzyki rockowej, której radykalna
antropologiczna sprzeczność z obrazem człowieka i kulturowym zamysłem wiary
zostały tymczasem w sposób kompletny ukazane
przez innych autorów"
Zanim podam tych autorów w przypisach pragnę zachęcić gorąco do
przeczytania załej książki kard. Ratzingera pt. "Nowa Pieśń dla
Pana".
" ...ten rodzaj muzyki niszczy indywidualizm i osobowość – człowiek uwalnia się od swojego jestestwa. Muzyka staje się
przeżyciem ekstatycznym, uwolnieniem od samego siebie. Takie uwolnienie nie różni się niczym od narkomani i jest całkowicie sprzeczne z wiarą
w zbawienie chrześcijańskie." "Zeświecczony nawrót do tego typu
(muzyki-dip. mój) przeżywamy dzisiaj w muzyce rockowej i pop, której festiwale są idącym w tym samym kierunku antykultem – rządzą niszczenia, zniesieniem barier codzienności i iluzją
wyzwolenia od własnego ja w dzikiej ekstazie hałasu i masy. Chodzi tu o formy
wyzwolenia, które są pokrewne działaniu środków odurzających i z gruntu przeciwne chrześcijańskiej wierze
w zbawienie. Tak więc, jest rzeczą zrozumiałą, że w obszarze tym szerzą się dzisiaj
coraz bardziej kulty satanistyczne i satanistyczna muzyka, na których niebezpieczną moc – zamierzoną
dezintegrację i rozbicie osobowości – nie zwraca się
dostatecznej uwagi""Celem muzyki pogańskiej jest częstokroć wywołanie ekstazy
zmysłów, poprzez rytm i melodię. W takim przesunięciu akcentów w kierunku zmysłowości, jakie powraca we współczesnej muzyce
rytmicznej, Bogu Zbawcy ludzi przyznaje się zupełnie innemiejsce, niż w wierze chrześcijańskiej. Taka muzyka może się
stać pokusą kierującą człowieka ku fałszywym celom."-Benedykt XVI
Hipnotyczny charakter beatu potwierdzają i inne cytaty:
„Ozzy Osborn z grupy Black Sabath (Czarny Sabat). Ten czarny
pieśniarz - gwiazda grupy Black Sabath wyznaje całkiem naiwnie, że nigdy nie
skomponował żadnej muzyki nie będąc w transie mediumicznym. "Wydaje mi
się, że jestem medium dla jakiejś siły na zewnątrz mnie. Mam nadzieję, że nie
jest to siła tego, którego się obawiam -
szatana. Jest jakaś siła nadnaturalna, która mnie używa do
pisania rock and rolla. Mam nadzieję, że nie jest to siła diabła, ani
szatana". "2. Beat i jego efekt podświadomy Sygnał podświadomy
może być przekazany przez "beat". Siła rocka to synkopowana pulsacja
rytmu, która powoduje w organiźmie ludzkim rozgłos biopsychologiczny zdolny
zmodyfikować różne organy ciała. Beat może spowodować przyspieszenie bicia
serca i wzrost poziomu adrealiny, może spowodować nie tylko błogość seksualną
ale także ekscytację seksualną łącznie z orgazmem.”„Najbardziej świeże świadectwo znosi wszelkie wątpliwości, co do
powiązania czarnoksięstwa z muzyką rockową. Jest to świadectwo Johna Todda.
"Zawsze czarnoksięstwo było praktykowane przy dźwiękach beatu, który jest identyczny w kulturach "Vandou" i w muzyce
rockowej. Nie można praktykować magii czarów bez tej
muzyki"."Jimi Hendrix zauważył, że: Muzyka jest duchowa. Można
wprowadzić ludzi słuchających muzyki pod wpływ czaru, zaklęcia, a potem
programować w ich umysły, co zechcesz aby uwierzyli. "Słynny muzyk Jimi Hendrix grał razem z zespołem muzyków pochodzących z Ugandy, których ojciec zajmował
się Voodoo i magią. Muzycy ci byli zaskoczeni rytmem i tempem muzyki Hendrixa,
gdyż były one identyczne z tymi, których używał ich
ojciec. Mike Fleetwood, solista rockowy, a również inne gwiazdyrocka, wędrowali
przez afrykański busz, aby nauczyć się rytmów Voodoo i aby wzbogacić brzmienie swojej muzyki.Muzyka rockowa
wciąż posiada mnóstwo rytualnych
elementów pochodzących z afrykańskiej magii" "W warstwie dźwiękowej sygnały podświadome są
przekazywane przez modulowany beat. Synkopowana pulsacja rytmu powoduje w
organiźmie ludzkim rozgłos biopsychologiczny, zdolny wywołać zmiany w organach
ciała. Powoduje on przyśpieszenie w biciu serca z 70-80 uderzeń na minutę nawet
do 120-130. Wzrasta także poziom adrenaliny, która nie może w takich ilościach zostać spożytkowana, a to m o ż e powodować ekscytację seksualną." "Wyróżnikiem tej nowej fazy była perfekcja
monotonnego rytmu, wzmocnienie decybeli i opętańcze rozpasanie perkusji
-podstawowego instrumentu tego piekielnego cyklonu. Po rytm sięgnęli do plemion
afrykańskich oraz środowiska kultu „Vandom",
praktykowanego w Ameryce Łacińskiej i na Haiti. Jego cechą był repertuar
bazujący na monotonii ruchów kopulacyjnych, pełen
ekstatycznych zaklęć i błagań. Chodziło o doprowadzenie słuchaczy do rozkoszy
seksualnej, stanów histerii, omdleń. Za
tym wszystkim kryły się wówczas jeszcze nie
rozpoznane procesy psychofizyczne, ale już rozpoznano ich skutki.„Beat" uderzał z siłą młota. Powoli rozdrażniał system
nerwowy, spowolniał i paraliżował procesy myślowe; wreszcie wzmacniacze
decybeli wprawiają w rozdrażnienie nerwowe, nieopanowaną frustrację,
niepohamowane podniecenie erotyczne. Siła decybeli zostaje podniesiona o 20
powyżej wytrzymałości ucha. Dźwiękowa furia machiny decybeli: baterie, cymbały,
trąbki, perkusje, krzyki, syntetyzatory elektryczne: świadomość zostaje
zredukowana do percepcji dźwięków i rytmu. Ten rodzaj
muzyki utrwalił Peter Townhaud.""Muzyka pokolenia ‘68 zmieniła radykalnie znaczenie kultury
muzycznej. Odwołując się do dawnych, plemiennych rytmów i afrokubańskiej ekspresyjnościwspierała zamiar uwolnienia ludzkiej instynktywności
spod kontroli rozumu i woli. Sprzyjał temu nowy styl tańca wzorujący
się na obsesyjnym poruszaniu ciała. Rock’n’roll oznacza „kołysać i
kręcić się” z wyraźną aluzją seksualną. Tę seksualną aluzję zawierały
już wcześniejsze kompozycje południowoamerykańskiego stylu gospel, które zresztą zaczęły jako pierwsze posługiwać się określeniem
rocking (przypomnij sobie owo rockowanie w kościele-dop. mój) (np. Good Rocking Tonight bluesowego muzyka Roya
Browna).(...)Jednym z zamierzeń muzyki rockowej było wzbudzanie
podniecenia seksualnego w słuchaczach. Dr Howard Hanson ze
Stowarzyszenia Psychiatrów Amerykańskich
(American Psychiatric Association) utrzymywał, że „im bardziej tempo muzyki przekracza zwykły rytm, tym bardziej
rośnie napięcie emocjonalne”. Podążając tą drogą, „jest możliwe wytworzenie w jakimkolwiek organizmie ludzkim
rodzaju histerycznejdezintegracji”112. Wszystko to miało
służyć efektowi z r e w o l u c j o n i z o w a n i a ludzkiego
wnętrza, zamierzonemu przez rewolucję 1968 roku."
W powyższych
cytatach trans i wywołane przezeń rozregulowanie oceny moralnej zostały
powiązane z przeżyciem zarezerwowanym z punktu widzenia chrześcijaństwa dla
małżeństwa. Trans, wywołuje pod wpływem naśladującej tajemnicę małżeństwa
pulsacji możliwość niepoddawanego osądowi moralnemu doświadczenia bezprawnego
tego, co do tej tajemnicy należy. Zresztą nawet sami muzycy twierdzili, że siła
gatunków muzycznych polega na owym naśladownictwie:
„W swoim bestsellerze "Zrób to" anarchista Jerry Rubin
napisał: "Elvis obudził nasze ciała całkowicie je zmieniając. Mocny rock
zawiera swój sekret w energicznym beacie, ciepłem wchodzącym do naszego
ciała, pociągający rytm podniecał wszystkie ukryte pasje”
( Nie miałem czasu szukać dalszych cytatów- ale czytałem ich
wiele. Może ktoś mnie wyręczy?)
Zresztą nazwy takie jak rock'n'roll, funk, punk, do tego
zwulgaryzowanego naśladownictwa odsyłają. Co więcej- same podstawy tożsamości
tych gatunków- ich wyznaczniki muzyczne uznaje się za takie naśladownictwo::
"Słowo "funk" kiedyś zdefiniowane w słownikach jako smak lub
zapach stosunku seksualnego, powszechnie postrzegane było jako niesmaczne i
nieprzyzwoite. Afro-amerykańscy muzycy pierwotnie zastosowali "funk"
w muzyce jako wolny i spokojny rytm. Z czasem stał się on żywiołowy i
intensywny, ponieważ słowo to związane było z seksem. Ta wczesna forma muzyki
ustanowiła wzór dla muzyków następnych
lat.Muzyka była wolna, zmysłowa i oparta na riffach. Funky dokładnie określa te
kryteria. Podczas sesji jazzowych muzycy mówiąc: "A teraz zatrujmy trochę
powietrze funkiem!", zachęcali innych do odprężenia. (Funk w slangu znaczy
"śmierdzieć", ponieważ wiąże się to z zapachem potu, który powstaje podczas szalonego tańca.""Wszyscy doskonale ten termin znamy ale niewielu z nas zna
jego rzeczywiste, oryginalne znaczenie. Pierwsza część terminu: Rock
"to shake up, to disturb or to incite" [EN]
Metafora angielska, oznacza "wstrząśnięcie, zaniepokojenie, podżeganie,
podniecanie".
Druga część: Roll "having sex" [EN] Średniowieczna
metafora oznaczająca... stosunek seksualny.
Materiał wzięty z Wikipedii angielskiej wersji.
http://en.wikipedia.org/wiki/Rock_and_roll
(...)http://pl.wikipedia.org/wiki/Rock_and_roll Tak więc Wikipedia po polsku wprowadza nas ponownie w błąd.
(...)Punk
Istnieje jeszcze inna ciekawa nazwa pewnego nurtu muzycznego - punk. Niewielu
zdaje sobie sprawę z tego, że i w tym przypadku ktoś nadał temu kierunkowi
wyjątkową sprytną i... uwłaczającą nazwę, której młodzi ludzie chętnie używają.
Według dobrych słownik
Według dobrych słowników:
punk -
a. Slang A young man who is the sexual partner of an older man. (w slangu
- młody człowiek, seksualny partner mężczyzny.)b. Archaic A prostitute. (
archaiczne znaczenie - prostytutka ) Źr
punk -
a. Slang A young man who is the sexual partner of an older man. (w slangu
- młody człowiek, seksualny partner mężczyzny.)b. Archaic A prostitute. (
archaiczne znaczenie - prostytutka ) Źródło -
http://www.thefreedictionary.com/punk"
Ktoś może powiedzieć, że
wcale niczego takiego nie doświadcza- że rock nie wywołuje w nim odczucia
frywolności i bezwstydu. Zamazuje ją mechanizm spowszednienia. Tak, jak w
przypadku tańców, czy ubiorów. "miękka pornografia" nie robi
wrażenia na tych, dla których jest chlebem powszednim. Potrzebują oni czegoś
mocniejszego. Co nie znaczy, że jest ona dobra. Brak wrażliwości na tego typu
bodźce jest w jakimś stopniu objawem zepsucia- rutynizacji doświadczenia
relacji między ciałami, o którym już tu dokładniej pisałem. Ale takie
zepsucie nie świadczy jeszcze o winie zepsutego. Może być on, jak już
zauważyliśmy – po prostu nieświadom tych procesów, które przekształcają jego mentalność i percepcję. W ostateczności
my wszyscy, którzy żyjemy w tej kulturze jesteśmy ofiarami takie rutynizacji
doświadczenia tego, co winno być tajemnicze. “Miękkie” doświadczenia- które winny być przedmiotem uświęconej tajemnicy-
nie robią na nas wrażenia. Ale takie przesuwanie granicy przyzwoitości przez
spowszednianie i mechanizm kontrastu z coraz większym złem trwa już dość długo
i może prowadzić do tego, że niedługo za formę rozrywki zależnej od gustu
uznawać będziemy to, co dziś nazywamy prostytucją, co dziś wydaje nam się
bezsprzecznie nieprzyzwoite i złe. Oby granica relatywizmu(przynajmniej
chrześcijan) nie przesunęła się aż tak daleko. Ale przecież to, co dla naszych
dziadów było absolutnie nie do pomyślenia, co uważali za wieczny I
niezmienny bezwstyd- dla nas jest taką właśnie kwestią gustu. Czemu byśmy więc
mieli niekonsekwentnie przypuszczać, że i nasi wnukowie nie mogą przesunąć tej
granicy jeszcze dalej, że to co dla nas jest bezsprzecznie złem-niezależnie od
wszelkich kontekstów I okoliczności, uznają oni za “kwestię gustu”?
Bo wyznacznikiem
moralności nie są ludzkie- relatywne, kulturowo i historycznie i sytuacyjnie
uwarunkowane uczucia(choć one istnieją i mają wpływ na nasze rozeznawanie
sytuacji i winność), ale pewne właściwe stany- właściwe miejsca elementów Systemu Stworzenia. Nie mówię, że dowolność i zmiana
jest zła. Mówię tylko, że złe jest przekraczanie pewnych kryteriów-granic dobroci.
Kult przyjemności i postmodernizm.(Teraz wyjdę trochę poza muzykę)
Warto zauważyć, że cechy tego, co nazwaliśmy tu
"rockiem" , "beatem" mają dość ścisły związek z przemianami
ideologicznymi i mentalnymi naszego społeczeństwa. Otóż działanie relatywizujące osąd moralny wiąże się z propagowanym
i wyznawanym dziś relatywizmem. Ten zaś otwiera furtkę do podważania wszelkich
autorytetów i zakazów- w tym granic dot. sfery seksualnej i
wszystkiego, co wiąże się z przyjemnością doczesną. Te granice wstydliwości i
przyzwoitości są przekraczane z użyciem również omawianej przez nas muzyki. Natomiast
doświadczenie transu przenosi nas w rzeczywistość, w której uczestniczymy praktycznie w kulcie samego siebie. Właśnie za
takie doświadczenie można uznać trans zwany w jednym z powyższych cytatów "rockowaniem w kościele". Jest on wg autora
opracowania związany pierwotnie z doświadczeniem religijnym. Nie mogę się
zgodzić z uznaniem tego „rockowania” za coś dobrego, za doświadczenie
chrześcijańskie. Bo doświadczenie to jest tylko i wyłącznie kultem
przyjemności, który nie kieruje, mimo wszelakich deklaracji słownych, a nawet
początkowych intencji- ku Bogu, ale ku samemu sobie. Jest to też wynik tego, że
słowa stają się puste, znieprawione, o czym jużeśmy pisali. W efekcie definicja
Prawa Bożego wyrażana przez tą muzykę narażona jest na zniekształcenie przez
nasze aktualne, kreatywne, modne widzimisię:
„Muzyka
rockowa dostarcza przede wszystkim emocjonalnego zaspokojenia w sensie; tutaj,
teraz....przy czym osiągana przyjemność stanowi decydujący, zasadniczy motyw.
Mamy tutaj więc do czynienia z rodzajem otumanienia pewnego rodzaju
światopoglądem, ale przede wszystkim jest to upojenie muzyką. Wraz z tymi
elementami rock zyskuje element, który do tej pory występował jedynie w
liturgii: element fascynacji. Rozwój liturgii i muzyki
rockowej jest procesem historycznym i mo e być przykładem ilustrującym
proces sekularyzacji elementu, który wywodzi się z łona
religii, lecz ju tam nie wrócił
Wniosek o
zależności między zmysłowością, ekstazą i kultem przyjemności stanowiącym
zaprzeczenie Bogu doskonale sformułował Nasz Papież w cytowanym tu już
fragmencie. Pozwolę sobie powtórzyć:
"Celem
muzyki pogańskiej jest częstokroć wywołanie ekstazy zmysłów, poprzez rytm i melodię. W takim przesunięciu akcentów w kierunku zmysłowości, jakie powraca we współczesnej muzyce rytmicznej, Bogu Zbawcy ludzi
przyznaje się zupełnie inne miejsce, niż w wierze chrześcijańskiej.”
Stąd niedaleko do postmodernistycznego raju, na temat którego wypowiadał się @Kris Rumiński, czy @Włóczęga. Głównym zaś motorem napędowym tej przemiany
mentalności była rewolucja obyczajowa 68, zwana zupełnie zasadnie seksualną i
rock'n'rollową. O niej dość ciekawie pisze cytowany tu już ks.Skrzypczak.
[1] http://www.okiem.pl/czytelnia/sacrorock2.htm [2] http://arteterapia.pl/artykuly/od-emocji-po-fizjologie-czyli-o-oddzialywaniu-muzyki-na-organizm-czlowieka/ [3] za: http://www.apostol.pl/forum/viewtopic.php?f=30&t=268 [4] T. Watkins, To tylko rock'n roll, za: http://nickycruz.ovh.org/rock_roll.html [5] http://www.okiem.pl/cnota/rock/medycyna.htm [6] Ks. W. Kulbat http://wkulbat.pl/index2.php?option=com_content&do_pdf=1&id=375 [7] http://e-sancti.net/forum/archive/index.php/thread-3915-2.html [8] M.Basilea Schlink „Muzyka rockowa. Skąd? Dokąd?, Effatha, Wrocław 1994 [9] J. Ratzinger, Nowa pieśń dla Pana, Kraków 1999, s. 173 [10] J. Ratzinger, Słuzyć prawdzie, Wrocław 2001, s.239. [11] J. Regimbauld, tłum.: K. Zubowicki Tekst opublikowany w "DIE EST AMOURE" (Bóg jest miłością), http://www.mi.franciszkanie.gdansk.pl/roznosci.php?a=55 [12] http://www.isnr-ng.uksw.edu.pl/studenci/rock.htm [13] http://www.monasterujkowice.pl/articles.php?a=1 [14] http://duszpasterstwo.org/index.php?id=608&id2=34 [15] http://publicdisorder.wordpress.com/2010/08/08/bestie-konca-czasu-henryk-pajak-ebook/ -str 432 [16] http://mateusz.pl/wam/ksiazki/Chrzescijanin-na-rozdrozu/ [17] 1 http://www.apostol.pl/forum/viewtopic.php?f=30&t=268 http://www.apostol.pl/czytelnia/gluszek/nie-ka%C5%BCda-muzyka-%C5%82agodzi-obyczaje [18] http://pl.wikipedia.org/wiki/Funk [19] http://zbawienie.com/rock.htm [20] http://wkulbat.pl/index2.php?option=com_content&do_pdf=1&id=375